16 stycznia 2026
Odeszła Magda Umer. Piszę te słowa kilka dni po jej śmierci. Odchodzi wielu ludzi z mojego pokolenia, taki sens naszego istnienia. Kiedy przekraczamy 70 lat, zaczynamy o tym myśleć. Każdy na swój sposób.
Magdę Umer znałam tylko “literacko”. Była bliską przyjaciółką Agnieszki Osieckiej i Krystyny Jandy, a z racji moich intensywnych dawnych zainteresowań teatralnych, dużo czytałam o Osieckiej. I wtedy w tamtych wspomnieniach przewijała się też Magda U.
Na moich półkach są książki o Agnieszce O. W różnych sytuacjach wracam do nich, czegoś poszukuję. Przypominam sobie postaci z tamtych lat, z młodych lat ich przyjaźni: Agnieszka Osiecka, Magda Umer, Krystyna Janda, “Starszy Pan” – Jeremi Przybora. Maryla Rodowicz, Wojciech Młynarski, Agata Passent, Zuzanna Łapicka, Wojciech Mann i zapewne wielu innych, o których nie wiem albo nie pamiętam.
Jedno jest pewne. Chyba nigdy wcześniej nie widziałam (nie czytałam) tylu ciepłych słów, napisanych po śmierci osoby publicznej – artystki. Zazwyczaj głosy dzielą się na “za i przeciw”. A tym razem, we wszystkich mediach społecznościowych aż bije ciepło, żal, smutek. Każdy kto się odezwał (a przecież dla wielu ludzi nie jest to łatwe) szczerze i pięknie Ją wspomina.

Trudno Magdę Umer zdefiniować jednoznacznie. Piosenkarka, wykonawczyni poezji śpiewanej, dziennikarka, scenarzystka i też aktorka. Wyjątkowa osobowość – jakby “niesceniczna” – delikatna, krucha, eteryczna. Jej kojący i lekko tajemniczy głos – szept z pewnością wszyscy dobrze znamy. Nikt tak pięknie nie interpretował piosenek literackich jak Magda U.
Melancholiczka, ale z poczuciem humoru. Jej własne piosenki, teksty poetyckie Leśmiana, Szymborskiej, Baczyńskiego, Osieckiej. Każda jej piosenka wyszeptana w ciepły sposób do ucha, zostawiła ślad w pamięci na długo. Mało kto kojarzy, że Magda Umer jest także autorką tekstów np. Jeszcze zdążę, Jeszcze w zielone gramy, Kiedy mnie już nie będzie, Miasteczko Bełz, Miłość w Portofino, Na całej połaci śnieg, Nie oczekuję dziś nikogo, Pamiętasz, była jesień… I dziesiątki, dziesiątki innych. Niektóre z nich wykonywała sama, wiele trafiło na scenę w interpretacji innych artystów. Ja chyba najbardziej mam w sercu i pamięci “ Koncert na dwa świerszcze i wiatr w kominie”.
Wszystkie te piosenki, teksty słuchowisk, sztuk scenicznych – poznałam wczytując się w opracowania i książki powstałe po śmierci Osieckiej. To był czas w moim życiu, kiedy ta grupa literackich twórców była mi bardzo bliska. Cóż, nie ma się co dziwić. Moje lata, moi idole. 😄🤔
Dziś już wielu z nich odeszło.
Zdaję sobie sprawę, że każdy kolejny rok odkrywa nowych artystów. Jedni “trwają” scenicznie tylko chwilę, inni zapisują się swym artystycznym geniuszem na wiele lat. Magda Umer nigdy „nie zeszła” ze sceny, nawet wtedy, gdy już nie była w pełni aktywna. Nigdy nie przestała być artystką. Nie potrzebowała fleszy, skandali, świateł. Wystarczyli jej bliscy ludzie, ciepło otaczającego ją świata. I tak ją wszyscy zapamiętali.
Tak o niej dziś piszą , tak ją żegnają…
Magda Umer, jej twórczość, jej sposób na życie, porusza we mnie wiele myśli – nie nowe, ale “świeże”. Powraca do mnie nieustające pytanie – jak stworzyć wokół siebie tak dobrą i ciepłą aurę, by wszyscy dostawali coś, co człowiekowi jest najbardziej potrzebne? Poczucie bliskości i dobroci. Bezpieczeństwa i spokoju. Tylko wybrani to mają w sobie. I tylko niektórzy z nich potrafią się tym dzielić.
W którymś z wywiadów Magda Umer powiedziała: “mój elektorat to ludzie smutni… Czuję z nimi solidarność. Ale smutek nie jest okropny, dołujący – jest w nim coś pozytywnego” .
Myślę – tylko co? Wrażliwość, może nawet nadwrażliwość? Jakaś melancholia? Ale także poczucie humoru i dystans do samego siebie. Wydaje się, że to tak różne cechy, iż niemożliwe, by połączyć to w osobowości jednego człowieka.

A jednak… Taka była Magda Umer.
Była szczęśliwą matką i babcią. Podkreślała często, że to jej największe życiowe powołanie.
Trzeba sobie nieustannie przypominać dobre chwile swojego życia. Są jak niewidzialne pigułki, wspomagające pozytywnie nasze frustracje, depresje. Zwykłe “dołki”, które dopadają każdego z nas. Bo Magdę U. depresja też dotykała. Bo artystka, wrażliwa i czuła, nie uniknie niepewności, wątpliwości i zadawania sobie trudnych życiowych pytań.
W tym życiowym „dołowaniu” nie pozwalajmy sobie na zbyt długie okresy złości, pielęgnowanie pretensji do innych, zazdrości. Wszystko to czyni nas coraz bardziej zniechęconymi do ludzi i co gorsze – do siebie samego.
Szczęście jest takie ulotne. Nigdy nie trwa wiecznie. Nie dajmy się oszukać. Raz lepiej, raz gorzej.
Magda śpiewała: “...to szczęście takie krótkie… Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy, smutkom się nie dajmy gryźć…”

A potem:
“Upij się ze mną na WESOŁO,
Zechcesz coś zburzyć, no to burz
I niech raz się zamknie koło
Jak przebaczać, no to już!”
Teksty Magdy Umer są jak perełki literackie. Słuchając różnych wykonawców jej piosenek, nie zdajemy sobie sprawy, że to ona je napisała. Brzmią tak zwyczajnie i po ludzku, a równocześnie niosą w sobie silną dawkę filozofii życia, pozytywnego myślenia. Niemal w każdym jej słowie jest coś ważnego, czego nie można pominąć w codziennym życiu. Mogłabym cytować każde wyrwane słówko, każdą jej myśl.
Wszystko jest ważne. “Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła”…
Nigdy nie spotkałam osobiście Magdy Umer ani Agnieszki Osieckiej. Nigdy los nie nagrodził mnie osobistym kontaktem z Krystyną Jandą.

Czas, gdy A.Osiecka była u mnie „pod lupą” (z racji tworzenia sztuk teatralnych opartych na jej tekstach) przypatrywałam się także jej przyjaciołom i znajomym. Czułam się wtedy, jakbym ich wszystkich znała. Znałam poezję, znałam piosenki, w Teatrze Ogniska Polskiego wyreżyserowałam kilka sztuk z serii “Listy śpiewające”. To przecież moje pokolenie, może o kilka lat starsze. Ich początki i potem wielki “bum” karier przypada na koniec lat 60-tych i lata 70-80 (co tu dużo gadać) poprzedniego stulecia. Byłam studentką polonistyki i pasjonatką literatury, w tamtych latach wszystko docierało do mnie ze zdwojoną siłą. Pojedyncze występy, kabarety, płyty-single nagrywane i przekazywane sobie wzajemnie, festiwale w Opolu… Przeboje utrwalały się wolniej niż dzisiaj. Przecież nie było Internetu. Tylko Radio „Trójka” nas, młodych ratowała.
To były inne czasy… Dziś mogę to poskładać w głowie, teraz dopiero widzę jak wielki „literacki prezent” został nam z tamtych lat. Mam nadzieję, że niedługo ktoś, podobnie jak twórczość Osieckiej, pozbiera, opisze, zrobi przyszłym pokoleniom bukiet najpiękniejszych słów i myśli Magdy Umer.
Wokół nas jest wielu ludzi ciepłych, dobrych, zdolnych – wyjątkowych. Takich, którzy zawsze dają więcej niż biorą. To wielki instynkt dobroci. Nie wiem skąd się bierze. Czy mamy to zapisane w genach? Czy uczymy się tego, bo chcemy? Czy życie nas ustawia w sobie tylko znanych “kategoriach”?
Doświadczyłam tego i doświadczam nadal. Dostrzegam w ludziach niezwykłą umiejętność przekazywania dobra drugiemu Człowiekowi. To duże szczęście spotkać na swej drodze takie osobowości.
Nic od nas nie żądają, niczego nie chcą w zamian – za to są pomocni, bije od nich ciepło i empatia. Nie ma w nich niechęci, uciekania od trudności, nawet zmęczenia. Oczywiście wiem, że to nie dzieje się “bezustannie i zawsze”. Mam świadomość, że człowiek ma słabości i żaden dzień się nie powtarza.
Ale – łatwo oddzielić tych, którzy rozsyłają pozytywne “fluidy” od tych, którzy… są po prostu zwyczajni. Jak ja i jak ty.
Przysłuchuję się czasem rozmowom Młodych, pełnych sił życiowych, w momencie ich najlepszych chwil, kiedy wszystko wydaje się nieskończone, trwające na zawsze – bez nagłych nieprzyjemnych zakrętów i zmian.
Młodym trudno pojąć, że matka, ojciec nagle stali się “dziwni”. Zmienili się, nie pamiętają, że “wczoraj o tym rozmawialiśmy”… , że powtarzają znów to samo, w kółko i bez wstydu… Nie mogą przyspieszyć kroku, chociaż jest prosta droga. Tracą dawne poczucie humoru, bywają zmęczeni, niechętni…
Dorosłe dzieci dziwią się, że jest inaczej niż kiedyś… Kiedyś wiedliśmy wszyscy razem codzienne życie, bez obaw i strachu. Każdy na swój sposób, ale jakby wszystko szło swoim utartym torem.
Dzisiaj nie ma utartych, przewidywalnych “torów”, nie ma codziennego balansu. A jednak życie toczy się dalej. Zadziwia to nas starszych, zadziwia też to Młodych.
Mam bardzo kochanych wnuków. Są dorośli, mają swój szaleńczy młody czas. A jednak – wciąż umieją z nami rozmawiać. Wciąż chcą z nami się spotkać, pogadać, pośmiać się. Nie przesadzamy z angażowaniem ich towarzysko, ale uwielbiamy to, co wciąż nam dają. Rodzina to najpiękniejsze, co człowiekowi w życiu może się zdarzyć. Ale też los nie darowuje nam niczego za darmo. Przez całe życie pracujemy nie tylko na wygodę, na podróże, na sukcesy, na przyjemności, ale przede wszystkim na uczucia i związki emocjonalne. To dużo trudniejsza droga…
Magda Umer napisała kiedyś piosenkę “JEST CUDNIE!” (w 2008 r. a więc będąc w pełni sił), do której muzykę stworzył Seweryn Krajewski (też z tej samej “literackiej bandy” dobrych moich lat!!) a wykonywała ją Maryla Rodowicz. Mnie udało się znaleźć tę piosenkę w wykonaniu samej autorki, podczas koncertu, który odbył się w 7 marca 2025, z okazji 55-lecia pracy artystycznej. Miał miejsce w warszawskim Klubie Stodoła, gdzie artystka rozpoczynała swoja karierę. To ostatni Jej występ sceniczny..
…” A na razie kołyszą nas noce
A na razie kołyszą nas dni
Choć już życia, psiamać, popołudnie
Jest cudnie, jest cudnie..”
Wiek starczy to pewnego rodzaju porażka. I to taka, w której my nie jesteśmy nic winni. Tak jest i musi być. Jak wszystko w naszym życiu – jest czas właściwy także na starość. Tu boli, tam strzyka, tu pigułki, tam trudne testy medyczne. A pomiędzy – jeszcze całkiem nieźle “bal trwa”. Dopóki mamy ochotę na spotkania rodzinne, książki, teatr, plotki przyjaciół, malowanie, wyszywanie, spacery i uśmiechy … – jest dobrze. I ma być dobrze!
Dziś już bliżej “nocy” a ciągle jest cudnie…
*******************************************
I jeszcze jedna z moich ulubionych piosenek w wykonaniu autorki tekstu. „Koncert na dwa świerszcze i wiatr w kominie” – Magda Umer.











