17 lipca, 2025
O snach można bez końca. Odkąd istnieje świat, ludzie śnili. I nie mogli rozwiązać sensu snów. Tworzyli własne mity, interpretacje, domysły i wiarę.
Ilu ludzi, tyle prób odczytania snów. A przecież śnimy co noc, tyle że większości snów nie zapamiętujemy. Albo pamiętamy je tuż po obudzeniu, a zaraz potem uciekają nam z pamięci w “siną dal”.
Można szukać symboliki, wierzyć w nią albo przeciwnie – próbować wyjaśnić na przekór. Wierzyć tak… jak nam wygodnie. Jeśli bardzo pragniemy, by sen się spełnił, będziemy szukać takiego potwierdzenia. Ale jeśli nas martwi, denerwuje – podświadomie uciekamy od negatywnych interpretacji.
Choć wiedza naukowa na temat ludzkich snów jest już dzisiaj szeroka, to mnie osobiście jej wiarygodność nie przekonuje. Dlatego w tym rozważaniu nie będzie o symbolice, domysłach, życzeniach i marzeniach sennych. Zostawiam to zainteresowanym do własnych rozmyślań.
Mój senny a raczej bez-senny tekst ma być o moich doświadczeniach nocnych. O tym co dzieje się w mojej głowie, gdy nie mogę spać. I dlaczego nie mogę spać? Dlaczego zmęczona po całym dniu po prostu nie mogę usnąć.
Nie jestem wyjątkiem! Insomnia (czyli po prostu bezsenność) jest chorobą. Przyczyn może być dużo i dotyka wielu ludzi niezależnie od wieku. Tyle, że nie jestem pewna, iż mój problem to tylko „medyczna” wersja insomnii.
Każdy z nas ma w życiu “góry i doliny”. Dotyczy to zarówno wydarzeń, na które często nie mamy wpływu jak i konsekwencji mentalnych, emocjonalnych tych zdarzeń. Z upływem czasu nasza wytrzymałość na zwykłe codzienne “dzianie się” jest mniejsza a zmęczenie większe. W konsekwencji problemy ze snem piętrzą się sięgając wszelkiego rodzaju zaburzeń.
Brak snu – dla mnie koniecznie przynajmniej osiem godzin, (czego na pewno nie potrzebowałam w młodości) – objawia się w bardzo różny sposób. Nie znoszę wstawać bardzo wcześnie, choć oczywiście rozumiem doskonale, że czasem jest taka konieczność. Unikam tego kiedy tylko się da, ale nie można całkiem wyeliminować takich sytuacji. Po takim wstaniu o 4 -5 rano jestem cały dzień nieprzytomna. Nie pomagają próby dodatkowej drzemki w ciągu dnia. Mam takie „przerywniki”, gdy powieki zamykają się bezwiednie, nogi tracą grunt, a ja doznaję nagle ogromnego strachu, że coś się złego wydarzy..
Czasem pomaga dodatkowa kąpiel pod prysznicem, szybka kawa, towarzyskie rozmowy. Ale to tylko chwile – wzmacniacze. Mój umysł zamarza. A wraz z nim całe ciało. Czuję się źle, gubię się w logicznym myśleniu. Wreszcie udaje mi się dotrwać do wieczora, kiedy już można spać. I wtedy zaczyna się kolejna faza trudności… Nie potrafię położyć się do łóżka wcześniej. Mój biologiczny zegar pozwala mi na to około północy, a zazwyczaj kładę się spać po 24.00. Jeśli zdarza się inaczej – muszę być naprawdę chora, by mnie zmogło wcześniej. Moje “prywatne” osiem godzin snu musi zawierać się między 24.00 a 8 – 9 rano.
Jest takie popularne powiedzonko amerykańskie – “Everybody is different”. Wiem, że według wielu badań i doświadczeń ludzi, faza snu przed północą jest najbardziej wydajna. Widać jednak, nie dla wszystkich…
Kładę się spać na wygodnym szerokim łóżku. Często biorę pół tabletki na sen. Czasem – rzadko – całą. Układam się w najlepszej pozycji, jaką mogę sobie wygospodarować. Mała poduszka “jasiek” ma pomóc. Wałek pod kolano ma pomóc. Staram się wyciszyć. Już już wydaje mi się, że zapadam w ciszę własnych myśli…

I zaczyna się koszmar. Wszystko zaczyna mi przeszkadzać! Swędzą ręce, nogi, każda zmiana pozycji po kilku minutach, ba, nawet sekundach jest niewygodna. Myśli zaczynają biegać, gonić jedna za drugą. Już nic nie jest spokojne. Na suficie mam czerwone liczby, odbicie czasu zegarka, które uświadamiają mi, że męczę się tak już drugą godzinę. Albo trzecią.

Wstaję – idę do łazienki. Wracam. Szklanka stoi na półce przy łóżku. Wypijam kilka, kilkanaście łyków wody. Mam ochotę wstać i chodzić po mieszkaniu. Ale nie chce mi się wyjść spod kołdry.
I znów dziesiątki zmian pozycji. Przymykam oczy, myślę o dobrych chwilach, o pozytywnych rzeczach. Myślę, ale za minutę wciska mi się inny temat. Nie umiem upilnować swoich rozbieganych myśli. Są odporne na każdy mój sposób. Oczywiście “liczenie baranów” nie wchodzi w grę. To jeszcze bardziej pobudza złość, że nie mogę usnąć.
Zamykam powieki. Widzę dziwne obrazy. Tylko kolory, żadnych konkretów. Kolory pływają. Zbliżają się do mnie i oddalają. Zmieniają kształty, rozszerzają się, uciekają w dal albo napierają na mnie. Zataczają koła, pulsują, znikają, by zrobić miejsce następnym ruchom figur i kolorów. Są zachwycające i straszne. Układają sie w rozpędzone chmury albo roztańczone koła. Zawsze są w ruchu! Ciepłe, ogarniające mnie… Albo są wielkim strachem, ktory zaraz mnie porwie, wchłonie w nieznaną przestrzeń..
Nie ma konkretnych, wyrazistych obrazów, są ruchy, kolory i czasem dźwięki. Trudno je opowiedzieć. Są tylko wrażenia – drgające we mnie i trudne do poukładania logiczne w słowa.
Czy ja śnię, czy to dzieje się w mojej przytomnej głowie? Nie wiem. Otwieram oczy i wydaje mi się, że nie śpię. Ale może to było wyłączenie świadomości? Może kręgi światła i kolorów to nie rzeczywistość? To tylko zjawisko pomiędzy świadomością a snem? Pół-sen…
Sprawdzam czas. Minęło kilka minut. Albo – dużo więcej. Zawieszenie. I nadal zmęczenie. Bo nie śpię. Czuwam nad obrazami.
Znów wstaję z łóżka. Znów rundka do łazienki i do kuchni. Dom wydaje się pusty chociaż wiem, że nie jestem sama. Nie zaświecam światła. Tu i ówdzie przedziera się poświata małych lampek zainstalowanych na noc. Gdzieś u sąsiada zostawiono lampę na piętrze domu. Jej blask dociera do mojego pokoju..
Kolejny raz kładę się pod ciepłą kołdrę. Teraz już zasnę, oczy same się zamykają. Już prawie jestem w “objęciach Morfeusza” i nagle – jakieś twarze, przypomniane sprzed lat. Niepowiązane ze sobą ani logiką, ani czasem, ani miejscem, ale znam je. Spotkałam kiedyś…
Mieszają się, biegają wokół mnie. To musiał być sen. Przecież ludzie z naszego dawnego życia nie wracają do nas ot tak, bez powodu. Przychodzą – w snach. I nie dają o sobie zapomnieć.
Czy ich pamiętam? Czasem. Czasem, gdy obudzę się, często po godzinie, czyli wciąż w nocy, wiem kto pojawił się w moim śnie. Zdarza się, że to postać ze świata filmowego, literackiego. Później, gdy znów uda mi się zapaść w letarg/sen/niemoc/ciszę… budząc się niemal za chwilę, już nie umiem odtworzyć tego, co działo się w mojej głowie.
Bywają noce, że sen przychodzi nad ranem, że ostatnie sprawdzanie czerwonych cyferek zegarka było o 3- 4 rano albo i później. Nie umiem znaleźć powodu, dlaczego tak męczę się w nocnej ciszy, nie znajduję przyczyny, którą potrafiłabym sobie określić. Widać, moja podświadomość „wie inaczej”. Działa na pełnych obrotach…
Nie sądzę, żebym była w tych reakcjach wyjątkowa. Ale gnębi mnie, że nie umiem dotrzeć do siebie i zrozumieć, co może być tego powodem. Wiem, że śnimy, że sny są naturalną częścią naszych procesów w głowie. Rozumiem, że pamiętamy tylko fragmenty i często jesteśmy w stanie sobie “dopisać” obrazy. Tak jak chcemy. Albo jak nam się wydaje, że było w naszym śnie.

Pamiętam, że był taki okres w moim nastoletnim życiu, kiedy lubiłyśmy z przyjaciółkami opowiadać sobie sny. Te opowieści były zawsze bardzo barwne i konkretne. I na pewno – były wytworem naszej młodzieńczej wyobraźni i pragnień emocjonalnych. 😂
Naukowcy potwierdzają, że sen jest oparty na wydarzeniach dnia czy godziny, niekoniecznie wczorajszych czy sprzed tygodnia. Coś mogło wydarzyć się bardzo dawno i wraca po wielu latach objawiając się we śnie. Dlatego tak mocno ludzie wierzą w senniki, w symbole senne. Czasem zdarza się, że sen się spełnia. Wystarczy, że zdarzy się coś, co jest maleńką cząstką snu i już chcemy odczytać to jako przepowiednie, spełnienie.
Dlaczego w moich snach pojawia się Mama czy Tata? Mogę to zrozumieć. O rodzicach myślimy, mówimy o nich – nawet niekoniecznie świadomie. Ale dlaczego nagle dostrzegam kogoś z dalekiego dzieciństwa? Kogoś, z kim nie miałam ani silnych związków, ani emocjonalnych więzów pamięci? Bywa, że są to niezidentyfikowane osoby czy wydarzenia, co do których nie mogę uświadomić sobie, kiedy mogły zdarzyć się w moim życiu. Gdzieś, kiedyś ich spotkałam… Czy podświadomość ma silniejsze bodźce niż pamięć świadomości?
Wiem jedno – moje godziny nocne, w których sen nie chce przyjść, są bardzo trudne. Męczą w nocy, w zwidach, w krążących myślach. W strachu przed czymś nieuchronnym i czymś, co kiedyś było i co musi jeszcze nadejść.
Nieprzespane godziny czarnych myśli i kolorowych obrazów “budzą” mnie rano zmęczoną. Z poczuciem, że nadal nie rozumiem siebie i nie potrafię znaleźć sposobu na spokojny sen. Sny dają nam to, co chcielibyśmy powtórzyć albo o nich zapomnieć. Ale werbalnie nie potrafimy tego wyrazić!
Może tak jest, a może tylko tak interpretujemy swoje marzenia? Bo sny są nie tylko ciepłe i miłe. Bywają i to nie rzadko, sny koszmarne, przerażające, których wcale nie chcemy spotkać w czarnej nocy. Są takie sny, które “dzieją się” bez snu. Takie, które odpychamy, a jednak wracają wielokrotnie. I nie dają zasnąć. Nie przynoszą nam odpoczynku, wytchnienia. Nie reagują na tabletki, na ucieczki w dobre pozytywne rozmyślania.
Może kiedyś znajdę na siebie sposób? Może sen zaprzyjaźni się ze mną i otuli spokojem…
****************************
Ach, przy okazji – nie sypiam sama😂, ale chętnie przypomnę wam (bardzo) stary przebój „Ja się boję sama spać” . Po raz pierwszy wykonała tę piosenke ZULA POGORZELSKA w 1926 r. Później śpiewały ją Kalina Jędrusik, Alina Janowska, Barbara Rylska, Natasza Urbańska i inni.
Ja znalazłam wykonanie swingowe – zespołu Lazy Swing Bend. Zupełnie inne niż wszystkie wcześniejsze… Za to takie, które udowadnia, że stare dobre piosenki nigdy się nie starzeją…




Pewnie każdy jakoś potrafiłby podzielić czas spania na etapy. Są one oczywiste: etap przed zaśnięciem, etap samego snu i etap przebudzenia.
O etapie przed zaśnięciem piszesz dość obszernie, zwłaszcza o tym, co nazywa się insomnią. Miałem takie okresy, potem już tylko miewałem, teraz w zasadzie usypiam niemal natychmiast, więc te czerwone cyferki na suficie wyświetlane z tego samego zegara, który pokazuje je Tobie, nie straszą mnie zbyt długo. Przykro mi, że męczą Cię tak długo i tak często.
Etap samego snu, który opisujesz, to widzenia senne, sen jako obraz, nie jako fizjologiczny stan człowieka. Tym fizjologicznym zajmują się lekarze i naukowcy, koncentrując się w zasadzie głównie na segmentyzacji snu i opisywaniu wagi poszczególnych segmentów dla naszego zdrowia. Ja, podobnie jak i Ty, Małgosiu, nie zaczynam spać przed północą, więc oboje mamy z góry przerąbane niebywałe wręcz zalety spania przed godziną 24-tą. Ty skupiasz się na tym, co widzisz, jeśli już zaśniesz i często potrafisz o tym opowiadać, a ja na tym, by spać jak najszybciej i nawet, gdy coś podczas spania widzę, zapominam niemal zawsze zaraz po przebudzeniu. Czasami nawet wydaje mi się, że widzę rzeczy ciekawe i warte zapamiętania, ale nie jestem w stanie ich po zakończeniu spania odtworzyć. Może to dobrze, bo nie mam tych strasznych obrazów, które wiele osób ma i pamięta nawet latami, a może źle, bo nie widzę tych pięknych momentów, które niewykluczone, że mi się przyśniły.
I wreszcie przebudzenie. Często żałuję, że tak wcześnie, czasem żałuję, że tak późno, ale teraz coraz częściej jest mi wszystko jedno, czy wcześnie, późno, czy w sam raz. Gdy jednak już to przebudzenie nastąpi, staram się iść w ślady mojego ojca, który zawsze, ale to zawsze wstawał, golił się, mył i ubierał najporządniej jak można, aż do ostaniego dnia swojego życia.
A zakończę własną klasyfikacją. Najlepszy etap – spanie, nawet jeśli jest bardzo szybkie. Mniej najlepszy – przebudzenie i jego konsekwencje. Najmniej najlepszy – zasypianie. Ale jak widzicie, żaden nie jest zły. Zwłaszcza jeśli nie śpi się samemu.
PolubieniePolubione przez 3 ludzi
Jeszcze inne spojrzenie na noc, sen, zasypianie i budzenie się. Jakie to „proste” czynności a ile w nich głębokiego ludzkiego czynnika. Mieć własne sny, mieć dobre sny i koszmary.
Czy to głowa jest siedliskiem tych obrazów? czy może czucie i serce też ma nie nie wpływ? Jestem teraz po operacji kolana. Zażywam chwilowo silne leki. Doznaję uczucia snu i pól-snu. Chwilami nie wiem czy śnię, czuję się jakbym mówiła do kogoś, ale przecież nie słychać mojej mowy..
A potem już nie wiem co było snem, co było pół-jawą. Opisane przeze mnie we wpisie senne problemy i wrażenia były inne niż te, których doznaje przez ostatnie kilka dni.
To jak film, w którym gram główną rolę, a jednak mnie w nim nie ma..
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Mam dokladnie tak jak Ty , wiec nie bede sie rozgadywal . Rozumiem kompletnie .Ale nie wspomnialas o jednym snie , ktorego mam nadzieje nie doswiadczylas . Kiedy zamieszkalismy w Szwecji , czesto padalo pytanie : ” Miales juz ? ” . I kiedy odpowiadalem zdumiony , ze nie wiem o co chodzi , odpowiedz byla zawsze ” Jak bedziesz mial , to bedziesz wiedzial ” . I jak tego doswiadczylem , to zrozumialem. Byl to najstraszniejszy sen w moim zyciu . Nigdy sie nie powtorzyl . Ani mnie, ani nikomu. Jest jednorazowy . Sen emigranta .
PolubieniePolubienie
Okazuje się≤ że temat snów a raczej nasze własne przeżycia i wrażenia tak nas jednoczą. Ukryte tajemne chwile, a jednak podobne. Może właśnie dlatego, ze wciąż niejasne, niezglebione. Opowiedzieć tak by dogłębnie je zrozumieć – to niemożliwe. Ale opowiedzieć, by widzieć w nich własny świat a zarazem podobieństwo do innych nocnych światów..
Fajne. I wcale nie proste.
PolubieniePolubienie
w zasadzie mam coś podobnego. Miałem szczególnie meczące noce, gdy przeżywałem pewną stratę… gdy coś (ktoś) mnie mocno zawiodło emocjonalnie. Musiałem brać silne psychotropy i po pół roku w miarę jest już dobrze.
Kiedyś miewałem tak, że często śnił mi się pusty, nieznany mi plac zabudowany z jednej strony niezamieszkałymi domami. Po przebudzeniu miałem silne poczucie, że skądś to miejsce muszę znać, że coś ono dla mnie znaczy. Co? do dziś nie wiem…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Sny są zaskakujące i intrygujące. Każde doświadczenie innej osoby daje dodatkową szansę rozumienia siebie. Wydaj mi się, że sny to bogaty „drugi” nasz świat. Nie jest zawsze przyjazny. I pewnie nikt nigdy do końca go nie pozna. Ale warto o tym rozmawiać.
Jak zresztą o wszystkim innym..
PolubieniePolubione przez 1 osoba