3 kwietnia 2024
Pomysł mi przyszedł wraz z Walentynkami, ale przecież życiowo aktualny zawsze. Człowiek – prawie każdy – lubi przebywać w towarzystwie. Już od dziecka, gdy rodzice zapisują malucha do żłobka czy przedszkola dzieciaki wykazują radość wspólnej zabawy. Nawet jeśli jest to w postaci wyrywania sobie zabawek i niezadowolenia, że pociąg ma tylko jedną lokomotywę. A mały Jasiu chce mieć tę samą, którą właśnie ma w ręku Stasiu. Już wtedy kreują się początki ważnych interakcji “lubi- nie lubi” czyli coś, co przez całe życie krążyć będzie wokół nas.
W szkole grzecznym dzieciom na koniec dnia pani rysowała w zeszycie serduszka – jedno, czasem dwa lub trzy. W pamiętnikach, tak popularnych w moich czasach wpisywaliśmy się wzajemnie używając różnych słów: kochanej przyjaciółce, miłej koleżance.. a na końcu dedykacji niezdarnie malowaliśmy serduszko.
Pisaliśmy do siebie listy, a koperty ozdabialiśmy serduszkami..
Pamiętam, że gdy byłam w szkole podstawowej, każdego roku z okazji Dnia Matki robiłam laurkę dla Mamy i często miały kształt serca. A jeśli nie – gdzieś w środku zawsze znalazło się jakieś serduszko..
Były w życiu serduszka przyjaźni i serduszko od chłopaka. Bursztynowe i srebrne. Szklane i złote. Malutkie i całkiem duże.
Za czasów mojej młodości nie było Święta Walentynkowego. Za to 8-go marca obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Kobiet. Jaki on był „międzynarodowy” – to dziś się nad tym z uśmiechem zastanawiam.. Ale na pewno panowie obchodzili go całkiem wesoło zakrapiając ostro alkoholem, zwłaszcza w miejscach pracy, a panie zadowalały się otrzymywanym w tym dniu rutynowo – czerwonym lub różowym goździkiem, bo głównie takie sprzedawane na każdym rogu ulicy, mogły przetrwać wciąż jeszcze mroźną o tej porze roku „wiosenną” pogodę.
Ale serduszek z okazji tego święta nie przypominam sobie..
Za to lubiłam polskie bombonierki czekoladowe ułożone w pudełku serduszkowym. Zanim doszło do kryzysu we wszystkich dziedzinach gospodarki polskiej na przełomie lat 70/80, polskie czekolady były pyszne i w bardzo ładnych opakowaniach.
Serduszka kojarzą mi się też z dekoracjami ślubnymi – zwłaszcza w małych miastach, na wsiach koniecznie głównym symbolem wielkiej miłości musiało być wielkie serducho. Na głównej ścianie sali weselnej, nad głowami Pary Młodej, na masce samochodu, którym Państwo Młodzi zajeżdżali pod kościół.
Uczono nas przecież, że serce to symbol pozytywnych skojarzeń.
Rzecz w tym, że wcale tak nie jest. Serce ma wielowarstwowe znaczenie.
Serce to miłość, romantyzm. Nieograniczona dobroć, ale czasem naiwność i bezmyślność, zazdrość i smutek. To związki międzyludzkie, nie tylko te dobre, przyjazne czy kochające się. To także te powikłane, destruktywne, nienawistne i skomplikowane.
Serce to także ciężkie choroby, których boi się każdy z nas. Wady serca u dziecka przerażają rodziców, obojętnie kiedy taka informacja dopada rodzinę. Według statystyk w Polsce na sto noworodków jedno rodzi się z wrodzoną wadą serca. I mogą być to różne powikłania, czasem szybko wykryte i natychmiast leczone, a czasem objawić się mogą dużo później.
Serce jako narząd naszego organizmu to centrum naszego “ja”. To nie tylko przysłowiowy punkt odpowiedzialny za zdrowie fizyczne, przepływ krwi do najmniejszego zakątka naszego organizmu, ale także miejsce, gdzie ogniskują się nasze problemy emocjonalne. Nie na darmo mówimy, że “sercem czujemy” itd.. Może to i głęboka przenośnia, bo w tym wypadku umysł, kora mózgowa i bardziej szczegółowo nazywane w medycynie miejsca odpowiadają za uczucia i emocje. Często jednak fizycznie czujemy, że serce bierze czynny udział w procesie odczuwania, odbierania wrażeń. Jeśli szalejemy z miłości – mamy fizyczne poczucie radosnego bicia (“trzepotania”) serca. Gdy jesteśmy w dołku, w depresji i mamy ciężki czas w życiu – odczuwamy fizyczny ból w okolicy serca, jego nieznośne kołatanie. Psychiczne samopoczucie odbija się fizycznym bólem naszego serca. Jest to powiązane mocno niewidzialnym, ale silnym węzłem. Nic w naszym organizmie nie jest osobne. Wszystko “współpracuje”. Na dobre i na złe. Czasami tylko.. nieco mija się w czasie. 🙁
Choroby serca, kiedykolwiek się pojawiają, są podstępne, niezależnie od wieku. W takich sytuacjach serce staje się czymś zupełnie innym niż tym ślicznym równiutkim czerwonym albo różowym serduszkiem przekazującym przesłanie dobrego uczucia.
Niestety, jest to powszechnie znana “choroba seniorów” wywołana zmęczeniem, długim życiem, niewłaściwym odżywianiem, za małą ilością ruchu i całym mnóstwem innych przyczyn. A tak naprawdę tym, że się starzejemy i nasz najważniejszy organ pracujący od poczęcia jeszcze w łonie matki powoli zaczyna być zmęczony. Już nie potrafi pracować tak jak młody silny najważniejszy element ludzkiego organizmu. Coraz częściej odczuwamy przemęczenie, duszności, puchną nam nogi – to sygnały, że nasze serducho daje nam znać, iż trzeba o nie zadbać więcej i lepiej niż dotychczas i pomóc mu w jego zadaniach biologicznych.

W moim domu rodzinnym żyłam od dzieciństwa ze strachem choroby serca. Niewiele o tym wiedziałam. Ale odkąd pamiętam Tata zawsze był chory “na serce”. Reagował na złą duszną pogodę, brał ciągle jakieś leki, często chodził do lekarza. Prawdę mówiąc – moja wiedza o jego chorobie serca była niewielka. W domu nigdy o szczegółach się nie mówiło. Dziś wstyd mi, że nie interesowałam się tym problemem i nie miałam świadomości jak niebezpieczna to była choroba.
Pierwszy zawał Tata przeszedł mając 42 lata. Pierwszy raz widziałam w szpitalu kogoś z maską na twarzy, z jakąś aparaturą dostarczającą tlen i ułatwiającą oddychanie. Pierwszy raz też bałam się, że może umrzeć..
Miałam 18 lat i byłam w klasie maturalnej.
Byłam dorosła a wciąż nie bardzo rozumiałam, jakie zagrożenie stanowiła sercowa choroba Taty. Tata bardzo dbał o siebie, prowadził regularny tryb życia. Codziennie po pracy odbywał 30 – 45 minut popołudniowej drzemki. Prawie każdego dnia niezależnie od pory roku chodził na spacery, pilnował regularnych godzin posiłków i godzin snu.
A jednak…umarł nagle upadając w kuchni na podłogę na oczach Mamy, podając jej kawałek sera żółtego “Roquefort”, który właśnie udało mu się zdobyć w krakowskich Delikatesach na Rynku. Karetka przyjechała bardzo szybko, niestety serce stanęło szybciej.. Tata nie miał jeszcze 65 lat.

A dla mnie jedyną podświadomą a może właśnie świadomą “obsesją” chorobową, którą kontroluję bardzo regularnie to jest ciśnienie krwi (mam z tym problem z nadciśnieniem, więc od lat jestem na lekach), cholesterol, podstawowe badania kontrolne serca. Wszystko to, co wiąże się z chorobą serca. Zapewne wypływa to z rodzinnych dawnych doświadczeń.
Dziś wiem dużo na ten temat i związanych z sercem chorób. ”Przerobiłam” to także niedawno na rodzinnym “własnym podwórku”. Wiem jakie myśli biegają wtedy w głowie, jakie strachy nas nawiedzają. Mam do tematu zupełnie inne podejście niż lata temu. Rozumiem inaczej, czuję inaczej. Nie chcę “powtórki” i doświadczeń mojej Mamy…
Wracam do tej przyjemniejszej nuty sercowej. Serce w poezji, w piosence, w dziesiątkach sentencji, których chętnie używamy niemal każdego dnia, by oddać dosadnie nasze nastroje i odczucia. Serce jest symbolem tak jednoznacznym i “wygodnym” w językowym użyciu, że nawet nie zdajemy sobie sprawy jak blisko i silnie jesteśmy z nim związani i w ilu codziennych sytuacjach korzystamy z sercowych elementów znaczeniowych.
Ktoś jest nam bardzo bliski, chcemy go opisać jako naszego dobrego przyjaciela, polecić komuś, określić jego cechy jako człowieka czułego, wrażliwego na krzywdę drugiego człowieka.. Mówimy o nim: Ten Człowiek ma “złote serce”. Albo inaczej- ma “gołębie serce”, jest człowiekiem o “wielkim sercu”, “oddałby nam całe serce”..
I odwrotna sytuacja – na naszej drodze spotykamy niedobrego człowieka. Nieczułego, niechętnego do pomocy, zawziętego. Używamy określeń: on ma “serce z kamienia”, „lodowate serce” albo „człowiek bez serca”..
Otaczamy się ludźmi “wielkiego serca”, takimi ktorzy swoją szczerością ujmują nas szybko i “podbijają nasze serce” , “chwytają nas za serce” albo “serce w nas rośnie” gdy przebywamy blisko nich.
Obserwujemy ich działania i widzimy jak potrafią “ wkładać całe serce” w swoją pracę, jak “biorą sobie do serca” powagę zadań do zrobienia, jak “oddają całe serce” swej działalności…
A jeśli kochają – to “całym sercem” i biegną “za głosem serca” , by czasem mimo strachu i zdenerwowania wyjawić to, co najważniejsze “ z bijącym sercem” choć to “ serce o mało nie wyskoczy”…
Bo jego “serce czuje żal i ściska go smutek” ale wierzy , że “ujmie drugie serce prostotą swych uczuć”..
“Serce się kraje” – gdy z “drżeniem serca” ktoś walczy jak lew, by jego uczucia zostały odwzajemnione.
I czyjeś “serce z dobrocią otwiera się” i “serca łączą się”, bo wzajemnie są sobie przeznaczone…
Czyż nie takich i wiele innych określeń sercowych używa literatura, poezja, piosenka każdego dnia?
Serce wpisane jest w nasz język codzienny, w nasze myślenie tak głęboko, że zarówno słowo jak i kształt, kolor, pląta nam się od pierwszych dni narodzin do ostatnich chwil życia. Czy chcemy tego czy nie. Serce po prostu jest w nas, przy nas, obok nas. To cząstka nas. Mała, ale bardzo ważna.
Serce. Nie zawsze słodkie i lukrowane. Niekoniecznie piękne i równiutkie w kształcie. Za to zawsze niesie prawdziwe przesłanie. Jeśli tego chcesz.

Przychodzi mi na myśl obraz, który można spotkać prawie w każdym kościele katolickim. Jest to postać dorosłego Jezusa, który ponoć ukazał się siostrze Faustynie w 1931 roku w celi klasztoru w Płocku. Jego lewa ręka wskazuje na serce, z którego wypływają dwa silne strumienie światła, jeden czerwony a drugi blady. Jezus podobno przemówił do siostry Faustyny, by namalowała Jego obraz tak, jak go zobaczyła, z podpisem “ Jezu, Ufam Tobie”. A potem Jezus dodał, by “obraz ten czczono w tej kaplicy i innych na całym świecie”.
Pierwszy obraz powstał w Wilnie namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego pod okiem siostry Faustyny, lata po objawieniu.
Dziś niemal w każdym kościele katolickim możemy zatrzymać się pod kopią tego obrazu, zadumać się na chwilę nad przesłaniem i znaczeniem Serca.

Czy jesteśmy wierzący czy nie, symbol serca jest tu bardzo wymowny. I silnie odbija w naszej wyobraźni: pytaniem, zamyślaniem – o sercu – na swój własny sposób.
Dr. Zbigniew Religa, w 1985 roku przeprowadził pierwszy w Polsce udany zabieg przeszczepu serca. Daleko było do dnia, kiedy takie operacje stały się sukcesami. Droga do zrealizowania jego marzeń była długa, niezwykle trudna, stresująca i pełna potknięć… Dr. Religa nie był wierzącym, a jednak nazywano go “Świętym”. Naprawił tysiące polskich serc. Był niezwykłym człowiekiem, nietypowym lekarzem, upartym i nietuzinkowym. Serce uważał za “kawał zimnego mięsa” (bo przed zabiegiem transplantacji serce trzeba było oziębić) ale gdy puściło się krew, serce podejmowało swoją pracę i stawało się dla dr. Religi najpiękniejszym cudem…
SERCE – Ufaj Bogu, ufaj uczuciu, które masz w sercu, ufaj swojej wierze.
Pilnuj swojego serca, chroń go, jak najcenniejszą cząstkę naszego ciała. I swojego umysłu.
“Miej serce i patrzaj w serce” jak napisał kiedyś Adam Mickiewicz.
*******************************
A po klasycznym przykładzie poezji wrzucę jeszcze dawno zapomnianą piosenkę o serduszku (Serduszko puka w rytmie cza-cza) z lat 50-60 -tych, którą pamiętam, kiedy rodzice słuchali jej w radiu w wykonaniu Marii Koterbskiej. Czy ktoś wie, że M. Koterbska zmarła niedawno, w 2021 dożywszy 96 lat? Nazywano ją królową polskiego swingu. Dlatego właśnie, gdy przypadkowo natrafiłam na nagranie tej piosenki z tłem tańca cza-czy czy (cza-cza lub cha-cha, bo wszystkie pisownie dozwolone!!) to nie mogłam sobie odmówić by czegoś takiego nie przypomnieć.
Czy teraz też serduszko wam za-puka w rytmie cza-cza” !! 😀 😀
p.s. Kiedy kończę pisać ten tekst wciąż jeszcze w moim pokoju stoją w wazonie róże po-walentynkowe. I miła kartka, która przypomina o tej corocznej tradycji. Ale temat serduszkowy jest ZAWSZE – nie ma więc znaczenia kiedy czytacie ten wpis 😃






czyli – na właściwym miejscu, we właściwym czasie. Oby jak najdłużej i w tak dobrej kondycji! Takiego serca wszyscy potrzebujemy❤️😊
PolubieniePolubienie
Zawał w wieku 42 lat, jak u Taty Małgosi, to po prostu bardzo wczesny, wręcz rekordowy wyczyn. Możę wtedy, bo to już 33 lata od tego momentu, medycyna jeszcze nie była na tyle dojrzała, by być w stanie się z tym uporać. Ale przecież robiono już przeszczepy serca… Pamiętam, że były osoby po drugim zawale, o których się mówiło, że trzeciego na pewno nie przeżyją. Nie wiem jednak, jak statystyka rozpoznała te trzecie zawały. Teraz już chyba życie ludzi chorych na serce nie jest mierzone liczbą zawałów. Wiadomo natomiast na pewno, że to nie serce, ale mózg kontroluje egzystencję człowieka. Serce można przeszczepić, mózgu wciąź jeszcze nie.
I dlatego koncentrujemy się zazwyczaj nie na fizjologicznym, lecz na emocjonalnym znaczeniu słowa SERCE. BO WIELKIE, DOBRE, ŁAGODNE i poprzedzane mnóstwem innych pozytywnych przymiotników serce to synonim dobrej w każdym znaczeniu natury człowieka, kogoś, kogo chcemy znać, z kim się chcemy spotykać, kogoś, kogo szukamy by go (człowiek jest gramatycznie rodzaju męskiego, stąd to GO, ale JĄ też byłoby dobre) pokochać i spędzić z NIM czy z NIĄ całe życie. Przynajmniej ja tak chciałem i mam.
A o negatywnych przymiotnikach i złej naturze w tym rozdziale pisać nie chcemy. Bo „serduszko puka…, miłości szuka… i nie ma człowiek siły przed kochaniem bronić się…”
Wacek.
P.S. A z fizjologicznym sercem nieoczekiwanie dla siebie miałem poważne problemy z apogeum trzy i dwa lata temu. Ale dobrzy ludzie pomogli, wspaniali lekarze się mną zajęli, i zostało mi tylko serce do kochania.
Wacek raz jeszcze
PolubieniePolubienie