07/22/2021

Trudny temat dla każdego, ale nikt od niego nie ucieknie. I nie sądzę, że jest na świecie ktokolwiek, kto choć raz w życiu nie myślał o śmierci i o odejściu z tego świata. Wszystko zależy kiedy nas ten problem zaskoczy, w jakim momencie, w jakich okolicznościach, kogo dotyczy – przeżywamy go inaczej, indywidualnie, nigdy dwa razy tak samo. Nigdy też nie jesteśmy na śmierć przygotowani, niezależnie od tego czy nas zaskakuje czy uczestniczymy w długim procesie odchodzenia najbliższej osoby.
Znamy to z literatury, znamy z filmów, z opowieści najbliższych, z przeżyć ludzi, którzy przechodzą ten proces a my wraz z nimi – a jednak.. obok.
Śmierć to jedyny fakt, jedyny “element życia”, który na pewno jest sprawiedliwy dla wszystkich i nikogo nie ominie. Bez względu na rasę, kolor skóry, religię, bogactwo czy biedę, ignorancję czy wyjątkową dobroć. Młodego czy staruszka, drania i bandytę czy Matkę Teresę… każdego z nas czeka to samo. Śmierć jest częścią naszego życia, tylko czasem przychodzi za wcześnie, czasem niespodziewanie, czasem boleśnie i nigdy tak byśmy byli na nią gotowi.
Każda religia ma własną wizję śmierci. Ludzie wierzący często potrafią sobie wybudować wizerunek świata pośmiertnego, który wydaje się ich uspokajać za życia. Nie mam pojęcia czy to jest możliwe. Zawsze wydawało mi się, że będąc wychowana w rodzinie i wierze katolickiej mam albo kiedyś będę miała też do tego tematu podejście katolickie.
O ile lata poszukiwań i przemyśleń religijnych i filozoficznych stworzyły w moim wyobrażeniu wizję “mojego Boga”, o tyle mój obraz świata pośmiertnego nie mieści się w jego katolickim wyobrażeniu. Nie przemawia do mnie obraz sądu ostatecznego i zmartwychwstania wszystkich ludzi a raczej ich dusz. Nie mogę sobie wyobrazić nieba i piekła, choć może podział na “dobre i złe” dusze mogłabym jeszcze jakoś zaaranżować w mojej wyobraźni. Ale gdy wiem, że powinnam pośrodku dodać pojęcie czyśćca, to pytam sama siebie, bardzo głęboko: GDZIE miałaby być ta granica pomiędzy dobrem – czyśćcem i złem? Kto miałby ocenić, oddzielić dobrych od złych i jakimi kategoriami miałby się kierować? Wszystko to wydaje mi się tak sztuczne i naciągane, że już od dawna straciłam wiarę w życie pośmiertne. Religia katolicka przekonuje człowieka, że trzeba żyć zgodnie z przykazaniami kościoła, czyli być dobrym człowiekiem, bo po śmierci wszyscy staniemy przed obliczem Stwórcy i będziemy oceniani i rozliczani ze swych ziemskich uczynków. Sąd Ostateczny oceni nas w kategorii “dobry – zły”. Tym przesłaniem powinniśmy się kierować przez całe życie – czyli BAĆ się. Bać się wyroku ostatecznego.
“Memento mori” – pamiętaj, że umrzesz. Możesz umrzeć w każdej chwili, więc bój się wyroku Boskiego. Bądź dobry, bo nie znasz chwili, gdy Stwórca cię oceni. Nie człowiek, nie sąd ziemski – ale ten najwyższy, Boski..

Dla mnie już od dawna “memento mori” ma zupełnie inny sens. Pamiętaj, że umrzesz więc, “CARPE DIEM” – korzystaj z każdego dnia, z każdej chwili. Żyj pięknie, dobrze, szczęśliwie i godnie. Właśnie dlatego, że nie wiesz ile życia ziemskiego przed tobą – żyj pięknie i dobrze! Byśmy mogli siebie, w swoim własnym sumieniu w każdym momencie ocenić jako dobrych ludzi i nie bać się żadnych innych sądów!
Każdy boi się śmierci. Każdy inaczej, na swój własny sposób. Ludzie starsi pewnie mają ten temat nieco “przerobiony”. Wiemy, że śmierć jest nieuchronna, że zbliża się do nas. Zdajemy sobie sprawę z upływającego czasu. A jednak – jak to jest gdy nastąpi taki dzień, że nie obudzisz się, nie otworzysz oczu, nie zobaczysz słońca..? Nikt z nas nie potrafi sobie tego wyobrazić…
Nie jestem pierwszą ani ostatnią, która rozmyśla i wyobraża sobie – co dalej? W mitologii greckiej wierzono, że każdy umierający musi być przewieziony przez boga Charona, starca posępnego i bezwzględnego, z siwą długa brodą – na drugi brzeg rzeki Styks, do krainy zmarłych. Tę podróż trzeba było opłacić, dlatego wierzono, że zmarły musi być zaopatrzony w monetę, którą wkładano mu w usta.


Krakowskie groby moich i mojego męża rodziców. Solidne, kamienne.. tylko kto będzie o nich pamiętał za 50-100 lat? Bardzo mnie to gnębi..
Przez wieki powstawały obrazy, ikony, wiersze, sztuki, pieśni zainspirowane tym tematem. Ludzka wyobraźnia jest nieograniczona. Ale nikt nie wie czy istnieje życie pośmiertne i jakie mogłoby być. Wszystko jest wytworem ludzkiej wyobraźni, wiary.
Przytoczę fragmentarycznie jeden z setek wierszy nawiązujących do powyższego tematu, tym razem poetki Haliny Poświatowskiej, która w bardzo bliski mi sposób odczuwała wizję „drugiej strony lustra”.

„Kiedy umrę kochanie…
kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często pisze do ciebie
głupie listy – w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę – co też się stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który chłodny”
Dla mnie – tam, po drugiej stronie już nic nie istnieje. Jest pustka. W moich myślach i wyobrażeniach nie widzę niczego. Jest tylko nicość, czarna dziura. Nie ma żadnego życia – ani formy błękitu i spokoju niebiańskiego ani piekielnych ognistych męczarni.
A jednak – jak wytłumaczyć fakt, że często rozmawiam z Mamą i widzę ją tam, po “drugiej stronie”? Istnieje w mojej wyobraźni, w świecie, którego nie ma. Nie ma Jej, a jednak czuję jej obecność tuż obok mnie.. Pamięć ludzka, potrzeba odczuwania bliskiej zmarłej osoby jest chwilami tak silna, że pustka zapełnia się i staje SENSEM ciągłości życia człowieka.
Istnieje wiele wyobrażeń, teorii, przemyśleń ludzkich – religijnych, filozoficznych. Wielu ludzi wierzy w reinkarnację, w odrodzenie się gdzieś kiedyś w innej postaci – ludzkiej, zwierzęcej..? W znalezienie się w kompletnie innym świecie, który ludzie już dziś kreują w swojej wyobraźni jako zupełnie nowy wytwór natury.. A tak naprawdę nic z tych wizji może nigdy się nie zdarzyć. Jeszcze inni wierzą, że Bóg przywróci ludzi do raju pełnego szczęścia, wierności i miłości. Hmm.. Piękne marzenia ludzkie. Wiara czyni cuda. 🙂 Tylko co wtedy z tymi, którzy byli źli? Gdzie dobry Bóg umieści tych wszystkich niepokornych?
Pozostaje pytanie jak rozumiemy pojęcie duszy? Jak każdy z nas radzi sobie z wizją umierania ciała a nieumierania duszy. Ja sobie nie radzę. Nie umiem tego oddzielić. W moim mniemaniu dusza to pamięć. Pamięć innych – moich najbliższych o mnie. Moja dusza będzie żyć, będzie krążyć wokół, dopóki ktoś będzie o mnie pamiętał. Pamiętają ci co kochają, ci co mają z nami związek emocjonalny. Taki związek nie może jednak trwać w nieskończoność. Duszom ludzkim trzeba pozwolić kiedyś odejść. Bo ileż pokoleń może o mnie pamiętać? Dwa? Może trzy.. Dlatego jestem za pozostaniem na Ziemi jako drobna “cząstka ziemskiego świata” gdzieś w jego przestrzeni. A w pamięci najbliższych: we wspomnieniach, opowieściach przy świątecznych stole, przy okazji wakacyjnych wspomnień, przy celebracjach rodzinnych.
Każdy z nas jest “śladem” po naszych rodzicach, nasze dzieci są częścią nas, ich dzieci także będą maleńką cząsteczką mnie. To niekończący się cykl życia, sztafeta pokoleń. Świat nie umiera, choć człowiek umrzeć musi. Zostawiamy po sobie maleńki ślad. Istniejemy. A więc – nie umieramy do końca.
Każdego dnia, gdy budzę się rano mam inną wizję “na jutro”. Boję się inaczej.
Śmiejemy się z przyjaciółkami, że co tam 70-ki, jeszcze tyle przed nami, czujemy się młodo, umiemy się bawić i korzystamy z każdej okazji, by być szczęśliwe. I to jest prawda! Umiemy być szczęśliwe, wesołe w każdej możliwej okazji, by cieszyć się razem. Spędzamy czas z rodziną, celebrujemy każdą piękną ważną i nieważną chwilę. Żyjemy pełnią dnia i każdego momentu! Prawdą też jest, że wracamy do domu i bywamy zmęczone, obolałe, świadome, że z wielu szaleństw musimy już zrezygnować.
Dobrze jest skupić się więc na radościach codziennych, na drobnych sprawach, zadaniach, rozmowach, planach na najbliższą i nawet nieco dalszą przyszłość. Wtedy odsuwamy od siebie lęk przed starością, chorobą, rozmyślaniem o śmierci. Żyjemy dniem dzisiejszym, jutrzejszym i wtedy czujemy się “młodo” i czujemy się potrzebni. Musimy sami sobie umieć zaplanować zaprogramować nasze życie starszych lat. 🙂 Oto tekst kochanej Agnieszki Osieckiej w interpretacji Ewy Błaszczyk. Wzrusza, a równocześnie napawa optymizmem, płonie siłą czerwieni.
Nie spodziewam się odzewu i dyskusji na ten trudny temat. Zresztą zazwyczaj moje tematy w blogu nie mają chętnych do pogadania ze mną, ale i tak wiem, że o tym myślicie. Może zupełnie inaczej. Może więcej, może mniej, ale wierzę, że w ogóle – myślicie. 🙂
Mnie takie myśli krążą już po głowie od dawna. Bardzo spokojnie choć… nie bez normalnego ludzkiego strachu. I pomyślałam, że będę wobec siebie w porządku jak o tym tutaj napiszę.
Dzień warty dnia! Najpiękniejsza piosenka optymizmu, afirmacji życia, radości, pogody ducha, szczęścia, harmonii z samym sobą i pozytywnego myślenia. A w wykonaniu Maryli Rodowicz – niezapomniana i pełna powyższych określeń z potrójną siłą !!
PS.
Grobu nie będzie.
Miłość zależy od ludzi.
Pamięć pozostaje, ale i ona z czasem ulatuje.
Takie są prawa natury..
Nasz Bal Życia jest tylko jeden.
Ktoś nas kiedyś tutaj zaprosił! Orkiestra gra, jeszcze tańczymy i drzwi są otwarte!

















































































