2 maja 2024
Film Krzysztofa Kieślowskiego “Przypadek” powstał w 1981 roku, jednak ze względu na skomplikowaną sytuację w kraju, widz mógł go oglądać dopiero kilka lat później, w 1987 roku.
To jeden z najznakomitszych polskich filmów psychologicznych mojego pokolenia. Do dziś w różnych momentach wraca do mnie motyw przewodni i pomysł Kieślowskiego, tak doskonale ujęty w trzech historiach jednego człowieka. Rozpoczynają się w tym samym punkcie życia, gdy bohater znajduje się na dworcu kolejowym w Łodzi i zamierza stamtąd udać się pociągiem do Warszawy. A potem już następują odmienne warianty jego życia…
Film jest znakomity, główną rolę zagrał Bogusław Linda, ktory wówczas wbiegał wielkim rozpędem na drogę swej niesamowitej kariery aktorskiej. Zresztą towarzyszy mu cała plejada fantastycznych aktorów. Mimo, że film ma już swoje lata, gorąco polecam – warto obejrzeć go niezależnie od jego “starczego wieku”.
Temat psychologicznie zawsze aktualny, w każdej szerokości geograficznej, w każdym momencie naszego życia, w każdej chwili, kiedy przypadek zarządza naszym życiem i wyboru dokonujemy w sytuacji, którą właśnie ów przypadek nam podsunął.
Czym jest naprawdę przypadek? Najlepszym usprawiedliwieniem sytuacji, której nie udało nam się do końca zrozumieć. Nie potrafiliśmy nad nią zapanować tak, by sobie ją sensownie wytłumaczyć.
Przypadki się zdarzają. Nie planujemy ich. One nas zaskakują. Znajdują nas.
**************************
…Idę prostą drogą. Nic nie wskazuje na niespodziankę dnia. Na moment, który odmieni moje życie. Biegnę, bo już jestem spóźniona. Ktoś na mnie wpada. Potrąca mnie. Już mam zakląć ze złości. Obracam się i – ktoś uśmiecha się, przeprasza. Podaje kartkę, która wypadła mi z otwartej torebki…
Nie mam czasu, biegnę dalej!
Hej! Krzyczy..
Już jestem na schodach budynku, już wpadam do sali spóźniona na zajęcia. Uspokajam bicie serca. Zdążyłam.
Jestem zmęczona. Myślę o tym, co mnie czeka w najbliższych dniach. Tyle spraw muszę ogarnąć, pozamykać wiele życiowych drzwi. Spakować swoje rzeczy. Zamknąć oczy i pożegnać dotychczasowy dzień po dniu.
Uciekać. Uciec i więcej tutaj nie wrócić. Znaleźć miejsce, gdzie będę szczęśliwa. Bo przecież gdzieś będę. Nie wiem jak i gdzie. Ale nie może być zawsze źle…
Jest późny wieczór. Wlokę się do domu, który już nie jest moim domem. Spakowane walizki. Sprzedane meble. Zdjęte ze ścian obrazy. Wracam tam, gdzie przyrzekłam sobie kiedyś, że już nigdy nie wrócę. Kupiony bilet. W jedną stronę.
W tamtą stronę. Znienawidzoną, gdzie tylko ściana bez szans na okno, które się przede mną nie otworzy. Jaka byłam naiwna. Tak po prostu z całego serca – wierzyłam w dobro, w piękno, w marzenia, które się spełniają.
Za głupotę trzeba płacić. Tak mówiła mama.
Widzę ciemną ścianę muru i ciemne okna bez zasłon. Ostatnia samotna noc i rano odjazd pociągiem. “Wsiąść do pociągu” – niestety – nie byle jakiego… tego, którego nienawidzę, nienawidzę od dnia, gdy właśnie nim uciekłam z dawnego życia..
“Dobry wieczór” – zgubiła pani bilet. Na pociąg.
Ten uśmiech…
Długo szukałem pani, to nie było łatwe. Dlaczego pani płacze? Nie lubi pani pociągów?” … Ten pociąg nigdy dla mnie nie odjechał. Ten facet miał dla mnie bilet na życie”
*******************
Banalna historia dobrego przypadku.
Chcecie inną – o mniej szczęśliwym przypadku? Pewnie nie, choć tak jak ja wiecie, że i takich jest mnóstwo.
Przypadki istnieją. Ale już co dalej się wydarza – kreujemy my sami. Przecież facet “z przypadku” mógł nie sprawdzić biletu, tylko wrzucić go do śmieci. Mógł uznać, że nie będzie fatygować się poszukiwaniem osoby, którą niechcący potrącił i która zniknęła mu natychmiast z oczu.
A dziewczyna? Mogła wrócić wcześniej do domu i nie spotkać po raz drugi wytrwałego faceta. Mogło między nimi nie zaiskrzyć… Ileż wariantów i rozwiązań może zdarzyć się w tej samej sytuacji, w takiej samej chwili.

Los, traf, przypadek. Zbieg okoliczności. Czy wszystkie te określenia znaczą to samo? Jest jeszcze słowo – cud. Czasami wydaje nam się, że znaczeniowo te określenia nakładają się na siebie. Gdyby jednak opisać dziesiątki najróżniejszych sytuacji i zrobić próbę odbioru i zakwalifikowania ich do tych powyższych kategorii przez np. stu czytelników, zdziwiliśmy się wszyscy jak zróżnicowane byłyby zdania. Nasze wyczucia wobec przypadku czy trafu, cudu czy losu są różne.
Mają jednak też wspólny mianownik.
- Los wygrywasz na loterii, ale jak go spożytkujesz i co z nim dalej zrobisz, zależy od ciebie.
- Trafem może być, że znajdziesz się tu i tam, w dobrej czy złej godzinie – ale co będzie dalej, to już twoja decyzja, twoje przemyślenia, twoje działanie.
- Przypadek – kreuje sytuację, ty jednak musisz podjąć decyzję jak sytuacja dalej się rozwinie.
- Cud – to co nazywamy cudem jest tylko przyczynkiem i szansą, którą życie ci daje. Wszystko potem jest w twoich rękach. Twoich i tych, którzy są z tobą.
Czyż nie jest tak, że nic nie dzieje się bez przyczyny? Każda sytuacja, każdy człowiek, który staje na naszej drodze, nie jest przypadkowy. Czasem jest to krótkie mgnienie i znika szybko z naszego życia. Może więcej się już nie spotkamy. Co nie znaczy, że to spotkanie minie bez echa.
Innym razem zderzamy się z kimś, kto będzie stał obok nas przez wiele lat, może przez całe życie. Stanie się nawet tą najważniejszą osobą, naszą drugą połówką. Wspólna droga – przez kilka lat, przez długie dekady. Z zakrętami, w dół i w górę. Z bolesnymi upadkami i z sukcesami, o jakich marzymy przez wiele dni i nocy.
Nie wiemy. Bo “nie znamy dni, które są przed nami” – jak śpiewał kiedyś Marek Grechuta.

Budząc się rano nie mamy pojęcia czy nasz plan dnia się wypełni według naszego pomysłu czy może zdarzy się nieprzewidziany przypadek. I wszystko potoczy się zupełnie inaczej.. Bywa – szczęśliwie. Zdarza się, że nie.
Są ludzie, którzy obsesyjnie chcą wiedzieć jaki los czeka ich w przyszłości. Bardzo chcą mieć na to wpływ. Biegają do wróżek, wróżbitów, śledzą horoskopy, stawiają kabały. Wierzą w tarota, kule kryształowe, we wróżenie z linii papilarnych. Jeszcze inni wierzą w przepowiednie boskie, w objawienia, w biblijne historie i proroctwa. /
Nie wiem czy śmiać się czy wierzyć tym ludziom. Jak głęboko może zakorzenić się w ludzkim umyśle wiara w przepowiednie, w szansę ominięcia przypadku, złego losu.
W literaturze, biblii czy wielu innych dokumentach znanych jest wiele opowieści o tym, jakich prób potrafił dokonywać człowiek, by za wszelką cenę ominąć złe przepowiednie, a i tak los sprowadzał go na drogę, która była mu wyznaczona…
Wniosek: Nie ma przypadku? Czyżby nasz szlak życiowy był z góry ustalony i “zapisany”? Przecież wiem, że tak nie jest… Ale – pewności nikt i nigdy mieć nie będzie. Istnieje tylko wiara, którą każdy według własnego sumienia ustala sobie i w nią jest zapatrzony. Po swojemu, na własny użytek.
Zresztą ta wiara, na różnych etapach naszego życia może zmieniać się pod wpływem silnych przeżyć i wydarzeń, na skutek obcowania i przyjaźni z ludźmi o silnych osobowościach, którzy wywierają na nas mocny wpływ.
Także nagłe, niespodziewane okoliczności jak np. wojna, odcięcie od dawnego życia, wypadek, który zmienia zupełnie warunki naszej egzystencji itp.
Z osoby całkowicie niewierzącej, odbierającej świat racjonalnie i logicznie, nagle z dnia na dzień ktoś staje się niepewnym siebie, zapatrzonym w przepowiednie. Szukającym znaków swojego jutra, wypatrującym sygnałów, które chce odczytać i którym całkowicie ulega.
Setki przepowiedni o końcu świata, o plagach, które spadną na Polskę, dziesiątki wizji tragicznych katastrof… ileż już tego przeżyliśmy i – przetrwaliśmy, bo na szczęście nic się nie spełniło. Jeśli wydarzyły się tragedie, to z powodu ludzkich działań i błędów, a nie z przepowiedni i ślepego losu.
W tym względzie – jestem bezwzględna!
W horoskopy nie wierzę – jeśli je czytam (a raczej, NIE czytam) czy ktoś stawia mi kabałę, to podchodzę do tego, jak do dobrej zabawy. Nie dopuszczam w swojej głowie, że cokolwiek może za chwilę zdarzyć się w rzeczywistości. I – tak, jestem z natury trochę romantyczką, ale to nie ma nic wspólnego z uleganiem przepowiedniom, horoskopom, magii itd.😄
Aczkolwiek – rozumiem, że istnieją przypadki/podobieństwa, które można interpretować zgodnie z wynikiem horoskopu. Zresztą psychologia już dawno wyjaśniła na czym polega manipulacja sugestii. Jeśli ktoś posiada taką umiejętność, w łatwy sposób może przekonać drugą osobę, że przepowiednie “zapisane” w horoskopie, układach kart, w proroctwach wielkich ksiąg itd. mogą być prawdziwe. Mózg ludzki jest bardzo podatny na sugestie. W sposób nadzwyczajnie “gładki” połyka piękne słowa, ciepłe opowieści…

Dlatego tak trudno utrzymać balans pomiędzy prawdą a ułudą.
Właśnie horoskopy cieszą się szczególną popularnością. Pamiętam z czasów dzieciństwa, gdy czytałam czasopismo dla młodzieży harcerskiej “Na Przełaj” (a może to był “Świat Młodych”..) każdego tygodnia na ostatniej stronie zamieszczany był horoskop. Na cały tydzień. Zawsze porównywałyśmy z koleżankami swoje znaki zodiakalne, każdego poniedziałku była to “obowiązkowa” fajna zabawa. Zwłaszcza jeśli jakoś nasze przepowiednie znakowe krzyżowały się. Już wtedy szybko zorientowałam się, że zawarte tam zdania, określenia wciąż się powtarzają. Osoba, która to pisała nawet nie wysilała się zbytnio, by postarać się zakamuflować je jakoś stylistycznie, wymyślić więcej słów, synonimów, mniej czy bardziej szokujących przepowiedni. Były tak proste, że my, wtedy chyba 13-14-latki odkryłyśmy szybko całe to łatwe „oszustwo”. Ale i tak niezmiennie nas to bawiło. 🤣
Dziś horoskopy są bardziej skomplikowane i przekonywujące. Kilka miesięcy ktoś temu uświadomił mi, jaki to teraz internetowy biznes. Horoskop wiąże się z astrologią, a to z kolei z niezgłębionymi elementami takimi jak Księżyc, Słońce, Gwiazdy – “nieznane, głębia, przestrzeń”. Wszystko to, co dla ludzi od zawsze było i jest pociągające, magiczne i niezbadane do końca.
No i znaki zodiaku. Każdy z nas ma swój, przypisany losowo przez datę urodzenia. A to jakby wkłada każdego z nas w cały system wydarzeń, który “gdzieś i w jakiś nieznany nam sposób jest zaprogramowany”. Jeśli w to uwierzymy – horoskop będzie dla nas sposobem poszukiwań własnego szczęścia, spełnienia marzeń, uchronienia się przed złem.

A jak już raz wejdzie się w ten świat… ciężko wynurzyć się z niego w otaczającą nas rzeczywistość. I tu już nie tylko szklana kula czy dawne wierzenia, znaczące liczby, słowiańskie zabobony czy podobne magie pomagają.
Głównym sprzymierzeńcem dziś jest internet. Nic dziwnego. W horoskopie podstawą jest data urodzenia człowieka, układ gwiazd, znaki zodiaku, położenie planet oraz innych ciał niebieskich na niebie w danym momencie przygotowywania horoskopu przez astrologa. Nie ma się co dziwić, że internet to skarbnica takich wiadomości. Reszta to już umiejętna interpretacja człowieka..
Na pytanie – czy w życiu trafiamy na przypadki? Odpowiadam: Tak! Zdecydowanie tak!! Wielkim przypadkiem życiowym był mój wyjazd a raczej pozostanie i zamieszkanie w USA. Nigdy, NIGDY czegoś takiego nie wyobraziłabym sobie wcześniej, ani przez moment. Ale wszystko, co wydarzyło się potem – od momentu przyjazdu już nie było przypadkiem. Toczyło się z dnia na dzień, z minuty na minutę ostrą walką o każdą decyzję.
Tak czy inaczej? Białe czy czarne? Jeszcze miesiąc czy rok? Wrócić czy zostać? Itd.. itd…
Czy wierzę w cuda? Może i istnieją, może zdarzają się gdzieś i komuś… Ja chyba ich nie doświadczyłam. Ale chciałabym zobaczyć i uwierzyć.
W szczęśliwy traf, zbieg okoliczności wierzę. Myślę, że każdy taki moment miał, ma albo będzie miał.
Mały drobny ale znaczący, który zaważył na “ostrym zakręcie” albo był przysłowiowym “strzałem w dziesiątkę”. Jak 33 lata temu, pewien mecz piłki nożnej naszego syna Jacka, w YMCA ze szkolną piłki nożnej drużyną Awty International School. Dzięki temu jego (i nasze) losy życiowe potoczyły się zupełnie nieoczekiwanie..
Albo – jeden traf – spotkanie człowieka, który bezinteresownie i jednorazowo sprawił, że pozostaliśmy z legalnymi papierami na kilka miesięcy, w czasie których wiele się wydarzyło.. Stało się tak, że mąż na długie lata swojej kariery zawodowej z językiem rosyjskim znalazł się najbliżej jak to możliwe, amerykańskich astronautów w NASA, pracując z nimi, ucząc ich, przyjaźniąc się z nimi przez prawie trzy dekady.

Decydując się na studiowanie filologii rosyjskiej w komunistycznej Polsce, takiego scenariusza nie można było przewidzieć..
Każdy nowy dzień jak nieprzewidywalny. Planujemy, ba nawet na miesiąc i rok do przodu. Mamy precyzyjne kalendarze pełne zaznaczonych spotkań, wyjazdów, imprez. Niektórzy są pod tym względem fenomenalnie poukładani. Wiedzą czego chcą i co najważniejsze, wierzą, że tak będzie, że tak uda im się wszystko zorganizować. Ci aktywni wiedzą, że szczęściu trzeba pomagać, bo nic nie przychodzi tak „po prostu”..
Ale życie pisze swoje własne scenariusze. I żaden nawet najdoskonalszy horoskop i najzdolniejszy wróżbita nas przed nimi nie uchroni. Nauczymy się akceptować przypadki, obracać je na swoją korzyść. Jak kiedyś powiedział Horacy – “Carpe diem” – “Żyj chwilą”. Korzystaj z chwili, ciesz się z każdego dnia, a gdy nagle zmieni się (przez przypadek, traf czy.. cud 🙂 ) to też go łapmy i nie martwmy się, że jest inny od pierwotnego planu.
Nie zabiegajmy o to, by poznać nasze jutro! Bo “ ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy..”
I oby ich było jak najwięcej przed nami!
Na wspomnienie, że właśnie tak jest .. przypomnę wspominaną już piosenkę Marka Grechuty, tym razem w wykonaniu grupy Teatru Polskiego w Houston w 2005 r. ( tak, to już prawie 20 lat temu!) z przedstawienia „Apetyt na Czereśnie” (scena finałowa)
Entuzjastycznie, młodzieńczo, radośnie! Wciąż jesteśmy otwarci i ciekawi, co los przyniesie nam jutro, za tydzień i rok…























































































