31 lipca 2024
Siedzę przy moim najmniejszym biureczku świata (doprawdy, nie wiem dlaczego kiedyś wpadło mi do głowy, żeby kupić sobie akurat tak małe biurko..) i patrzę na szklaną kulę.
Kula, ładna, z kolorowym nieregularnie wylanym wzorem w jej wnętrzu, stoi na czymś w rodzaju półeczki, która trochę poszerza przestrzeń tego małego biurka. Co ja sobie myślałam o sobie i o jakiejkolwiek pracy przy tym meblu.. nie mam do dzisiaj pojęcia! Ledwo tu mieści się mój chromebook a co dopiero cokolwiek innego! No – ale jakoś przyzwyczaiłam się do swojego “maleństwa”, dołożyłam komputerowi do towarzystwa mnóstwo drobiazgów: stojak z taśmą klejącą i z zszywaczami, podkładkę pod myszę , kalendarz “papierowy” (bo lubię), linijkę, ołówki, długopisy, mazaki kolorowe, papierki do notatek, podkładkę pod kieliszek winka (albo szklankę z wodą – ale rzadko 🙂) i kilka innych bzdurek. No i ta kula! Nieduża, ale fajna. Jest dekoracyjna, ciężka więc może służyć za ciężarek do przytrzymania papierzysk, można się w nią wpatrywać i pomarzyć o wciąż niespełnionych pragnieniach… Lubię ją, choć to najzwyklejsza kula, jakich wiele w sklepach.
A obok niej jest jeszcze szklana “łezka”. I może nigdy bym o tych szkiełkach tu nie wspomniała, ale po pierwsze wpadły mi kiedyś w ręce z naklejką, że były wyprodukowane w Polsce, w fabryce szkła w Krośnie (kiedyś byłam tam na zwiedzaniu części dostępnej dla turystów 😀) a po drugie – już od kilku lat tak od czasu do czasu “zawieszam oko” na kuli i jak z czarodziejskiej kuli, do głowy przypływają mi różne dziwne myśli i wspomnienia.
Chyba każdy tak ma. Im bliżej końca naszej życiowej drogi, tym coraz więcej miejsca zajmują bardzo zadziwiające odkrycia pamięciowe.
Mam swoją teorię, że każdy gdzieś ma ukrytą w sobie taką “szklaną kulę”. Może to jakiś maleńki kamyk przywieziony z bardzo dawnej podróży, może stare drzewo w twoim ogródku albo w parku, do którego wracasz. Może schowana głęboko stara chusta, może pożółkłe zdjęcie nadgryzione minionym czasem. A może jeden koralik podarowany przez kogoś bardzo bliskiego albo fragment starego medalika… Nie wiem. Może zupełnie odwrotnie- współczesny obraz sprzed kilku lat wiszący na ścianie, na który codziennie patrzysz, ale widzisz w nim coś zupełnie innego… Jakiś jego element zaprowadza twoją pamięć w odległe miejsce i zdarzenie. Tylko ty wiesz, gdzie kiedy i o kim myślisz.

Kiedy byłam małą dziewczynką, może miałam 9-10 lat, jak wszystkie dzieci w takim wieku lubiłam zbierać różne skarby. I wtedy właśnie zbierałyśmy szklane małe kulki. Były nie większe niż dwa cm średnicy i wyglądały prawie tak samo jak ta kula, którą mam teraz. Tyle, że były malutkie i bardzo różne. Miały mnóstwo kolorów!! I te wzorki wewnątrz też były różne. Pamiętam, że niektóre szkła były mleczne, niezupełnie przeźroczyste, ale wciąż na tyle, że widać było kolorowe wzorki wewnątrz. Nie wiem ile ich miałam, ale dużo. Trzymałam je w pudełku – kasetce. To było jakieś szaleństwo “kulkowe”! Spotykałyśmy się z koleżankami, wysypywałyśmy te kulki ostrożnie, po kilka, kilkanaście, by się gdzieś nie rozbiegły, oglądałyśmy, porównywałyśmy i czasem wymienialiśmy się nimi.
Nie wiem jak długo to trwało, pewnie jak wszystko w takim wieku, szybko minęło i zajęłyśmy się innym tematem. Nie wiem nawet co się z kulkami stało. Ale pamiętam, że były bardzo ładne i kolorowe. I, że musiały być dla mnie bardzo ważne, bo przetrwały w szufladce mojej pamięci do dzisiaj. Aż moja szklana kula z Krosna pomogła mi sobie o kulkach dzieciństwa przypomnieć…🤔
Kiedyś ciągle się gdzieś spieszyłam. Chciałam, żeby czas mijał szybciej, żeby już zaczął się weekend, żebym już biegła na randkę. By wreszcie nadeszły wakacje. Bym już była po egzaminach. By wreszcie skończył się dzień pracy i nadszedł wieczór spokoju i odpoczynku.. Zawsze był jakiś powód, żeby już coś nowego się zaczęło na co czekałam. I spieszyłam się. Dlaczego ja tak się zawsze spieszyłam?? Pewnie dlatego, że taka już jestem, bo moja natura NIE lubi nigdy i nigdzie się spóźniać, a poza tym życie było tak ciekawe, że to co działo się danej chwili już nie było ważne. Już trzeba było dążyć do przyszłości, nawet tej “za chwilę” . Bo ta przyszła chwila wydawała się ciekawsza niż ta co trwała…
Boże, jaka ta natura młodości jest dziwna. Do czego my się tak w tym życiu spieszymy? Zamiast rozkoszować się wszystkim, co jest nam dane właśnie w TYM momencie, my biegniemy do przodu i szukamy nowego wrażenia, przeżycia.
W środę mówimy: byle do weekendu, wtedy odpocznę, będzie lepiej. W weekendowy czas myślimy: od poniedziałku zacznę inaczej, poukładam sobie na nowo i pójdzie gładko.. I kółko się zamyka. Biegniemy, biegniemy i sami nie wiemy dokąd, po co i dlaczego. Aż nadchodzi dzień, kiedy na naszej drodze pojawia się czerwony znak STOP. Zatrzymujemy się albo raczej zwalniamy i przychodzi myśl: dokąd tak biegnę? Po co się spieszę? Przecież powinnam już teraz cieszyć się tym co jest tu. Stanąć i chłonąć wszystko co jest teraz i wokół mnie. Ja nie chcę, żeby moje życie pędziło!! Ja chcę, żeby trwało, żeby nigdzie ode mnie nie uciekało.
Kulo magiczna, spraw, żeby wszystko teraz toczyło się już powoli…
To nieważne, że inni wokół mnie, młodsi i wciąż spieszący się, denerwują się na mnie, ze jestem powolna. Przestałam być partnerem w górskich wędrówkach, długich spacerach po nierównych kamiennych trasach. Nie potrafię wypowiadać swych myśli tak szybko i dobitnie jak kiedyś. Nie nadążam za żartami młodych, za ich planami, za współczesną techniką. Zostaję codziennie o jeden rząd dalej. Ale wciąż jestem.
I cieszę się z tego, że nawet jeśli innych to drażni i denerwuje, to ja nie muszę na to zwracać już uwagi. Mogę po swojemu cieszyć się ze swojego spowolnienia.
Tylko, że to trudno jest to pojąć. Nam – tym coraz wolniejszym i nie spieszącym się. Tym, którzy muszą zaakceptować, że spieszyć się, to dla nas “zbliżać się szybciej tam, skąd najchętniej teraz byśmy uciekali”..
I tym młodszym, dla których pośpiech i bieg życiowy jest normalnością, bo przecież energia, każdego dnia nowe plany i pomysły to nieodzowny element kręcącego się żywiołu i postępu. Tak było z nami, tak jest z każdym pokoleniem.
Trzeba mieć szeroko otwarte oczy i wielkie serce, by te proste fakty zauważyć na “zwykłej ulicy”, by umieć uchwycić to, co łatwo może nam umknąć w sztafecie pokoleń. Kiedyś myślałam, że pokoleniowa nić zrozumienia jest zawsze taka sama. Istnieje i ciągnie się od wieków w rodzinach, w historii.
O, jakaż byłam naiwna! Nić jest cienka, słaba, łatwo plącze się urywa, miesza i zatraca. Potem znowu ktoś ją podchwyci, pielęgnuje i próbuje wyprostować. Ale nigdy nie jest nam to dane na zawsze. Nie łudźcie się – młodzi i starzy, wnuki i młodzieży! Wszystkich nas dopada ten sam problem, tylko w innym wymiarze, w innym momencie i w innym nastroju.
O, nie straszę! I nie pouczam!! Podsuwam tylko każdemu pomysł na własną “szklaną kulę”, by móc zamknąć w niej coś, co uratuje nas kiedyś od niepotrzebnej “zadyszki”, zanim zwolnimy na serio swój życiowy maraton.
Pamiętacie bajki (baśnie), gdy szklana kula odgrywała rolę tajemniczego zaczarowanego lustra, przywracającego młodość, a przede wszystkim urodę?
Wypielęgnowane choć kościste ręce starej kobiety o wyjątkowej mocy, krążyły nad ogromną kulą wypowiadając słowa sobie tylko znane. Słowa zaklęcia, dobrego lub złego – zależy w jakiej bajce właśnie znaleźliśmy się…
“Abra ka da bra… Kulo czarowna, wysłuchaj mnie… przywróć urodę pannie tej..”
Albo odwrotnie – Zła czarownica zamieniała piękną królewnę w potworka, którego potem zakochany rycerz musiał znaleźć i odczarować. Ha, ha!!
Bajki, bajki.. A życie swoje. I podobnie. Kto nie chce być młodym i pięknym?! I najlepiej jeszcze bogatym! 😂 Już sam fakt młodości sprawia, że jesteśmy piękne, a presja każdego miejsca, w którym się znajdujemy, każdej instytucji, reklamy, telewizji, filmu, rozmów koleżeńskich, dyskusji profesjonalnych, mediów itd. itd… powoduje, że upiększanie się to jedno z naczelnych zadań każdego współczesnego człowieka. I to niezależnie od wieku. Teraz to już nie ma znaczenia ile mamy lat. I dotyczy to niemal tak samo mężczyzn jak i kobiet.
Świat patrzy na piękno, na opakowanie. Na wierzchnią warstwę. Cieszy nasze oko wszystko to, co dostrzegamy natychmiast. Co dociera do nas w pierwszym uderzeniu wzrokowym Wiem jak to jest, bo sama jestem wrażliwa na ładne wnętrza, kolory, ubrania, meble, obrazy.
A jednak – w moim umyśle podejście do Człowieka i jego urody, piękna jest zupełnie odmienne.
Tak, tak – na pewno ocena piękna kreuje się i zmienia z wiekiem. Przecież gdy byłam młodsza też uwielbiałam kosmetyki, ładne ciuchy i poczucie, że wyglądam dobrze, ładnie, że inni na mnie patrzą i że się podobam. Nic w tym dziwnego. Gdyby tak nie było, oznaczałoby, że ze mną coś nie tak..
Z czasem dostrzegamy w sobie i w innych ludziach wiele “innego” piękna. Nasz umysł zachwyca się drobiazgami, których nie potrafi zauważyć ani pojąć, kiedy jest młody.
Piękno ma tyle wyrazów, tyle odmiennych niedostrzegalnych wcześniej znaków. Jak to dobrze, że tak to jest urządzone w naturze, iż “rozkłada się” na na różne etapy naszego życia. Mamy poczucie zmienności, dojrzewania naszych zmysłów, postrzegania świata coraz to inaczej.
W naturze niemal wszystko, co nowe i świeże zachwyca urodą! I nie dotyczy to tylko człowieka. Maleństwo w ramionach matki, urodzone kilka dni czy tygodni temu, zachwyca delikatnością skóry, meszkiem włosków na maleńkiej główce. Małe cielątko, kilkudniowa sarenka, popiskujący kociak czy baby-piesek są tak samo urocze. Podobnie kwiat ledwo wydobywający się z pąka, otwierający swą piękną koronę. Wszystko, co młode, nowe, pokazuje światu swoje PIĘKNO.
Czas – przemijanie, a może tylko” trwanie w czasie” – każda chwila zmienia piękno na… inne.
Jest wiele dróg, by piękno zatrzymać. I jest wiele sposobów, by nauczyć się widzieć piękno nie tylko w łatwej do dostrzegania powłoce. Z czasem, z wiekiem, z przemijaniem „Piękno” staje się coraz trudniejsze…
Zadziwiają mnie intensywne działania moich koleżanek, żeby ciągle poprawiać naturalnie zrobione zdjęcia, zmieniać ja, wygładzać, ustawiać się w pozach nienaturalnych, uśmiechać się sztucznie.. Mam zawsze duże wątpliwości, że to nieprawdziwe jest lepsze, niż kilka zmarszczek, za to z naturalnym uśmiechem i z osobistą urodą.. Wiem, że moja opinia nie spotyka się z przychylnością i aprobatą. Ale – to moje zdanie. Nic w tym złego, że jesteśmy starsze, że wciąż potrafimy być.. interesujące, nawet jeśli już nie najpiękniejsze. Jak to powiedział kiedyś bardzo trafnie Grochowiak (uwielbiam ten cytat!!): ” Dlaczego pani chce być taką piwonią, co udaje butelkę perfum??” Powtarzam się, ale to bardzo trafne powiedzonko 😃.


Dobrze rozumieją to ludzie, którzy spędzili ze sobą 30-40-50 lat a może i więcej i wciąż mają w sobie sposób na dostrzeganie w swoim partnerze czy partnerce elementy piękna z ich pierwszego spotkania.
Mogłabym przytoczyć całą kolekcję ludzi, którzy wciąż zachwycają urodą dojrzałości. Może nie okrzyknięto by ich pięknościami świata, ale są tak wyraziście doskonali, że wciąż zwracają uwagę i przyciągają „oko i serce” każdą swoją zmarszczką, trochę zmęczoną twarzą, mięśniem, ktory juz nie taki sprężysty.. Takich właśnie portretować! Takie twarze uchwycić w uśmiechu szczęścia, w zamyśleniu, w dojrzałości chwili, którą przeżywają. Teraz dopiero rozumiem prawdziwych fotografów, którzy biegają nie tylko za modelkami „25 minus”.


To my- 60 +, 70 + . PIĘKNE ! czy ktoś temu zaprzeczy?? Filtry NATURY, radość życia, przyjaźń i ciepło w duszy czyni nas Pięknymi inaczej!
Niemożliwe?? A jednak.. Nasz mózg posiada takie zdolności. „Używa” filtrów które za pomocą bazy spełnionych uczuć, wspólnych doświadczeń życiowych, trudności, które udało nam się pokonać, tajemnic, które z czasem stały się tylko nasze, języka, jakim tylko my się porozumiewamy, zbudowaliśmy sobie własne pole widzenia piękna. Każdej niedogodności ciała, zbędnego kilograma, nadmiernej ilości zmarszczek, siwych włosów i przygarbionych pleców…

I nie jest to żadne odkrycie. Tak przecież oglądało świat wielu słynnych malarzy, pisarzy i wcale się tego nie wstydzili. Historia brzydoty i piękna to nieustanne przeplatanie się tendencji i kontrastów, opinii i gustów. Odwieczna walka gładkości idealnego ciała ludzkiego, wymiarów w architekturze i odwrotnie – nieustanne uwielbienie dla wszystkiego, co wyłamuje ideały obrazu – wciąż trwa.
Szpetny, szkaradny, obrzydliwy.. pojęcia, które wprowadzono do literatury i sztuki stały się z czasem równie piękne i ważne, jak te najbardziej zachwycające na pierwszy rzut oka.
Wszystko dlatego, że mądry człowiek wcześniej czy później zrozumie, że na całokształt życia składa się nie tylko białe i czarne, ale także to, co pomiędzy. Tylko od nas zależy jak będziemy odbierać otaczający nas świat. Spróbujmy sobie wyobrazić co by się stało, gdyby wśród nas nie było ludzi, którzy potrafią dostrzec dobro i piękno w człowieku – schorowanym, starym, smutnym, pozornie odpychającym.
Mówię o tym, bo sama zadawałam sobie wielokrotnie takie pytania.
Jestem estetką, lubię ładne rzeczy, wyjątkowe dekoracje, zachwycające kolory. Ale równocześnie nie lubię symetrii, idealnej równości. Wolę lekki artystyczny nieład. I lubię w sztuce “ładną brzydotę”. Czyli – można to połączyć w sobie? A może po prostu starzeję się i dostrzegam wiele w świecie to, czego nie zauważałam kiedyś?
Przypomniał mi się kilka dni temu jeden z wierszy Wisławy Szymborskiej (uwielbiam jej poezję!) pt. “Możliwości”. Jak większość jej utworów- wiersz prosty w słowach, za to głęboki w myślach i przesłaniu. Wiersz wymienia zwykłe ludzkie “wolę” (coś od czegoś albo po prostu – wolę..) I to tak uderzająco zwykłe codzienne elementy życia, że aż zadziwiają, iż są cząstką poezji Noblistki..
Kilka z nich zapamiętałam: może nie w kolejności, ale za to w ważnym dla mnie porządku myślowym:
“ Wolę kolor zielony” ( ja też)
“Wolę wyjątki..” (niż masówkę)
“Wolę wychodzić wcześniej… ” (zawsze! – niż się spóźnić..)
“Wolę nie twierdzić, że rozum wszystkiemu winien..” ( o nie! Winnych jest zawsze innych okoliczności )
Ludzie kochają głęboką miłością drugiego Człowieka i często z dystansu, innym taki związek wydaje się.. nieuzasadniony, niewytłumaczalny, niemożliwy, niezrozumiały.. Bo na przykład – są to uczucia łączące ludzi ułomnych, brzydkich, niepełnosprawnych.
Młodemu zdrowemu człowiekowi posiadającemu wszystko, co wydaje się “normalnością” a zarazem “koniecznością” do funkcjonowania PIĘKNEGO życia nie mieści się w głowie, że może być inaczej.
A jednak – może być!
W swym długim życiu spotkałam wiele niesamowitych i nietypowych przykładów, które kiedyś zaskakiwały mnie, później zachwycały, a potem kolejne przyjmowałam już jako jeden z elementów trochę mniej “pięknego, wygładzonego życia”.
Bo tak naprawdę to tylko pierwszy odbiór. To najprawdziwsze „inne” piękno dostrzeżemy dopiero w głębi takich związków.
Jeśli oczywiście chcemy i potrafimy je dojrzeć.. By nie pomylić opakowania z istotą zawartości, która nie przeminie.
Jest dużo ludzi, którzy żyją bez zadawania sobie skomplikowanych pytań. I być może – albo na pewno – każdy ich dzień jest łatwiejszy niż mój. Bo pytania, zwłaszcza te, na które trudno znaleźć odpowiedź, nie ułatwiają życia codziennego.
Ale czy to znaczy, że ich nie mamy w głowie? Że one w nas nie istnieją?
Nie wierzę….




Pięknie o PIĘKNIE. Zawsze Twoje pisanie daje dużo do myslenia. Teraz, kiedy jesteśmy w okresie domykania naszego 50-lecia ślubu, a już kilka lat po 50-tej rocznicy naszej znajomości, czyli tak zwanego „chodzenia ze sobą”, częściej niż przedtem zaglądamy do starych zdjęć i ja odczuwam, jak, niezaleznie od ich jakości, ukrywają one w sobie dużo, nawet bardzo dużo piękna. Nie będę mówił o tym, jaki to ja byłem piekny 50 lat temu, bo i skromność i piękno z tamtych czasów wciąż mi pozostały bez zmian, no, może trochę jedno i drugie dojrzalsze, ale o tym, jakie wszystko inne i wszyscy inni byli piękni. Nie pamiętam swego zachwytu nad tym wszystkim i tymi wszystkimi, oprócz mnie – głównie Paniami, ale teraz zachwycam się aż do utraty tchu. I ten zachwyt przeciąga mi się aż do najnowszych zdjęć, niekiedy przecież przedstawiających te same osoby i podobne okoliczneści jak owe dawniejsze. Poczucie PIĘKNA trwa, I razem ze mną dojrzewa.
Przymiotnik „piękny”pasuje do wielu rzeczowników: do ludzi przede wszystkim, ale też do przyrody, budowli, dzieł sztuki, poezji – tylko rzadko używa go się do utworów pisanych prozą. A tych przecież czytamy najwięcej. A może się myle?
Wacek
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Tak to juz jest – w naturze człowieka mało jest miejsca na zachwyty, dużo więcej (niestety) na narzekanie. Z wiekiem zmieniają nam sie proporcje ( choć.. nie wszystkim). Ja osobiście dostrzegam coraz więcej piękna wokół siebie i w nas. Może niekoniecznie w lustrze🤗 , dopiero niedawno zaczęłam zastanawiać się nad tym „drugim- innym pięknem”. I chciałam podzielić się moim spojrzeniem..
Piękno jest we wszystkim co nas otacza. Tylko trzeba umieć je uchwycić, dostrzec i cieszyć się nim.
Wiek „starszy” ma jednak swoje przywileje nasz słabszy wzrok umie dostrzec to na co kiedyś nie zwracaliśmy żadnej uwagi. Cieszmy się tym co mamy teraz, czym możemy się jeszcze cieszyć. Nie mamy już czasu na narzekanie i marudzenie. Chcę, żeby świat wciąż był piękny – przynajmniej w moich/naszych oczach…
PolubieniePolubienie