Jak “nudzę się” w czasie deszczu 

1 lipca 2025

Kilka dni temu, po wielu tygodniach – padał deszcz! Niedługo, ale bardzo intensywnie. Nareszcie! 

Harvey – huragan w Houston w 2017 r. Wstrząsające przeżycie i dramatyczne skutki.

W Houston czasem czekamy na deszcz długie tygodnie. 

Bywa, że pokropi chwilę, bywa, że leje ścianą wielkiej fontanny. Czasem pada przed kilkanascie godzin a nawet dni i zalewa duże części miasta. 

Przeżyłam juz kilka “deszczowych katastrof” w Houston. Nigdy wcześniej, zanim tu nie zamieszkałam, nie wiedziałam, że TAK może padać. O, wiele razy widziałam powodzie w TV, w internetowych  wiadomościach, na zdjęciach.

Łososina – niedaleko Nowego Sącza i Malinowej. Powódź w 2021 r. (z sieci)

Z dzieciństwa pamiętam nurt cichutkiej rzeki Łososiny w Laskowej, gdzie jeździliśmy na wakacje. W ciągu jednej nocy rzeka (górska, i to wcale nie w wysokich górach!) zmieniała się w szaro-brutalną szalejącą wodę, płynącą dziesięć razy szybciej niż normalnie. Nie było szans by przejść na drugi brzeg rzeki, podczas gdy w słońcu i spokojnym dniu biegaliśmy przez rzekę nie zanurzając nóg wyżej niż do kolan.

Tu w Stanach wielkie powodzie i huragany  przybierają umowne imiona (żeńskie i męskie – naprzemiennie) i ludzie pamiętają takie wydarzenia jako Alison, Harvey, Rita, Katrina, Sandy, Irma i wiele innych. Huragany mają różne “sposoby działania” w naturze, ale zawsze powodują ogromne opady deszczu, powodzie i straszliwe zniszczenia. 

W Polsce też w ciągu ostatnich dziesięcioleci ich nie zabrakło. Wystarczy wspomnieć wielkie opady deszczów i powodzie w 1997 r. i w czerwcu 2010 r. 

Deszcz ma także życiodajną funkcję. Nie lubimy go, gdy pada, jest zimno i utrudnia nam codzienne życie. Za to dla przyrody, rolników, zwierząt deszcz odgrywa zbawienną rolę. 

Kochani – niezapomniani 😃

Deszczowa pogoda przeszkadza, ale i ułatwia życie. Jak zwykle – są “dwa światy” i w każdej sytuacji odczuwamy to inaczej. 

Kiedyś, w latach 60-tych Jeremi Przybora (słowa) i Jerzy Wasowski (muzyka) czyli eleganccy “Starsi Panowie” napisali popularną piosenkę pt. “W czasie deszczu dzieci się nudzą”.

Śpiewała ją Barbara Krafftówna a piosenka doczekała się dziesiątek wykonań i interpretacji. 

LASKOWA – zdjęcie z sieci, współczesne

Mam takie bardzo miłe wspomnienie z dzieciństwa. Są wakacje, ciepło i beztrosko. Zielone łąki, pola dojrzewających zbóż, w których rosną czerwone maki i szafirowe bławatki. Poranek był słoneczny, ale już w południe zaczęły się zbierać czarne ołowiane chmury. A potem lunął deszcz jak z armatki wodnej. Słychać było potężne grzmoty i błyskawice na niebie. Była nas pokaźna grupka dzieciaków w wieku od 5 do 10 lat. Jeździliśmy na te wakacje w Laskowej trzema, czasem czterema rodzinami, mieszkaliśmy u miejscowych gospodarzy w sąsiednich domach. Bawiliśmy się zazwyczaj razem, choć czasem w mniejszych “podgrupach” też. 😃

To wtedy schowani pod wielkim kuchennym stołem wymyśliliśmy zabawę w teatr. Wpadł nam pomysł przedstawienia z pacynkami. Zaczęliśmy wymyślać jak je zrobić i z czego. I całkiem dobrze nam poszło. Pamiętam, że zużyliśmy kilka ziemniaków, cebuli, buraków do tworzenia pacynek. Nie pamiętam szczegółów, ale jakieś kamyczki zamiast oczu, patyczki, chusteczki, skrawki szmatek na “ubranka”…  

A potem – nagle deszcz ustał, chmury popłynęły gdzieś daleko i słońce zaświeciło z powrotem. A my – dzieciaki wybiegliśmy z domu na pobliską łąkę i taplaliśmy się w wielkich kałużach zupełnie ciepłej deszczówki 😂. Fantastycznie! Uwielbiałam to. Pamiętam to uczucie swobody, bez ograniczeń typu ”uważaj, przeziębisz się! Pobrudzisz ubranie! Uważaj, wywrócisz się..” itd.

To były piękne chwile. Tak piękne, że do dziś są w szufladzie mojej pamięci..

Wróciliśmy do swoich zabaw nad rzeką, w ogrodzie, w lesie. Aż po kilku dniach mama poczuła brzydki zapach w kuchni. Rzuciliśmy się na poszukiwania przyczyny i okazało się, że nasze porzucone w pudełku teatralne pacynki zgniły całkowicie i zamieniły się w brzydką mazię. FFUU! 

Musieliśmy je natychmiast wyrzucić do śmieci i… poczekać na następny ulewny deszcz, żeby je odtworzyć. Ale – nie pamiętam, czy faktycznie zrobiliśmy je ponownie. 🤔

Deszcze wiosenne są przyjemne. Pachną świeżością, pierwszymi nowymi listkami i kwiatami. Deszcz letni może wybawić nas od zaduchu, upału. Może także zepsuć upragnione wakacje, bo i tak się zdarza. Zimowy deszcz zmieszany ze śniegiem, mrozem może bardzo uprzykrzyć nam życie… 

Deszcze zmieniają nasz nastrój, humor i zwykłe codzienne plany. Ale deszcz – nie musi nas zanudzić!! 

Jak daleko sięgam pamięcią w czasy swego dzieciństwa czy wczesnej młodości, nie przypominam sobie nudy w moim życiu. 

Jako dziecko – byłam „ samowystarczalna” i umiałam sobie organizować wolny czas. Uwielbiałam oglądać a później już czytać czasopisma dziecięce i młodzieżowe. Najpierw był Miś, potem Świerszczyk, Dookoła Świata, Panorama, Przekrój.

Jedne z setek książek dla młodzieży mojej epoki

Albo książki, które zapamiętałam – „Beethoven i dżinsy”, ”Zapałka na zakręcie”, „ Jezioro osobliwości” (autorka Krystyna Siesicka) „Ten obcy” (Irena Jurgielewiczowa) czy „Dziewczyna i chłopak czyli heca na 14 fajerek” tejże autorki. I jeszcze cała seria „ Tomków” Alfreda Szklarskiego. A potem seria „Ani z Zielonego Wzgórza”. I klasyka Sienkiewicza – „Ogniem i mieczem”, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”. A pomiędzy – jeszcze setki innych tytułów. Czy można było się nudzić w takiej bibliotecznej oprawie?! Nigdy!

Nie było szans na godzinne rozmowy przez telefon (nie TEKSTOWALIŚMY!), więc spotykałyśmy się z koleżankami i siedząc w kucki gadałyśmy, śmiałyśmy się, a Mama donosiła ciasteczka, małe zwykłe kanapki i jabłka pokrojone na półksiężyce.

A deszcz padał…

Pisałam pierwsze wiersze (drugich i trzecich już, na szczęście nie było 😀), miałam jak wszystkie nastolatki, pamiętnik i zeszyt w ładnej oprawie do wypisywania się.. wzajemnie z koleżankami i kolegami (czasem). Zapomniałam jak się to nazywało, ale na pewno miało swoją własną nazwę.

Pamiętam niejedną niedzielę, gdy zaplanowany był wyjazd harcerski a od rana już padał deszcz. Iść czy nie? Jechać czy zostać w domu? Ach… przyjaciele, wspólna przygoda były zawsze ważniejsze. Stawiałam się na zbiórkę w wyznaczonym miejscu i jechaliśmy, przeważnie pociągiem podmiejskim. Biegaliśmy w deszczu, szliśmy otuleni w peleryny i jakoś to było 😀. 

Bywało zimno i mokro. Nasza świetlica przeciekała a my i tak byliśmy szczęśliwi 😜 💖

Najgorzej było wtedy. gdy deszcz przynosił znaczne obniżenie temperatury. Tego to nie lubiłam! Deszcz i zimno – to już było za dużo…

Z obozów harcerskich zapamiętałam dużo słońca i ciepłych dni. Ale deszcz też padał, bo zawsze w lecie pada… Co robiliśmy w te deszczowe dni?? Mieliśmy różne zajęcia w namiotowej „świetlicy” – gry, zabawy, szkolenia z tradycji szczepu, z rozpoznania terenu, z historii harcerstwa. 

Wieczorem, jeśli nie mogliśmy mieć realnego ogniska, to ustawialiśmy kominek w świetlicowym namiocie. Namiastkę  ogniska robiliśmy z dużych kawałków konarów drzew, latarek i czerwonego papieru. Byliśmy blisko siebie, od śpiewu i opowieści robiło się ciepło i przytulnie.

Dziś – po wielu latach wspominam te deszczowe chwile równie „słonecznie i ciepło” jak te prawdziwie słoneczne. Choć jestem pewna, że nie zawsze tak było..

Co znaczy – nudzić się? Naprawdę NIE wiem. Nie przypominam sobie zbyt wielu chwil w moim życiu, kiedy byłam zagubiona i nie wiedziałam, co ze sobą robić. Jak wszystkie nastolatki, nieraz byłam w dołku, w złości, rozpaczy, niechęci do całego świata. Ale nigdy nie nudziłam się. Do dziś w każdej wolnej chwili, w której mogłabym się „ ponudzić” natychmiast znajduję sobie jakąś  robotę… Nie umiem siedzieć i nic nie robić! Czasem są to sensowne rzeczy, które MUSZĄ być koniecznie i „na już” zrobione, a czasem wpadają mi do głowy sprawy, bez których i tak moje życie toczyłoby się dalej. Zmieniam ustawienie mebli, wynajduję układanie i sprzątanie w szafkach kuchennych, w szufladach, w papierach, które cichutko leżą sobie na półkach. Nie potrafię być bezczynna. Grzebię w internecie poszukując najnowszych filmów, ciekawych recenzji o nich i o najnowszych książkach, bo to zawsze mnie interesowało. Dzisiaj moja wyobraźnia działa już inaczej niż kiedyś. Ale wciąż jest aktywna. Dlatego czasem zła jestem na siebie, że nie potrafię się wyłączyć i nie robić NIC.  

Nawet sprawdzanie mojej szafy daje mi poczucie zmian a przede wszystkim “działania” i kontroli. Nie przeszkadza mi pogoda i tak naprawdę, nie musi być deszczu czy mrozu, żebym zajęła się czymkolwiek. 

Niestety, to przekłada się też na fakt, że jestem niecierpliwa, zwłaszcza kiedy jestem chora albo dolega mi coś, co ogranicza moje ruchy, sprawność poruszania się w domu, jeżdżenia autem itd.

W takich momentach sięgam do mojego bloga, książek i miliona domowych pomysłów.  

Nuda to dla mnie frustracja i zmęczenie. Zniechęcenie, brak zainteresowania i poczucie, że nic nie mam do roboty, na co miałabym ochotę. Można być także znudzonym jednostajnością, powtarzalnością tego, co zazwyczaj robimy.

Bywa, że nudna staje się nasza praca, sposób życia domowego, bo powtarzanie tych samych czynności może wpłynąć na nas depresyjnie. W takim rozumieniu szybko następuje „negatywne” znudzenie. I właśnie przed takimi sytuacjami musimy się bronić. Każdy z nas jest inny i sami musimy zorganizować sobie nowe odmienne zadanie. Inwencja i pomysły na to, by życie nie było nudne zależą w dużej mierze od nas samych. 

Mając własne doświadczenia wiemy, co lubimy a czego nie lubimy. Co nam jest potrzebne, żeby nie dopuścić do nudy. 

Albo – bywa i odwrotnie… Są ludzie, którzy potrzebują NUDY, by się zresetować, by ich mózg odpoczął, wyciszył się. Czyli – nudzenie się nie zawsze musi być negatywnym zjawiskiem. Ci, którzy nie przejawiają własnej kreatywności, nie umieją się zorganizować, nudzą się częściej i może nawet (czasem?) są z tym szczęśliwi. Byle wyczuć granicę pomiędzy “nudzeniem się” a depresją, znudzeniem, ospałością, niechęcią do samego siebie…   

Fajnym sposobem na nienudzenie się jest zamknięcie spraw, które kiedyś zaczęliśmy i nigdy nie mieliśmy ochoty albo czasu do nich wrócić. 

Na przykład od wielu lat mam pomysł na podróż do dawno wybranego miejsca, ale jakoś nigdy nie złożyło się właśnie tam pojechać. Może trzeba wrócić do tego planu, poszperać i poszukać informacji – co nowego, gdzie i jak. Taka akcja wciągnie nas bardzo szybko, zaangażuje i już nie będzie nudno. Już będzie coś innego i mnóstwo fajnej roboty👍.

Albo jakaś wystawa, winko z koleżanką i ploteczki babskie. 

Może trzeba nauczyć się grać w brydża albo w dziesiątki innych gier czy układanek. Trzeba się tylko „ zaczepić”, zechcieć sięgnąć po pomysł. Nagle – poczujemy jak łatwo to się dzieje! 

Tak! Wiem, że nuda to emocje! A emocje wywołują konkretne reakcje. Pozytywne, bo często porusza w nas konieczność działania i szukania nowych wrażeń i rozwiązań. Ale bywa też, że są destruktywne i otępiające. 

Mówimy- “to nudne! Nie chce mi się, bo mnie to nudzi. Nudziarstwo – nie wiem co ze sobą zrobić”…

Unikam takich przemyśleń. Dlatego bardzo bardzo rzadko wpadam w stan nudy. Jeśli mi się zdarza (zdarzyło) to było „ nudzenie się przyjemne”. Na szczęście nasz mózg szybko zmienia emocje, dopuszcza nowe myśli, przekwalifikowuje kolejność potrzeb chwili i nastroje. 

Dzieciom zawsze podsuwamy pomysły na zabawę, kreujemy im zajęcia. Te „deszczowe” są trudniejsze, bo trzeba przystosować się do ograniczonych możliwości. Bo – wiemy, że w czasie deszczu dzieci się nudzą!”

A dorośli? Czy dzieciństwo nauczyło nas stosować te same sposoby na nudę i czy radzimy sobie z tym pozytywnie?

Życie ma swój limit. Życie każdego z nas jest z dnia na dzień nową niespodzianką. Nie wiemy jaką. Planujemy, pomagamy sobie w układaniu planów, ale nie zawsze toczą się one po naszej myśli. I to jest… piękne! 
NUDA to jedna z emocji, na którą możemy mieć wpływ. Korzystajmy z tej możliwości i organizujmy swój czas tak, by nudy w nim nie było. A jeśli już – to krótkotrwała i pozytywna 😃 🤗.

I coś na osłodę deszczowych chwil i – wspomnień dzieciństwa! ♥


POWRÓT

4 myśli na temat “Jak “nudzę się” w czasie deszczu 

  1. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek się nudził. Może w czasie oczekiwania w kolejce – do sklepu, do lekarza, po coś ważnego i atrakcyjnego, kiedy wszystkie plakaty o tym jak straszny jest nieleczony kaszel albo ucho wewnętrzne już przeczytane, a lekarz wciąż nie przychodzi, wszystkie rozmowy podsłuchane i wyrobiłem już sobie zdanie na temat ich uczestników, a kolejka jeszcze się nie ruszyła, czyli kiedy wszystkie wymyślone przeze mnie sposoby zajęcia czasu zostały wyczerpane – wtedy pewnie następowała nuda. A teraz takie niedogodności pomaga zapełnić telefon, tablet czy laptop, i już o nudzie nie ma w ogóle mowy.

    Nuda to czas, kiedy się nic nie robi, i o niczym nie myśli. Czy w ogóle istnieją takie momenty w życiu? Ja ich nie znam. Zdarza się, że mam do czynienia z nudnymi ludźmi, że czytam nudną książkę lub artykuł, oglądam nudny film, ale wtedy próbuję wymyśleć wytłumaczenie, dlaczego do tego doszło, dlaczego nie przerwałem tej nudnej sytuacji, i to myślenie zwalcza nudną wymowę owej sytuacji. Obym nie musiał się nigdy nudzić.

    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

  2. Świetne pióro i dobre wyczucie tematu.To jeden z tych materiałów, które mimo prostoty wciągają. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat. Zastanawiam się, czy to część większego cyklu?

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Fajnie jest wiedzieć, że ktoś natrafia na moje posty i czyta je z emocją. Piszę blog już ponad 4 i pół roku. Bardzo regularnie. Moje teksty nie są krótkie i każdy ma swój własny temat. Jedyną moją „przemyślaną” zasadą jest – wspomnieć stare dzieje mojego „pierwszego życia” i połączyć je z przemyśleniami dzisiaj, po latach zmian, miejsca i doświadczeń. No i pewnie mojej innej, dzisiejszej „filozofii” spojrzenia na życie.

      Nawet najmniejsza i najbardziej zwykła rzecz może przywołać lawinę skojarzeń…

      Lubie takie „pomosty” i lubię zamknąć je w słowa. 😃

      Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz