Szczęśliwe mieszanie w „kociołku” rodzinnych tradycji

1 lutego 2026

Tradycja – może być bardzo stara. Zazwyczaj trudno ją złamać, ale też czasami trudno z nią wytrzymać. Jak wszystko – tradycje też się starzeją. Lubimy je utrzymywać bez zmian, ale bywa, że nas męczą i chciałoby się je trochę “podrasować”, coś tam podmienić, uprościć.

Barszcz z uszkami, rodzinne coroczne zdjęcie, prezenty pod choinką i wiele innych – wielopokoleniowe spotkanie

Nie wiem co lepsze. Pewnie to zależy od tego, o czym myślimy.  Są tradycje, które dla mnie są ważne i niepodważalne, na przykład WIGILIA.

Nie powiem, że nie zdarzyło mi się ulec namowom, poddać się nagle zaistniałej sytuacji i zmienić tradycyjną polską wigilię. Można zrobić wigilię  tydzień czy dwa wcześniej… Ale to nie będzie ta sama wigilia.  Można jeść homary (lobsters) i jest wtedy bardzo elegancko i wyjątkowo, ale to też nie jest moja wigilia. 

Można połączyć tradycję polską i amerykańską, ale chodzenie w piżamach przez pół dnia w Święto Bożego Narodzenia, dla mojego męża (mimo, że mieszkamy w Houston ponad 35 lat) jest niedopuszczalne i nie mieści się w naszej świątecznej tradycji. 

Nie chcę przez to powiedzieć, że to źle albo gorzej… .Jest inaczej.

Tradycje są po to, by je kontynuować. Trzymają nas razem. Mimo upływu lat, istnieje coś, co łączy  pokolenia. Nie wiemy kto i kiedy starą tradycję zaczął. Często nie wiemy, czy tradycja, którą wciąż kultywujemy, kiedyś była taka sama, czy też przez lata zdążyła już się zmienić.  

Wigilia w piżamie (ale juz po kolacyjnej części tylko przyzwolenie dla najmłodszego wnuka:), dekoracje na zewnątrz domu, śmieszne świąteczne ubrania, ciasteczka dekorowane świątecznie… – to tylko niektóre tradycje amerykańskie, które także pielęgnujemy.

Wiem natomiast, że robimy rzeczy, które stają się naszą rodzinną tradycją. Miesiąc po miesiącu, rok po roku powtarzamy coś, co sami stworzyliśmy. Budujemy między sobą więź, która jest nam potrzebna. 

I myślę tu o zwyczajach, tradycjach stworzonych w „najmniejszej rodzinie” czyli pomiędzy dwoma osobami. Jeśli ktoś wyjeżdża na swoją rocznicę ślubu od lat w to samo miejsce to znaczy, że już ma taką swoją własną tradycję. Jeśli stworzymy między nami grę słowną, wyjazdową czy jakąkolwiek inną i powtarzamy ją regularnie w nam tylko znanych i wybranych okolicznościach, to jest już tradycja.

Amerykański Thanksgiving to piękne święto rodzinne. Ma swoją długą historię, opowieść o tym jak amerykańscy pielgrzymi i rdzenni mieszkańcy plemienia Wampanoag wspólnie obchodzili udane zbiory. Historia sięga roku 1621. Później święto Dziękczynienia zostało w Stanach ustalone oficjalnie. Dla Amerykanów to najważniejsze święto, ważniejsze nawet od Świąt Bożego Narodzenia i Dnia Niepodległości. 

Wypada zawsze w czwarty czwartek listopada. Zazwyczaj w połączeniu z piątkiem stanowi rodzinny długi weekend. 

INDYK jest najważniejszy! Do tego cranberry sos. A reszta to tradycyjne dodatki, długa lista pyszności!!

Thanksgiving to czas wielkiego jedzenia, bardzo specyficznych potraw (podobnie jak w polską wigilię). I najważniejszy jest INDYK. Zwykle pieczony w całości, długo i bardzo precyzyjnie.  Oczywiście, wersji jest wiele, można piec w piekarniku, można na grillu, można nadziewać, można nadziewkę robić jako osobną potrawę. Są indyki wędzone albo już podpieczone w pierwszej wersji. Są mrożone i świeże. Do wyboru do koloru!!  I mnóstwo dodatków, z których cranberry sos ( czyli coś w rodzaju polskiej żurawiny, ale to jednak nie to samo…) jest najważniejszy. Bez niego nie ma prawdziwego Thanksgiving-owego indyka! Inne dodatki już mogą być do wyboru. Słodkie ziemniaki (też przyrządzone na różne sposoby), zielona fasolka, makaron z pieczonym serem, zupa dyniowa… to tylko kilka spośród wielu innych.  

No i tradycyjne ciasta (pie) – nieduże okrągłe, na cienkim kruchym cieście i z różnym nadzieniem. Orzechowe, jabłkowe, dyniowe, wiśniowe… Nie ma ograniczeń. Za to jest w tym bogata tradycja powtarzana od lat. I wszyscy to lubią!! 

Tego dnia całe rodziny siadają przy stole i dziękują – za wszystko, co dobrego wydarzyło się tego roku. Za radość bycia razem, za bardzo specjalne momenty, ważne dla każdego z nas z osobna i razem. Wypowiadamy te myśli głośno, by nawzajem powiedzieć sobie to, co czujemy, że było dla każdego z nas najważniejsze w danym roku. Moment przy stole w dzień Dziękczynienia daje nam taką możliwość. 

Od 35 lat, gdy z milionami Amerykanów i nie tylko, uczestniczymy w obchodach tego specjalnego dnia zazwyczaj wybieraliśmy wersję “wyjazdową” na ten weekend. Choć pamiętam też, że obchodziliśmy go w houstońskim domu. 

Z wyjazdów pamiętam tygodniowy pobyt w Japonii w 2003 roku. A potem już rodzinnie – wakacje w Sedona National Park 2011, w Costa Rice 2012, w Napa Valley w Kalifornii 2013, w Zion National Park 2015. Także w Palo Duro Canyon 2016 z rodziną i moją polską przyjaciółką Niną,  w Arkansas (Hot Springs) 2021, w Pensylwanii i Delaware 2022. Raz zdarzyło sie nam spędzić Thanksgiving… w samolocie w drodze z Houston do Rzymu. I to w bardzo ” okrojonym” rodzinnym gronie 😄.

W lutym 2023 r. nasza córka kupiła duży dom w Durango, Colorado i zaczęliśmy każdego roku tam spędzać weekend w Thanksgiving. 

Zjeżdżamy się kilka dni wcześniej, robimy ogromne zakupy, ustalamy listę “obowiązków” kuchennych. Rano w Thanksgiving-owy czwartek moja rodzina (razem z pieskiem) uczestniczy w tradycyjnym biegu na pięć mil, który nazywa się “Turkey Trot” i właściwie odbywa się wszędzie, w każdym małym zakątku amerykańskich miast i miasteczek. Jest to bardzo kolorowy, rodzinny i przyjacielski zwyczaj. Wymyślne stroje (niekoniecznie wygodne do biegania😆), zabawne pomysły nawet dla dzieci i zwierzaków.

No i oczywiście, koniecznie trzeba o tym wspomnieć, wielkie parady w dużych miastach. Najsłynniejsza jest ta w Nowym Jorku, ale i w Houston jest piękna i bogata. Ja tylko raz jeden oglądałam to widowisko. Pamiętam, że było bardzo bardzo zimno, co raczej w Houston nie zdarza się często. 

A potem już – reszta dnia w domu – gotowanie, gotowanie. A przede wszystkim wielogodzinne pieczenie indyka.

Na wyjazdach raczej mieliśmy obiady w restauracjach i nie zawsze był to indyk… Od czasu przyjazdów do Durango mamy stół pełen własnych potraw, dobroci, słodkości. 

Po długich czwartkowych wyczynach kulinarnych, jeszcze dłuższym jedzeniu, gdzie przy stole wspominamy różne zapamiętane fakty i wydarzenia z poprzednich thanksgiving-owych lat.

Wspaniale jest od lat obserwować, jak bardzo zmieniają się te nasze rozmowy. Jak rosną wraz z dorastającymi wnukami, jak bogate są w słowa i ciepłe myśli. Te chwile są nieocenione! Cudowne i jedyne w swoim rodzaju. Dołączają do nas przyjaciele moich dzieci i ich dzieci. Zestaw ludzi każdego roku nieco zmienia się, ale wciąż jest tradycyjnie. Modlę się, by tak zostało jak najdłużej. I by nasze dzieci i wnuki kultywowały ten sposób spędzania listopadowego czwartkowego dnia, jedynego w swoim rodzaju. 

Piątek – to wielki odpoczynek. Spa w gorących basenach Durango, masaże relaksujące,  zjadanie wczorajszych pyszności, już bez gotowania, bo pozostałości jest tyle, że dwie ogromne lodówki nie mogą ich pomieścić. 

Gramy w różne gry, niektórzy nie mogą obyć się bez futbolowych tradycyjnych meczów w TV… No i jeszcze – rozmowy, rozmowy, śmiechy, wspomnienia, opowieści. W tym roku najwięcej rozrywki zapewniły nam opowieści Mindy – przyjaciółki naszej córki, którą my także znamy od czasów ich szkoły średniej. 

Jakoś tak wyszło, że wspomniała o … kurczakach.   Kilka dni temu na Facebook zauważyłam jej zdjęcia z kurczakami na ramieniu, na kolanach. Kurczak pod kocykiem, kurczak na głowie… Byłam absolutnie przekonana, że to jakiś żart. Wszyscy wiemy, co dziś sztuczna Inteligencja może wyprawiać, jak może nas zmylić. Aż tu nagle słyszę zachwyty, jakie to kurczaki są mądre, inteligentne, jakie charakterne, każdy w swoim rodzaju. I mają różne śmieszne imiona, różne fryzury, piórka… A jak już Mindy powiedziała, że dwa z nich są “Polish”… zapytałam – dlaczego?? A ona na to, że mają takie “afro-fryzury”..   

Myślałam, że spadnę z fotela! Już co jak co, ale afro-fryzury to kompletne zaprzeczenie polskości! Później okazało się, że te kurczaki były (są) jakąś wymyślną krzyżówką, którą stworzył a raczej wyhodował facet o nazwisku POLISH…  A kurczaki naprawdę mają takie czuby jak “afro”…

Jednym słowem – historia o kurczakach zrobiła się słodsza niż opowieści o ich własnych dzieciach! Długo nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Na pomoc przyszedł mąż Mindy – Jay, który po pierwsze dołączył się do tych opowieści, a po drugie włączył w telefonie kamerę z ich domowego kącika dla kurczaków i przekonał mnie, że to nie bajka o zwierzętach, tylko naprawdę żywe różne kurczaki. 

Długo jeszcze Mindy zachwycała się swoimi domownikami a ja zadawałam dziesiątki pytań, by móc jakoś w tę opowieść uwierzyć. Pisząc to, wciąż myślę, że może Młodzi sobie ze mnie kpili… Choć ich entuzjazm wskazywał, że to się jednak prawda 🤣.

Takich i podobnych historyjek przez lata wysłuchaliśmy wiele. Radości i śmiechu nie brakuje!! Czy to nowe opowiastki, czy powtarzane i przypominane te sprzed lat – zawsze jest zabawnie. 

No i filmy! Od kilku lat, te same (no, może czasem wciskają się jakieś nowe😄). To filmy, które w naszej rodzinie rozpoczynają sezon świąteczny

Filmy są dość stare ale wciąż dla nas aktualne 🤣

“Love, Actually” i “A Bad Moms Christmas”. Choć już wszyscy znamy je na pamięć, MUSIMY je obejrzeć, bo bez tego nijak nie można rozpocząć przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Chłopcy już chóralnie powtarzają co śmieszniejsze sekwencje, czasem nawet wyprzedając odzywki filmowych bohaterów. I żeby nie wiem jak było nam to znane, śmiejemy się niezmiennie tak samo!

A potem już mija weekend, powoli rozjeżdżamy się do szkół i domów. Bo czas nie zatrzymuje się, trzeba zacząć przygotowania do kolejnej wspólnej tradycji rodzinnej. Do wigilii polskiej, do Mikołaja, amerykańskiego Santy, bo przed nami nowe wyzwania, kolejne gotowania i pieczenia, spotkania rodzinne i przyjacielskie. 

Póki życie trwa, trzeba chłonąć je i pielęgnować. To jest sednem  i sensem naszego istnienia…

*******************************

Obrazu muzycznego o Thanksgiving (który by mi sie podobał i mnie przekonał) nie znalazłam. Ale piosenkę, prostą i szczerą o wdzięczności – już tak. Wdzięczność to wieloznaczne i mocne słowo. Nie wstydźmy się go głośno wypowiadać. Jest w życiu mnóstwo powodów, by być wdzięcznym… Posłuchaj.


POWRÓT

6 myśli na temat “Szczęśliwe mieszanie w „kociołku” rodzinnych tradycji

  1. Wacek

    Ja zdecydowanie jestem za podtrzymywaniem tradycji. A co jest z tym związane, za podtrzymywaniem klasy. Pisałem już kiedyś o tym odnośnie teatru, podobnie myślę o „klasowym” ubieraniu się na takie tradycyjne imprezy jak wieczerze z okazji wielkich świąt czy uroczystości. Dlatego czasem bywam w takim ubieraniu się sam.

    Obiad z okazji Święta Dziękczynienia to wielka uroczystość rodzinna. Weszliśmy do dwóch amerykańskich rodzin i podporządkowaliśmy się bez trudu ich zwyczajom. Gdy podczas tych obiadów był obecny któryś z duchownych członków rodziny mojego zięcia, wysłuchiwaliśmy dziękczynnej przemowy przed rozpoczęciem jedzenia, a potem krótkiej mowy najstarszego członka rodziny, którym był ojciec zięcia. Stało się to tradycją. Od czasu gdy zabrakło wśród nas tego seniora, a jego żona nie zawsze była w stanie uczestniczyć w uroczystościach, okazało się, że sam stałem się seniorem i przygotowywałem się do tych przemówień jak mogłem najlepiej. Chciałem, żeby było ono krótkie (ogólne poparcie przy stole), uwzględniające rodowód tych obiadów (średnie poparcie) i religijny jego wydźwięk (poparcie najmniejsze). Ale kilkakrotnie już zdałem ten egzamin i ogólnie wszyscy byli zadowoleni. Nie znaczy to, że wszyscy byli ubrani tak jakbym oczekiwał, a fakt, że przez ostatnie trzy lata spotykaliśmy się „na wyjeździe”, mógłby usprawiedliwiać niedoubranie się uczestników wydarzenia. Spośród panów jedyną osobą właściwie odzianą byłem ja.

    Kolacje wigilijne niemal zawsze odbywają się u nas w domu i system wstępnych przemów do nich był podobny, ale poza nadzwyczajnymi okolicznościami w rodzinie Jacka, czyli utratą domu i wszystkiego, co było w nim na parterze, w wyniku zalania go wodami podczas huraganu Harvey, cały rytuał kolacji był zgodny z tradycją naszych rodzin i jestem za to wdzięczny wszystkim w tych kolacjach uczestniczącym. Tutaj w zasadzie byłem seniorem uroczystości od początku, a po wiecznym odejściu najstarszej osoby w rodzinie przejąłem także religijny jej aspekt. Kolacje wigilijne w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia napawają mnie dumą i szczęściem, że tradycja zostaje wciąż zachowana.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Myślę, że tradycję odpowiedniego ubierania sie na uroczystości rodzinne i przyjacielskie, teatralne i wszelkie inne, które powinny być odpowiednio respektowane zostały wdrożone w naszej rodzinie przez ciebie na sto procent i na sto lat! Nie odpuszczasz – i ja też myślę, że tak powinno być.

      Mnie też tak nauczono w domu, choc czasy były o wiele trudniejsze. Uwielbiam ten moment kiedy zbieramy się u nas w domu na wigilię i chłopcy wchodzą w garniturach, w krawatach. Są piękni młodzi i eleganccy. Jest tyle luzu na co dzień, że zaznaczenie ważnych momentów także strojem ma w sobie coś ważnego, wyjątkowego.

      Niech sobie inni mówią, że to tylko „zewnętrzna powłoka” – a ja myślę, że nie tylko..

      Polubienie

  2. HEJ , Chcialem zostawic komentarz na blogu , ale nie moge . Każe mi sie gdzies logowac , a jak probuje to to mnie nie akceptuje idiota jeden . W kazdym razie komentarz jest taki : Mysle , ze Swieto Dziekczynienia jest tak powszechnie popularne i lubiane , poniewaz NIE jest zwiazane z żadną religią . I to jest jego piekno !

    Polubione przez 1 osoba

    1. Marku, komentarz ukazał sie tam gdzie powinien. Wszystko gra. WordPress każe się logować ( czasem) jeśli długo sie nie odzywasz i potrzebuje to powtórzyć. Nie bardzo wiem dlaczego ale to nic trudnego. Dane są schowane dla innych, tylko ja je widzę. Nie wyzywaj go z taką pasją..:)

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Grazynka Anuluj pisanie odpowiedzi