W blasku świec

16 grudnia 2025

Najczęściej słyszymy powiedzenie: W blasku świateł

Mamy różne skojarzenia. Najszybciej przychodzi myśl – jakaś scena, mała intymna albo wielka, uderzająca bogactwem techniki, koloru. Zachwycająca rozmachem i pomysłem artystycznym. I blask świateł. Reflektorów. Zmieniających się kolorów, ich położenia i kąty ustawienia. 

Tam gdzie sięga blask światła, tam jest skupione nasze pole widzenia. W centrum światła mamy to, co w danej chwili jest najważniejsze.  Światło pomaga. Światło kreuje serce obrazu, ogniskuje wszystkie elementy, na które mamy zwrócić uwagę. 

Światła sceny

Nasz mózg pobudza oko. Oko wpatruje się w sedno. 

Na scenie jest oświetlony punkt. A tym punktem może być wszystko. Wszystko, co ważne w tym momencie. Miejsce, drzwi otwarte, przestrzeń w oddali, obraz artystyczny i… Człowiek. Scena teatralna. Scena filmowa, scena życia. 

Miejsce, gdzie właśnie dzieje się coś

 Być w blasku światła. Mieć swój moment na scenie. Prawdziwej albo wykreowanej. Jakiejkolwiek, ale mojej. Ten jeden jedyny raz doświadczyć wagi swojego istnienia. Zagrać rolę, która może już się nie powtórzy. Stanąć na ślubnym kobiercu przed Bogiem i ołtarzem. Zobaczyć wielkie audytorium tłumu, który przybył na mój wykład. Zaśpiewać przed najważniejszą komisją. Zagrać przed wymarzona publicznością. .. Poczuć się wyjątkowym w blasku świateł.

Światło może być w nas

Światło może być naturalne. A blask może bić od ciebie. Od moich oczu, od twojej mądrości. Może emanować w nas samych. Wytwarzać naturalne pole jasnej siły. 

Świat jest podzielony, z różnych przyczyn, na ludzi “szare myszki”, których nadmierne światło razi i zniechęca do wyjścia na “scenę” .  I na takich, którzy nie potrafią żyć bez blasku i poklasku. A pośrodku – są tacy jak ja. I wielu innych. Biegając codziennie swoją zwykłą drogą natrafiam na dziury i “tańczę z myszkami”. Nie narzekam, bo czuję się dobrze, gdy blask świateł mnie nie dosięga.  Siedzę cicho i myślę, tworzę rzeczy, dla których blask jest zbędny.  

Aż pewnego dnia zdarza się moment, gdy blask świateł dosięga i mnie. Czuję, że to ta właściwa chwila. Jak wszystko  życiu – coś się zdarza i rozświetla mnie także. Przez moment, dzień a może dłużej, czuję się jasna, wyjątkowa, doceniona. 

Wiem dobrze, że to nie na zawsze. Ale wiem też, że dla mnie pozostanie moją sceną i moim zaistnieniem w blasku świateł życia. 

Każdy ma taką chwilę. Czasem dwie, a może dużo więcej. Bo sceny oświetlone reflektorami nie są zarezerwowane tylko dla artystów. Nie muszą być stworzone sztucznie. A mogą cieszyć tak samo i dawać nam satysfakcję. 

Można być wybitnym aktorem, piosenkarzem, geniuszem w każdej dziedzinie. Mieć wyjątkowy talent, dar do bycia “blaskiem” – to wielka umiejętność. Na pewno nieprzypadkowa, raczej ciężko zapracowana. 

Bywa (i wcale nierzadko), że blask świateł przygasa albo po prostu gaśnie. Wtedy – czasem boli.

Mój świat lubi jasność, ale najpiękniejszy jest w blasku świec. Scena, chwilowy sukces, komplementy, ciepło ludzkich przyjaznych słów – wszystko to sprawia przyjemność. Ale nie musi trwać ciągle, bym poczuła się dobrze.  Chwile blasku są wyjątkowe i muszą gasnąć. Tak musi być…

Blask świec jest delikatny, intymny i nie muszę go dzielić z całym światem, bym  poczuła jego ciepło. 

Znam ludzi, którym do spokoju i szczęścia świece są niepotrzebne. Nic w tym złego. W końcu świeca to tylko rzecz. A rzeczy mamy wokół siebie mnóstwo, naturalnym odruchem jest selekcja co lubimy, a czego nie. 

Swiątecznie..

Ja lubię świece! Lubiłam świeczki w malutkich metalowych uchwytach na choince zapamiętanej z dzieciństwa. Zapalanych tylko w wieczorny moment kolacji wigilijnej. Wtedy rodzice mieli świece “na oku”, by nie zapaliły choinki, by nie zdarzyło się zmienić tego wieczoru w pożar. 

Lubiłam świece na zimowiskach harcerskich, kiedy układaliśmy je w kominku (jeśli taki był w pomieszczeniu), gdzie wieczorem mieliśmy tradycyjne spotkania wokół kominka. Pamiętam noc albo raczej bardzo późny wieczór, gdy biegliśmy do lasu na miejsce wyznaczone świecami na śniegu, gdzie miała się odbyć zuchowa (a może już harcerska) przysięga…

Zapamiętałam sklep w Krakowie, (wczesne lata 70-te, XX wieku) gdzie sprzedawano bardzo ładne świece, o niezwykłych jak na owe czasy kształtach. Nie były jeszcze z dobrej jakości wosku i kiedy się paliły, zalewały stopionym woskiem “kałużę” wokół świecy. Ale i tak były piękne! W różnych kolorach i wysokościach tworzyły artystyczne kombinacje. Już wtedy zaczęłam kupować świece, używać je jako dekoracje i tworzyć z nich wyjątkowy nastrój.  

Kiedy nie ma prądu w domu i jest zimno

Świece (i najlepiej jeszcze zapałki w pobliżu 😄) w domu trzeba mieć! Prąd wysiądzie, świece pod ręką. Nawet jak zrobi się zimno, bo ogrzewanie też wysiadło, to płomień świecy rozgrzewa… umysł. 

Od wieków świece miały zadanie praktyczne. Zastępowały dzisiejsze wymyślne lampy. Były jak kaganek – dawały blask, punktowały obraz. Dziś zmieniły swą rolę albo raczej poszerzyły. Mają dla nas wciąż moc światła, ale także zapachu, piękna i emocji. 

Noc 1-go listopada – polskie cmentarze (z sieci)

Nieprzypadkowo idąc na cmentarz, na groby bliskich, bierzemy świece. To część naszej pamięci, wspomnień. To światełko łączności pomiędzy mną a osobą, którą właśnie odwiedzam. Kto zna atmosferę i obraz cmentarzy polskich w dniu 1 listopada, nigdy nie zapomni wrażenia, jakiego doznajemy. Obraz miliona świec, łuna jasności, która bije od nich przez całą listopadową noc, zapada na zawsze w pamięci. 

Moje kochane ciocie. Nie ma ich już przy mnie. Ten płomień świecy łączy nas na zawsze.

W tym blasku, w blasku nie sztucznych świateł, a zwykłych prostych świec ożywają duchy tych, których nie ma już wśród nas.  Można nie być tego dnia na cmentarzu, ale gdy zapalisz świeczkę dla Niego, dla Niej – jesteśmy razem. Ten mały płomyk łączy nas duchowo w najpiękniejszym wspomnieniu. 

Każdego roku, jak niesie tradycja (teraz też popularna w Polsce) na torcie urodzinowym zapalamy małe cieniutkie świeczki. Najpierw jedną, potem dwie i więcej. Dodając nam kolejnych lat – świec ubywa, aż do tej jednej symbolicznej.  

Urodzinowo

Zdmuchując płomień wymawiamy w myślach życzenie tajemne, marzenie na cały następny rok. Dzieciaki to uwielbiają. Czekają każdego roku na swój ulubiony tort, którego smak nie jest tak ważny, jak ta świeczka z życzeniem.  

Świece zawsze płoną na ołtarzu w kościele. W różnych miejscach i w różnych intencjach. Są symbolicznym światłem Chrystusa. 

W moim domu świece zapachowe są bardzo ważne. Lubię zapachy. Wszędzie i zawsze. Mój nos jest bardzo wyczulony na zapach. Mam swoje ulubione miejsca, gdzie kupuję świece. I mam ulubione zapachy. Różne zapachy, nie ograniczam się do jednego czy dwóch. Dla mnie zapach w połączeniu z blaskiem, z palącym się pięknie i równo knotem, wpływa na moje samopoczucie. Relaksuje mnie i odpręża. Pozwala mi przenieść się w świat spokoju. Odrywa mnie od codziennej bieganiny. 

Staram się każdego wieczoru zapalić świecę na stoliku. Zjeść obiad z mężem, z rodziną przy świecach.  Wtulić się w pachnącą oazę przyjemności. W takim momencie wszystko staje się radosne. Dla mnie to magia chwili. Nastrój, który natychmiast zmienia moje nastawienie po trudnym dniu. 

Niektórzy ludzie zapalają świecę na biurku, gdzie pracują. Zapach, blask pomagają im w koncentracji i skupieniu. 

Świece mogą być różne i wszędzie!

Zapach  wpływa na bodźce człowieka. Jesteśmy różni. Jedni potrzebują muzyki, gdy sprzątają mieszkanie, inni czują się dobrze wśród zieleni w swoim domu. Jeszcze inni potrzebują zapachu lawendy, róży, fiołków, drzewa sandałowego, jaśminu… Lubię bardzo zapachy natury. Gdy nadchodzi jesień pojawiają się wszędzie świece cynamonowe – jabłkowe, imbirowe. Zapach gałki muszkatołowej zmieszanej z nutą drzewa sosnowego czy cedrowego. Dla każdego coś przyjemnego. Pod warunkiem, że to lubimy.  

Człowiek odczuwa zapachy bardzo indywidualnie. To, co czuje mój zmysł zapachu nie oznacza, że ktoś inny odczuwa go tak samo. Podobnie jest z muzyką, kolorem.

Ilu ludzi – tyle wrażeń.  Nie namawiam do kupowania świec i testowania uczuć. Piszę o tym, bo dla mnie to ważne odczucia. I istotny sposób na odbieranie świata. Blask, zapach, kształt, kolor świecy, wszystko to ma dla mnie znaczenie.

Oczywiście, dziś jeszcze liczy się jakość! Wosk, ktory spala się powoli i równo powoduje, że świeca nie zalewa eleganckich świeczników, nie kapie na obrus, nie niszczy niczego wokół. No i spala się prawie do końca, tym samym świeca jest bardziej wydajna. Rodzaj knota też ma znaczenie.

Jedne z moich ulubionych

W dzisiejszych czasach najpopularniejsze są świece w szklanych pojemnikach o różnych kształtach. I kolorach. Także w glinianych “kubełkach” albo szklanych, o bardzo ciekawych i artystycznych kształtach. Jest ich setki! Niektóre są znane i łatwo dostępne, ale bywają tak niesamowite w zapachu, jakości i… cenie, że trudno to sobie nawet wyobrazić…

 Nie daję się zwariować – choć… w oczach ludzi, dla których świeca stanowi obojętny produkt – tak to może wyglądać. Kupuję świece dobre, różne. Szukam nowych zapachów i kształtów.  Przyjaźnię się ze świecami. 

Domowe zapasy 😃

I nie odrzucam ładnych świeczników, w które wkładam świece tradycyjne, smukłe i cienkie. Są także piękne!  W ten sposób ułatwiam moim bliskim wybieranie prezentu dla mnie, bo dobra świeca zawsze mi sprawia przyjemność.😄

Moja polska przyjaciółka mawia “ Każdy ma swojego kota!”  Jednym z wielu “moich kotów” są wieczory przy świecach. 

Ciepło ich blasku, zapach, tworzenie atmosfery relaksu, ich symbolika i wszechstronność zastosowania, są dla mnie ważnym terapeutycznym  i kojącym elementem życia.   

Spróbuj i Ty. A jeśli nie lubisz… poszukaj sobie coś innego – miłego.

*************************************

Blask świec, to także niepowtarzalny urok Świąt Bożego Narodzenia. Temu nie da się zaprzeczyć. Polecam więc jeszcze jedną piosenkę młodziutkiego duetu ELI & NATI, autorski singiel „W blasku świec”.

WESOŁYCH ŚWIĄT!!


POWRÓT

4 myśli na temat “W blasku świec

  1. „Blask” to chyba kluczowe słowo tego wpisu. Bo jest bardzo pozytywne. Raczej nie może być negatywnego blasku. Błysk może, ale nie blask. Dużo więcej może, ale nie blask.

    Ze świecami nie miałem zbyt wiele do czynienia. Ale ze światłem pochodzącym z prawdziwego ognia – tak. Głównie w harcerstwie, które było wielką częścią mojego życia, szczególnie dzieciństwa i młodości. Ognisko. Bezpieczne, bo zawsze wyznaczony był, lub sam się wyznaczał strażnik ognia, którego zadaniem było zgromadzenie drewna, dokładanie do ogniska i pilnowanie, by nie rozprzestrzeniło się ono w niewłaściwą stronę. Oraz jego zagaszenie, gdy krąg siedzących wokół już się rozszedł. Nigdy nie przytrafił nam się niekontrolowany ogień z ogniska, bo strażnik czuwał, jak sugeruje to harcerskie pozdrowienie.

    Blask ognia przewija się przez wiele harcerskich piosenek, tych ogniskowych właśnie. Harcerskie – bo drużyna, komendant, krąg, braterstwo i inne takie wzruszające słowa:

    „My w blasku ognia, w kręgu bratnim…”

    „Płonie ognisko i szumią knieje, drużynowy jest wśród nas,
    opowiada starodawne dzieje, bohaterski wskrzesza czas…”

    „Płonie ognisko w lesie, wiatr piękną piosnkę niesie,
    przy ogniu zaś drużyna, gawędę rozpoczyna…”

    „Już rozpaliło się ognisko dając nam dobrej wróżby znak,
    siedliśmy wszyscy przy nim blisko, dziś w całej Polsce siedzą tak,
    siedzą harcerze przy płomieniach, ciepły blask ognia skupia ich,
    wszystko co złe, to szuka cienia, a wszystko dobre w blasku lśni…”

    W izbach harcerskich czy harcówkach, w pomieszczeniach, często na zimowiskach niemożliwe było palenie ognia, i wtedy zastępowały go świece, lub pomalowana w ogniste kolory żarówka. Ale prawdziwego blasku, prawdziwych wzruszeń, prawdziwego mówienia o ważnych aż do bohaterstwa sprawach dostarczało przede wszystkim ognisko.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wszystko co napisałeś o blasku ognia ogniskowego o kominkowego, to także moja historia – nasza wspólna. Kawał życia. Może nie w wymiarze lat, ale emocji, siły przeżyć, młodości. To nasz wspólny blask. Przyjaźni i miłości.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Kowal Anuluj pisanie odpowiedzi