Czy można żyć bez pamięci?  

2 marca 2024

Świat za 100 lat oczami dziecka – konkurs plastyczny w jednej ze szkól w Polsce.

Jaki będzie Świat za sto lat? Jak bardzo dzień będzie różnił się od dnia dzisiejszego?  Czy moja ulica będzie jeszcze istniała? A mój dom?… Pewnie nie. Może będzie tu wielki park, a może wysokie nowoczesne domy, w których mieszkać będzie kolejne szczęśliwe pokolenie ludzi? 

Może będzie tu już inny kraj? A może będzie jedna wspólna planeta, gdzie nie będzie podziałów, kłótni, konfliktów? Marzenia…

…a może jeszcze będzie inaczej???

Sto lat to dla istnienia Świata wcale nie jest długo. Ale dla zwykłego człowieka to całe jego życie i jeszcze więcej. Za sto lat wszyscy, którzy teraz żyjemy będziemy na cmentarzach w rodzinnych grobowcach albo w skromnych urnach – jeśli sobie zażyczymy lub jak rodzina za nas postanowi. 

Co naprawdę po nas pozostanie?  Imię na nagrobku? Nazwisko w kościelnych księgach wieczystych czy w komputerowych spisach dawnych przodków… Może nawet takich śladów już nie będzie. Natłok informacji jest wielki, szybkość zmieniających się danych to jeden wielki młynek kręcący się z prędkością światła. Ile informacji pamięć maszyny udźwignie i na jak długo? Jaki rodzaj pamięci swoich o przodkach zachowają po nas następne  pokolenia? 

Zastanówmy się przez chwilę – ile naprawdę pamiętamy o rodzicach naszych rodziców? A o naszych pradziadkach?.. Czasem w domu zachowują się w opowieściach rodzinnych jakieś legendy, stare zdjęcie, jakiś medal, odznaczenie. Mroczna tajemnica rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie, często upiększona albo “skrzywiona” i odległa od prawdy. 

Większość ludzi żyje jednak teraźniejszością, rzadko sięga do historii swoich przodków. Z czasem zapominamy o ich grobach, imionach, o prawdziwych korzeniach, z których się wywodzimy. 

Moje pokolenie nie ma zbyt wielu zdjęć rodzinnych, bo w czasach mojego dzieciństwa aparat fotograficzny był rarytasem. Mało kto go posiadał. 

Pamiętacie?

Zaczynał robić powszechną karierę dopiero w latach 60-tych. Pamiętam, że marzeniem było mieć jeden z takich aparatów jak  Leica, Zorka, Nikon, Canon, czy potem Praktica. Ale przeciętny “Kowalski” długo nie miał szansy na kupienie sobie takiego sprzętu. Najpopularniejszym i ewentualnie dostępnym był rosyjski Zenit.  

Natomiast ludzie pisali do siebie listy i często je przechowywali jak najpiękniejszą i ważną pamiątkę. Listy to w wielu rodzinach element pamięci o przodkach.

Cztery koperty, kilka zapisanych kartek, a tak wiele pamięci..

Nie mam listów i pamiątek po dziadkach, nie pamiętam ich z obu stron rodziny i nie poznałam ich nigdy. Może wyjątkiem kilku, 3-5 zdjęć, które w jakiś magiczny sposób zmieszały się z dużo późniejszymi zdjęciami. Ale zachowałam kilka listów napisanych do nas przez mojego Tatę, gdy już wyjechaliśmy do Houston.  Tata zmarł niespełna rok po naszym wyjeździe i zdążył napisać tylko kilka listów. Dziś te cenne słowa mają już ponad 33 lata i są jedynymi, jakie w życiu dostałam od mojego Ojca. W kopertach są też dodatkowe listy od mamy. Widać, każdy z nich miał potrzebę napisać coś od siebie i po swojemu… Dla mnie – unikalna pamiątka. Czy zachowają się po moim odejściu? Nie wiem… Ale chciałabym, żeby moje dzieci miały świadomość ich wartości. 

To prawda, że często nie przywiązujemy znaczenia do rzeczy, które kiedyś mogą stać się wartościowymi  pamiątkami. Wokół nas przetacza się za dużo – rzeczy, spraw, istotnych faktów, ważnych ludzi. Nie nadążamy z gromadzeniem tego, co dokumentuje się w dzisiejszym szybkim życiu – ani w pamięci, ani w zdjęciach, ani we własnym świecie wartości, tak by odpowiedzieć sobie na pytanie: czym jest dla nas pamięć.  

Mogłabym śmiało stworzyć listę bliskich mi ludzi, którzy z poczucia bliskości z historią swojej rodziny tworzą albumy zdjęć, pamiątek, poszukują nieustannie nowych wieści i imion uzupełniając drzewa genealogiczne rodziny kilku pokoleń. Przechowują medale, stare sztandary, książki. Ludzie gromadzą czasami bardzo zadziwiające rzeczy, które dla innego człowieka mogą sprawiać wrażenie dziwadeł, ba – nawet “śmieci” a dla tej jednej osoby są źródłem wspomnień, emocji, połączenia pokoleń, nierozerwalną nicią bardziej wartościową niż rodzinny grób. 

Ten portret dotarł do nas z domu rodzinnego mojego męża. Od lewej – jego dziadek Jan, babcia Maria i wujek- Bronisław. Rodzina ze strony Ojca mojego męża. Nigdy ich nie poznał. Niestety, nie znaleźliśmy nigdzie daty na tym portrecie i nie wiemy z jakiego czasu pochodzi. Na pewno sprzed II wojny..

Jedni tego nie rozumieją, inni przywiązują do tego wielką wagę. 

Są domy, które przypominają swoiste rodzinne, pokoleniowe muzea. Ściany pokryte są starymi fotografiami i aż dech zapiera skąd ludzie mają takie pamiątki. 

Łatwiej zrozumieć taki stosunek do pielęgnacji pamiątek, gdy ktoś w naszej rodzinie był człowiekiem sławnym – pisarzem, aktorem, wybitnym naukowcem, podróżnikiem…

Ale przecież nie zawsze tak jest. Większość z nas to zwyczajni ludzie. Zapisujemy się w historii istnienia Świata jako mgnienie, tworząc w swym życiu ważne humanitarne ogniwo, ale niekoniecznie wybitne! 

O takich “nas” następne pokolenia – nasze dzieci, wnuki, może prawnuki chcą, będą chcieli pamiętać. MOŻE.. A może NIE.

I nic w tym złego. Bo tak naprawdę człowiek istnieje, dopóki o nim trwa w ludzkich umysłach pamięć. Pamiętać nas może nasze dziecko, nasz wnuk. Może trochę prawnuk.. ale już tylko ze strzępka opowieści swoich rodziców… „Człowiek żyje tak długo jak długo trwa pamięć o nim”– tę sentencję znamy chyba wszyscy.

I na tym skończy się pamięć o indywidualnym “ja – ty czy my”. 

Pozostanie opowieść – jakaś bezimienna legenda o pokoleniu, które dokonało różnych odkryć, stworzyło ciekawe dzieła, napisało wiele pięknych książek, wymyśliło komputer i internet, zbudowało tysiące wspaniałych hoteli, domów i jeszcze i jeszcze… lista nie będzie miała końca. Bo tak wymyślono ten świat. Każdy człowiek wart jest zapamiętania. Ale nie ma takiej księgi, która objęłaby wszystkie nasze imiona i nasze zasługi. 

Szczęśliwie – w tej księdze pamięci nie zmieszczą się także wszystkie nasze grzechy i złe uczynki…

A jak wiemy “Każdy kij ma dwa końce”. Każda prawda ma dwie racje. 

Istnieją ludzie, którzy boją się zatrzymywać przy sobie jakiekolwiek pamiątki. 

Nie przechowują nawet drobnych elementów, które mogą im przypominać choćby cząstkę  minionego wczorajszego dnia, choćby kawałek przeszłości. Nie przywożą pamiątek z podróży, nie robią zdjęć, nie lubią oglądać albumów, w których  mogliby ujrzeć siebie sprzed lat albo innych znajomych wokół siebie. 

Ta filiżanka jest w mojej rodzinie już trzy pokolenia. Nie używam jej do picia herbaty. Jest tylko wspomnieniem..

Dlaczego tak się dzieje? Czy człowiek boi się siebie z przeszłości? Czy może ma obsesję magazynowania informacji, wspomnień, własnej twarzy sprzed lat?  A może przeraża go ilość niepotrzebnych materiałów, fizycznych papierów, śmieci, pudełek, które przecież trzeba pielęgnować, opisywać, sprawdzać, żeby był sens je trzymać? 

Niektorzy nazywają to po prostu “melinowaniem” albo “chomikowaniem” i nie są to określenia użyte w sensie pozytywnym. 

Bywają domy czyste schludne, pięknie urządzone, ale jakby .. puste. Czegoś im brak. Ciepła. Ludzkiego oddechu przeszłości. Poczucia pewnej ciągłości życia. 

Można to interpretować bardzo różnie i nie będę próbować tłumaczyć moich uczuć ani narzucać innym tych odczuć.  Przecież czujemy różnie i mamy do tego ludzkie indywidualne prawo.  

Dom może być nowy, wczoraj zbudowany, a atmosferę w nim będziemy odczuwali ciepłą, rodzinną. Dlaczego? Sami potraficie to wyczuć, jeśli tak będzie.. 

A jeśli nie – poczujecie pustkę, osamotnienie, choćby dom miał wszystko, ale zabraknie mu duszy. 

Co jest prawdziwe? Jaka jest recepta na pamięć ? 

Nie ma! Nie ma dobrej odpowiedzi. Odpowiedź jest w moim sercu. Twoja gdzieś w twojej duszy. Każdy z nas ma inne potrzeby względem przeszłości.

Jak kiedyś powiedziała W. Szymborska w swym słynnym wierszu (“Nic dwa razy się nie zdarza”) … Chwilo, godzino- jesteś a więc musisz minąć. Miniesz – a więc to jest piękne…

Takie „szczęśliwe” słoniki 😀

Pamięć nasza przechowuje się w drobiazgach: w maleńkich rzeczach – w kamyczku znalezionym dawno temu podczas wakacji nad morzem, w słoniku przywiezionym z podróży z Afryki, w liście, który dostałam od kogoś bliskiego prawie pół wieku temu… Albo w portrecie dziadków czy pradziadków. Może tylko w szufladce pamięci, w przegródce naszego mózgu?  

A może w ogóle jej nie potrzebujemy… Wypieramy każde „wczoraj”, każde „rok temu”,  każdą chwilę z dzieciństwa, bo tak nam jest lepiej. 

Żyjemy tak jak potrafimy i jak potrzebujemy. Każdy z nas inaczej 🤔


BACK

4 myśli na temat “Czy można żyć bez pamięci?  

  1. Lubie starocie. Szczegolnie te, ktore umiem zidentyfikowac. Żałuję, że nie umiem o nich napisać historyjki. Mnóstwo zdjęć, pozostawionych przez Mamę po jej śmierci, czyli już już 7 lat temu, a ostatnio odziedziczonych przeze mnie, bo brat, u którego one były zdecydował sie przesłac je do swojej „amerykańskiej” rodziny, czyli do mojej córki, a ona nie bardzo wiedząc, co z tym zrobić, wręczyła je mnie. Są tam stare czarno-białe zdjęcia, które kolekcjonowała moja Mama, ale bez ich opisywania, bez żadnych podpisów: miejsc, imion, dat, . Są listy i inne trudne do zidentyfikowania materiały.

    Co mam z tym zrobić?

    Oni wszyscy dawno już odeszli. Czyżby więc pamięć o mojej rodzinie miała ograniczyć się tylko do pokolenia moich Rodziców, trochę rodziców mojej Mamy, bo o rodzicach Taty wiemy tylko tyle, ile zamieszczone przez Małgosię zdjęcie pokazuje. Imponuje mi wiedza Marka o jego pra- pra-dziadkach ze sklepem na ulicy Floraińskiej w Krakowie. I dziwi mnie, że mój brat przekazał swojej bratanicy, a ona mnie, jedyny egzemplarz książki naszej Mamy, w którym jest chociaż trochę wiedzy o jej wczesnych latach życia (urodziła sie w roku 1921).

    Ja nie mogę żyć bez pamięci, szczególnie tej hiastorycznej, bo własna coraz bardziej zawodna. Więc może spróbuję coś zrobić z tym materiałem, który, gdzie by go nie umieścić, przeszkadza i zajmuje i tak już zajęte miejsce. Może te liczne papierowo-fotograficzne drobiazgi coś mi pomogą, bo własna pamięć niestety zbyt dlaeko nie sięga.

    Małgosiu, ten odcinek Twojego blogu to wyzwanie dla wszystkich, i powinno być szczególnym wyzwaniem dla nas, emigrantów pierwszego pokolenia, bo każdy z nas ma na ten temat wiele do powiedzena i do opisania.

    Ludzie, piszcie coś. Każdy przeczyta to ze wzruszeniem!

    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mój blog powstał własnie między innymi ( albo głownie) z tej przyczyny, by zachować garść a może więcej wspomnień pokoleniowych – o nas, o naszych rodzicach, trochę o dziadkach( choc juz niewiele..) Dla naszych dzieci, dla wnuków. Kiedyś to były tylko stare zdjęcia, jakieś druki, medale. Dziś mamy tysiące zdjęć, albumów, których nikt nie chce przetrzymywać fizycznie na swoich pólkach, bo zajmują za dużo miejsca. ( sama wiem cos o tym!). Wkładamy je w zdjęcia Google’a, w „chmurkę” ale i tak nasze dzieci, wnuki zapomną o nich, nie będą wiedziały kto jest kto, bo są bez opisów imion itd. Za dużo, za dużo… Ten dzisiejszy świat ma za dużo informacji!! Jak sobie z tym poradzić? NIE WIEM.

      Tak! też chciałabym ” ocalić przeszłość od zapomnienia” Ale nie znam dobrego sposobu. Przechowywanie na półkach setek papierowych pamiątek jest dobre tylko na chwilę, na kilka lat.. Żadna półka tego nie wytrzyma. Żadne kolejne pokolenie nie potrafi sobie z tym poradzić. I nie ze złej woli..

      Po prostu – Czas nie może ogarnąć każdego istniejącego pokolenia. Nasz czas jest – trwa i kiedyś mija… I musimy się z tym pogodzić. Trwajmy chrońmy co możemy i jak możemy najdłużej jak potrafimy.

      A potem – pozwólmy przyjść innym na nasze miejsce..

      Polubienie

  2. Zazdroszczę, że masz tyle wspomnień i to tutaj w Stanach! I że zachowały się przez tyle lat w twoim domu. Byłoby bardzo pięknie gdyby Michał kontynuował tę tradycję. Nieocenione.. U mnie jakoś rozsypały się takie pamiątki. A może są w polskiej części rodziny..
    Nie odpuszczaj. To piękna „rzeka pamięci!”

    Polubienie

  3. Zabralem sie za porzadkowanie naszych zdjec i szpargalow, a jest tego kilka solidnych pudel.
    Jest co robic a i wspomnien mnostwo. Ale rowniez segregowalem zdjecia i pamiatki po mojej Cioci. Zdjecia moich pra-pra dziadkow, dziadkow, babci . Zdjecia robione w latach 1800setnych o lepszej jakosci niz te nowe . Zdjecie mojego pradziadka przed jego sklepem na ul.Florianskiej, ktory potem od roku 1913 do 1952 prowadzila babcia. Zrobilem album, ktory dalem naszemu synowi mowiac: ” to jest twoja rodzina „. Wzruszajace sa listy pisane przez cocie z obozu w Oswiecimiu do swojej mamy. Mogla je pisac bo mowila plynnie po niemiecku I cenzura obozowa zezwalala.
    Grzebie sie w tym wszystkim i tak sobie daje rade.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi