1 czerwca 2026
Nie lubię zastoju, nie przepadam za leniwym dniem (no, może czasem…), nie cieszy mnie przedłużająca się pustka bez planu, co dalej. Wkurza mnie dużo elementów otaczającej rzeczywistości. I zapewne nie jestem w tym osamotniona.
Mimo, że zmęczenie dopada mnie z każdym dniem coraz częściej, to jednak energetyczne życiowe podskoki nie są mi niemiłe. Gdy boli kręgosłup, gdy kolano przy każdym kroku „chrupie”, gdy nerwy nie sprzyjają cierpliwości… nie lubię siebie.
Nigdy nie miałam zdrowotnych kłopotów z sercem, choć od dzieciństwa takie problemy w rodzinie były mi znane. Mój tata przeszedł pierwszy zawał w wieku 42 lat, ciągle miał kłopoty z oddychaniem i ostatecznie zmarł na zawał serca zupełnie nagle. W środku zdania, które wypowiadał do Mamy. Z serem Roquefort w ręce…
Kiedy więc w testach, którym się poddałam, “coś zgrzytnęło”, okazało się, że nie jestem wyjątkiem i ja też mogę mieć “słabości serduchowe”. Byłam zaskoczona, zła i przez kilka dni nie mogłam poukładać sobie tego w głowie. Coś pogmatwało mi wszystkie moje dolegliwości. Pojawiło się jak dla mnie – znienacka, choć gdybym była zdrowotnie bardziej rozsądna i przewidująca, nie musiałabym rozchwierutać swojego balansu. W wieku „wielce dojrzałym” każda choroba, ból, strach przed konsekwencjami powoduje komplikacje. Nie tylko w naszym ciele, w całym organizmie, który już nie jest posłuszny tak jak kiedyś. Także w głowie.
No i jak to bywa z wszystkimi chorobami, zawsze pojawiają się w niewłaściwym momencie. Zmieniają nasze plany domowe, w pracy zawsze “pożar”, plany na wakacje trzeba natychmiast poprzestawiać. Są tacy, którzy elastycznie radzą sobie z tym dość gładko. Jak nie jutro, to za tydzień. Nic nie ucieknie według przysłowia “Co ma wisieć, nie utonie”. A ja – jak ten koń z klapkami na oczach. Jak idę pod górę, to żadnych zmian nie może być po drodze. Jak gnam z wiatrem , to nie mogę się zatrzymać. Jak obiecuję coś komuś (sobie też), to nie znoszę przekładać, tłumaczyć się z powodów zmian.
Moja operacja woreczka żółciowego (och, kiedy to było! 1986 r.) wyskoczyła, gdy byłam sama w domu z dwójką małych dzieci, wyrostek trzeba było wyciąć na kilka dni przed dużą imprezą urodzinową mojego męża w Galveston (okrągłą!), a o konieczności operacji kolana dowiedziałam się na dwa tygodnie przed przylotem gości z Polski… Wszystko nie tak. Ale – komu zdarza się tylko “tak”?.
Balans w życiu to nie tylko przygody zdrowotne. Balans to własny system zasad, które sobie w głowie układamy. Co i jak jemy, jak się ubieramy, ile czasu spędzamy w towarzystwie i kiedy wolimy być sami. Balans muzyki, kolorów, filmów i wszystkiego, co dla nas ważne.
Światło i ciemna noc. Zimno i ciepło. Alkohol i kawa. Słodycze i ostro przyprawione posiłki. Nikt z nas nie ma identycznego balansu. Każdy potrzebuje czegoś innego.
Balans finansowy, to dobry haczyk na nieokrzesanych “zakupowiczów”. Jak sprawić, by nie wpaść w manię wydawania, kiedy tyle ładnych nowości wokół nas? Jedni mają hopla na punkcie coraz to nowszych samochodów. Inni wpadają w sidła elektronicznych “zabawek” dla dorosłych i młodzieży, które rodzą się z takim rozpędem, że to, co dzisiaj jest nowe, jutro już okaże się starym. Jeszcze inni chcą nadążyć za modą, która mogłaby z powodzeniem stanąć w zawody szybkości zmian z rozwojem technologii elektronicznej. Buty, torebki, szale i wszystkie inne gadżety. Szaleństwo, w którym o balans bardzo trudno 😂. Bywa, że i ja o tym coś wiem…
Już nie wspomnę o prawdziwych kolekcjonerach bardzo drogich, bardzo dziwnych i bardzo zwariowanych rzeczy. Obrazy, konie, monety, pająki, węże, autografy sławnych ludzi, figurki sportowców, stare płyty, aparaty fotograficzne… Bywają hobby, które może nie są kosztowne, ale zajmują mnóstwo miejsca. Ludzie mają najdziwniejsze pomysły i potrzeby. Podam kilka przykładów 🤗.
Pamiętam, że gdy po raz pierwszy zostałam zaproszona do domu mojego przyszłego męża (wtedy jeszcze tego NIE wiedziałam), w jego maleńkim dziewięć metrów kwadratowych pokoiku, na ścianie wisiała mata, a do niej poprzypinane były pudełka/ opakowania przeróżnych papierosów. Ciasno, jedno przy drugim. Nie wiem ile ich było, ale dużo! Wziąwszy pod uwagę, że był rok 1971 i żadnych zagranicznych papierosów kupić się nie dało (no, może jakieś były w Pewexie za dolary lub bony dolarowe), a mój chłopak miał 20 lat i niewiele pieniędzy – była to imponująca kolekcja. W jednym z tych pudełek ukrywał swoje papierosy, które u niego w domu były “nielegalne” i trzeba było je dobrze zakamuflować przed tatusiem 😂. (Niestety, żadne zdjęcie się nie zachowało w rodzinnych albumach).
My kolekcjonujemy krowy (nie, nie prawdziwe! 😄) kolorowe, mają przeróżne fajne pozycje, kształty, wielkości. Są zrobione z rozmaitych materiałów – szkło, metal, drewno plastik, ceramika, wełna… Krówki są uśmiechnięte albo mają smutne wzruszające spojrzenia i są bardzo sympatyczne. No i każda ma swoją historię 🐮. Stoją na kilku wiszących półkach i są ozdobą ściany. Mam koleżankę Grażynkę B. która dodaje mi „wirtualne krowy” z każdego miejsca, gdzie tylko je zobaczy. Gdyby były w naszej prawdziwej kolekcji, mielibyśmy już ich dwa razy tyle.




Z kolekcji ponad 80 krówek – wybrałam inne niż kiedys włączyłam do wpisu o („Kolekcjonerstwo czy zbieractwo”? 27 kwietnia 2021) ) 1. siedząca miękka przytulanka, krowa – wazonik, ostatni nabytek – prezent z Polski i krówki – magnesy
Dlaczego krowy? Hmm… Półek jeszcze mi nie zabrakło, hobby nie jest ani groźne, ani i zbyt kosztowne. Za to wszyscy nasi goście i przyjaciele wiedzą, że to najlepszy prezent dla mojego męża (i trochę dla mnie 🤗) z każdej okazji.
Kilka przykładów znalezionych w sieci – od lewej: 1. cukry zbierane w czasie podróży samolotami 2.stare karty do gry 3. pieniądze z różnych krajów. Prawa strona: 1. naparstki 2. ostre sosy 3. długopisy… To tylko wybrane ludzkie pomysły na kolekcje👍🤗
Często ludzie kolekcjonują książki ulubionego autora albo o ulubionej tematyce. Znałam kogoś, kto miał tyle książek w swoim domu, że półki były wszędzie!! Dosłownie – WSZĘDZIE! Od parteru do piętra, a wysokość domu była imponująca. Książki były bardzo przemyślnie i estetycznie ułożone, zupełnie inaczej niż w typowych bibliotekach. Wrażenie było niesamowite!!! Gdyby je przeliczyć na pieniądze, to można by być milionerem..
Balans będzie tu tylko “przysłowiowy”, bo co dla mnie już jest poza granicą rozsądku czy możliwości, dla kogoś innego jeszcze daleko do linii wyjścia poza balans.
Moje wnuki były (są) szalone na punkcie klocków Lego i choć już dawno powinny z nich wyrosnąć (powinni???) to wciąż odkrywają nowe zestawy i “muszą” je mieć. Jak mówi przysłowie – „pieniądze to nie wszystko”, ale w tym wypadku ograniczenia są zasadne!
Wiadomo jednak, że dla niektórych pieniądze nie stanowią problemu. Za to miejsce na kolekcjonowanie wielkich starych (albo i najnowszych) samochodów to już inna przeszkoda. Fanaberie ludzkie nie mają umiaru, a dodatkowo czasem i przepisy prawne utrudniają kolekcjonerstwo i utrzymanie balansu.
Zakłócenie równowagi w każdym momencie życia i w każdej dziedzinie jest bardzo łatwe. Niewielu ludzi umie trzymać balans i nie zepsuć swoich własnych zasad. Ulegamy pokusie często – w zupełnie maleńkich sprawach i w dużych decyzjach. Mówimy – przewróciło mu się w głowie! Dostał bzika, zwariował, dostał małpiego rozumu…
Łatwo mówić – trudniej naprawić. Wymyślamy różne sposoby, by zachować swój własny balans. Jednym pomagają głębokie spokojne oddechy, inni potrzebują znaleźć antidotum w postaci wysiłku fizycznego – biegania, karate, wspinania się na wysokie szczyty gór czy inne ekstremalne wyczyny. Większość z nas jest ok z dobrą książką w ręku, z ciszą we własnym ogrodzie i kieliszkiem dobrego wina. Balans i spokój zostaje przywrócony, choćby na chwilę…
Ujmując temat „fizycznie” – balans to stanie na jednej nodze w bezruchu, umiejętność zrobienia różnych dziwnych pozycji i zatrzymanie się w nich na kilka minut. Proste, prawda? Kiedyś, gdy regularnie ćwiczyłam jogę, było proste. Dzisiaj, przy każdej rozmowie z lekarzem pytają mnie czy… nie upadłam w ostatnich miesiącach? Czy nie mam zawrotów głowy, czy nie muszę oprzeć się o ścianę i używać laski w czasie chodzenia. Czy aby nie mam sekundowych wyłączeń balansu swojego ciała..
A więc jest coś na rzeczy. Balans mojego ciała też może się zachwiać. A ja mogę tego nawet nie zauważyć. Niedobrze! Ignorujemy takie symptomy, wypieramy najmniejszą niedogodność, niemal natychmiast zapominamy, że coś jest nie tak, a powinno być inaczej.
Nie jestem pewna, który balans jest dziś dla mnie ważny. Nie bardzo wiem jak to w sobie poukładać. Bo mój balans jest tylko mój. I nikt go za mnie nie ustawi. Co wymyślę, co wybiorę i z czym będę dobrze się czuła – zależy tylko ode mnie.
Dawno temu (chyba to był lipiec 2006 roku?) pojechaliśmy na wycieczkę do Chin. Jedną z części tej podróży był rejs statkiem po rzece Jangcy. Była to jedna z ostatnich szans zobaczenia wielkich przełomów tej ogromnej rzeki, przed zatopieniem terenów ciągnących się wzdłuż niej. Wszystkie te otaczające nas wzgórza miały być zalane albo były już częściowo pod wodą. Wiadomo było, że większość ludzi już wysiedlono z tamtych terenów i niemal „za chwilę” droga tej rzeki, koryto przez które płynęła od wieków, miała zmienić się na zawsze. Wszystko za sprawą wybudowania gigantycznej Zapory Trzech Przełomów.

Zdjęcie dolne – próba przejścia po linie pomiędzy dwoma górami , ale nie jest to oryginalne miejsce nad rzeką Jangcy
W momencie, gdy odbywała się nasza wycieczka, Zapora była zbudowana, a całkowite zatopienie terenów było już tuż, tuż. Nie pamiętam kiedy plan wykonano ostatecznie i do końca. Jedno, co pamiętam doskonale, to ogrom tej budowli (zwiedzaliśmy ją częściowo), niesamowite zielone wzgórza i rozległe skaliste przestrzenie, które miały przestać istnieć. Któregoś dnia podnosząc wysoko głowy, zobaczyliśmy ze statku bardzo mocno rozciągniętą linę pomiędzy wzgórzami, pomiędzy którymi przeciskał się nasz statek. A na tej linie, bardzo bardzo wysoko migotała mała sylwetka Człowieka, który balansując, by utrzymać się na linie, stawiał stopę za stopą i usiłował przedostać się na drugą stronę rzeki. Po co? Dlaczego? Jakie to było wyzwanie i balans czego? – postawy, ruchu, serca czy umysłu…?
Wtedy przyszła mi do głowy myśl – gdzie i w czym zamyka się balans takiego przedsięwzięcia? Osobistego ryzyka pojedynczego człowieka i ogromnych konsekwencji budowania tak wielkiej Zapory. Jak się mają straty do zysków? Do dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. W skali wielkich Chin – balans musiał być określony w wielu wymiarach. Dla pojedynczego człowieka – liczy się to inną miarką.
W moim życiu bywało stabilnie i planowo. Ale i często chwiało się, bo takie jest nasze życie. Zachowanie własnego balansu nie jest proste, każdy radzi sobie jak umie.
Nie mam recepty na balans życiowy. Mam za to wciąż siłę do walki o stabilność. Do stawiania kroków po mojej drodze bez podpórek, upadków, zawieruch i zachwiań.
Wciąż idę…
****************************
„Mam siłę” – piosenka młodego pokolenia w wykonaniu Pauliny Nowak. Już wiem, że każdy szuka w sobie siły, kiedy balans się zachwieje. I niech tak będzie zawsze.



































































































