1 października, 2024
Czy można być szczęśliwym przez wszystkie 18,262 dni? Odpowiedź jest prosta i brzmi – NIE!
Jak więc niektórym ludziom udaje się przetrwać w związku małżeńskim 50 lat? Żeby to jeszcze 50 lat.. ale gdy uświadomimy sobie, że jest to pół WIEKU, to już naprawdę wydaje się to niemożliwe!

Jeśli policzymy, że 50 lat to 50 kalendarzy i każdy z nich „trzyma” 12 stron miesięcznych z rubrykami 30-31 dni, jeśli pomyślimy, że dzień ma 12 godzin (nie będę już liczyła minut i sekund, matematyka nie była nigdy moją mocną stroną…) I do tego dołożymy 30 nocy przez 12 miesięcy, często wcale nie łatwiejszych niż dni- to wychodzi astronomiczna pula czasu, którą dostają od losu tacy, jak na przykład ja.
Co może zdarzyć się w życiu człowieka przez 50 lat? Co zdarzyło się w tych latach na świecie?
Ile dobrych i niemiłych wydarzeń? Ile wielkich odkryć, podróży w przestrzeń kosmiczną. Ile kwiatów zakwitło w ogrodach, ile mądrości wypowiedziała ludzkość. Ile konfliktów wybuchło w różnych częściach świata, ile ofiar pochłonęła ludzka nienawiść, głupota, brak rozwagi..
Dziś to nie jest takie trudne, żeby „przewertować” internet i znaleźć setki – tysiące przykładów na to, co zmieniło się na świecie w ciągu 50 lat.. Lista nigdy by się nie zamknęła, bo każdy człowiek trwający w dobrym zdrowiu i dobrym związku przez pół wieku – miałby coś do dodania do takiego spisu.
Kiedy zaczynało się moje małżeńskie pół wieku temu, nikt nie wiedział o Internecie, komputery dostępne były w wybranych miejscach i dla wybranych osób. Do egzaminu z literatury czytaliśmy książki w całości, bo skróty i streszczenia były bardzo trudno dostępne i… nie miały dobrej opinii. 😀
Chodziliśmy na koncerty, gdzie sprzęt muzyczny nie miał nic do czynienia z maszynerią i elektroniką ogromnego studia. Gdy w Krakowie grali Skaldowie – siedziałam na gałęzi wielkiego drzewa, bo miejsc było niewiele a chętnych do słuchania znacznie więcej. Dziś miejsca, gdzie odbywają się koncerty słynnych zespołów muzycznych i artystów mają wielkość stadionów sportowych i szokują sprzętem, światłem, możliwościami techniczno-elektronicznymi.
Telewizory miały maleńki ekran i skrzynię wielkości i ciężaru „szafy”. Pierwszy amerykański obraz z lądowania człowieka na księżycu oglądałam w czarno- białym telewizorze i nie myślałam, że za kilka lat telewizor będzie mógł pokazać nam kolory każdego zakątka ziemi.
Pociągi pędzące na jednej szynie albo takie, które osiągają zawrotne szybkości- to była bajka/wizja marzeń tych, których uważaliśmy za „ zwariowanych”.
Dzieci rodziłyśmy długo i w bólach. Każda kobieta wiedziała, że tak ma być. Bo przyjście na świat nowego człowieka to „ ból i nieopisana radość” i nikt nie zamierzał tego w naturze zmieniać. Dziś metody rodzenia z pomocą epidural-u sprawiają, że matkom zostaje do zapamiętania tylko radość, bo ból zniknął na zawsze..
Ja pamiętam jedno i drugie i nie żałuję ani jednej sekundy bólu.. 🤗
Jak więc określić, zdefiniować fenomen wspólnego życia dwojga ludzi pod jednym dachem przez 50 lat?
Nie oszukujmy się, nie czarujmy innych!! Miłość jest gorąca i namiętna na początku, w ważnych chwilach rodzinnych, w pielęgnowanych dużych okazjach.


Gesty, uśmiechy i kwiaty – bez okazji i w ważnych momentach.
Bywa jednak, że „przemycamy” ją w małych gestach przez całe życie. W przynoszeniu kwiatków bez okazji, w niespodziankach, które CHCE nam się robić żonie czy mężowi. Jakiś prezent, jakieś ciepłe słowa, które tylko my dwoje rozumiemy. Wyjazdy na chwilę i na dłuższe wakacje – spełnienie wspólnych marzeń…
Ale tak nie żyje się na co dzień! Codziennie jest zawsze coś, co wzajemnie nas drażni, wkurza, przeszkadza. A to otwarta tubka z pastą, a to brudny talerz po śniadaniu, a to skarpetki rozrzucone na podłodze.. Drobiazgi, ale trudne do zaakceptowania przez obie strony…
Gorzej – gdy dochodzą konflikty z powodu braku pieniędzy, zmęczenia pracą zawodową. Niekończące się dyskusje na temat wychowywania dzieci. Z czasem zaczyna przeszkadzać nam wygląd współmałżonka, niedbanie o siebie. Bywa, że wkrada się nuda, kłamstwo, zdrada..
Przez 50 lat śmialiśmy się miliony razy. Wypiliśmy razem setki kaw na śniadanie i ogromne ilości wina, a kiedyś nawet wódki. Celebrowaliśmy nasze rocznice, urodziny, imieniny, rocznice „nieformalne”, Dzień Dziecka i dni specjalne albo bez okazji.
Milczeliśmy równie często, rozstawaliśmy się na osobne wyjazdy i czekaliśmy na swoje powroty.
Radziliśmy sobie w złych momentach i cieszyliśmy się, gdy byliśmy szczęśliwi. Podobnie jak tysiące par radzi sobie z trudnościami, które zawsze ” czyhają” na związki małżeńskie!
Co jest kluczem sekretnym do przeżycia razem 18,262 dni?
Co zrobić, by wytrzymać i to nie z przymusu, nie z powodu rutyny. I też nie z powodu wiary, że jeśli zawarliśmy związek małżeński przed Bogiem, to tak już musi być na zawsze!
Tak naprawdę, to nie wiem… Mimo naszych doświadczeń nie czuję się upoważniona do udzielania porad innym.
Nie jestem aż tak tolerancyjna, bym uważała rozwody za najprostszy sposób uzdrowienia złych uczuć w małżeństwie. Ale – rozumiem też, że czasem inaczej się nie da.
Zanim jednak stwierdzimy, że inaczej jak tylko „osobno” nie da się żyć, te ponad 18 tysięcy dni daje nam dużo czasu i okazji, by spróbować każdej metody, każdego sposobu, z którego możemy skorzystać, by przetrwać „nasze kryzysy” czy tylko gorsze dni.
Bo każdy związek dwojga ludzi to inne życie, inne ulubione drogi godzenia się, inne rozmowy.
50 lat to bardzo długi czas.
Przez wszystkie lata zmieniamy się oboje. Fizycznie i psychicznie. Społecznie i towarzysko. To, co nas bardzo zbliżyło w pierwszej dziesiątce, niekoniecznie jest tak samo dobre później. Nasza droga trochę nabiera zakrętów i skrótów, a mijające lata, zmieniające się zainteresowania, różni ludzie wokół nas i nieustający bieg wydarzeń – muszą nas zmienić. I sposób wspólnego życia. Już nie potrzebujemy być ciągle razem i trzymać się za ręce. Już czytamy inne książki – ale wciąż czytamy je wieczorem, obok siebie! „Razem ale trochę osobno. Osobno ale ciągle razem” ( jak pisał kiedyś Sławomir Mrożek w swojej sztuce pt.”Serenada” )
Uczestniczymy w innych imprezach zawodowych czy towarzyskich, ale chętnie opowiadamy sobie o nich. Znajdujemy chwilę na wspólną rozmowę.
Bywa, że kłócimy się, ba – nawet jakiś procent tych 18,262 dni, to były tak zwane „ ciche dni” 😀🙄.
Gdy już zbliżamy się do czwartej czy piątej dziesiątki, życie egzaminuje nas coraz częściej z cierpliwości i tolerancyjności dla siebie. Gdy chorujemy (czasem poważnie) wspieramy się i stoimy przy drugiej osobie, bo tak powinny się wypełniać dni coraz starszych ludzi.
Wszystko na świecie psuje się i trzeba po kilku czy kilkunastu latach naprawiać, ulepszać, łapać, cerować, odświeżać. Podobnie w związku dwojga ludzi nic nie jest na zawsze! Wciąż trzeba pracować nad sobą i to we dwójkę. Chociaż… bywa, że ma się dość tej „drugiej połówki”, przychodzi złość, łzy, niechęć do kolejnych wyjaśnień, zapomnień, wybaczeń.
Ale wszytko co dobre i co złe jest dla ludzi! Od nas tylko zależy jak sobie z tym poradzimy.
Mamy takich kochanych młodych (dużo młodszych od nas!) przyjaciół, którzy na pierwszy rzut oka różnią się całkowicie sprzecznymi temperamentami. Często „idzie im pod górkę”, ale mają taki zwyczaj, że co jakiś czas gdzieś wyjeżdżają albo „wyskakują” na krótko i głośno mówią, że będą „repair marriage”. Specjalnie nazywam to po angielsku, bo brzmi to dużo lepiej niż polskie – naprawianie małżeństwa 😀 😜.
I zawsze znajdują swoje własne sposoby na poratowanie siebie nawzajem. Wracają „uleczeni” i są bardzo cudownym małżeństwem od wielu lat. Nie mam wątpliwości, że do swojego pół wieku też dotrwają.
Miłość.. hmm – przez lata zmienia swoje oblicze. Bo miłość też się starzeje i też trzeba ją pielęgnować i odświeżać. Podać jej „laseczkę” albo rękę jako podporę. Uważać, by nie przerodziła się w złe odczucia, bo niestety i tak bywa.. By szybki mocny uścisk, przytulenie, nawet jedno ciepłe spojrzenie znaczyło nadal “kocham cię”
Moje 18,262 dni??
Nie jestem ideałem. I mój mąż też nie (a szkoda, bo może łatwiej by było utrzymać balans 😂).
Były dołki i trudne momenty w życiu. Było bardzo wiele dobrych ciepłych chwil, bukietów kwiatów, słów, które zostają w nas na długo. Wielkie sukcesy naszych dzieci. I wnuki – cudowne i mądre!


FAMILY / RODZINA
Tak jak po pięknym lecie nadchodzi słota jesieni i sroga zima, tak i nasze PÓŁ WIEKU obfitowało we „wszystkie kolory”.

Nie żałuję niczego. Nawet tego, że bywałam zła, niedobra i wkurzona.
Bo po „ciężkim dniu” nadchodzi noc – a po nocy nowy dzień. Ten, który będzie lepszy od wczorajszego…
Mój mąż powiedział: „Teraz zaczynamy nowe życie”. 😊
Ile jeszcze dni mamy przed sobą? Nie wiem.
Ale wiem – jak to kiedyś wyśpiewał Marek Grechuta – że „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”.
************************************
Zamykam te 18,262 dni (a dziś juz kilkanaście więcej) piosenką, ktorą słuchaliśmy w naszych pierwszych wspólnych latach „Wszystko mi mówi, ze mnie ktoś mnie pokochał” . Choć piosenka powstała w 1967 roku zawsze była wykonywana podczas występów Skaldów. Radosna, optymistyczna, pełna energii i zawsze aktualne słowa.
Wybrałam wersję pochodzącą z benefisu Andrzeja Zielińskiego z okazji jego 50-tych urodzin, w grudniu 1994 roku. Impreza miala miejsce w krakowskim Teatrze STU, którego założycielem (1966) i wciąż kierownikiem jest równie znany krakowski artysta – Krzysztof Jasiński (pojawia się na ekranie). Z nostalgią i wielką przyjemnością słucham tej piosenki.
Dziś juz nie ma pana Jacka, wspaniałego śpiewającego lidera zespołu „Skaldów. Odszedł w maju 2024 r. Ale jego piosenki pozostały z nami.
































































































































