W żółtych płomieniach liści.. 

1 listopada 2024

Nie wiedziałam, że istnieją drzewa o tak intensywnej żółtej barwie.  Nie wiedziałam, że żółć ma aż tyle odcieni! Nigdy nie myślałam o jesieni przez pryzmat jednego koloru..

Człowiek ma w sobie wiele wrażliwości. Wyjątkowe „ muzyczne” ucho.  „Malarskie” oko,  które widzi inaczej niż moje. Dotyk, który dla człowieka z wadą wzroku albo niewidomego jest obrazem świata odkrywanego czuciem. 

A oprócz tak prosto określonych „inności” każdy z nas ma jeszcze coś, co tylko dla niego jest wrażliwym punktem. Niepowtarzalnym. Odczuwanym w naszym mózgu. Bardzo osobistym i niełatwym do opowiedzenia. 

Wszystko zaczęło się od planu kolejnego wyjazdu do Durango w Kolorado. 

Tym razem jesienną porą, w połowie października, bo jak powiedział nasz przyjaciel Marek M, zapalony fotograf – wtedy drzewa Aspen czyli polskie Osiki są najpiękniej “żółte”.

Obraz -jesienne Aspen – namalowany przez Marka M a zainspirowany naszą wyprawą do Durango ( trzy tygodnie temu)

Od lat wiedziałam, że ludzie z południowych miejsc (tak jak np. Texas) jeżdżą do Stanów położonych w północnej części USA na oglądanie kolorów jesiennych. Kiedyś nasz syn studiował w Washington and Lee University w Lexington, w Stanie Virginia (Wirginia). Kilka razy odwiedziliśmy go w październiku i wtedy widzieliśmy niesamowite kolory jesienne. Byłam oszołomiona ogromnie wielką kolorystyczną paletą barw, nagromadzoną niemal w każdym miejscu w tej miejscowości i w okolicach. 

Później, w różnych latach zdarzało nam się być w jesiennej scenerii, w  wielu miejscach.  Ale nigdy nie byliśmy nastawieni, że nasza podróż jest specjalnie w celu oglądania “drzew”. I że mają to być Aspen/Osiki. 

Durango, gdzie byliśmy już kilka razy, zauroczyło nas rudo-zielonymi górami, soczystą świeżą letnią zielenią, nawet zimową śniegową aurą, która przydarzyła nam się rok temu w czasie Thanksgiving. Fotografowałam kolorowe kwiaty w czerwcu i warianty zmieniających się barw w górach w pełni lata. 

Od pewnego czasu zaczęłam zwracać szczególną uwagę na przyrodę, na kwiaty i góry, na wielokolorowy świat, w sposób, jak patrzy się na dzieło sztuki. Kiedyś na każdym zdjęciu chciałam upamiętnić jakąś osobę. Wydawało mi się, że ważni są ludzie – reszta jest tłem, dodatkiem. Tło jest istotną częścią zdjęcia, ale Człowiek powinien dominować. 

Dzisiaj moja percepcja Świata zmieniła się. Człowiek jest ważny, ale to co jest tłem -obrazem natury, miasta jest równie WAŻNE i równie piękne. Dziś zdjęcia bez twarzy człowieka mają także swoją “twarz”. Obraz uchwycony na fotografii zachwyca mnie w każdym miejscu i w każdej scenerii. Nie jestem fotografką z kursami i wiedzą fachową. Ale nauczyłam się patrzeć na każdy obiekt okiem fotograficznej marzycielki.

Kiedyś biegłam przez życie i łapałam wszystko, co działo się wokół mnie. Dziś oglądam obrazy świata powoli, z namaszczeniem, z pełnym zachwytem. Mam czas.. na zjawiska, których w biegu nie da się zauważyć.    

Mocne kolory zawsze robiły na mnie wrażenie. Lubiłam i lubię intensywne kolory. W przeciwieństwie do “zdolności” moich uszu (kiepsko u mnie ze znajomością muzyki, mam bardzo zwyczajną “wrażliwość słuchową”) zmysł odbioru kolorów mam silnie rozwinięty.  Obraz i natura w kolorach przemawia do mnie bardzo głęboko.    

Dzisiaj będzie o ŻÓŁCI. O kolorze, który nie jest zbyt popularny. Nie dorównuje ludzkiej wrażliwości na czerwień czy zieleń. Nawet czerń wywołuje silniejsze odczucia niż żółty. 

Ale – być może nie zdajemy sobie sprawy, jak żółty stymuluje nasze odczucia. .. Słońce to najważniejszy i najsilniejszy żółty bodziec. Bez słońca nie ma życia, nie ma radości i szczęścia. Uwielbiamy słońce, ciepło i dlatego chętnie wybieramy na wakacyjne wyjazdy miejsca z gwarantowaną słoneczną  pogodą. I niekoniecznie musi być do tego woda i plaża. Relaks w promieniach słonecznych nawet w zimie przy ujemnych temperaturach jest przyjemniejszy niż pod niebem pokrytym szarymi chmurami.  

Przykłady żółtych znaków drogowych

Codziennie jeździmy samochodem, ale czy ktoś z nas myśli dlaczego większość znaków ostrzegawczych ma żółte tło? Nawet nie mamy pojęcia jak bardzo i szybko żółty kolor zwraca naszą uwagę.

Podobnie żółty działa na nasze “oko” w marketingu, McDonald, Ikea, Ferrari – to znaki, w których żółty kolor dominuje.   Żółty lubimy w domu, ściany w tym kolorze rozświetlają wnętrze, uspokajają, napędzają energię życiową. 

Uwielbiam żółte kwiaty – słoneczniki, kaczeńce, chryzantemy, tulipany. Także żonkile i zwykłe pospolite mlecze. Dalie i drobne jaskry na łące. No i róże żółte też. Choć ponoć są oznaką zazdrości…

A jak już o tym mowa, to kiedyś przeczytałam, że żółty jest też kolorem wrogości i zdrady (nie tylko w miłości!) i że ponoć biblijny Judasz zdradzając Jezusa miał na sobie żółtą szatę.  Ale – kto to wie jak było naprawdę 🤔… O ludziach z problemami agresji, zaburzeniami psychicznymi czy szaleństwem w oczach mówi się, że mają “żółte papiery”. O człowieku schorowanym i zmęczonym myślimy : “jego skóra jest taka.. pożółkła” 

Czyli – jak zawsze – we wszystkich tematach “kij ma dwa końce”. Gdyby tak nie było, skąd brałyby się te setki dyskusji i różnorodne poglądy?  

Ja jednak wolę myśleć o żółtym kolorze w pozytywnych skojarzeniach. Zawsze lubiłam żółty, od dzieciństwa. Pamiętam moja ukochaną sukienkę z mnóstwem cieniutkich maleńkich falbanek w kolorze najbardziej słonecznej żółci. I żółtą skórzaną torebkę, którą zachwycały się wszystkie moje koleżanki w czasach licealnych. 

Także żółty sweterek mojej przyjaciółki Niny.. I szalik z czapką – też w takim kolorze. I pewnie jeszcze mnóstwo “żółtych inności”, które przewinęło się w życiu.

To jeszcze nie wszystkie odcienie!! (internetowo)

Żółty,  jak każdy kolor, ma mnóstwo odcieni! Od słonecznego, cytrynowego, bananowego, poprzez jasny, niemal “waniliowy”, bursztynowy do żółci złocistej, jasno zielonkawej i niemal pomarańczowej.  Fachowcy od kolorów, malarze artyści znaleźliby jeszcze więcej nazw i określeń. 

Skąd te nazwy się wzięły – nie wiem.   Nie jest łatwo wyrazić dokładnie słowami – kolor. To nasza wyobraźnia i wrażliwość podsuwa nam rozumienie kolorów.

Ale najpiękniej i najbardziej wyraziście opowiada nam o tym natura! 

I znów powracam wspomnieniami do naszych ostatnich wakacji sprzed kilkunastu dni, w Colorado.  Do tysiąca drzew w kolorach żółci, czerwieni, brązu, ciemnej zieleni. Do gór, które  przyciągają wzrok swą zmiennością, w każdym zgarbieniu, wąwozie, w każdej przecince i na różnych wysokościach. 

Osiki wzdłuż drogi, w kępach na zboczu góry, nad jeziorem.. Trzeba się tylko rozglądnąć i je zauważyć!!

Aspen ( Osiki, z rodziny topolowych) są wysokie, smukłe (osiągają ok. 30-35 metrów wysokości). Drzewo może żyć nawet 80-100 i 120 lat. Łatwo się zasiedla. 

Osika zawdzięcza swą nazwę skojarzeniom z drżeniem liści, trzepotaniem ich na wietrze. Osika ma okrągłe listki z bardzo cienką łodyżką i przy najmniejszym nawet podmuchu wiatru, listki poruszają się, a drzewo sprawia wrażenie trzęsącego się.. Kto nie zna powiedzenia “trzęsie się jak osika”?  

Kora tych drzew jest także charakterystyczna, jasna, w niektórych miejscach nawet biała i gładka.  Podobno (według wierzeń ludowych) osika drży ze zgrozy, gdyż była świadkiem biblijnego wydarzenia, gdy Kain zabił Abla 😂. 

Są ludowe wierzenia, które podają, że kołek z osikowego drewna odstrasza demony i złe duchy, a zerwanie osiki bez powodu (np. choroby drzewa) zwiastuje zbliżającą się śmierć..  

ASPEN – jedna z najpopularniejszych miejscowości sportów zimowych w Colorado.

Wierzenia wierzeniami, a na wszelki wypadek nie będę zrywać nawet listeczka z Osiki. 😃 🤔

Aspen. Długo tę nazwę kojarzyłam z piękną turystyczną miejscowością w Kolorado. O Aspen wiedzą wszyscy miłośnicy sportów zimowych, wygodnych miejsc do odpoczynku, narciarstwa, festiwali i artystycznych atrakcji.  To luksusowa miejscowość, z ekskluzywnymi restauracjami, butikami, hotelami i ośrodkami Spa.

Nazwę Aspen nadano tej miejscowości w 1880 r. w czasie wielkiego boomu, gdy odkryto i wydobywano tam ogromne ilości srebra. Nazwa jednak pochodzi od.. lasów osikowych otaczających to miasto. Proste, prawda?! 😂

Aspen (drzewa) w Kolorado (i nie tylko ) są tak samo popularne jak w Polsce. Ale tylko w tych Stanach, gdzie klimat odpowiada ich wymaganiom. W Texasie ich nie ma. Może dlatego tak mnie ich piękno zachwyciło..  Ze względu na wielkie przestrzenie Aspen układają się w równe linie jednakowych drzew i tworzą piękne naturalne “aleje”. Albo inaczej – rosną w wielkich przytulonych do siebie grupach/rodzinach i tworzą niesamowicie kolorystyczne złoto- żółte plamy. 

Jesienne liście drzewa Aspen – intensywny żółty kolor z plamkami brązu

Mam już za sobą wiele przeżytych lat, widziałam w życiu niejedno. Ale po raz pierwszy zwróciłam uwagę na takie zjawisko w przyrodzie. 

Dziesiątki drzew ciągnących się wzdłuż drogi, góry, brzegu wielkiego lasu  – strzeliste, równe jak  wojsko w szeregu. I cudownie żółte. Gdzieniegdzie lekko brązowe plamki, na zaokrąglonych listkach. Wszystkie jednakowe, jak siostry, jak wielka rodzina. 

Wszystkie razem tworzą długie ściany złoto-żółtego koloru. 

Patrząc na moje zdjęcia wciąż nie mogę uwierzyć, że to nie są namalowane ludzką ręką obrazy. Choć i takich nie brakuje! Każda galeria sztuki w Durango ma Aspen. Obraz  na ścianie, Aspen w szkle, Aspen w rzeźbie..  To symbol piękna! Naturalnego piękna. Ten energetyczny obraz dopełnia tu i ówdzie drzewo czerwone, bordowe, brązowe. To także akcenty jesieni. Ale dominują Aspen. 

Gdyby ktoś w wyjątkowo wietrzny dzień nakręcił film drżących Aspen, rosnących w dużej zwartej grupie dostrzeglibyśmy, że te drzewa to fantastyczni tancerze. Dodając do takiego filmowego obrazu “drżącą” muzykę zapewne otrzymalibyśmy dzieło artystyczne – piękno natury zsynchronizowane z kolorem i niezwykłą muzyką. Jeśli umiesz patrzeć “moimi oczami” i widzieć to, co ja – zakochasz się łatwo “w żółtych płomieniach liści” tych niesamowitych drzew.   

W piosence o tym samym tytule jest mowa o rozstaniach i powitaniach, o pożegnaniach i smutku odchodzenia. O przemijaniu.. A przecież każdego roku po lecie przychodzi płomienna jesień. Zanim śnieg przykryje kolory pełne jasności, energii, zanim świat stanie się biały a może szary, każdego roku witamy kolejną wiosnę, lato, jesień.. Nic nie zmieni natury. Jest uparta, zna swoje prawa i rządzi nimi po swojemu! 

Podaje nam – ludziom własne kolory, barwy niezrównane z niczym, co może i potrafi wyprodukować człowiek. To my naśladujemy tajemnice i talenty natury. My dopasowujemy się do jej rytmu i tajemnic. 

Dzień po dniu – “płoną góry, płoną lasy” (Seweryn Krajewski, Czerwone Gitary, 1971 r)  jesienną porą drzewa zmieniają swą barwę – przynoszą nam radość doznań, które mogą zmienić nasz nastrój, zachwycić obrazem, usłyszeć muzykę natury. 

Ile razy to zauważamy i słyszymy? Gdyby można było to policzyć, ze zdumieniem  stwierdzilibyśmy, że niezbyt często. W biegu codzienności – dzień po dniu, pora za porą, szybko mija czas a my nie zwracamy uwagi na otaczającą nas naturę. 

Ale kiedyś nadchodzi w życiu chwila, gdy nasz umysł otwiera się na zjawiska spowalniające codzienny pęd. Dostrzegamy najmniejsze elementy natury, cieszymy się kolorami i jej zmianami. 

Gdziekolwiek jesteśmy już mamy czas i umiejętność postrzegania piękna.  Naturalnego piękna, które zawsze było i jest obok nas. 

Zatopię się w “żółtych kolorach liści”, w słońcu jesieni, w czerwieni płonących lasów i będę jesiennie szczęśliwa…

I tu budzi sie we mnie nieodparta siła wspomnienia – piosenka „W żółtych płomieniach liści” w wykonaniu Ewy T i Beatki M. ( z moim skromniutkim współudziale😃) w naszym przedstawieniu Teatru Ogniska Polskiego – „Jej Portret” część II. 2006 r.

Tak, wiem !! powtarzam się – to juz drugi raz. Ale…muszę!!! Mam oczy pełne łez… 😪


BACK

2 myśli na temat “W żółtych płomieniach liści.. 

  1. Rozważanie o kolorach to bardzo ciekawy pomysł. Wszyscy je zauważają, rzadko jednak je analizujemy. A jak widać z tego, co napisałaś, bardzo, bardzo warto to robić. Od dziecka mamy z nimi do czynienia. Książeczki do malowania i kredki, plasteliny i flamastry. Zestawy farbek i kred do pisania na tablicy, czasami aż 12. Wtedy, gdy byłem dzieckiem, dwanaście kolorów to był niemal szczyt marzeń. A gdy się je pomieszało, to wychodziły jeszcze inne, nowe, albo te podstawowe też, potem zaczęło się okazywać, że każdy kolor ma jeszcze kilka wariantów. Kiedy po raz pierwszy, a było to w 1983 roku, trafiłem w Chicago na zestaw flamastrów mający 48 kolorów, byłem już dorosły i dzieciaty, ale zachwyciłem się, że taka wielobarwność jest możliwa do uchwycenia i wyprodukowania. Kupiłem je natychmiast i przywiozłem dzieciom do Sosnowca, a one same nie mogły uwierzyć, że tyle kolorów naprawdę jest.

    Istnieje takie powiedzenie, że coś (zazwyczaj chodzi o coś w naturze, często o kogoś) jest piękne jak malowane. Czyli bardzo piękne. Nie zastanawiamy się nad tym, dlaczego tak mówimy. Ale jeśli wgłębić się w to, co napisałaś, Małgosiu, to chyba to powiedzenie jest błędne. Przecież te wszystkie kolory najpierw zaistniały w naturze, a znacznie, znacznie później zaczęto tworzyć farbki tę naturę naśladujące. Więc raczej powinniśmy mówić, że żółte jest piękne jak jesienne osiki (po październikowej wycieczce do Kolorado zgadzam się nawet na mówienie: „jak aspeny”) i zdecydowanie nie, że Aspeny są piękne jak malowane.

    Pytamy często, co jest czyimś ulubionym daniem, miejscem, wydarzeniem, prawie zawsze – kolorem. Moim ulubionym kolorem jest żółty. I chyba nie tylko moim. Przetestowałem to na ozdóbkach do oznaczania kieliszków do wina, żeby się nie myliły, gdy je gdzieś zostawimy. Mamy takie w różnych kolorach i zawsze, gdy przychodzą goście, proponuję im znaczki do wyboru. Sam wybieram jako ostatni. Nigdy nie udaje mi się wybrać żółtego, chociaż bardzo chciałbym, bo już ktoś wybrał. Taki tylko test, ale chyba coś znaczy.

    Żółty jest piękny.

    Wacek

    Polubienie

    1. Nie wiedziałam, że lubisz kolor żółty! w naturze jest jeszcze piękniejszy niż w farbach, z rożnymi odcieniami. Warianty jesiennych drzew czy kwiatów we wszystkich żółtych kombinacjach.

      Ludzie nie zdają sobie sprawy jak duże piętno wywierają na nas kolory i jak bardzo świadczą o naszej osobowości i o naszych charakterach. Zgadzam się ze natura pierwsza to wszystko stworzyła a my tylko ja powielamy. Chcemy upiększyć ale tak naprawdę natury nie trzeba poprawiać. Przynajmniej w sferze kolorów. Np. czasem zdarza się ze widzimy na straganie róże „niebieskie”… i od razu widać ze cos w nich nie gra.. Ze człowiek interweniował (niezbyt trafnie) w naturę.

      Pamiętam te kolorowe flamastry przywożone zza granicy. I pamiętam jak wykorzystywaliśmy game ich kolorów do dekoracji kronik harcerskich. To była nowość i wielka frajda!😀

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi