Powracam tu… jesienią

16 października 2026

Sprawdzam listę moich wpisów i ze zdziwieniem stwierdzam, że każdego roku jest w nich coś jesiennego. Wracam uparcie do tej pory roku i choć zawsze coś nowego przychodzi mi do głowy, to atmosfera jesieni nie omija mnie w rozmyślaniach. 

Tego roku spędziliśmy cztery wakacyjne tygodnie w Europie, w tym prawie dwa tygodnie w Polsce. Był jak zawsze Kraków, był mój kochany Gdańsk, ale także małe miejscowości, zapamiętane z bardzo dawnych lat. Był wtedy przełom sierpnia i września. Było lato i powiało jesienią..

O tym, że w Houston, gdzie o tej porze roku pogoda wciąż jest pełna lata – marketing wyprzedza sezon kalendarzowy o co najmniej trzy miesiące, wiem od lat. Takie sklepy jak At Home, HomeGoods czy Home Depot mają w sprzedaży ofertę jesienną już od początku czerwca. Podobnie duże markowe sklepy z ubraniami. Macy’s, Dillard’s a i mniejsze, choć nieco później –  też. Ale w Polsce tak kiedyś nie było. 

Tym razem, w ostatni dzień przed powrotem wpadliśmy na chwilę do bardzo ładnej i nowoczesnej Galerii w Gdańsku. Wszędzie markowe sklepy europejskie, ale także amerykańskie. Ładne wystawy, miła obsługa. Gdzieniegdzie rodzime nazwy (choć rzadko!) i sklepy ze słodkościami, restauracje, miejsca serwisowe takie jak np. Polski T- Mobile. 

W biegu weszłam do dwóch czy trzech sklepów ciuchowych i moim oczom ukazał się widok brązów, szarości, buro-zielonych, rudych i czarnych kolorów . Powiało smutkiem jesiennym… A przecież był dopiero początek września!

Nie znalazłam nic ciekawego w kolorach, jakie lubię! Jesień przecież nie musi być smutna. 

Jesienne kolory w houstońskich sklepach

Gdzie żółcie w różnych odcieniach, gdzie ciepły pomarańczowy niosący w sobie ostatnie letnie promienie słońca? Gdzie czerwień i bordo?.. Wyraźnie takie kolorym są mało popularne w wizji polskiej jesieni. 

 Ale znalazłam kurteczkę skórzaną w kolorze “mlecznego” popielu, jasną i ciekawą w stylu, więc uznałam, że w Houston przyda się na “zimne jesienne dni”.

A poza tym to jest międzynarodowa marka odzieżowa (Reserved), ale należąca do polskiej spółki w Gdańsku, założonej w 1998 roku. Lubię kupować w Polsce polskie rzeczy. Często są w innym stylu niż amerykańskie, a poczucie, że troszkę wspomagam polski biznes daje mi satysfakcję i uśmiech. 

Jeszcze nie jestem gotowa na zmianę garderoby tutaj, na jesienno-zimową, ale szybki i pobieżny przegląd polskich sklepów przypomniał mi, że trzeba będzie i tu za to się zabrać. No, może poczekam do początku listopada. 

Atmosfera jesienna i nastrój wokół oraz kalendarz na ścianie nastrajają nasze mózgi jesiennie i krzyczą, że niezależnie od temperatury nadchodzi nowa pora roku.

Marketing, sztuka czy festiwale wcale nie mają zamiaru trwać za długo w porze lata. Już namawiają nas do wszystkiego co jesienne. A my ulegamy łatwo kuszącym obrazom. Dyniom wokół, kwiatom jesiennym, bo przecież można je sadzić już drugi raz w roku i zakwitną nawet w listopadzie i grudniu.

Ulegamy też smakom jesiennym – tak tak, smakom! Zupy dyniowe, z cukinią, kawa w Starbucks (Pumpkin Spice Latte, Frappuccino czy Cappuccino) z ciepłą bułeczką brzmią bardzo kusząco. Śliwki, bakłażany, różne rodzaje grzybów. Niektóre pamiętam z moich czasów polskich. Były tylko jesienią. I dlatego smakowały wyjątkowo, bo każdy z nas wiedział, że przez następne trzy czwarte roku takich przysmaków nie będzie. Dziś łatwiej, bo wszystko jest bardziej dostępne, ale i tak grzyby zbierane w jesieni, świeże pieczone czy duszone w sosiku, nigdy nie będą smakować tak znakomicie, jak w jesieni.

Kiedyś byliśmy całą rodziną w Krakowie w połowie października. Tamtego roku była dobra pogoda a wysyp grzybów w lasach był bardzo bogaty. Każda restauracja w swym menu oferowała grzybowe potrawy. Mój amerykański zięć tak rozsmakował się w tych przysmakach grzybowych, że we dwójkę zamawialiśmy niemal w każdym miejscu coś z grzybami. To była wielka frajda grzybowa! 

A jak dodamy do potraw imbir, cynamon, syrop klonowy, to już na pewno posmakujemy pełną jesień. 

Podobnie z zapachami. Mój nos jest bardzo wrażliwy na zapachy. Uwielbiam miejsca, gdzie ładnie pachnie. Wyczuwam je z daleka i dużo intensywniej niż np. mój mąż. Dla mnie to bardzo ważny element tej pory roku. Właśnie jesień oferuje ich najszerszą gamę. Świece, które uwielbiam, we wszystkich “odcieniach jesieni” – jabłkowo-cynamonowe, dyniowe, karmelowe, lawendowe, pomarańczowe i o zapachu jesiennych liści. Do wyboru i dla najbardziej wrażliwego nosa. Podobnie z zapachami do łazienek, do odświeżania pokojów. Dostępne w ładnych kolorach – jasno-fioletowy, lekko zielony, pomarańczowy, kremowy.

Jeszcze nie zimno, jeszcze słońce świeci mocno w ciągu dnia, jeszcze dzień trwa dość długo, ale już zaczynam marzyć o spokojnych wieczorach, z zapachem cynamonowo-jabłkowej świecy, z dyniową dekoracją na stoliku, kieliszkiem mocno czerwonego wina i ciepłym kocykiem, który szczelnie mnie okryje. I wtedy aż się prosi seans filmowy ulubionego serialu lub filmu. A może bez obrazu… – tylko z dźwiękami muzyki, którą lubię albo właśnie w tej chwili mam na nią ochotę. 

Przyznaję – nie jestem zbyt muzyczna, więc obraz do mnie mocniej przemawia, zwłaszcza, że sezon jesienny przynosi nam dużo nowych ofert filmowych. Jest w czym wybierać! Lato to zazwyczaj posucha filmowa, za to jesień zawsze jest pełna nowości. Wiem co mówię, bo śledzę ten temat regularnie. Lubię wiedzieć i lubię wybierać. To mój sposób na relaks, nie tylko jesienny. Moja natura lubi długie wieczory. Wolę spać rano dłużej a wieczorem posiedzieć prawie do północy. Późne wieczory najlepiej układają mi się właśnie w takiej scenerii i w towarzystwie moich ulubionych obrazów ze świata filmowego.

Większość jesiennego czasu w Houston, to wciąż słońce, ale już bez upałów i wilgotności, które w czasie lata bywają nie do zniesienia. Jesienna aura houstońska to nasza “nagroda” za letnie dni, w czasie których lepiej być w pomieszczeniach klimatyzowanych. 

Jesienny Festiwal Polski w Houston

Jesienią chodzimy na spacery, bierzemy udział w różnych festiwalach, towarzyskie wieczorki odbywają się w ogródkach, w świetle pomarańczowych i żółtych lampek i świec. Jest jeszcze zielono, ale niektóre liście powoli opadają. Ta pora roku łączy w sobie to, co najlepsze i z lata i z jesieni. 

Zamiast zapachu dawnych ziemniaków pieczonych w ognisku, rozchodzi się zapach grillowanych jarzyn, pieczonych wielkich teksańskich steków. Jeszcze nie trzeba zakładać swetrów i kurtek, jeszcze wieczór na zewnątrz przynosi najpiękniejszą radość i spokój. 

Ale to nie znaczy, że tak jest zawsze i przez cały czas. Bywa, że nagle, z godziny na godzinę, robi się zimno, ponuro i spada wielki rzęsisty deszcz. Tak obfitych i nagłych deszczów nie doświadczyłam nigdy w Polsce. Dla nas to szczególnie trudne, bo organizm przyzwyczaja się do wysokiej temperatury i nagłe jej obniżenie odczuwamy bardzo boleśnie 😄.

Moja kuzynka mieszkajaca w Gdańsku, wciąż marzy o naszych upałach o temperaturach, na które my czasem narzekamy, a dla niej to pogoda do pozazdroszczenia. Kiedyś odwiedziła nas na przełomie lutego i marca i nie mogła nacieszyć się wczesno-wiosennymi klimatami, choć te dalekie były jeszcze do “ofert temperaturowych lata” 🤫.

Lubię te nagłe zimne dni, bo mam świadomość, że to nie potrwa długo. Można zmienić garderobę, poczuć, że może być inaczej, nie martwić się, że w takiej aurze będzie się tkwić przez następne dwa czy trzy miesiące. No, chyba, że nagle deszcze spowodują powódź, co utrudni czy nawet sparaliżuje życie całego miasta. Bywa i tak i wtedy nie jest już tak fajnie. Ale – z pogodą się nie dyskutuje, więc trzeba to przetrwać jak wiele rzeczy, które od nas nie zależą.

Chandra – smutek, zaduma, stagnacja, ból w kościach…

Wielu ludziom jesień kojarzy się z chandrą. Nastrój smutku, nostalgii, złych myśli dość szybko rodzi się jesienią. Zwłaszcza tam gdzie pojawiają się szaruga, ciemne poranki, wcześnie zapadający wieczór. Dla ludzkiej psychiki to idealny podkład do zmian nastrojowych. Łatwo temu ulegamy, jeśli sami się nie bronimy.

Czasem taki stan jest przejściowy i dość szybko mija. Bywa jednak, że trzyma nas długo, dokucza i z dnia na dzień się pogłębia. Nasze myśli już tylko skupiają się na negatywnych przeżyciach. Zła energia pokonuje tę ciepłą, pozytywną. Zaraz potem ciało też odczuwa te symptomy. Łatwiej łapiemy grypy, przeziębienia, katar. Bolą nas kości i już nic nam się nie chce robić.

Wtedy – czas na działanie, na walkę. Nie lubimy chandry. Zwłaszcza, że odpowiada za nią jesienna szaruga, obniżenie ciśnienia i odporności. Smutek i złe myśli pchają się do nas “drzwiami i oknami”.

Ciepły kocyk, dobra intrygująca książka, filiżanka kawy albo herbaty.. dobry jesienny moment 🤗.

I to właśnie wtedy na ratunek powinien przyjść nam ciepły kocyk, dobry rozśmieszający film, przyjazny serial, dobra książka. Coś, co odciągnie nasze myśli na inne tory. Doda pozytywnej energii. Dobre jedzenie i gorąca kawa z dodatkiem zapachu cynamonu… A może wino grzane z korzeniami – goździkami i cynamonem? Na co masz ochotę?

I koniecznie spacer w parku, nawet jeśli trzeba ubrać grubą kurtkę i otulić się szczelnie szalikiem. Wbrew pozorom zimne powietrze ożywia nasz mózg, wzmacnia siły do działania i “chcenia się”.

Jesienny rodzinny moment

Po powrocie do domu – sami zobaczycie – zechce się wam sięgnąć po album, żeby zrobić porządek ze zdjęciami z ostatniej letniej podróży, albo poszukać nowej książki na półkach, albo posprzątać w dawno nie sprawdzanej spiżarce. Ja bardzo lubię takie nagłe pomysły. Bez zaplanowanych odruchów, ot – coś świeżego, niespodziewanego. Przybywa energii i nowych pomysłów. Polecam!

Nostalgia nie musi być smutna, deszcz nie musi być męczący, jesień nie musi być dołująca. Zajrzyj do poezji. Ileż pięknych wierszy powstało pod wpływem różnych jesiennych nastrojów. Warto pomyśleć, co wtedy czuli ich autorzy. Zapewne też dopadały ich jesienne rozmyślania.

***************************

Na koniec jeszcze trochę zadumy. Piękna piosenka (wiersz Jerzego Harasymowicza) w wykonaniu Elżbiety Adamiak pt „Jesienna zaduma”. Ciepło, jesiennie, łagodnie. Refleksja nad przemijaniem, kojąca wizja siebie samej/samego. Zapraszam!


POWRÓT

Skomentuj