Kiedy głowa pusta..

16 sierpnia 2026

Co robi ktoś kto lubi pisać, a chwilowo nie wie o czym? To właśnie ja – dzisiaj, w słoneczny bardzo ciepły dzień niedzielny.  Nie jestem pisarką, ale też miewam głowę pełną myśli, o których koniecznie chcę komuś powiedzieć. Już teraz, natychmiast. 

Nie jestem Remigiuszem Mrozem, który ma „w szufladzie” pomysły sprzed 10 lat i na następne ćwierćwiecze. Nie mam nawet takiej weny, jak ci którzy piszą jedną książkę w roku. Albo prowadzą blog, w którym co tydzień albo nawet  częściej zamieszczają fajne króciutkie i interesujące teksty. Przeróżne poglądy, tematy, porady, opinie.

Lubię zaglądać do takich blogów. A to coś o najnowszej modzie, a to porady sercowe, coś o przypadkach mocnych chwil rodzinnych. O tym jak naprawić kran albo zrobić zdrowy koktajl na podwieczorek. Szkoda, że ja tak nie umiem. Może miałabym wtedy więcej czytelników i w różnym wieku 😄.

Moje blogowe opowieści są dużo dłuższe i wymagają od czytelnika cierpliwości, zainteresowania wspomnieniami z “innego życia”. A przede wszystkim oczekują tego, by odbiorca lubił czytać! Bo dziś wolimy słuchać książek, podcastów, opowieści. Słuchawki na uszy i… jest wygodnie 😄.

Moje “tematy” nie chcą być szybkie i krótkie, wpychają się tłumnie do głowy, pamięć nie chce ich ściskać, umniejszać. I w dodatku jedne przyciągają następne i zanim się obejrzę, robi się kilka stron. Czyli – ani krótki tekst wołający “spojrzyj na mnie w biegu do samochodu”, ani żadna książka wielowątkowa wciągająca na całą noc albo na kilka dni. 

Moje pomysły to zazwyczaj “kliknięcie” w głowie, nic przemyślanego i poukładanego od początku do końca. Żeby o tym napisać, muszę szybko napisać w komputerze pierwsze kilka zdań. A potem – już samo się wykluje. Sama nie wiem z czym się połączy, co przyniosą mi skojarzenia, jak bardzo odlecę od mojej pierwszej myśli… Czy będą przypadkowe, czy jednak głowa zadba o to, by tematy i wspomnienia, przemyślenia logicznie się łączyły..?? 

Okładka książeczki pt. „Samo się…” z dzieciństwa moich dzieci i wnuków

Samo się…” – pamiętam taką książeczkę z czasów dzieciństwa moich dzieci (oj, dawno to było!). Ta książeczka opowiadała drobne historyjki i uczyła dzieci, że w życiu NIC nie robi się samo. Zawsze jest jakaś przyczyna zmian, “robienia się” czegoś. Za tym małym słówkiem “się” (zaimek zwrotny) kryje się osoba wykonująca samodzielnie daną czynność (myję się, cieszę się etc.) Samo się… jest bezosobowe, więc kto naprawdę to zrobił?? 

Tak więc moje samo się… też ma winowajcę, czyli głowę z pomysłami i doświadczeniami z wielu lat, które chcą ujrzeć świat. Nic się nie dzieje samo, nawet nieprzewidziany przypadek ma swoją przyczynę. 

Często nie możemy jej nazwać, nie potrafimy znaleźć, ale przyczyna każdego zjawiska, każdej choroby, każdej katastrofy ekologicznej, przyrodniczej, zawsze gdzieś jest. 

Jest pożar – musiała być zapałka… Albo coś podobnego. 

Nie zdałeś egzaminu – chyba byłeś niedouczony, albo przemęczony, albo miałeś wyjątkowo zły dzień.

W ciąży? – też nie bez przyczyny… itd, i tak dalej… 

A dzisiaj to ja szukam przyczyny, dlaczego moja głowa nie rzuca mi pomysłu na kolejny wpis. I tu – olśnienie!! Nie mam pomysłu, a napisałam już dwie strony! Jakie to proste! Głowa nigdy nie jest pusta… 

W ważnych momentach życia, gdy trzeba przygotować się intelektualnie do egzaminu, do rozmowy, do konferencji czy wystąpienia przed dużą grupą ludzi, często mówimy; “Mam pustkę w głowie, moja głowa jest pusta”.

Nie, nie jest! Głowa też miewa chwile słabości. Ma do tego takie samo prawo, jak każdy inny organ. Pozornie – czasem głowa “wysiada”. Bierze krótki urlop. Musi zrobić porządki w swoich szufladkach. Głowa musi odświeżyć pamięć. Ustawić “kartę pamięci” jak komputer czy telefon. Nigdy nie trwa to długo, bo tak naprawdę nie pozbędziemy się pamięci. Ona jest. Chyba, że zawładnie tą pamięcią wstrętny Alzheimer albo inny medyczny potwór. Nad takimi zjawiskami nie mamy już pełnej władzy… 

Człowiecza pamięć, myślenie, kojarzenie, to coś, co jest bardzo indywidualne i prywatne. Nikt z nas nie wie, co siedzi w głowie drugiej osoby. Choćbyśmy się nie wiem jak dobrze znali, jak byli blisko siebie i ze sobą – myśli, uczucia i reakcje innych mogą nas bardzo zaskoczyć. 

Takie nauki jak psychologia, psychiatria rozpracowują trudne przypadki “leczenia” głowy, ale wciąż muszą zadowolić się tylko próbami z dobrymi czy lepszymi wynikami. Nigdy do końca, do otwarcia wszystkich tajemnic głowy nie dotrą. 

Kiedyś startowałam na psychologię (1972) na Uniwersytet Jagielloński i nie dostałam się. Nie był to mój pierwszy wybór, niemal od zawsze chciałam studiować polonistykę, ale mój ojciec był temu bardzo przeciwny. Prawie w ostatniej chwili, tuż przed terminem składania papierów, ugięłam się i zmieniłam na psychologię. Do dziś nie bardzo wiem dlaczego. Może się bałam taty, może nie wierzyłam we własne siły (to na pewno!), może uległam namowom mojej koleżanki Basi N. Faktem jest, że w takim momencie psychologia wydawała mi się najbliższa polonistyce i na egzaminy musiałam tylko zmienić historię na biologię. Tylko… Było 6 osób na jedno miejsce i  nie dostałam się. Musiałam czekać cały rok na następną szansę, bo taki był system. I zdawałam już – tak jak chciałam – na polonistykę.

Dzisiaj, gdy wciąż to doświadczenie mocno siedzi w mojej głowie, myślę sobie, że gdybym skończyła psychologię, byłabym niezłym psychologiem (czy – jak dziś powinnam powiedzieć w poprawnej polszczyźnie – psycholożką 😏).  Mam duże wyczucie do ludzi, umiem oceniać ich reakcje, rozpoznawać problemy i rozumienie innych. Nie jest to wiedza naukowa i wyuczona. Po prostu – czuję intuicyjnie, mam dużą wrażliwość na “dusze” innych. Lubię wsłuchiwać się w ludzkie problemy. Lubię oglądać trudne, głębokie filmy psychologiczne i często rozpoznaję reakcje zanim rozwiąże je film. Podobnie książki. Tematyka psychologiczna fascynuje mnie od zawsze. 

To tylko kilka przykładów genialnych głów… w przeróżnych dziedzinach: Pablo Picasso, Leonardo Da Vinci, Fryderyk Chopin, Robert Lewandowski i wielu innych!

Rozumiem potrzeby, wyjaśnienia, motywacje ludzi. Czyli “tematy głowy człowieka” są dla mnie ważne. I dlatego mówienie o moich odczuciach, wspomnieniach i ich odbiciu w moim obecnym życiu jest mi potrzebne. 

Oczywiście – ludzie są różni więc “głowy” też. Są głowy – geniusze, są głowy twarde i głowy wrażliwe. Są mądrzejsze i nieco “mniej mądre”. Są głowy szkolone od dzieciństwa i takie, które bazują tylko na własnych doświadczeniach, często “zagubionych” i niewłaściwych. 

Rodzimy się czyści i biali jak tabula rasa, ale wszystko, co potem następuje, układa się w naszej głowie bardzo indywidualnie. Dlatego każde zdarzenie, każde mrugnięcie w pamięci jest tylko nasze, osobiste. 

W Krakowie i w Warszawie

Na Rynku Krakowskim jest taka rzeźba, autorstwa polskiego rzeźbiarza Igora Mitoraja z 1999 roku. Tuż koło Ratusza, ulubione miejsce spotkań ludzi. Głowa, pusta w środku (dlatego ludzie tak lubią tam przystanąć i “strzelić” fotkę ze środka 🙂, ułożona na brukowej płycie, w pozycji leżącej. 

Kiedy spytamy AI albo zajrzymy na jakąkolwiek stronę internetową zobaczymy interpretację znaczenia tej rzeźby. Autor uznał, że jest to Symbol Miłosnego Zniewolenia. “Spętany Eros”

„Spętany Eros” – mitologicznie

Ale słowo “symbol” pociąga za sobą dowolną interpretację, która może być różna, jak wszystko, co jest sztuką…

Dla mnie ta Głowa nigdy nie kojarzyła się z tytułem tej rzeźby. Zawsze widzę w niej otwartość, wolność dla wszystkich ludzkich myśli i doświadczeń. Jej przestrzeń kojarzy mi się z wiecznie “otwartymi drzwiami”, przez które nieustannie wpada i wypada otaczający nas świat. Świat dobra i zła. Uczuć i obserwacji. Emocji i wrażeń. 

Ta głowa wchłania wszystko, a potem segreguje i układa już “po swojemu”. 

Wiem, że podobna rzeźba Głowy jest w Warszawie (tego samego autora), ale w pozycji stojącej. Głowa warszawska wywołuje we mnie inne skojarzenia…

Głowa to… sztuka. Niesamowite dzieło ludzkiego ciała. Setki zwojów, kabelków, nerwów, narządów zmysłów i oczywiście zamkniętej szczelnie “skorupy” czyli czaszki. Bez głowy nie ma życia. Od głowy wszystko się zaczyna. To głowa pierwsza wypycha się na ten świat z łona matki. Daje krzykiem pierwszy znak “samodzielnego życia”. 

Głowa – medycznie

Cokolwiek zdarza się potem, musi wykluć się najpierw w głowie. Nie mam zamiaru niczego ujmować innym ważnym narządom jak serce, system nerwowy czy krwionośny, ręka czy noga. Wszystko to jest połączone i najlepiej gdy funkcjonuje razem. Bywa, że człowiek musi dawać sobie radę bez ręki, bez wyrostka czy bez śledziony. Od 40 lat lat nie mam pęcherzyka żółciowego i całkiem mi z tym dobrze. Wyrostka robaczkowego też się pozbyłam i też mi go nie brakuje 😏.

Są też poważniejsze “ułomności”, ale – bez głowy nie można. 

Ta ludzka “wylęgarnia” uczuć, wrażeń, pomysłów, decyzji pracuje przez całe życie. Nawet w najgorszych chwilach jak depresja, załamanie psychiczne. I choć nauki medyczne znają wiele sposobów na leczenie takich niedomagań, to tak naprawdę każdy z nas za swoją głowę odpowiada. Praca “z głową”, w głowie i dla głowy – to nieustające wybory i przemyślenia. Nigdy nie możemy sobie pozwolić na “odpuszczenie” całkowite. Ale też trzeba dbać, by machina głowy miała wytchnienie. Tu pozytywna energia przydaje się bardziej, niż możemy to dostrzec.  

Dobre myśli, dużo śmiechu, dobrzy ludzie wokół. Jeśli samotność, to tylko tyle, by odpocząć po swojemu. Dać sobie przerwę na relaks psychiczny. Na “czyszczenie” – sprzątanie głowy.  

Żadne to nadzwyczajne mądrości. Czy na co dzień zdajemy sobie sprawę z naszych potrzeb? Czy potrafimy mieć kontrolę nad naszą głową? I w głowie? 

Pewnie większość z nas w ogóle o tym nie myśli. Poddajemy się emocjom, zmęczeniu, pozwalamy naszej głowie sięgać po myśli i emocje, które ją czasem bardzo męczą. 

Łatwo jest wymyć ręce kilkanaście razy na dzień, czy nawet iść raz w roku do okulisty na badanie oczu albo do lekarza na roczny przegląd zdrowotny. Znacznie trudniej zadbać świadomie o stan swojej głowy. A przecież to też część ciała, która wymaga od nas opieki. Ona też starzeje się, męczy się… 


Bądźmy dla siebie dobrzy! Nigdy nie oskarżajmy własnej głowy o pustkę, dziury itd. Każda myśl wypełnia jakiś jej kątek. Od tego co w tym “kąciku” czy szufladce –  jak tam sobie to nazwiemy – zależy kondycja naszej głowy. Aż do ostatniego tchnienia na tym świecie.

**********************

Myśli tworzą słowa. Słowa mogą przerodzić się w czyny. Czyny bywają nawykiem i kształtują charakter. Nasz los zależy od naszej myśli. Myśli kłębią się w głowie – nigdy nie ma tam pustki. Oto sens piosenki „Empatycznego AI”.🤔


POWRÓT

Dodaj komentarz