Przypadek, przeznaczenie czy wolność naszych wyborów?

2 maja 2024

Film Krzysztofa Kieślowskiego “Przypadek” powstał w 1981 roku, jednak ze względu na skomplikowaną sytuację w kraju, widz mógł go oglądać dopiero kilka lat później, w 1987 roku. 

To jeden z najznakomitszych polskich filmów psychologicznych mojego pokolenia. Do dziś w różnych momentach wraca do mnie motyw przewodni i pomysł Kieślowskiego, tak doskonale ujęty w trzech historiach jednego człowieka. Rozpoczynają się w tym samym punkcie życia, gdy bohater znajduje się na dworcu kolejowym w Łodzi i zamierza stamtąd udać się pociągiem do Warszawy.  A potem już następują odmienne warianty jego życia…

Fragmenty oryginalnych plakatów filmu „Przypadek”

Film jest znakomity, główną rolę zagrał Bogusław Linda, ktory wówczas wbiegał wielkim rozpędem na drogę swej niesamowitej kariery aktorskiej. Zresztą towarzyszy mu cała plejada fantastycznych aktorów. Mimo, że film ma już swoje lata, gorąco polecam – warto obejrzeć go niezależnie od jego “starczego wieku”.

Temat psychologicznie zawsze aktualny, w każdej szerokości geograficznej, w każdym  momencie naszego życia, w każdej chwili, kiedy przypadek zarządza naszym życiem i  wyboru dokonujemy w sytuacji, którą właśnie ów przypadek nam podsunął.  

Czym jest naprawdę przypadek? Najlepszym usprawiedliwieniem sytuacji, której nie udało nam się do końca zrozumieć. Nie potrafiliśmy nad nią zapanować tak, by sobie ją sensownie wytłumaczyć. 

Przypadki się zdarzają. Nie planujemy ich. One nas zaskakują. Znajdują nas. 

**************************

*******************

Banalna historia dobrego przypadku. 

Chcecie inną – o mniej szczęśliwym przypadku? Pewnie nie, choć tak jak ja wiecie, że i takich jest mnóstwo. 

Przypadki istnieją. Ale już co dalej się wydarza – kreujemy my sami. Przecież facet “z przypadku” mógł nie sprawdzić biletu, tylko wrzucić go do śmieci. Mógł uznać, że nie będzie fatygować się poszukiwaniem osoby, którą niechcący potrącił i która zniknęła mu natychmiast z oczu.  

A dziewczyna? Mogła wrócić wcześniej do domu i nie spotkać po raz drugi wytrwałego faceta. Mogło między nimi nie zaiskrzyć… Ileż wariantów i rozwiązań może zdarzyć się w tej samej sytuacji, w takiej samej chwili.  

Traf- szczęście. Wyrzucone „szóstka” Karty wróżki, które mogą powiedzieć ci wiele. Tylko – czy chcesz uwierzyć w przepowiednie..?

Los, traf, przypadek. Zbieg okoliczności. Czy wszystkie te określenia znaczą to samo? Jest jeszcze słowo – cud. Czasami wydaje nam się, że znaczeniowo te określenia nakładają się na siebie.  Gdyby jednak opisać dziesiątki najróżniejszych sytuacji i zrobić próbę odbioru i zakwalifikowania ich do tych powyższych kategorii przez np. stu czytelników, zdziwiliśmy się wszyscy jak zróżnicowane byłyby zdania. Nasze wyczucia wobec przypadku czy trafu, cudu czy losu są różne.  

Mają jednak też wspólny mianownik. 

  • Los wygrywasz na loterii, ale jak go spożytkujesz i co z nim dalej zrobisz, zależy od ciebie. 
  • Trafem może być, że znajdziesz się  tu i tam, w dobrej czy złej godzinie – ale co będzie dalej, to już twoja decyzja, twoje przemyślenia, twoje działanie. 
  • Przypadek – kreuje sytuację, ty jednak musisz podjąć decyzję jak sytuacja dalej się rozwinie. 
  • Cud – to co nazywamy cudem jest tylko przyczynkiem i szansą, którą życie ci daje. Wszystko potem jest w twoich rękach. Twoich i tych, którzy są z tobą. 

Czyż nie jest tak, że nic nie dzieje się bez przyczyny?  Każda sytuacja, każdy człowiek, który staje na naszej drodze, nie jest przypadkowy.  Czasem jest to krótkie mgnienie i znika szybko z naszego życia. Może więcej się już nie spotkamy.  Co nie znaczy, że to spotkanie minie bez echa. 

Innym razem zderzamy się z kimś, kto będzie stał obok nas przez wiele lat, może przez całe życie. Stanie się nawet tą najważniejszą osobą, naszą drugą połówką.  Wspólna droga – przez kilka lat,  przez długie dekady. Z zakrętami, w dół i w górę. Z bolesnymi upadkami i z sukcesami, o jakich marzymy przez wiele dni i nocy. 

Nie wiemy. Bo “nie znamy dni, które są przed nami” – jak śpiewał kiedyś Marek Grechuta. 

Karty Tarota. To zupełnie coś innego niż zwykłe karty do wróżb. To inny rodzaj symboliki, komunikacji, interpretacji. Tarot to duża wiedza, intuicja, znajomość psychologii. No i duchowości, która nie jest dostępna dla wszystkich jednakowo..

Budząc się rano nie mamy pojęcia czy nasz plan dnia się wypełni według naszego pomysłu czy może zdarzy się nieprzewidziany przypadek. I wszystko potoczy się zupełnie inaczej.. Bywa – szczęśliwie. Zdarza się, że nie. 

Są ludzie, którzy obsesyjnie chcą wiedzieć jaki los czeka ich w przyszłości. Bardzo chcą mieć na to wpływ. Biegają do wróżek, wróżbitów, śledzą horoskopy, stawiają kabały. Wierzą w tarota, kule kryształowe, we wróżenie z linii papilarnych. Jeszcze inni wierzą w przepowiednie boskie, w objawienia, w biblijne historie i proroctwa. /

Nie wiem czy śmiać się czy wierzyć tym ludziom. Jak głęboko może zakorzenić się w ludzkim umyśle wiara w przepowiednie, w szansę ominięcia przypadku, złego losu. 

W literaturze, biblii czy wielu innych dokumentach znanych jest wiele opowieści o tym, jakich prób potrafił dokonywać człowiek, by za wszelką cenę ominąć złe przepowiednie, a i tak los sprowadzał go na drogę, która była mu wyznaczona… 

Wniosek: Nie ma przypadku? Czyżby nasz szlak życiowy był z góry ustalony i “zapisany”?  Przecież wiem, że tak nie jest… Ale – pewności nikt i nigdy mieć nie będzie. Istnieje tylko wiara, którą każdy według własnego sumienia ustala sobie i w nią jest zapatrzony. Po swojemu, na własny użytek.  

Zresztą ta wiara, na różnych etapach naszego życia może zmieniać się pod wpływem silnych przeżyć i wydarzeń, na skutek obcowania i przyjaźni z ludźmi o silnych osobowościach, którzy wywierają na nas mocny wpływ. 

Także nagłe, niespodziewane okoliczności jak np. wojna, odcięcie od dawnego życia, wypadek, który zmienia zupełnie warunki  naszej egzystencji itp. 

Z osoby całkowicie niewierzącej, odbierającej świat racjonalnie i logicznie, nagle z dnia na dzień ktoś staje się niepewnym siebie, zapatrzonym w przepowiednie. Szukającym znaków swojego jutra, wypatrującym sygnałów, które chce odczytać i którym całkowicie ulega. 

Setki przepowiedni o końcu świata, o plagach, które spadną na Polskę, dziesiątki wizji tragicznych katastrof… ileż już tego przeżyliśmy i – przetrwaliśmy, bo na szczęście nic się nie spełniło.  Jeśli wydarzyły się tragedie, to z powodu ludzkich działań i błędów, a nie z przepowiedni i ślepego losu. 

 W tym względzie – jestem bezwzględna! 

W horoskopy nie wierzę – jeśli je czytam (a raczej, NIE czytam) czy ktoś stawia mi kabałę, to podchodzę do tego, jak do dobrej zabawy. Nie dopuszczam w swojej głowie, że cokolwiek może za chwilę zdarzyć się w rzeczywistości. I – tak, jestem z natury trochę romantyczką, ale to nie ma nic wspólnego z uleganiem przepowiedniom, horoskopom, magii itd.😄

Aczkolwiek – rozumiem, że istnieją przypadki/podobieństwa, które można interpretować zgodnie z wynikiem  horoskopu. Zresztą psychologia już dawno wyjaśniła na czym polega manipulacja sugestii. Jeśli ktoś posiada taką umiejętność, w łatwy sposób  może przekonać drugą osobę, że przepowiednie “zapisane” w horoskopie, układach kart, w proroctwach wielkich ksiąg itd. mogą  być prawdziwe. Mózg ludzki jest bardzo podatny na sugestie. W sposób nadzwyczajnie “gładki” połyka piękne słowa, ciepłe opowieści…

Czasopisma młodzieżowe mojej młodości. No, może trochę późniejsze, bo w latach 60/70-tych nie były jeszcze takie kolorowe 😀

Dlatego tak trudno utrzymać balans pomiędzy prawdą a ułudą. 

Właśnie horoskopy cieszą się szczególną popularnością. Pamiętam z czasów dzieciństwa, gdy czytałam czasopismo dla młodzieży harcerskiej “Na Przełaj” (a może to był “Świat Młodych”..) każdego tygodnia na ostatniej stronie zamieszczany był horoskop. Na cały tydzień. Zawsze porównywałyśmy z koleżankami swoje znaki zodiakalne, każdego poniedziałku była to “obowiązkowa” fajna zabawa. Zwłaszcza jeśli jakoś nasze  przepowiednie znakowe krzyżowały się. Już wtedy szybko zorientowałam się, że zawarte tam zdania, określenia wciąż się powtarzają. Osoba, która to pisała nawet nie wysilała się zbytnio, by postarać się zakamuflować je jakoś stylistycznie, wymyślić więcej słów, synonimów, mniej czy bardziej szokujących przepowiedni. Były tak proste, że my, wtedy chyba 13-14-latki odkryłyśmy szybko całe to łatwe „oszustwo”. Ale i tak niezmiennie nas to bawiło. 🤣

Mój zodiakalny znak – ARIES czyli BARAN. Wersji graficznych jest mnóstwo.

Dziś horoskopy są bardziej skomplikowane i przekonywujące. Kilka miesięcy ktoś temu uświadomił mi, jaki to teraz internetowy biznes. Horoskop wiąże się z astrologią, a to z kolei z niezgłębionymi elementami takimi jak Księżyc, Słońce, Gwiazdy – “nieznane, głębia, przestrzeń”. Wszystko to, co dla ludzi od zawsze było i jest pociągające, magiczne i niezbadane do końca. 

No i znaki zodiaku. Każdy z nas ma swój, przypisany losowo przez datę urodzenia. A to jakby wkłada każdego z nas w cały system wydarzeń, który “gdzieś i w jakiś nieznany nam sposób jest zaprogramowany”.  Jeśli w to uwierzymy – horoskop będzie dla nas sposobem poszukiwań własnego szczęścia, spełnienia marzeń, uchronienia się przed złem. 

Dla „zabawy” – sprawdź co mówi o tobie twój znak zodiaku jakim jesteś kierowcą. Dziś więcej jeździmy autem niż chodzimy – może warto o tym pamiętać? 😏🤗 ps. tylko nie traktujcie tego na poważnie!!

A jak już raz wejdzie się w ten świat… ciężko wynurzyć się z niego w otaczającą nas rzeczywistość.  I tu już nie tylko szklana kula czy dawne wierzenia, znaczące  liczby, słowiańskie zabobony czy podobne magie pomagają. 

Głównym sprzymierzeńcem dziś jest internet. Nic dziwnego. W horoskopie podstawą jest data urodzenia człowieka, układ gwiazd, znaki zodiaku, położenie planet oraz innych ciał niebieskich na niebie w danym momencie przygotowywania horoskopu przez astrologa. Nie ma się co dziwić, że internet  to skarbnica takich wiadomości.  Reszta to już umiejętna interpretacja człowieka..  

Na pytanie – czy w życiu trafiamy na przypadki? Odpowiadam: Tak! Zdecydowanie tak!! Wielkim przypadkiem życiowym był mój wyjazd a raczej pozostanie i zamieszkanie w USA. Nigdy, NIGDY czegoś takiego nie wyobraziłabym sobie wcześniej, ani przez moment. Ale wszystko, co wydarzyło się potem – od momentu przyjazdu już nie było przypadkiem. Toczyło się z dnia na dzień, z minuty na minutę ostrą walką o każdą decyzję. 

Tak czy inaczej? Białe czy czarne? Jeszcze miesiąc czy rok? Wrócić czy zostać? Itd.. itd…

Czy wierzę w cuda? Może i istnieją, może zdarzają się gdzieś i komuś…  Ja chyba ich nie doświadczyłam.  Ale chciałabym zobaczyć i uwierzyć.

W szczęśliwy traf, zbieg okoliczności wierzę. Myślę, że każdy taki moment miał, ma albo będzie miał. 

Mały drobny ale znaczący, który zaważył na “ostrym zakręcie”  albo był przysłowiowym “strzałem w dziesiątkę”.  Jak 33 lata temu, pewien mecz piłki nożnej naszego syna Jacka,  w YMCA ze szkolną piłki nożnej drużyną Awty International School. Dzięki temu jego (i nasze) losy życiowe potoczyły się zupełnie nieoczekiwanie..

Albo – jeden traf – spotkanie człowieka, który bezinteresownie i jednorazowo sprawił, że pozostaliśmy z legalnymi papierami na kilka miesięcy, w czasie których wiele się wydarzyło..  Stało się tak, że mąż na długie lata swojej kariery zawodowej z językiem rosyjskim znalazł się najbliżej jak to możliwe, amerykańskich astronautów w NASA, pracując z nimi, ucząc ich,  przyjaźniąc się z nimi przez prawie trzy dekady.

Czterolistna koniczyna -moja ulubiona! Takie „szczęście”, które gdzieś tam rośnie, tylko trzeba sobie je samemu znaleźć..👍 bardzo spodobało mi się to określenie

Decydując się na studiowanie filologii rosyjskiej w komunistycznej Polsce, takiego scenariusza nie można było przewidzieć.. 

Każdy nowy dzień jak nieprzewidywalny. Planujemy, ba nawet na miesiąc i rok do przodu. Mamy precyzyjne kalendarze pełne zaznaczonych spotkań, wyjazdów, imprez. Niektórzy są pod tym względem fenomenalnie poukładani. Wiedzą czego chcą i co najważniejsze, wierzą, że tak będzie, że tak uda im się wszystko zorganizować. Ci aktywni wiedzą, że szczęściu trzeba pomagać, bo nic nie przychodzi tak „po prostu”..

Ale życie pisze swoje własne scenariusze. I żaden nawet najdoskonalszy horoskop i najzdolniejszy wróżbita nas przed nimi nie uchroni. Nauczymy się akceptować przypadki, obracać je na swoją korzyść. Jak kiedyś powiedział Horacy – “Carpe diem” – “Żyj chwilą”.  Korzystaj z chwili, ciesz się z każdego dnia, a gdy nagle zmieni się (przez przypadek, traf czy.. cud 🙂 ) to też go łapmy i nie martwmy się, że jest inny od pierwotnego planu. 

Nie zabiegajmy o to, by poznać nasze jutro!  Bo “ ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy..”   

I oby ich było jak najwięcej przed nami!

Na wspomnienie, że właśnie tak jest .. przypomnę wspominaną już piosenkę Marka Grechuty, tym razem w wykonaniu grupy Teatru Polskiego w Houston w 2005 r. ( tak, to już prawie 20 lat temu!) z przedstawienia „Apetyt na Czereśnie” (scena finałowa)

Entuzjastycznie, młodzieńczo, radośnie! Wciąż jesteśmy otwarci i ciekawi, co los przyniesie nam jutro, za tydzień i rok…


BACK

2 myśli na temat “Przypadek, przeznaczenie czy wolność naszych wyborów?

  1. Małgosiu, to znakomity temat i wspaniałe jego rozwinięcie. W jednym z pierwszych paragrafów tego blogu piszesz jakby (a może naprawdę) podając definicję przypadku: „Czym jest naprawdę przypadek? Najlepszym usprawiedliwieniem sytuacji, której nie udało nam się do końca zrozumieć. Nie potrafiliśmy nad nią zapanować tak, by sobie ją sensownie wytłumaczyć”.

    Postanowiłem też zacząć od definicji i sięgnąłem do najbliższegpo mi (terytorialnie, nie emocjonalnie) Wielkiego Słownika Ucznia PWN, który tak to określa:

    Przypadek to sytuacja lub zdarzenie, których nie można przewidzieć, gdyż nie są logicznym następstwem żadnych zdarzeń ani nie wynikają z żadnych znanych praw.

    Nie chcę i chyba nie umiałbym odnieść się do innych podobnych przypadków, nazwanych przez Ciebie już w tytule przeznaczeniem czy wolnością naszych wyborów. Wydaje się, że są zasadniczo odległe od przypadku. Skoncentruję się więc na tej części naszego życia, które tak pięknie trwa od 1990 roku. Życie w Ameryce.

    Wiele osób przyeżdżających do USA z wizytą, prywatną lub służbową, a także tutejsi znajomi i znajomi znajomych z Ameryki zadaje mi często bardzo podobne pytanie: jak to się stało, że przyjechałeś do Ameryki i jak doszło do tej, niemal niemożliwej sytuacji, że pracujesz w NASA wykładając astronautom język rosyjski?

    Przyjazd do USA nie był przypadkiem. Jako adiunkt w Instytucie FIlologii Rosyjskiej po prostu chciałem nauczyć sie płynnie języka angielskiego, do czego przekonała mnie, uważającego sie za władającego angielskim, moja trzymiesięczna wizyta w USA u mojego brata. Akurat wtedy powstały na uniwersytecie kursy języka angielskiego organizowane przez British Council, na które się natychmiast zapisałem. Wiele pracy kosztowało mnie zdobywanie prawdziwej wiedzy i umiejętności posługiwania się językiem angielskim, aż wreszcie, po kilku latach, wziąlem udział w ogólnoeuropejskim chyba konkursie British Council wyjazdu na letnie stypendium do Anglii, na które udało mi się dostać. Myślę, że to nie był przypadek, juz będąc w Oksfordzie spotkałem kilku stypendystów z tego samego programu, którzy mówili i pisali po angielsku gorzej ode mnie. A więc dostałem sie dzięki swojej pracy. Tam poznałem ludzi, którzy zasugerowali mi starać sie o posadę uniwersytecką w USA. Przy pomocy jednego z nich i mojego oksfordzkiego opiekuna naukowego sporządziłem podanie o pracę oraz CV i wysłałem je do 30 Instytutów Rusycustyki w USA.

    Po powrocie do Polski zacząłem dostawać odpowiedzi na mój list. Wszystkie były bardzo podobne. Uważano, że jestem znakomitym kandydatem, jakiego dawno już nie mieli i byłoby dla nich ogromnym zaszczytem zatrudnienie mnie u nich, ale… akurat budżet im nie pozwala lub akurat nie mieli wolnej pozycji w tej dziedzinie. 29 takich listów. Potem kilkutygodniowa przerwa i przyszedł ostatni, trzydziesty list. Z ZAPROSZENIEM do pracy na uniwersytecie Rice w Houston, w stanie Teksas. Autorką tego listu była Profesor Ewa Thomson, Kierownik Katedry Studiów Germanistycznych i Słowiańskich.

    Dostałem więc tę pracę nie przez przypadek, ale dlatego, że moje umiejętności i chęci przekonały kogoś, kto mógł i chciał mi pomóc.

    Może brzmi to bardzo egoistycznie i samolubnie, ale jest prawdziwe. Tak właśnie dostałem się do pracy w USA i przyjechaliśmy tutaj całą rodziną w sierpniu 1990 roku. To odpowiedź na pierwszą część pytania: jak to się stało, że przyjechałeś do Ameryki?

    A dalej? Druga część pytania: jak doszło do tej, niemal niemożliwej sytuacji, że pracujesz w NASA wykładając astronautom język rosyjski? Przypadek jeden za drugim. Telefon na moim biurku w gabinecie na Rice. Dzieliłem ten pokój i telefon z innym profesorem (w Ameryce za profesora uważa się zazwyczaj każdego wykładowcę uniwersyteckiego), którego akurat nie było. Odebrałem, Dzwonił przedstawiciel grupy inżynierów w NASA, którzy poszukiwali nauczyciela języka rosyjskiego.na poziomie akademickim. Właśmie zaczynał sie program rosyjsko-amerykańskiej współpracy Shuttle-Mir i wszyscy (a byli tam też astronauci) chcieli właśnie w nim dostać pracę. A jednym z warunków była dobra znajomość języka rosyjskiego. Przyjąłem więc tę ofertę i do dzsiaj zastanawiam sie, co by było gdyby to mój kolega odebrał ten telefon? Przecież wszyscy chcieliby pracować, albo przynajmniej mieć kontrakt w NASA. W marcu i kwietniu odchodziłem na emeryturę z Uniwesytetu Rice jako kontraktor – specjalista nauczania języka rosyjskiego, a z NASA jako Administrator Programu Nauczania Języka Rosyjskiego,

    Innym przypadkiem, który nam się tu przydarzył był wspomniany przez Ciebie, Małgosiu, „pewien mecz piłki nożnej naszego syna Jacka grającego w YMCA ze szkolną drużyną piłki nożnej Awty International School.” Tener owej szkolnej drużyny poszukiwał ojca tego chłopca, który grając w drużnie, przegrywającej już do przerwy 4:0, był najlepszym zawodnikiem na boisku i szkoła koniecznie chciała go mieć w swoim składzie. Jacek dostał się do tej amerykańsko-francuskiej szkoły, grał w jej reprezentacji piłki nożnej i koszykówki do końca, zdobył z dużyną mistrzostwo Stanu szkół prywatnych, i ukończył szkołe na drugim miejscu ze swojego rocznika. Całkowity koszt opłaty za jego szkołę, jedną z najdroższych w Houston, wzięła na siebie pewna francusko-amerykańska firma sponsorująca tę szkołę. Po ukończeniu szkoły przeszedł konkurs na stypendium do Uniwersytetu Washington and Lee i ukończył go po czterech latach zasadniczo bez naszej finansowej asysty. „Dzięki temu jego (i nasze) losy życiowe potoczyły się zupełnie nieoczekiwanie”.

    A w Kasi procesie uczenia się nie było przypadków. Jeszcze w Polsce postawiła sobie za cel osiągnięcie zawodu dentystki, i wykonywała swój plan krok po kroku, bez przerwy, z wielką wytrwałością i konsekwncją. Teraz jest właścicielką dwóch dentystycznych klinik pediatrii i wszyscy jesteśmy dumni z jej osiągnięć.

    I jeszcze jeden przypadek, o którym, Małgosiu, wspomniałaś. Po dwóch latach pobytu tutaj zbliżała się do końca ważność naszej wizy. Jedna z moich studentek na Kursach Podwyższania Kwalifikacji na Rice nie mogła się z tym pogodzić i zadzwoniła na ten temat do swego meza, adwokata, który zaprosił mnie do siebie, wysłuchał opowiadania o moim dotychczasowym życiu w Ameryce i planach na przyszłośc, zadzwonił do swojej koleżanki w Seatlle, która była adwokatem imigracyjnym, omówł warunki procesu przedłużenia wizy i w ciągu trzech tygodni odebraliśmy kolejną roczną wizę na trzy dni przed upłynięciem ważności tamtej. Nie znałem dobrze tej pani, a jej męża nie widziałem wcale. Potem spotykaliśmy się wielokrotnie na lekcjach i imprezach rozrywkowych, w których występowała moja studentka. Dla ułatwienia dodam, że była osobą głuchą. Słowa czytała tylko z ruchu warg osoby mówiącej do niej.

    Nie wiemy, jak by się to wszystko ułożylo, gdyby nie wspomniane trzy przypadki

    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

    1. Rzecz w tym, że nigdy nie wiemy, co by było gdyby nie zdarzył się ten „dobry” przypadek..

      Taki, który był początkiem dobrej passy, ktory uruchomił „domino” dobrych wyborów, szczekliwej układanki.

      Dużo trudniej jest gdy wydarza się ten „Zły przypadek” przykry w konsekwencjach, nieodwracalny w nieszczęściu. Wtedy ciągle rozmyślamy – co by było gdyby nie poszła tam.. gdybym nie dała namówić się na.. gdybym nie pojechała na te wycieczkę.. itd.

      I wtedy nie mamy żadnej odpowiedzi! zostaje rozczarowanie, niesmak, żal na całe życie. Dziura i pustka. To też – przypadek.

      Przypadki są dobre i złe. I jak to dobrze, ze wszyscy mamy w życiu i takie i takie.

      Przypadek trzeba umieć wykorzystać, pielęgnować. I tak naprawdę to jest ważne. Bo równie dobrze można go nie zauważyć. Przypadek – zdarza się ale się „nie dzieje” . Nie trwa na zawsze. Konsekwencje przypadku to juz nasz wybór, nasza praca. Sam to zresztą napisałeś.

      Cieszę się, że w naszym życiu przypadki miały mądrą kontynuację. Nie zostały zaprzepaszczone.

      Chciałabym usłyszeć jakie doświadczenia „przypadkowe” mieli inni ludzie. Ciekawy temat na dyskusję – wspomnienia- wymianę doświadczeń…

      Polubienie

Dodaj komentarz