17 kwietnia 2024
Mojemu Mężowi- świeżo upieczonemu emerytowi. I „seniorom”, którzy czują podobnie jak my wszyscy w tym momencie życia…
Już czytam w waszych myślach! Już słyszę komentarze młodszych i prychanie młodzieży: wariatka jakaś!
Czy naprawdę nikt nie chce być emerytem?… Wiadomo – to ostatni etap życia. Dłuższy czy krótszy, lepszy czy gorszy, ale nie ma wątpliwości, że po nim już nic fascynującego “nowego” nie nastąpi. I tak i nie. Innymi słowy, duże uproszczenie.
Na każde zjawisko życia można spojrzeć z dwóch stron: pozytywnej lub negatywnej i cieszyć się albo być wielce nieszczęśliwym.
Przez długie lata młodości i późniejszego życia mało kto myśli o tym, że kiedyś będzie starym i trzeba się do tego przygotować. I to nie tylko emocjonalnie, fizycznie, ale i finansowo. W mojej “komunistycznej epoce” w Polsce coś takiego jak świadomość czekających nas czasów “emeryckich” nie istniało. Ludzie żyli z dnia na dzień, potem pewnego dnia kończyli pracę zawodową i otrzymywali jakąś wyliczoną kwotę. Wszystko wokół się zmieniało, nikt nie przejmował się sytuacją emerytów.
Nie będę wypowiadać się jak jest w dzisiejszej Polsce, czy emerytowi zmienił się status czy nie. Narzekań słyszę wiele, ale znam też takich, którym wiedzie się całkiem dobrze. Nie mam w tym temacie szczegółowej orientacji.
Za to wiem, że przez te trzydzieści kilka lat życia w USA uświadomiłam sobie dość jasno i boleśnie, że na emeryturę trzeba pracować od pierwszego dnia swojej pracy zawodowej. Jakakolwiek i gdziekolwiek by ona była.
Młody Amerykanin wie, że tylko dolar zapracowany własną ręką, kiedyś przekształci się w jego fundusze emerytalne. System to skomplikowany i nie mam zamiaru niczego opisywać, tłumaczyć, tym bardziej oceniać. Czy dobry? Czy sprawiedliwy? Gdzie jest lepszy? itd… – nie jestem ekonomistą, finansistą ani znawcą tak skomplikowanych liczb i obliczeń. Jedyne, co próbuję powiedzieć to: TAK, pod względem finansowym emerytura “zaczyna się” tutaj już we wczesnej młodości.
Tyle, że ludzki mózg jest tak zbudowany, iż przyswaja to, co dziś jest na jego drodze ważne. A kiedy mamy 20 – 30 lat na pewno emerytura nie jest na liście naszych priorytetów życiowych. Nawet nie mieści się w końcówce listy życiowych potrzeb. Wokół nas dzieje się tyle ważnych spraw, którym trzeba sprostać organizacyjnie, zawodowo, rodzinnie, finansowo. Dni biegną szybko i intensywnie. Lata zmieniają potrzeby, lista tasuje się jak talia kart w ręku wytrawnego gracza. Wśród pogoni za wciąż nowymi wyzwaniami, celami, które trzeba osiągnąć, szczytami, które chcemy zdobyć – nie zauważamy, że przybywa zmarszczek, strzyka tu i ówdzie, boli przeciążony kręgosłup…
Emerytura to słowo nieznane w młodości. Nawet nie wiem kiedy naprawdę pojawia się w naszej głowie. Kiedy zaczynamy zastanawiać się nad takim zjawiskiem. Przez długi czas jest to temat naszych rodziców, potem problem związany z nimi. Choć – nie zawsze. Zależy jak się im i nam życie poukłada.
Problem emerytury to często temat żartów, opowieści co kiedyś, gdzieś, może.. musi.. nadejść, ale tak naprawdę nie bierzemy tego na serio, do siebie.
Kariera, fajne życie, wyciskanie z niego jak z cytryny wszystkiego, co przyjemne i co potrzebne, żeby egzystować “po ludzku” i normalnie zabiera nam tyle energii i czasu, że na daleką przyszłość inwencji i planów już nie zostaje. W takich momentach naszą “przyszłością” jest zwyczajne najbliższe dosłowne “JUTRO”. Szkoła, dzieci, wakacje w najbliższym roku, nowy komputer, zmiana auta, może domu. A może po prostu buty dla dzieci o dwa numery większe, lekcje gitary, bilety na koncert, kieszonkowe o kilka dolarów/złotych większe.. Proste codzienne potrzeby. Ciągle coś. No i jeszcze – prezent dla przyjaciółki. Wyskok z mężem w góry, wymarzone wakacje w Grecji, jakieś spa ze spokojnym masażem. I dobre czekoladki z szampanem…
Później potrzeby studenckie dorastających dzieci, no i wreszcie czas na realizację swoich wymarzonych podróży.
Bez pomysłu na stare lata. Bo kto jak kto, ale – JA nigdy stara nie będę!! To nie znaczy, że nie widzę dat w kalendarzu. Wiem, że każdego roku coś mi przybywa i coś ubywa…
Ale psychika jest odporna. Nie przyjmuje we własny rejestr informacji, że czas dotyczy również mnie. Planujemy w swoim życiu dziesiątki spraw – drobnych i wielkich. Ważnych i takich, które i bez specjalnych planów odbyłyby się bez problemów.
Emerytura jest “ostatnim dzieckiem” w kolejce życiowej. A szkoda. Błąd!
Żeby przeżyć godnie czas emerytalny, każdy dorosły człowiek powinien zrozumieć dużo wcześniej, że musi się do niej przygotować. Przede wszystkim MENTALNIE. Emeryturę trzeba polubić! Głupoty gadam? NIE!!
Jeśli nie “zaprzyjaźnisz się z pojęciem “emerytura”, w przyszłości ciężko będzie sobie z nią poradzić. Jak możesz zorganizować sobie swoje życie, jak chciałbyś, żeby twoje dni emerytalne były wypełnione, czym i jak miałyby zapełnić się odkładane latami plany… Dlaczego przez całe życie mogliśmy snuć plany, a czas emerytury ma się okazać pustką? Kto powiedział, że w dniu zakończenia pracy zawodowej kończy się nasze życie?
Bzdura. Kolejny myślowy błąd.
Pomyśl. Od szóstego roku życia zaczynamy szkołę i obowiązki zgodne z wymogami wieku. Każdego roku coraz więcej. Podstawówka, liceum, studia. Potem drabinka kariery zawodowej. Przez te wszystkie lata mamy CELE. I tysiące obowiązków. Nakazów. Testy, egzaminy. Upadki, przegrane. Kolejne pomysły, kolejne próby. I tak w kółko, przez lata. Nawet jeśli nam się coś nie udaje, nie uważamy, że to stracony czas. Szukamy nowych pomysłów, innych rozwiązań. Rzucamy się na jeszcze głębszą wodę. W nieznaną przestrzeń. Uczymy się od zera zupełnie nowych zawodów. Bo dlaczego nie zmienić swojego dotychczasowego życia? Kto powiedział, że nauczyciel nie może być kucharzem, a kucharz podróżnikiem? Filolog może przekształcić się w znawcę komputerów, a sportowiec w fachowca od biznesu lub specjalistę od degustacji win. Wszystko może się zdarzyć!
Czemu więc kiedy nadchodzi czas emerytury wielu starszych ludzi popada w depresję? Nie widzi przed sobą żadnych perspektyw na fajne spędzenie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat życia. Rozumiem, że każdy z nas obawia się problemów zdrowotnych, bo te dopadają nas począwszy od wstawania porannego, gdy trzeba długo przeciągać się, by stanąć do pionu.. Ale – tak naprawdę wiele z tych kłopotów można pokonać albo przynajmniej poprawić, by było łatwiej.
Choć jak – my emeryci ze śmiechem mówimy – “Lepiej już nie będzie” 🤣 🤣
Mówiąc poważnie, każdy może chorować i to w różnym wieku. Nigdzie nie jest powiedziane, że musi to być akurat, gdy już będziemy na emeryturze.

Ale ogólnie wiadomo, że wszystko co stare (starsze 🙂) psuje się z powodu nadmiernego zużycia, więc prawdopodobieństwo choroby jest znacznie większe, niż gdy mamy 30 czy 40 lat. Jest to częścią życia człowieka i nic tego nie zmieni. Trzeba to wpisać w “swoją głowę” i ten element wmontować w w dalsze pomysły emerytalnego życia.
Nie jestem zwolenniczką “rzucania” pracy zawodowej zbyt wcześnie! Uważam, że wszystko ma “swój właściwy czas” i jeśli ktoś śledzi czasem mój blog to wie, że jest to jedno z moich ulubionych powiedzonek. A jeśli nie wie, to przytaczam je dzisiaj kolejny raz.

Dobrze jest być aktywnym. Być wśród ludzi. Być zajętym, mieć swój cel. Tak! Być zmęczonym, zabieganym, narzekać na codzienność i na zbyt dużo zajęć. To wszystko jest częścią pozytywnego naszego istnienia. Nieprzypadkowo wymyślono i obliczono KIEDY człowiek powinien iść na emeryturę. Statystycznie – kiedy jest ten „właściwy czas”. Indywidualnie – bywa przecież bardzo różnie!

66-67 lat to bardzo rozsądna liczba. To, że indywidualna osoba chce pracować nieco dłużej, też jest w porządku, ale pewnych granic nie powinno się przekraczać. Często wydaje się nam, że nasza głowa pracuje bez zarzutu. Wszystko gra i nie ma żadnych “potknięć”. Często.. po prostu.. Tak chcemy i tak nam się WYDAJE a odczucie innych ludzi wokół nas jest inne.
I odwrotnie. Odchodząc na emeryturę zbyt wcześnie, wydaje nam się, że wreszcie jesteśmy szczęśliwi i wolni. A bywa, że szybko okazuje się, iż znudzenie, znużenie, brak celów na wykorzystanie wciąż dużej energii zaczyna powodować frustrację i smutek.
Ale – wszystko to tylko ogólne wnioski. Każdy przypadek ludzki może być inny i wcale moje przewidywania i opisy nie muszą się potwierdzić.
W życiu NIC nie ma za darmo. Na emeryturze też potrzebne są pieniądze. Jeśli w jakiś sposób udało ci się zgromadzić wystarczająco dużo pieniędzy (są tacy wybrańcy!!!) i możesz sobie pozwolić na swobodne korzystanie z przyjemności wolnego czasu, to masz dużo szczęścia. Albo – po prostu: pracowałeś tak dużo, tak mądrze, udało ci się odkładać pieniądze na przyszłość i twoje zaplecze finansowe zapewni ci spokojne ostatnie dekady życia.
Wielu ludzi będąc na emeryturze wciąż pracuje kilka czy kilkanaście godzin tygodniowo i to uzupełnia im dodatkowe pieniążki, kontakt z ludźmi i poczucie bycia aktywnym. Też dobry wariant!
A sposobów na spędzanie czasu na emeryturze może być setki! Jeśli myślimy o tym dużo wcześniej, jeśli nie boimy się takich zmian i uznajemy, że jest to normalny status dojrzałego/starszego człowieka, zapewniam wszystkich przyszłych emerytów, ze sobie z tym poradzicie!!
Nie tylko zorganizujecie sobie każdy nowy dzień, ale także będziecie się nim cieszyć. Doskonale wiem, że w każdym wieku, wiosną czy zimą, rano czy wieczorem – zdarzają nam się “huśtawki” nastrojów, złe chwile, trudne tygodnie, dołki życiowe. I niczym nie różnią się od dni czy miesięcy emeryckich. Są chwile szczęśliwe – piękne wycieczki, rodzinne spotkania. I samotne smutne rozmyślania. Choroby i pustka. Cudowne niespodzianki i niespełnione marzenia.
“C’est la vie !” – Takie jest życie – That’s life” !
Lubisz wstawać wcześnie rano? – wstań! Zobacz wschód słońca. W ciszy wypij czarną kawę albo zieloną herbatę. Posłuchaj śpiewu pierwszych ptaków albo idź na spacer w zimowy jeszcze szary poranek. Albo do kościoła na pierwszą mszę poranną. Zapewne nie miałaś na to czasu, kiedy pracowałaś.
A jeśli nie lubisz, tak jak ja, wstawać wcześnie rano, wyśpij się słodko do 9-10, ponaciągaj powoli wszystkie mięśnie, weź gorący prysznic i kawę ze spienionym mleczkiem. Czytaj to, co lubisz najbardziej i ile chcesz. Nadrabiaj zaległości, nie spiesz się, bo NIE musisz.
Nic NIE musisz. A jak coś musisz, to spraw, żeby to, co musisz było przyjemnością. Nie daj się wcisnąć w sytuację, że robisz coś, co nie chcesz i nie lubisz…(niestety, mnie wciąż do końca to się nie udaje 😀)
Jeśli lubisz podróże – podróżuj! Zwiedzaj, rozmawiaj z ludźmi albo spaceruj sama i rozmyślaj cichutko. To nieprawda, że na podróże trzeba mieć dużo pieniędzy. Owszem, jeśli zaplanujesz podróż daleką – do Indii, na Alaskę, do Afryki, na Hawaje czy w setki innych wymyślnych zakątków Świata – to oczywiście musisz liczyć się z dużymi kosztami. Zwłaszcza, że większość z nas potrzebuje komfortu i wygody, a to kosztuje podwójnie. Z plecakiem i w namiocie.. Ta era już chyba za nami. 🤗
Ale mamy wiele innych możliwości równie miłych. Dlaczego nie zaplanować sobie jednej w tygodniu wycieczki w najbliższe okolice, tam gdzie mieszkamy! W Krakowie – proszę bardzo: spokojny spacer Plantami z wypadem do wybranego muzeum. A potem przystanek na lampkę wina z przyjaciółką w pobliskiej kawiarni? W Houston- Art Museum albo wiele innych. Zawsze jest tam coś nowego, ciekawego. I kawiarnia tez czeka na chętnych… W Gdańsku i okolicach – plaże są piękne przez cały rok.

Parki, lasy, jeziora, krótkie szlaki spacerowe. Festiwale różnego rodzaju. Spotkania filmowe, teatralne. Czy my emeryci mieliśmy kiedyś na to czas?? Na słuchanie jazzu na żywo, na balet, na teatr. Nie mówię, by chodzić na takie imprezy codziennie. Ale, od czasu do czasu. Rozumiem doskonale, że organizacyjnie zabiera to czas i trzeba mieć z góry ustalony budżet biletowy i “okolicznościowy”. Wierzę, że jeśli to wszystko zagości w naszej głowie i mentalnie zagospodaruje sobie tam miejsce, to na pewno znajdzie się na naszej “mapie emerytalnej”.
A jak ktoś woli ogródek i sadzenie i pielęgnowanie kwiatków, to też super. Może wyhoduje nowe odmiany drzewek owocowych, a może otworzy ogrodowe salony spotkań dla przyjaciół? Marzy mi się takie miejsce z piosenką i poezją na żywo..
Ktoś inny zechce pisać kronikę wspomnieniową swojej rodziny albo od dawna ma pomysł na książkę i wreszcie może go zrealizować. Albo – jak ja, ktoś zacznie pisać blog. Tematów przecież nie brakuje i chętnych do ich czytania też nie.
Czy myślicie, że emeryt nie może być tez szalony! O, tu bardzo się mylicie! Znam wiele osób, które po dość poukładanym życiu zawodowym właśnie na emeryturze wymyślili sobie szalone plany. Grupa moich polskich znajomych, zapaleńców – miłośników górskich spacerów, niemal co tydzień wymyśla nowe wędrówki po Beskidach, Pieninach czy Karkonoszach. Powolutku, własnym rytmem z kijkami w ręku. Z dodatkowymi atrakcjami, których nigdy im nie brakuje. Nie mam pojęcia, jak oni to robią, że są aktywni o każdej porze roku! Uśmiechnięci i zadowoleni, jakby zmęczenie i wiekowe niedogodności wcale ich nie dotyczyły.
Znam takich emerytów, co kiedyś grali na różnych instrumentach, a teraz zebrali się w grupę i założyli.. zespół muzyczny! I umilają czas sobie i znajomym, przypominając dawne najładniejsze przeboje ich najlepszych lat 😃. Mam koleżanki, które lubią się spotykać, by poczytać i porozmawiać o poezji a przy okazji o.. życiu – o nasuwających się myślach i przeżyciach, skojarzeniach, które owa poezja inspiruje. Wspaniałe chwile. Emocjonalne, tryskające energią i pasją jak wulkan…

Starsi ludzie grają w brydża, domino, kanastę. Wyjeżdżają na pikniki, na ryby, lubią wspólne ogniska, gry planszowe z wnukami. Czasami wygłupiają sie jak nastolatki. Chodzą na kursy tanga i salsy, mimo, że maja już „na karku” 70-kę i 80-kę. Lubią kursy gotowania, zajęcia malowania w plenerze i sklejanie modeli samolotów czy statków.
Jest tysiące fajnych zajęć, po które tak łatwo sięgnąć. Trzeba tylko przez chwilę pomyśleć i wyciągnąć rękę. Jeśli kochasz życie, to nie marnuj ani jednej minuty. Nawet tej emerytalnej…
Nie, nie będzie lepiej.. Ja to wiem i ty wiesz. Ale może być całkiem dobrze 😉… Kiedyś nadejdzie chwila – ostatni dzień emerytury – która zamknie nasze życie.
Ale to będzie KIEDYŚ.. Dziś myśl o tej części życia, jak o każdej innej.
Nie bój się jej bardziej niż pierwszego dnia w przedszkolu, pierwszego samodzielnego wyjazdu na kolonię czy ciężkiego egzaminu na studia.
Wszystko co ważne, jest w naszej głowie. Wszystko co chcemy, żeby było dobre musimy przepuścić przez nasze myśli. Kiedy w “szufladkach mózgowych” ułożymy sobie mądrze, rozumnie, logicznie cały sens do ostatniego oddechu życia – emerytura będzie tak samo szczęśliwa, jak każdy inny element naszego istnienia.
**********************
Lubię kończyć moje przemyślenia akcentem muzycznym, ktory kojarzy mi się z tematem. Oto co znalazłam w dawnym repertuarze Ireny Santor. Piosenka „stara”, ale chyba jeszcze ostatni raz wykonywana przez panią Irenę w 2019 roku, we Wrocławiu. „Starość to nie jest wiek”. Jeśli słowa tej piosenki napisał Wojtek Młynarski, to na pewno znajdziemy w nich życiową głęboką mądrość.😀. Zdecydowałam się na wcześniejsze nagranie (2016), ale polecam także posłuchać na YouTube tego ostatniego..




Przede wszystkim, dziękuję Ci, Małgosiu, za zadedykowanie mnie (przynajmniej częściowo) tego „emeryckiego” tekstu.
5 kwietnia tego roku zostałem emerytem. Kiedy na 90-tych urodzinach mojej Mamy spotkałem się w Krakowie z moimi kuzynami, to ćorka mjego Wujka, brata Mamy, która niedawno przeszła na emeryturę, znacznie młodsza ode mnie, powiedziała mi, że nie mogła się doczekać tego momentu, a teraz nie ma na nic czasu. Ja, wtedy 60-latek, też nie miałem czasu, pracowałem na pełny etat plus pełne pół etatu plus rozmaite prace na kontraktach, ale o emeryturze nie marzyłem. Teraz też nie marzę, to jest.
Podobaję mi się bardzo Twoje obserwacje na temat emerytury w Polsce za naszych czasów i czasów naszych Rodziców, oraz tego, jak w Ameryce należy sie do emerytury przygotować. Myśmy też wpłacali na nasz fundusz emerytalny jakieś kwoty, właściwie wymagane przez pracodawcę, nie myśląc o tym, by je jakoś powiększyć, bo wydawało nam się, że skoro tak obliczono, to na pewno nie będzie nam finansowo gorzej na emeryturze.
Większość moich tutejszych znajomych emerytów ostatnio, jeszcze kiedy dopracowywałem „swój czas” w pacy, wypowiadała się z żalem o tym, że nie poszli na emeryturę wsześniej, że emerytura jest wspaniała i dzieki niej mogą robić, co chcą. Kiedy nieśmiało pytałem, co więc robią, dowiadywałem się, że, oczywiście, jak moja kuzynka, nie mają na nic czasu, ale mogą wyjechać na ryby raz czy dwa razy w roku, nie muszą się zwalniać z pracy, by pójść do lekarza, i to właściwie wszystko. Ci bardzo zamożni mówili o zwielokrotnieniu dotychczaowych podróży, nawet o możliwości wielomiesięcznej podróży dookoła świata. Ale to są, jak piszesz, Małgosiu, „tacy wybrańcy!!!”
Wielu mówiło też, że trzeba mieć plan, by się nie zgubić. Ja miałem skromny plan: doprowadzić tę część domu, która jest pod moją kontrolą, czyli mój gabinet, do pełnego blasku i funkcjonalości. A dalsze plany – potem.
Oczywiście podróżowanie:
już byłem z wnukiem Christophkiem i ukochanym ich rodzinnym pieskiem Ashem na wyjeżdzie samochodowym (w jedną stronę) i samolotowym powrotem samemu (w drugą stronę) do Durango w Kolorado (jazda dwa dni, pobyt jeden dzień, powrót jeden dzień);
poleciałem sam do Jacksnoville we Florydzie i dojechałem nocą do Palm Coast do mojego kolegi Marka (jeden dzień), wspólnie odwiedziliśmy St. Augustin, samochodem, i wspólnie pojechaliśmy do Cape Canaveral na start rakiety Boeinga i NASA z moja studentką Suni na pokładzie statku kosmicznego Starliner (start został odwołany minuty przed planowanym terminem) i wróciliśmy do Palm Coast (drugi dzień) po czym wróciłem do Houston (trzeci dzień);
byliśmy razem z Małgosią na trzynastodniowej wycieczce na Alasce (5 dni na lądzie, tydzień na cruizie i dzień w Vancouver), z czego osiem dni z naszymi houstońskimi znajomymi Basią i Markiem
i jeszcze dwie lub więcej podrózy w drugiej połowie roku.
Więc podróżowanie – tak. Wszystkie wymienione pięć wycieczek zaplanowane i zapłacone, gdy jeszcze pracowałem.
Doprowadzenie gabinetu do planowanego blasku jeszcze się nie zaczęło. No bo przecież na nic nie mam czasu. Ale jak się zakończy, to zrobię plan na dalej. Chyba skromniejszy, bo jednak nie należę do „tych wybrańców”. Ale wciąż jeszcze nie wiem, jaki.
A ponieważ nie podoba Ci się, Małgosiu, jak odpowiadam wszystkim pytającym o moją emeryturę, że mi się nie za bardzo podoba, to szukam innych, pozytywnych odpowiedzi. Mam nadzieję, że wkrótce znajdę.
Wacek
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Do „emerytalnych finansowych wybrańców” może nie należymy, ale jak widać już z tych kilku małych, ale jakże fajnych i ważnych podroży, które odbyły sie bez zgrzytów terminowych w ciągu trzech miesięcy – nie jest z nami tak źle. Co do innych rzeczy które „dzieją” się inaczej niż gdy biegałeś do pracy, to może po prostu NIE chcesz wciąż zauważyć albo raczej przyznać sam przed soba, że też są bardzo przyjemne. Wstawanie bez budzika, kawa na spokojnie, czyszczenie głowy z nerwowych myśli i obowiązków… i wiele innych. Tak – czasem jeszcze czegoś brakuje z dawnej rutyny, ale ogólnie jest spokojnie i trzeba zająć sie każdą daną nam nową chwilą nowego dnia!!!
Powiedziałabym – musisz przyśpieszyć plan zagospodarowania/zorganizowania nowego miejsca swojego azylu emeryckiego ( pokoju „pracy”/officu/czytelni/odosobnienia etc..) ale tak naprawdę NIE MUSISZ!! Więc jak nie chcesz i nie jesteś jeszcze gotowy, to czekaj na chwilę kiedy ci się zachce – tez OK.
Ważne jest, by nie popaść w marazm, bo emerytura to ma być przyjemność. Twoja wizja przyjemności. I to już nad tym ty musisz popracować, a ja mogę tylko cie w tym wspomagać💕
PolubieniePolubienie