“Nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania”

16 września 2024

Różne rzeczy mogę opowiedzieć o sobie. Dobre i gorsze. Złe też by się znalazły.

I na pewno zabrzmi to inaczej, niż ktoś inny by mnie oceniał.  Mamy różne “stopnie” ocen samego siebie. W zależności od nastroju chwili czy dnia, od tego jak zostaliśmy wychowani, od naszego wieku i tysiąca innych uwarunkowań. Dzisiaj w pogodowe nastroje wprowadzi nas stara piosenka „Czerwonych Gitar” z 1975 roku. Po takim wspomnieniu, mimo deszczu zrobi nam sie w sercu ciepło i przytulnie…

Są ludzie, ktorzy oceniają siebie zawsze wysoko, uważają się za bardzo wartościowych, wyjątkowych i w większości życia potrafią być z siebie zadowoleni. I całkiem odwrotnie – wielu ludzi czuje się ze sobą źle, mają kompleksy i często wystawiają sobie bardzo surową ocenę, wręcz negatywną.  

Oba sposoby, jeśli są ekstremalnie zawyżone lub zaniżone nie ułatwiają nam życia. 

Mówię tu oczywiście o samoocenie, a ta jak wiadomo jest i musi być subiektywna.  Jak bardzo byśmy się starali, taka ocena niekoniecznie będzie się pokrywać z opinią innych – o nas. 

My różnimy się – ale jesteśmy jak jedna rodzina!

Nic w tym złego. Ludzie są skomplikowanymi  organizmami, zwłaszcza jeśli mówimy o naszym życiu wewnętrznym, o myślach i rozważaniach, o uczuciach i nastrojach. Różnimy się między sobą i różnimy się sami – w sobie.

Dlatego tak często nasze oceny zmieniają się – od zachwytu i samouwielbienia aż do złości, wściekłości i… nienawiści do siebie.  Gdyby człowiek wymyślił jakąś maszynę, która potrafiłaby sprawiedliwie zmiksować nasze nastroje, opinie o sobie z różnych dni, lat i sytuacji – może wtedy mielibyśmy świadomość jacy jesteśmy i jak naprawdę o sobie myślimy.  Istnieje wiele testów osobowościowych, by sprawdzić siebie i by nas sprawdzili inni. Wszystko to jednak traktuję bardziej zabawowo niż naukowo. 

Jestem osobą, która ma w sobie przewagę optymizmu życiowego na marazmem. Co nie znaczy, że nie zdarzają mi się złe nastroje i wtedy już nie myślę o sobie tak pozytywnie. 

Znam ludzi, którzy uważają siebie za idealnych, najmądrzejszych i doskonałych.  Przynajmniej tak się innym pokazują, taki obraz starają się kreować i utrwalać dla wszystkich wokół. Myślę, że nie jest to łatwa postawa do trwania w niej. Często zresztą wynika z głęboko skrywanych kompleksów. Wymaga wiecznego kontrolowania własnych zachowań i udawania swojej “idealności” .  

Nikt NIE jest doskonały!!!  Nie ma takich ludzi, którzy nie popełniają błędów, takich którzy potrafią wszystko “najlepiej” albo przynajmniej lepiej od innych. 

Za to na pewno są tacy, którzy nie potrafią się przyznać (nawet przed sobą!) do  swych słabych punktów osobowości.  To ci, którzy pilnują się dzień i noc, by nie wypaść z roli “ideału”, nie pozwolić sobie na słabość i luz. 

Oj, ciężko być takim człowiekiem!!  A jak jeszcze z taką postawą idzie w parze głębokie przekonanie, że jestem naj, naj, naj…!!! To już codzienność staje się nie do zniesienia. Dla tej osoby i dla wszystkich, którzy  są blisko niej. 

Przyznać się do własnych słabości nie jest łatwo. Ale trzeba też uświadomić sobie swoje zalety, umiejętności i wyjątkowość. Zacząć od porządku w swojej głowie, przegryźć, poukładać, “zmiksować” i ustawić swoje priorytety.  To JA mam być “właścicielem” opinii o sobie. JA mam być wobec siebie obiektywna w sposób, w jaki najlepiej potrafię. I wreszcie to ja mam uwierzyć w siłę swoich pozytywów. I pracować nad tym, co JA uważam za niedoskonałe. 

Oczywiście, każdy z nas żyje “w stadzie”. Nikt nie jest samotny do końca. Opowieści o bezludnej wyspie i “samotnych wilkach” są tylko opowieściami. Bywa jednak, że czujemy się samotni wśród najbliższych ludzi i wtedy trudności piętrzą się w nienaturalny sposób. 

Kiedy spotykamy się z drugim człowiekiem – przypadkowo na ulicy czy planowo na  rodzinnym obiedzie – często zdarza się, że nie wiemy jak zagaić rozmowę.  Jak ją prowadzić, jak i o czym mówić, by  nie zostać ocenionym nie po naszej myśli.

I wtedy przychodzi pierwsza myśl – o pogodzie.. “Dzisiaj tak zimno! ależ wiatr! co za mroźny, śnieżny  dzień!  Upał nie do wytrzymania, nie można oddychać…” I tak dalej.. 

Pogoda to najlepszy temat do wejścia w dalszą rozmowę.  Albo się poskleja i przejdziemy do ciekawszych tematów i już pójdzie “jak po maśle” albo zatrzymamy się i będziemy jeszcze chwilę marudzić o pogodzie i wyjdzie kiepsko..🤔

Tytuł, który wykorzystałam do tego wpisu nie jest mój i nie jest przypadkowy. “Pożyczyłam” go sobie z jakiejś filmowej rozmowy, w którym bohater też cytował go w konkretnym celu. To zdanie „biega” w różnych wersjach, ale ogólnie znaczenie ma zawsze takie same.

Pogoda jest zawsze! Czy nam się podoba czy nie. Czy będziemy narzekać czy zachwycać się pięknym niemal perfekcyjnym dniem. I czy to będzie w środku dnia czy w nocy. Środa, piątek czy niedziela.  Pogoda to zawsze subiektywne wrażenie tego, jak ją odczuwamy. Jedni ludzie lubią upały plażowe i wcale im nie przeszkadza temperatura 30 C.  Inni uciekają w góry, w chłodne krainy, bo nie mogą znieść gorąca. Nie znoszą wysokich temperatur, lubią wiatr, nawet zachmurzone niebo. Jeszcze inni mieszkają na Alasce, Wyspach Owczych, W Islandii, bo uwielbiają długą zimę, mróz, śnieżyce.  Pod tym względem także jesteśmy różni! 

Pogoda jest zawsze!!😂

Pogoda jest zawsze jakaś – nie ma złej czy dobrej pogody. Są tylko nieodpowiednio… dobrane ubrania 😂.

Właśnie.. Te “nieodpowiednie ubrania”… To, że jadąc w góry nie mamy odpowiednich butów, by wspinać się po szlakach, to że właśnie zapomnieliśmy stroju kąpielowego na plażę – to nie tragedia. Zawsze są sklepy, sposoby na pożyczenie czegoś albo można zmienić plany 😃

Trudniej, gdy w  życiu codziennym nie potrafimy dopasować “swoich ubrań” do sytuacji, która tego  wymaga.  Nie oszukujmy się, każdy ma w swoich osobistych doświadczeniach takie momenty. 

Nie jest łatwo „dopasować ubrania” – ale jeśli chcemy i pracujemy nad tym – w końcu się udaje.!!! 👍

… Za późno na ważną rozmowę, przegapiona okazja na istotną zmianę, niedotrzymanie słowa, ludzkie zapomnienie. Takie chwile powodują w nas złość na samych siebie,  frustrację i przyrzeczenie, że następnym razem zrobimy w odpowiednim czasie, to co powinniśmy.  A potem znów i znów powtarza się historia…

Tak powstają “dziury” w historiach rodzinnych, w kontaktach międzyludzkich. Niewyjaśnione  pretensje, nieporozumienia pozostawiające niesmak niejeden raz, a czasem na całe życie. 

Marudzimy, wymyślamy setki powodów, by było na „NIE” A przecież – to nie pogoda jest temu winna… (obrazek znaleziony w sieci 😀)

Smutne jest to, że nie zawsze uczymy się na własnych błędach… Brak odwagi, wstyd, lenistwo, unikanie niewygodnych reakcji – ach, przyczyn można by mnożyć, dodawać i podnosić do n-tej potęgi. Zawsze “jakieś ubranie” uwiera, przeszkadza…   

Coraz częściej myślę, ile takich momentów było w moim życiu.  Należę do osób, które wolą jasne sytuacje niż niewyjaśnione.  Zazwyczaj nie unikam trudnych rozwiązań, rozmów. Nie znoszę “chowania głowy w piasek”, unikania rozmów na bolesne tematy. Wiele osób tego nie lubi. Z tego powodu częściej niż inni narażam się moim otwartym zachowaniem. Ludzie duszą w sobie pretensje, wolą sprawiać wrażenie obrażonych, chociaż tak naprawdę taka atmosfera najbardziej gnębi tego, kto ją tworzy w swojej głowie. W dodatku za chwilę rozsiewa ją wokół siebie i innych bliskich. 

Wiem, że otwartość i szczerość czasami nie popłaca. Ale – w ogólnym dalszym “rozliczeniu” jest lepsza niż inne reakcje takie jak udawanie, ukrywanie, nienaturalność.  W końcu tylko wtedy, gdy dobierzemy “właściwe ubranie” do sytuacji, nawet tej najbardziej niewygodnej, jest szansa, by wyszło nam „na dobre”. 

Nieszczerość, pretensjonalność, pozerstwo.. To komplikuje stosunki ludzkie, przyjacielskie i powoduje, że czujemy się niewygodnie. A to oznacza, że nasza psychika i nasze uczucia ciągle nie znalazły dopasowanego, wygodnego ubrania. 

Nikt nie jest idealny! Błędy to ludzka rzecz. Wiem o tym wszystkim, bo własne doświadczenia uczą nas to rozumieć. I z czasem – rozpoznawać. Tak, z wiekiem lubimy coraz luźniejsze, wygodniejsze ubrania. Uczymy się reagować w trudnych momentach szczerze,  bez strachu, obłudy i paniki. 

Nie wiem jak układają się takie przemyślenia w głowach innych ludzi…  Mówię o sobie. Myślę o sobie. Nie mam już przed sobą walk konkurencyjnych, tzw. “układów” biznesowych, nie muszę mieć tysiąca znajomych i przyjaciół. Wystarczy  mała grupa, ale takich którzy wysłuchają mnie,  gdy czuję się elementem ludzkich gierek, mam poczucie niewygody, wykorzystania mnie.

Nie znoszę, kiedy ktoś stwarza pozory “innej prawdy”. Nie lubię ściemy i zakłamania.  Ograniczam się do przebywania z ludźmi, którzy  pomogą mi zmienić “niewygodne ubranie” I oczekuję od nich, że oni też  w swoim “odzieniu” będą ze mną czuli się wygodnie. 🤔 😃

To niełatwe codzienne zadanie. Zwłaszcza, że latami byliśmy odporni na niewygodę, żyliśmy w biegu nie zwracając uwagi na to, co naprawdę nam odpowiada, czego nam potrzeba i co lubimy.  Popełnialiśmy gafy, nieporozumienia, błędy, których nie chcieliśmy zauważać.  

Postępowaliśmy tak, by było nam wygodnie. Często, by zatuszować własne uczucia i prawdę, bo tak było „bezkonfliktowo”. I wydawało nam się, że tak lepiej. Ale coś uwierało. Tyle tylko, że dało się z tym żyć. I to całkiem nieźle.. 

Zbliżająca się starość ma wiele wad. Fizyczna starość dopada nas na tych samych warunkach. Przybywają zmarszczki, bolączki, złość na to, czego już nie możemy robić tak jak kilka czy kilkanaście lat temu. I tego już nie da się odwrócić. Jak to mówią: “nie udała się Panu Bogu starość”. Ale lepiej tej starości doświadczyć! Każdy z nas sobie jej życzy.

Starość to też.. przywilej. Tak, już widzę te szeroko otwarte oczy, wzrok, który woła: nie rozumiem!!!  

Dopasowane i wygodne ubrania to MY!!

Właśnie ta coraz większa liczba lat daje mi prawo do wyboru wygodnych ubrań, do luzu, na jaki nie mogłam sobie pozwolić przez całe dorosłe i zabiegane życie. 

Nie szkodzi, że ubrania wygodne nie są tak piękne jak te idealnie dopasowane, skrojone i uszyte na miarę!  To nic, że dziś już nie wyglądam tak elegancko, jak w młodości czy najpiękniejszych latach dojrzałości. 

Jestem świadoma, że w najgorszą pogodę – upał czy deszcz ulewny, zamieć śnieżną czy zachmurzone niebo – mogę dopasować dla siebie wygodny ubiór. 

Już nie mam czasu na „złą pogodę” i moje życie ma prawo być swobodnym i na luzie. Najpierw w mojej głowie, bo przecież stamtąd biorą się nastroje pogodowe. 

Wtedy już  mam wybór!  I tego trzeba nam się trzymać.  Właściwej pogody każdego dnia – dziś, jutro i za rok.. Odpowiedniego ubrania – otwartości i uśmiechu i komfortu.  

Nie jestem pewna, czy potrafię zrealizować te swoje coraz “starsze” pragnienia. Ale wiem, że jestem na właściwej drodze. Nie walczę o opinię innych, lubię tych co mnie lubią, kocham moją rodzinę. Robię to, co lubię i… co jeszcze mogę. 😂

Zakończę z sentymentem pogodowym – zapraszam do przypomnienia sobie „starej” ale wciąż pięknej piosenki „Czas uczy nas pogody”. Pierwsza zaśpiewała ją Grażyna Łobaszewska na Festiwalu w w Opolu w 1980 roku w konkursie Premier.

Ja przypomnę wersję Stanisława Soyki. Ta piosenka rozbija mnie emocjonalnie od lat. Piękna poezja w pięknym wykonaniu. Jest w niej mądrość doświadczeń życiowych, żal przemijania, a równocześnie spokój wewnętrzny, którego tak bardzo potrzebujemy.

Cieþłe i wzruszające- wsłuchajmy się razem…


BACK

3 myśli na temat ““Nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania”

  1. Właściwie to nie wiem, czy to o pogodzie, ubraniu, czy o ludzkich charakterach. Każdy z tych motywów czy tematów zarysowany jest w tym tekście, ale najwięcej chyba jest o charakterach. Iza napisała, że się zgadza. Czyli, że nie ma złej pogody? Czyli, że są nieodpowiednie ubrania? Czyli, że ubrania odzwierciedlają charakter? Pewnie na każde z tych pytań możnaby odpowiedzieć: TAK.

    Ja trochę sądzę, że, Małgosiu, wybrałaś piosenkę Soyki (może to kiedyś był po prostu Sojka), żeby pisać o charakterze człowieka zmieniającym się z czasem, i, optymistycznie, zmieniającym się na łagodniejszy i mniej albo inaczej wymagający. A to wszystko jest uzależnione od okoliczności, więc jak ubranie od pogody, tak charakter od okoliczności.

    Ja chciałem trochę o ubraniu. Niedawno, właściwie bardzo niedawno przeczytałem w książce pewnego astronauty, że gdy załoga jednej z niedawnych ekspedycji na Międzynarodową Stację Kosmiczną została zaproszona przez prezydenta do Białego Domu, astronauci udali się tam w swoich lotniczych kostiumach, takich, jakich używają na treningach i w swoich publicznych wystąpieniach, w zasadzie bez zobowiązań. I Prezydent zwrócił im uwagę w swoim głównym biurze, że w Owalnym Gabinecie jest zwyczaj pojawiania się mężczyzn w krawatach i marynarkach. Zrobiło się głupio i nieprzyjemnie.

    Nieżyjący już, niestety, ojciec mojego zięcia wspomniał kiedyś, że na mszy niedzielnej, w jego kościele baptystowskim, mężczyźni nigdy nie pojawiają się w szortach. W czasie ostatniego święcenia pokarmów w polskim kościele co drugi facet był w szortach i podkoszulkach. Gdy chodziłem do teatru w Polsce wszyscy mężczyźni byli w garniturach, albo przynajmniej w marynarkach z krawatami. W czasi mojej ostatniej wizyty w teatrze w Houston ja byłem jedyny w marynarce i krawacie. W pomieszczeniach mężczyźni zdejmowali czapki, teraz często nie zdejmują ich nawet przy jedzeniu, niezależnie od tego, czy jest to posiłek na zewnątrz czy wewnątrz. Studenci przychodzą na zajęcia w czapkach i ich nie zdejmują mimo zwracanej im uwagi. We współczesnych polskich serialach, które często oglądamy, policjanci śledczy, mężczyźni czy kobiety, wykonują swoje obowiązki biurowe i publiczne w podkoszulkach i ubraniach kiedyś niemożliwych do zaakceptowania ze względu na ich tradycyjnie niedopuszczalną nieformalność. Kiedyś gartnitury i krawaty były normą ubioru dla prowadzących programy telewizyjne i uczestniczących w nich gości. Teraz coraz trudniej zauważyć krawaty w takich samych programach.

    Nie podoba mi się ta zmiana, i nie wiem, czego demonstracją jest niechlujstwo, ale wolę, wzgędem ubioru, stare zasady. A co do pogody to się zgadzam z tytułowym cytatem: NIE MA ZŁEJ POGODY, SĄ TYLKO NIEODPOWIEDNIE UBRANIA.

    Wacek

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi