Po-olimpijskie „tupanie” w głowie. 

1 września 2024

W chwili gdy zaczynam pisać ten tekst, XXXIII Igrzyska Olimpijskie trwają na dobre. Wiele dyscyplin już zakończyło konkurencje zawodników i rozdano medale.  Kiedy będą czytać ten wpis inni – wszystko o paryskiej Olimpiadzie będzie już wiadomo. 

Nie jestem ani znawcą sportu, ani nawet wybranej dyscypliny. Lubię sport jak każdy “przeciętniak”. Bywa, że pasjonuję się mocniej jakimś ważnym meczem, zwłaszcza piłki nożnej, ale tak naprawdę sport to dla mnie rozrywka z większą czy mniejszą nutką emocji. I żeby było jasne – nie znam się do końca na regulaminach i zasadach. Coś tam wiem, ale stanowczo za mało, by oceniać zawodników i ich poczynania z profesjonalnego punktu widzenia.  

Do Olimpiady mam podejście emocjonalne. Pamiętam, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, w moim domu czekaliśmy na Olimpiadę i zawsze oglądaliśmy to, co wtedy było dla nas dostępne. Ta wielka impreza kojarzy mi się z lekcjami szkolnymi, podczas których uczyliśmy się o Igrzyskach Olimpijskich w starożytnej Grecji. Może dlatego, ale na pewno nie tylko, tak mocno tradycja tych ponadczasowych i ponadnarodowych zmagań silnie do mnie przemawia. 

Choć Olimpiada odbywa się co cztery lata (no, można powiedzieć co dwa, bo przecież naprzemiennie z zimową Olimpiadą), to już od lat każda kolejna ma inny wymiar i inną oprawę. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić ogromu planów, prac, dyskusji, przygotowań i… pieniędzy, które pochłania ta światowa impreza. 

Ale coraz częściej usiłuję sobie to w głowie poukładać i zrozumieć, dlaczego ten fenomen sportowy, powtarzany od czasów starożytnych (z różnymi przerwami) trwa do dziś. I ma się coraz lepiej! 

No i tu “tupią” mi głowie pierwsze pytania: Czy rzeczywiście Olimpiada to tylko spotkanie najlepszych sportowców Świata? Czy wciąż jest to największe święto sportów różnego kalibru?  Czy ciągłe zmiany dyscyplin, regulaminów, zasad sportowych są konieczne?  Jak ma się do tego tradycja otwarcia Olimpiady, momentu wielce widowiskowego, który co cztery lata przekracza już logiczne granice jakiegokolwiek związku ze sportem?

O, nie, żebym nie lubiła uroczystego Otwarcia Olimpiady!!!  Od lat oglądam i patrzę na to zupełnie inaczej niż kiedyś. Tegoroczna Olimpiada w Paryżu po raz pierwszy w historii miała swe otwarcie poza granicami stadionu. Oczywiście, są elementy tak tradycyjne, że NIE mogą być pominięte, jak wprowadzenie i zapalenie Znicza Olimpijskiego, formalnej formuły rozpoczęcia Igrzysk, uhonorowanie wybranych zasłużonych sportowców danego kraju itp.  

Ale zdobycie – na długo wcześniej – przywileju bycia gospodarzem Olimpiady daje także organizatorom szansę na przedstawienie Światu tradycji tego kraju, własnych pomysłów, rozmachu i umiejętności organizacji takiego wydarzenia. 

Nie wiem ilu ludzi patrząc na sportowe zmagania zawodników, zastanawia się jaka jest droga ostatnich czterech lat (a może dużo dłużej?) zanim dane nam jest zobaczyć na stadionach bohaterów kolejnych dyscyplin.  Moja głowa tego nie obejmuje! Przyznam jednak, że te problemy w ostatnich latach olimpijskich kotłowały się w moich myślach bardzo intensywnie. 

Mam mnóstwo przemyśleń i osobistych wniosków czy wątpliwości i nie mam szans tutaj o wszystkim napisać. Ale kilka wątków “chodzi i tupie” mi w głowie i łapię okazję, by o tym napisać kilka słów.  

Zwyczajnie – nieprofesjonalnie, z pozycji prostego “oglądacza” coś na ten temat „rzucę”.  To osobiste wynurzenia – nikt nie może zabronić o nich „głośno” napisać, ale oczywiście można dyskutować i mieć własne zdanie 😃 🤔.

Zacznę od widowiskowego otwarcia Olimpiady. Pech chce, że Paryż powitał zawodników i organizatorów niezbyt sprzyjającą pogodą z deszczem, ale to nie zaburzyło programu. Programu wspaniałego, bardzo “francuskiego” – z dużą ilością aluzji historycznych, tradycyjnych i tych najbardziej współczesnych. 

Wszystko rozgrywało się w najpiękniejszej części miasta z Wieżą Eiffela, Łukiem Triumfalnym i rzeką Sekwaną w centrum wydarzeń. Działo się mnóstwo i kto nie oglądał, dużo stracił. Trudno było nadążyć za tym, co działo się równocześnie w kilku miejscach naraz, a spajał je biegnący po dachach paryskich domów, pałacach, ogrodach…. “Człowiek w masce” w różnych historycznych strojach, z symbolicznym zniczem – ogniem, który w kulminacyjnym momencie przekazany został “Wybrańcom”.  Tak, by ostatecznie ci “Najważniejsi “ zapalili Olimpijski Znicz. Ciekawy jest fakt, że Francuzi zdecydowali się na zapalenie Znicza, który tak naprawdę był/jest bez ognia.

Za to potężny balon jak jaskrawa paląca się kula dominował nad miastem przez cały czas trwania Olimpiady. Mało kto wie (ja też byłam zdziwiona, gdy się o tym dowiedziałam), że balon nie jest przypadkowym pomysłem, a nawiązuje do francuskiej  tradycji i pierwszych eksperymentów lotów balonem.  A ten historyczny moment… wydarzył się w 1783 roku.  O takich i innych nieznanych i ciekawych faktach francuskich wydarzeń mogliśmy się dowiedzieć przy okazji tegorocznej Olimpiady 👍.

Całość tej – jak dla mnie – stanowczo za długiej imprezy, ciągnącej się wiele godzin, była różnorodna i trzeba było bardzo mocno wpatrywać się, by dostrzec wszystko, co ważne i jeszcze to pojąć i zrozumieć. 

Jeszcze w czasie trwania Otwarcia odezwały się głosy krytyki – że zbyt duże pomieszanie faktów i aluzji, że antyreligijne (zgadnijcie, gdzie ta krytyka 😃), że zbyt jaskrawe albo nazbyt tolerancyjne… itd itp.. 

Cóż – tego uniknąć się nie da, zwłaszcza, że wszelkie media są tak dostępne dla wszystkich, iż na opanowanie krytyki nie ma sposobu..  To także zrozumiałe w dzisiejszych czasach. Niestety, “kij ma dwa końce” – o czym wiemy bardzo dobrze. I ten drugi koniec od pierwszego zdania na temat Igrzysk spowodował silną obecność wielkiej i  niesprawiedliwej krytyki. Każdy człowiek może na forach mediów powiedzieć co chce i  niestety wielu ludzi korzysta z tego, tylko po to, by zaistnieć niemiłym słowem, złośliwością i często – brakiem zrozumienia sytuacji, brakiem empatii wobec drugiego Człowieka, zwłaszcza zawodnika. 

Medale olimpijskie – Paryż 2024

Rozumiem, że my wszyscy inwestujemy w sport, każdy sobie możliwym sposobem. I uważamy, że możemy oczekiwać od naszych zawodników zwycięstwa i medali. Taki jest sens rozgrywek olimpijskich.  Ale – ludzie!! Przecież olimpiada to wielka konkurencja! To spotkanie najwyższych umiejętności z najlepszymi w danej dziedzinie. To także nieprawdopodobnie wielkie napięcie, sprawdzian wytrzymałości fizycznej i psychicznej. I wreszcie – to walka zawodników, z których każdy daje z siebie wszystko i każdy chce wygrać.!! A medalowe miejsca są tylko trzy – złote, srebrne i brązowe.

Czy nie uważacie tak jak ja, że tak naprawdę zwycięzców jest o wiele więcej? Ileż treningów, spotkań, meczów, walk, biegów musi przejść każdy zawodnik, by dotrzeć do tego ostatniego starcia – medalowego.. 

Dlaczego więc tak wielu kibiców – zwykłych obserwatorów takich jak ja, nie ma litości, gdy któryś z naszych zawodników/faworytów nie stanie na trzyosobowym podium? 

Gdzie jest zwykłe ludzkie zrozumienie, że sport to ogromna konkurencja i nie zawsze się udaje?  I że przyczyn może być wiele, a nie tylko brak umiejętności sportowca? Może po prostu fakt, że ktoś też bardzo chciał zwyciężyć i właśnie w tym momencie był lepszy, miał odrobinę więcej szczęścia? 

Iga Światek – od ciężkiej gry do łez i radości zwycięstwa!

Cała Polska (my tu w Stanach też!!) sercem trwała przy Idze Świątek i śledziliśmy każdy jej olimpijski mecz tenisowy. Od kilku lat  przyzwyczailiśmy się, że Iga przynosi nam zwycięstwa, wygrywa najważniejsze turnieje. Utrzymuje się na 1-szych miejscach na liście najlepszych tenisowych zawodniczek na Świecie. 

Iga szła jak burza, aż… po prostu przegrała swoja „złotą” szansę.  Ale wygrała brąz. 

Ma tylko 23 lata.. Jest wspaniała, fantastyczna i dostarcza nam kibicom niezwykłych emocji i ogrom radości.  Sprawdziła się raz jeszcze i zapewne  jeszcze wiele razy w przyszłości to powtórzy. 

Za to kibice różnie! Nie wiem czy istnieją statystyki (🤔??), które mogłyby podsumować ilu z nas umiało Igę zrozumieć, podtrzymać ją na duchu, by wytrzymała psychicznie i fizycznie do ostatniego meczu. Jej prawdziwi kibice i fani robili wszystko, by czuła, że ma poparcie i mur dobrych ludzi za sobą. 

A ilu było takich, którzy obrzucili ją pretensjami, słowami, które raniły. Brakiem zrozumienia, obrzydliwymi emocjami, jakich na pewno naszej czołowej tenisistce nikt NIE powinien  serwować. 

Każdego dnia podglądam na Facebooku, w wiadomościach sportowych wyniki polskich i amerykańskich zawodników. Także wszystkich innych sportowców. I robię to jako zwyczajny kibic. Nie “szaleniec sportowy”, nie znawca i specjalista w sportowej dziedzinie.

Po prostu – lubię Olimpiady, lubię zdrową rywalizację, siłę i zaparcie zawodników. Podziwiam to, czego nigdy u siebie nie doświadczyłam.  I chcę zrozumieć, jak niesamowici są ci “wybrani” przez los, ale także stali się wyjątkowi dzięki swej bardzo ciężkiej  pracy, wielu lat wyczerpujących treningów, często rezygnacji z życiowych przyjemności. 

Gdy tak myślę, a moje rozmyślania “tupią’ w głowie, coraz  głębiej rozumiem i podziwiam to, co składa się na jedno wydarzenie – OLIMPIADA.

Wspaniali siatkarze! zasłużyli na najlepsze

To suma przeżyć i emocji widzów/kibiców, walk zawodników, ich marzeń, które spełniają się lub nie.. Dla niektórych sportowców spełnieniem marzeń  jest już sam fakt zakwalifikowania się na Olimpiadę. Inni marzą o złocie,  jeszcze inni są “najszczęśliwszymi pod słońcem” gdy udaje się im ukończyć zmagania w pierwszej światowej dziesiątce. 

Przed nami jeszcze wielki mecz w siatkówce mężczyzn. Mecz o “złoto”  albo  “tylko” o srebrny medal.  Czy tylko…??? 

Pamiętam naszą złotą drużynę siatkarską Huberta Wagnera. Nie miałam pojęcia, że od tamtych zwycięstw minęło już 48 lat..  W tamtych czasach byli “bogami” tej dyscypliny a może i całego polskiego sportu. Ale dopiero dużo później powoli spływała prawda tamtych katorżniczych treningów i meczów.. 

Hubert Wagner powiedział wtedy: “Interesuje mnie tylko ZŁOTO”… Ja także życzę naszym siatkarzom wygrania złotego medalu! Ale – jeśli zawiśnie na piersiach całego zespołu srebro, to będę się cieszyć tak samo mocno i szczerze!! 

Bo zapewne zespół Francji też marzy o tym zwycięstwie…

Dwie Ole: Mirosław – złoty medal i Ola Kałucka – brązowy medal

Nigdy nie myślałam, że będę się cieszyć wraz z zawodniczkami, złotego i brązowego medalu w konkurencji wspinaczki sportowej. To całkowicie nowa  dyscyplina sportu dołączona (może nawet w tym roku?) do zmagań olimpijskich. 

Czy można porównywać złote medale w tak różnych dyscyplinach jak: koszykówka, siatkówka, piłka nożna, a sporty indywidualne – tenis, biegi, skoki o tyczce czy wbieganie na stromą ściankę? NIE, nie można!!! Ale żadna z tych dyscyplin nie jest ani lepsza ani gorsza. Ani trudniejsza ani łatwiejsza. 

Każda wymaga setek godzin trenowania, pracy ponad ludzkie siły. 

Piękne jest to, że wszystkie te kategorie i ogromna rodzina sportowa może spotkać się razem co cztery lata i walczyć o medale, sprawdzić swoje możliwości, cieszyć się z kibicowania innych kolegom – sportowcom. 

Bo Olimpiada to sportowe święto wszystkich – zawodników i kibiców. Tych, którzy na tę imprezę pracują cztery poprzedzające lata. Artystów i managerów. Młodzieży, która marzy o takiej przyszłości i starszych kibiców wspominających “inne” dawne olimpiady. 

Każdego roku w sporcie się coś zmienia.  W każdej dyscyplinie. Nie łudźmy się, że na następnej Olimpiadzie (Los Angeles 2028) będzie tak samo jak w tym roku. 

Mam tylko nadzieję, że moje “tupanie” w głowie, “zatupie” także i innym.  Hejt, narzekania, niezrozumienie zawodników i trenerów, obrzucanie “słownym błotem” tych, którzy swe umiejętności i serca wkładają, byśmy mogli być świadkami tak pięknego wydarzenia, jaką co cztery lata są Igrzyska Olimpijskie. 

Takie mam  życzenia – po “tupaniu” po-olimpijskich myśli w głowie najbardziej pospolitego kibica 💖

ps. oczywiście – zdjęcia – „przypominajki” pochodzą z internetowej kolekcji. Niestety, nie udało mi sie dotrzeć do Olimpijskiego Paryża 😟. Ale – może jeszcze nic straconego, może zdążę.. za cztery lata? 😂

****************************************

Na koniec – coś dla podtrzymania ducha walki, dla przypomnienia, że sport to zdrowa rywalizacja, walka do końca i nieustające poparcie dla zawodników. Uczmy się od najmłodszych.. Piosenka pt. „Walczymy do końca” w wykonaniu zespołu dzieci i młodzieży „Mała Armia Janosika”. Odnosi się wprawdzie do naszego „sportowego ulubieńca” – piłki nożnej, ale powinna być przykładem dla kibiców w każdej dziedzinie sportu i w każdym momencie.

Miło i optymistycznie! Warto posłuchać ! 😃 😃


BACK

2 myśli na temat “Po-olimpijskie „tupanie” w głowie. 

  1. Jakże humanitarne spojrzenie na sport! i z jeszcze innej strony..

    Tak, sport stał się rodzajem wojny, konkurencji bez granic – logiki, psychiki ludzkiej, wytrzymałości fizycznej i.. pieniędzy. Mam jednak wrażenie, że tylko my – starsze pokolenie ten problem widzimy. Młodzi idą jak burza za coraz to wyższymi wymaganiami,. Marzenia bycia najlepszym są nie do zatrzymania.

    Sport- zdrowa konkurencja, sport – przyjemność i satysfakcja, sport- piękne widowisko, sport – igrzyska.. wszystko to wplątało się w machinę komputerową elektroniczną, marketingową i w wielkie pieniądze.

    A co będzie dalej?.. Może śpiewające optymistycznie dzieci „Małej Armii Janosika” i podobne glosy powstrzymają świat maszyn i sztucznego podkręcania wymagań i .. wysiłków

    Kto wie.. przecież wszystko się zmienia (panta rei) i nie zawsze na gorsze.. 🤔

    Polubienie

  2. Właściwie najbezpieczniejsze, co jest w całym tym olimpijskim zamęcie, to piosenka wspaniałych dzieciaków z Małej Armii Janosika. Najbezpieczniejsze, bo zawody bezpieczne nie są. Dla zdrowia, bo wysiłek nadludzki, dla umysłów, bo trzeba przemyśleć każdy ułamek sekundy, jak się teraz okazuje (a może wprowadzono to już wcześniej tylko o tym nie wiedziałem) aż do jednej tysięcznej. Jeśli walka o złoty medal w sprincie na 100 metrów rozstrzyga się o jedną tysięczną sekundy, to jak można się przygotować fizycznie, zdrowotnie i umysłowo do tego, by przyspieszyć o dwie tysięczne sekundy, żeby pokonać tego, który mnie poprzednio pokonał o jedną tysięczną, albo może o tyle pokonać mnie jutro. Czy może mam zjeść kromkę chleba pszennego zamiast razowego na tydzień przed zawodami, a może wypić 120 mililitrów wody zamiast 123 mililitrów. Albo wykonać ćwiczenie na równoważni tak, żeby uzyskać ileś tam tysięcznych punkta więcej niż konkurentka (czy konkurent, ale dziewczęce zawody w gimnastyce znacznie częściej są oglądane, nawet w Paryżu) i jak się do tego przygotować. Rainman potrafił obliczyć przez spojrzenie, ile jest zapałek w pudełku z dokładnością do jednej sztuki, ale nie umiał za bardzo z tej umiejętności skorzystać. A takich Rainmanów jest niewielu. Programatorzy komputerów czy innych na pomyśle komputerowym stworzonych maszyn mają wiele radości, że potrafią przyspieszyć obliczenia swoich maszyn do któregoś tam punktu po przecinku (w Ameryce – po kropce) dziesiętnym, ale jak mogą skorzystać z tego sprinterzy czy gimnastycy? Albo narciarze zjazdowi. O ile zmniejszył się czas przebiegnięcia 100 metrów od pierwszej olimpiady? Przy takiej walce o tysięczne sekundy albo punkta kiedyś powinniśmy dojść do zera (0.0000000000000000000000000 w bieganiu) albo do 10.0000000000000000000000000 (jeśli to jest górna granica w gimnastyce i skokach do wody) – i koniec. Nie będzie więcej olimpiad ani innych mistrzostw.

    Opanujmy się! Dajmy sportowcom żyć! Zatrzymajmy się na setnej sekundy czy punkta, jeśli w ogóle ta setna ma sens, i rozdawajmy podwójne medale! I niech dzieci śpiewają na wręczaniu medali.

    A komputery niech obliczają odległości i czas ich pokonania. Niedawno przeczytałem, że gdyby udało się stworzyć statek kosmiczny poruszający się z prędkością 400,000 kilometrów na godzinę (podobno taką prędkość osiąga silnik VASIMR, który stworzył Franklin Chang-Diaz), to podróz do najbliższego układu słonecznego Proxima Centauri trwałaby 10 tysięcy lat. Może zamiast olimpiad stworzyć zawody, kto pierwszy tam dobiegnie.

    Ale na razie, jeszcze raz proszę: dajmy sportowcom żyć. I dzielić się sukcesami, a nie tylko wyrywać je jeden drugiemu. Bo sport jest piękny, szczególnie dla kibiców. I Olimpiady też mają być piękne, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że nazywane kiedyś były Igrzyskami Olimpijskimi.

    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi