Czas leczy prawie wszystko. Daj czas czasowi. 

1 czerwca 2025

Fajny cytat, fajny tytuł na kolejny wpis. 

Zazwyczaj, gdy ktoś chce nas pocieszyć, pomóc w trudnych chwilach, mówi „Daj sobie czas„. Jakby nic od nas nie zależało. Po prostu powinniśmy biernie cierpliwie czekać i wszystko wróci do normy. A tak nie jest. To my sami jesteśmy odpowiedzialni czy upływ czasu pomoże nam w rozwiązaniu problemów, w odnalezieniu się w nowej sytuacji, w uspokojeniu rozterek, rozpaczy czy zawieszenia życiowego. 

 Czas płynący każdego dnia potrzebuje nas, byśmy go umieli wykorzystać. Głównie po to, by działać i zrobić coś, co wymaga naszej aktywności w określonym momencie. Może brzmi to trochę zakręcone i skomplikowane, ale w gruncie rzeczy jest bardzo logiczne.  

W dzieciństwie nie odczuwamy przemijania czasu, tak jak dorośli. Jeśli dziecko czegoś chce – chce natychmiast. Płacze, krzyczy, złości się, jeśli nie dostaje czegoś od razu. Kiedy dorasta, mądrzeje – powoli rozumie, że pewne rzeczy wymagają czasu, by się zdarzyły. Mówimy – jutro, za tydzień, w przyszłym roku. Albo: poczekaj do wakacji, poczekaj do powrotu Mamy itd. Powoli czas nabiera realnego sensu. Odmierzane godziny, dni i miesiące stają się logicznym “obrazem”.. . Aby to zrozumieć trzeba zmagać się z czasem w różnych sytuacjach. Bo jutro będzie inaczej niż dzisiaj. Za miesiąc już zapomnimy jak było wczoraj.  

Cokolwiek byśmy myśleli,  o czymkolwiek marzymy – nic nie stanie się “samo”. Czas wymaga od nas aktywności. I wtedy zazwyczaj nam sprzyja. Choć bywa, że… przeszkadza.  Jedno jest pewne – niezależnie od tego czy nasz problem jest trudny do rozwiązania, wydaje nam się beznadziejny albo odwrotnie – jesteśmy w euforii, bo wszystko idzie i układa się idealnie – nic nie będzie takie samo za rok czy pięć. 

“Panta rhei” czyli “wszystko płynie”. Po raz pierwszy użył tych słów w starożytności Heraklit z Efezu. Podobno użył ich w znaczeniu, że nie wchodzi się “po raz drugi do tej samej rzeki” bo woda płynie i nigdy nie będzie tą samą, którą była za pierwszym razem. 

Dziś używamy tego cytatu także w innych znaczeniach np. nie powinniśmy popełniać dwa razy tych samych błędów. Nic nie jest trwałe na świecie… Płynie nie tylko woda w rzece, ale i w kranie, gdy zostawimy do końca niedomknięty. Kroplami spływa do umywalki albo na ziemię w ogródku. Płynie monotonnie i nie przestanie, dopóki ja czy my nie zakręcimy kranu. A więc nasz udział w tej zmianie jest konieczny.

Patrzymy w górę na zachmurzone niebo i obserwujemy jak chmurzyska płyną po niebie. “Będzie burza” – myślimy. Albo przynajmniej wielki deszcz. I rozumiemy, że chmury płyną, przemieszczają się. Uświadamiamy sobie, że czas za chwilę zmieni ich ustawienie na niebie. 

Każdego roku odradza się trawa i kwitną te same kwiaty, ale nie oznacza to, że to ta SAMA trawa i te SAME kwiaty… Cokolwiek istnieje na świecie – płynie. I ktoś/coś ma w tym swój udział. Pojęcie czasu jest abstrakcyjne. To co możemy zobaczyć, dotknąć, mieć udział w tych zmianach – istnieje naprawdę. I nieustannie się zmienia. 

Pamiętam ze swoich doświadczeń życiowych, że na każdą nową rzecz, zdarzenie czekałam bardzo niecierpliwie i jeden dzień więcej wydawał się wiecznością. Nie potrafiłam zrozumieć jaka to różnica, że do szkoły pójdę za rok czy za dwa miesiące. Wydawało się, że to “długo”. Długo to znaczyło czekać na coś. Czekać. Nie wiedziałam jak wyobrazić sobie CZAS...

Dorastając – dojrzewamy do pojmowania płynności czasu. Powoli liczyłam godziny, tygodnie. Wszystko w „przyszłości” było bardzo odległe. Czas oczekiwania dłużył się niemiłosiernie… 

Kiedy wkraczałam w dorosłość, czas wydawał się przyspieszać. Ile to razy chciałam, żeby dzień egzaminów nie był już jutro, albo żeby czas mijał szybciej, bo “ to się nigdy nie skończy…” A jednak – nawet najgorsze doświadczenia, trudne rozmowy, smutne myśli i przykre wrażenia mijają. Z upływem czasu wczorajsze smutki, rozczarowania zmieniają swój wydźwięk. Życie przynosi nam doświadczenia, choć wcale się o nie prosimy. 

Trwamy w tunelu czarnych myśli, rozpamiętujemy, co się stało i co się z nami dzieje. Czas upływa, choć tego nie zauważamy. Aż budzimy się pewnego dnia, gdy świeci słońce, a wydarzenia ostatnich dni czy miesięcy już nie są takie dotkliwe i smutne. 

Z niejednej depresji i smutku udało mi się wyjść na prostą. Nie powiem, że to łatwe. I dodam, że dla każdego z nas inne… Jako dojrzała kobieta dziś wiem, że to nie tylko mijający czas rozwiązywał moje problemy. Czas dawał mi czas, albo raczej to ja dawałam czasowi szansę, by mógł mi pomóc. 

Czas jest dla nas bezużyteczny i mało pomocny, jeśli nie pomożemy sobie sami go właściwie wykorzystać. Przecież sposoby na pomaganie sobie, to nasze własne przemyślenia. Kontakt z ludźmi, rozmowy. Im więcej pozytywnego działania, nawet jeśli pozornie wydają się bez znaczenia – tym lepiej dla naszej psychiki. 

Człowiek może dużo wytrzymać. Ale nikt nie jest taki sam jak ja czy ty i on. Można wzorować się na innych, jeśli to nam pomaga. Wysłuchać dobrych rad, wyciągnąć wnioski. Lub odwrotnie – rozmawiać z przyjaciółką, która nas potrzebuje, rozwiązywać bolączki razem z mężem, próbować zrozumieć dorastające dzieci. 

W tym wszystkim oczywiste jest, że dzieci dorosną a wraz z nimi ich problemy. Małżeństwo jest jak huśtawka – zawsze w ruchu, raz wyżej raz niżej. Przyjaciółka poradzi sobie po swojemu, ale może nasze rozmowy pomogą jej odnaleźć czas na właściwe spojrzenie.  

Czas będzie trwał… jutro będzie lepsze niż dzisiaj, pojutrze będzie jeszcze inne. 

Taka jest zasada “wszystko płynie”. I choć niejeden raz wydaje nam się, że znów “weszliśmy do tej samej wody”, to nie jest prawdą. Co jest przeszłością, już się nie powtarza. 

Wiele razy wydaje nam się, że to powtórka – “deja vu”. Czujemy, że już takie coś przeżyliśmy kiedyś, ale tak naprawdę to tylko iluzja w naszej pamięci, wspomnienie, które w nas żyje i rozbudza się  w podobnej sytuacji z przeszłości. 

Czas ma to do siebie, że wraz z przemijaniem tuszuje wiele nieprzyjemnych wspomnień, trudnych chwil. Albo inaczej – to ja uznam, że przypomnieć sobie coś ważnego i trudnego z przeszłości jest mi teraz potrzebne. Bo nic nie dzieje się bez przyczyny. I wszystko co nas spotka w życiu ma swój sens. Nawet te najtrudniejsze i najsmutniejsze chwile. 

Fenomenem czasu jest fakt, że NIE DA się go zatrzymać, nie można go ani przyspieszyć ani cofnąć.  

Starszy człowiek często mówi – “chciałbym cofnąć się do lat młodości”.

Ja osobiście, gdybym miała szansę cofnięcia czasu, chciałabym znów mieć  pięćdziesiąt lat i  biegać  “w czerwonym kapeluszu”… Moja piąta dekada życia, to najlepiej i najradośniej zapamiętane lata. Pojedyncze wydarzenia, które są dla mnie “słodkimi” wspomnieniami. Mam długą ich listę. Wracają, odchodzą w zakamarki “nie-pamiętania” i znów przybiegają kolejny i kolejny raz.. 

My- „Pięćdziesiątki”!

Moja piąta dziesiątka to czas, w którym już poukładało się wszystko – pomiędzy młodością ze szkołą, egzaminami, poszukiwaniem sposobu na lepsze życie, szlifowaniem swoich potrzeb i wyborów – lata walki o najlepszą wersję siebie. Trzydzieści – czterdzieści, to epoka ciężkiej pracy, trudnych zmian w polskiej rzeczywistości a potem rozpoczynanie wszystkiego “od początku” tutaj, w Houston. To lata intensywnego wychowywania dzieci, ich dorastania. Czas, gdy ja i moje problemy, potrzeby były daleko, na końcu życiowej listy. 

Pięćdziesiątka to pełna dojrzałość,  a jeszcze nie starość 😀. To wciąż dobrze wyglądająca kobieta, nie za gruba nie za chuda, za to pełna energii, pomysłów. Lata ukształtowanych przyjaźni, cennych związków, dobrych układów w pracy. Coraz jaśniejsza wizja siebie samej.   

Wyjazdy, podróże, szalone spotkania towarzyskie. Wszystkiego bardzo się chciało! Czas zaczął naprawdę pracować na mnie. A ja zgarniałam każdego dnia to, co było najlepsze.  Dzieci się usamodzielniły, a wciąż były blisko nas. Życie emocjonalne układało się jaśniej, bez “przepaści i dolin”. 

 Może ten czerwony kapelusz – symbol naszych “babskich pięćdziesiątek” dodawał mi siły i frajdy życiowej. Jeszcze nic tak naprawdę nie bolało, jeszcze miałam ochotę na szaleństwa i równocześnie umiałam wyciszyć się na moich zasadach. Gdybym mogła zatrzymać coś na dłużej, pewnie ta „kapeluszowa czerwona era” byłaby moim pierwszym wyborem. 

Łapałam czas dla mnie, znajdowałam balans i wcale nie żałuję nawet tych trudnych dni.  . Oczywiście – lepiej by było mieć więcej pieniędzy, znać cztery a nie dwa języki, umieć pięknie śpiewać, pisać wiersze, mieć dom na wysokim brzegu morskim… Ale czy to wpłynęłoby na moje lepsze życie? Czy gdybym to wszystko dostała od losu, byłabym szczęśliwsza??? 

Wczoraj był czas, taki sam jak zawsze, ale nie TEN sam. Dzisiaj wiem, że nie trzeba mieć racji w każdej kłótni, nie muszę mieć więcej rzeczy, bo to tylko RZECZY, a ich bałagan rozprasza mnie i obciąża na różne sposoby. Nie potrzebuję być w pierwszym szeregu, bo cichy zakątek też jest piękny i ma swoje zalety. 

Wybieram każdy moment i rozumiem, że najmniejsza aktywność, to moja skarbnica wiedzy i doświadczeń. Wybaczam sobie głupoty, które popełniłam tysiące razy. To co bolało, boli, ma też w życiu swoja cenę i niekoniecznie jest złem na wieki. 

Czas jest świadkiem naszych narodzin i przemijania. Zegary, urządzenia mierzące i odliczające upływ czasu, to tylko próby poszukiwania – „jak czas zatrzymać. „

Okładka książki pt. Światłoczułość” okładka niepozorna – treść zapierająca dech.

Niedawno przeczytałam książkę autorstwa Jakuba Jarno pt.”Światłoczułość”  Wywarła na mnie niesamowite znaczenie. I choć zostawiłam na koniec tego wpisu wzmiankę o tej powieści, to właściwie powinnam od niej zacząć.

Światłoczułość to wrażliwość na działanie światła. Termin używany w fotografice – “to stopień reagowania fotograficznych materiałów światłoczułych na światło białe...potocznie  zwany „czułością” (Encyklopedia PWN). 

I to właśnie jest sensem i sercem tej powieści – czułość, która w przemijaniu czasu nie zmienia się. W obliczu największych okrucieństw i cierpień ludzkości, można znaleźć najpiękniejsze człowiecze uczucia. Powieść obejmuje różne wymiary czasowe, różne miejsca wydarzeń, dobrych i złych ludzi..

 Czas płynie – Panta Rhei – a czułość, dobroć, miłość zawsze jest. 

Nie chcę – jak to mówią teraz po polsku -”spojlerować” treści tej powieści, ale gorąco polecam ją przeczytać. Tak bogatej czułości i ciepła w ciężkim życiu bohaterów dawno nie spotkałam…

********************************

A jak o upływie czasu i czułości, to przypomnę piosenkę z repertuaru Zbigniewa Wodeckiego pt. „Chwytaj dzień”. Zaśpiewana razem z Kayah. W tle ujęcia z życia Wodeckiego, niezapomnianego głosu, ciepłych tekstów jego piosenek. Idola mojego pokolenia, który stanowczo za wcześnie odszedł ze sceny życia. Piosenka znalazła się w albumie „Dobrze, że jesteś”, który powstał na kanwie niedokończonych utworów Wodeckiego, już po jego śmierci. A przecież wciąż jest obecny…


BACK

2 myśli na temat “Czas leczy prawie wszystko. Daj czas czasowi. 

  1. Teraz właaściwie uświadomiłem sobie ze stuprocentowym przekonaniem, że mylimy mierzone w dziesiątkach lata naszego życia z naszymi latami xxxdziesiątymi. To tak jak ze stuleciami, bo dwudziesty wiek to były lata 19-ste (od 1901 roku), czyli liczbowo zaczynał się od 19-tki, dwudziesty pierwszy zaczyna się od 20-tki i tak pewnie będzie dalej. Piąta dekada życia to wiek 41 -50 lat, a nie wiek lat zaczynających się od cyfry 5. Choć pewnie większość z nas robi ten błąd i nie ma to wielkiego znaczenia. A ja nie powinienem się wymądrzać.

    Znaczenie ma jednak to, co powołało ten Twój wpis do życia, a mianowicie upływanie czasu i płynięcie wody. Te bezsporne obserwacje fizyczne sformułowane językowo wieki temu są wieczne. Czas płynie (może jednak lepiej – upływa) i nic nie możemy zrobić z nim, możemy i często musimy zrobić coś ze sobą, by zbyt wiele go nie stracić lub jego upływ własciwie wykorzystać. Pozostawienie decyzji czasowi nie ma i nigdy nie miało sensu. Przypominam sobie taki moment w moim życiu, kiedy musiałem podjąć ważną decyzję i na pytania przyjaciół o to, co zrobię odpowiadałem: „zobaczymy, co się stanie”, a oni po kilku próbach wytłumaczenia mi realiów wreszcie powiedzieli wprost: „Nic samo się nie stanie. Ty musisz coś zrobić.” I mieli rację, bo czas sobie beztrosko upływał i miał gdzieś moje niezdecydowanie.

    I jeszcze jeden przykład, właściwie z ostatniej chwili o tym, jak to bywa z planami, gdy wydaje nam się, że kontrolujemy czas. Planowane są wakacje w Chorwacji, Czarnogórze i Albanii. Planowy wylot samolotu z Houston do Monachium parę minut po 16-tej. Leci nasza córka z mężem i synem. Start samolotu opóźnia się około trzech godzin z powodów technicznych, a potem jeszcze zdowotnych jednego z pasażerów. Wylatuje z trzygodzinnym opóźnieniem. Ale to jeszcze nie problem, połączenie do Dubrownika miało być 5 godzin po lądowaniu w Monachium. Po trzech godzinach lotu jest komunikat dla pasażerów, że z przyczyn technicznych samolot musi lądować w Chicago. Jeszcze przed wylądowaniem okazuje się, że najbliższe połączenie do Monachium będzie o 8-ej wieczorem. Oczywiście to już następnego dnia. Czyli przylot do Dubrownika już dzień po zaplanowanym zameldowaniu w hotelu w Dubrowniku, zaplanowanej wycieczce łodzią po Adriatyku, zaplanowanym spotkaniu i kolacją z koleżanką i jej synem, którzy dołączają do wycieczki właśnie w Dubrowniku i już tam są. Trzeba więc dzwonić, już nocą, z Chicago do Dubrownika, gdzie jest rano i odwoływać jedną noc w hotelu, wycieczkę łodzią, zarezerwowaną kolację, za rezerwację której zwrotu już nie będzie. 5 osób po $50 każdy. A czas sobie płynie, i nic nie pomaga. Dobrze, że udało się go wykorzystać chociaż na te niezaplanowane telefony. PANTA RHEI.

    Wacek

    Polubione przez 3 ludzi

    1. No, właśnie tak! Planować trzeba bo wtedy mamy kontrolę nad sobą i swoim życiem. Ale – czas/chwila może zmienić w sekundzie nasze plany. Zmagamy sie więc z czasem, a raczej jego upływem w różnych kontekstach i w różny sposób.

      Masz mądre spostrzeżenia z tymi „wiekowymi” liczbami. Ja jednak myślę ze nasze ludzkie dekady liczą się od 50… do 59 ( według mnie to moja piąta dekada) No bo jakby nie patrzeć kończąc 70 lat … zaczynamy 8 dekadę. O, BOŻE!!😜

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Waclaw J Mucha Anuluj pisanie odpowiedzi