Relacje najbliższe, których nie można zmienić

25 stycznia 2024

Ludzie dorośli wybierają swoje życie świadomie. Albo bardzo chcą, by tak było. Każdy rodzic, nauczyciel, przyjaciel, psycholog tak właśnie nam powie. 

 “Jesteś kowalem własnego losu”. Prawda i nieprawda.  

Powiedzeń, sentencji, mądrości życiowych jest wiele i wszystkie właściwie mają rację.  Lubimy się nimi posługiwać podpierając nasze poglądy w różnych momentach. Ja sama  często cytuję maksymy, które w danym momencie podkreślają moją myśl. Są spójne, sensowne. Ale – nie na zawsze, nie na długo. 

Jedna z nich mówi, że “Człowiek rodzi się jako “tabula rasa” – Pojęcie czystej pustej tablicy pojawiło się już w średniowieczu, ale tak naprawdę zostało sformułowane i opisane w XVII wieku przez Johna Locke’a. 

Rodzimy się nieskażeni żadnymi naleciałościami realnego świata, wszystko zostanie zapisane w czasie naszego życia przez doświadczenie i edukację. 

Mnie to przekonuje, ale… bo jest zawsze jakieś ALE!  Gdzie w tym mieszczą się instynkty, geny przekazywane w międzypokoleniowych łańcuchach genetycznych ?  

Wiele teorii badanych całymi latami przez naukowców nie zgadza się, że w dniu urodzenia nie przynosimy niczego ze sobą na świat…

Tyle wstępnego teoretyzowania mającego służyć moim dzisiejszym rozważaniom.  

Dziecko nie ma wpływu na to, w jakiej rodzinie się urodzi i wychowa. Jego doświadczenie kształtuje się początkowo bez jego czynnego udziału. Ale dość szybko staje się “trybikiem” rodzinnego układu i zaznacza w nim swoje miejsce. 

Z wiekiem, z coraz większym zrozumieniem tego, co dzieje się wokół nas, dokonując wyborów – najpierw małych, dziecięcych, potem coraz bardziej dojrzałych, mamy wpływ na decyzje. 

Uruchamia się myślenie, instynkt, wybory “za i przeciw”, “chcę i nie”…

Budzą się przeróżne uczucia, zbierają się doświadczenia, których każdego dnia nabywamy coraz więcej. 

W tym ogromnie skomplikowanym procesie ważna jest zarówno inteligencja genetyczna jak i ta budowana i kształtowana w rodzinnej atmosferze, w dobrej szkole i wśród przyjaznych nauczycieli. Zależna także od tego, na jakie książki czy filmy natrafimy, czym się zainteresujemy, a szczególnie, jakich przyjaciół sobie dobierzemy.  Kogo obdarujemy pierwszym uczuciem miłości, kto nas nim obdaruje.    

Bawimy się, rozmawiamy, spędzamy dużo czasu z dziećmi i wnukami. Wierzymy ze to najlepszy sposób na wypracowanie właściwych relacji miedzy pokoleniami.

Jak od najmłodszych lat potoczą się relacje z rodzicami? Z dziadkami? Jakie metody, sposoby na życie przeniesiemy kiedyś do swoich własnych rodzin? 

Przecież związek każdego człowieka z nowym partnerem to zderzenie DWÓCH tradycji rodzinnych, dwóch doświadczeń życiowych,  dwóch różnych wyobrażeń, oczekiwań, marzeń. Nie jest łatwo wygładzić to tak, by “pracowało” jak w niezawodnej maszynie przez kolejnych 10 – 20 – 40 czy 60 lat. Zwłaszcza, że na początku nie rozumiemy, nie wyobrażamy sobie, jak bardzo wszystko zmienia się w czasie. Jak dorosłość, dojrzałość, starzenie się zmienia priorytety w naszych relacjach. Nic nie jest takie samo dzisiaj, jak było wczoraj !!

Miłość dzieci do rodziców jest bezgraniczna. Miłość rodziców – jest bezwarunkowa.!!

Jak więc dawać sobie radę, by miłość do małego dziecka – bezgraniczna, niezmienna i wyrozumiała nie zmieniła się w wieku dorosłym?  Jak stworzyć od maleńkości umiejętność rozmowy, poczucie konieczności rozmawiania ze sobą, by po latach nie pozostał tylko pozór porozumienia?  

Kiedy dzieci są małe podświadomie czekamy, by dorosły, bo będzie łatwiej z nimi pogadać, mieć wspólne zainteresowania, wspólne wyjazdy, wycieczki, tematy do rozmów. To będzie przyjaźń – myślimy.  Będziemy mogli rozmawiać szczerze o wszystkim.. 

Nic bardziej mylnego!  Jako rodzina jesteśmy sobie bliscy, kochamy się i jeśli udało nam się stworzyć poczucie, że rodzina to nasz najbliższy krąg, w którym możemy wzajemnie szukać oparcia, to już mamy wielki sukces. 

Ale to wcale nie znaczy… że jesteśmy przyjaciółmi.  

Matka i Córka, Ojciec i Syn – to relacje DWÓCH pokoleń. To relacje więzów krwi i miłości rodzinnych. Ale to niekoniecznie więzy przyjaźni. Rodzice mają swoje tajemnice. Często nie potrafią powiedzieć wszystkiego dzieciom, bo wiedzą, że mogłoby ich to zaboleć, że nie zrozumieliby sposobu myślenia ludzi starszych z dużo większym balastem doświadczeń. Instynktownie próbujemy dzieci ochronić. Stąd to nasze częste gadanie;” Kiedyś, jak będziesz w moim wieku, wspomnisz moje słowa..” Dorosłe dzieci tego nie znoszą. Zazwyczaj dobrze rozpoczęta szczera rozmowa na tym się kończy.  A my rodzice- po prostu, chcemy, nawet dorosłe dzieci chronić od złych konsekwencji.

Dzieci nie rozmawiają z rodzicami o sprawach, których według nich rodzice nie potrafią “zrozumieć’’. Dorosłe dzieci wstydzą się opowiadać o swoich uczuciach, często nie zdając sobie sprawy, że rodzic, zwłaszcza matka domyśla się, a nawet jasno je widzi problemy.  Nie potrafią wyobrazić sobie, że kiedyś rodzice też byli młodzi, że pamiętają, że rozumieją..

Syn – ma swoje ambicje i ukrywa je głęboko, bo „wie, że po męsku” jest nie pokazywać światu słabości. Rodzicom też nie. Rodzice też nie powiedzą, nie zapytają, by nie wejść nieproszonym w świat dorosłych dzieci.  Koło się zamyka i toczy.. 😏

Relacje z dziećmi wypracowujemy od najmłodszych lat

Nasze dorosłe dzieci są we własnych związkach. Mają “na głowie” swoje problemy. Muszą dbać o relacje w swojej rodzinie. Z mężem partnerem, ze swoimi małymi a potem dorastającymi  dziećmi. No i wciąż mają rodziców. Siatka relacji rozbudowuje się każdego dnia. A czasu jest coraz mniej…

Mijają dni. I miesiące. Są rodziny, w których dorosłe dzieci każdego niemal dnia sięgają po telefon, żeby zapytać rodzica – “Jak tam twój dzień minął? Jak się czujesz?”  Łatwe?  Dla niektórych tak. Potrzebne? Czasem. Też dla niektórych… 

Są tacy, którzy całymi tygodniami nie odzywają się do rodziców mając w głowie wewnętrzny spokój, że gdyby była potrzeba, rodzice się odezwą. Inne – ale także logiczne rozumowanie. 

Rodzice mają swoje ambitne myślenie: “Jeszcze nie jestem niedołężny, jeszcze daję radę. Nie będę dzieciom zawracać głowy. Dzieci mają i tak mnóstwo swoich spraw kłopotów, biegania. Aż za dużo.  Poczekam – będą mieć ochotę i czas – odezwą się.”  

Mija kolejny dzień, kolejny miesiąc i rok. A życie toczy się normalnie. I jest dobrze. Są święta, urodziny, wspólne obiady … 

Tylko czy my rozmawiamy?? 

Wnuki dorastają. Rodzice muszą wykazać dużo miłości, cierpliwości, logiki “dryfowania” po trudnych tematach i problemach nastolatków. Pojawiają się wszędzie – w szkole, pomiędzy kolegami, koleżankami. Z dziewczyną, chłopakiem. Z alkoholem, narkotykami, religią, problemami seksualnymi. Nie jest łatwo. Na prawdziwą rozmowę, na szczere pytania i odpowiedzi rzadko mamy okazję… 

Dlaczego łatwiej nam pogadać z rówieśnikami? Niezależnie od tego czy mamy -naście lat czy -dziesiąt.  Dlaczego trudne tematy stają się łatwiejsze do sformułowania w sposób  “luzacki”, udając że to nie nasz personalny problem, zmniejszając dystans do prawdy? 

Mam normalną kochaną rodzinę. Taką jak większość z nas. A przecież nie wiem jak naprawdę toczą się dni za drzwiami każdego małżeństwa, partnerstwa, jakie realne układy istnieją pomiędzy rodzicami i dziećmi. 

Kto naprawdę zastanawia się nad swoją relacją z najbliższymi? Kto ma czas w codziennym zabieganiu i… potrzebę wewnętrzną? Bo pewnie są i tacy, którzy nie czują takiej konieczności. Przecież tak też można żyć i być szczęśliwym. 

Coroczna sesja zdjęciowa w pracy. I każdego roku – wspólne zdjęcie

Ludzie, którzy się kochają, żyją obok siebie, spędzają ze sobą dużo czasu, niekoniecznie odczuwają potrzebę „głębokich rozmów” ze sobą. 

Łączy ich wiele -zbyt wiele, by nie czuć się dobrze razem. Ale zbyt mało – by mieć ochotę na roztrząsanie ważnych problemów, które ich gnębią.

Często wolimy milczeć. Zagłuszyć ciszą problemy, które siedzą w nas. Może problemy rozmyją się we wspólnej ciszy? Może jutro będzie łatwiej? Może, może… I czekamy – na lepszy dzień, na lepszą okazję do opowiedzenia tego, co trudne, na zniknięcie problemu.  A przecież gdzieś głęboko w podświadomości wiemy, że milczenie nie ułatwi rozmowy..

Sfera ludzkich uczuć i emocji jest nieprawdopodobnie głęboka i różnorodna!! To, że w jednej rodzinie ktoś wychowuje kilkoro dzieci, nie znaczy, że ich zachowania, potrzeby, emocje są i będą takie same. Każde z pięciorga – sześciorga dzieci jest inne, choć wychowały się razem, w tej samej rodzinie.  W przyszłości, jako dorośli ludzie utworzą zupełnie inne rodziny i choć może pewne tradycje wyniesione z rodzinnego domu będą się zazębiać, to tak naprawdę będą to inni ludzie.

Nikt z nas NIE jest idealnym rodzicem. Może udaje nam się osiągnąć zaplanowany w marzeniach status “dobrego rodzica”, bo każdy z nas decydując się na dziecko wierzy, że takim będzie.  A po latach, gdy już dzieci są całkiem dorosłe i niezależne, przyglądamy się ze zdziwieniem ich decyzjom i nie możemy sobie przypomnieć, kiedy i jak mogły nabrać „takich” doświadczeń”… Dlaczego tak postępują, przecież „nie nauczyły” się tego od nas…? 

Hmm…. my też nie przyswoiliśmy sobie wszystkiego od naszych rodziców, nie ułożyliśmy sobie życia tak, jak oni by sobie życzyli. W pewnym momencie zaczęliśmy żyć po swojemu. Uciekliśmy od tego, co było nam niewygodne. Nie chcieliśmy widzieć tego, czego oni od nas oczekiwali. 

Byliśmy blisko – ale daleko. A kiedy już byliśmy gotowi na rozmowę, na szczerość dwojga dorosłych ludzi dwóch pokoleń – już było za późno. ..

Teraz często rozmawiam… Ale dziś moje słowa są bezdźwięczne. Są łatwiejsze niż kiedyś, bez tajemnic, bez wstydu. Ale płyną w ciszy. I nie docierają do adresata…Jestem z tego powodu smutna. Mimo, że doskonale rozumiem, iż pokoleniowy system nazywania emocji, wyrażania uczuć taki właśnie jest i tak musi być poukładany.  

Wiąże nas miłość rodzinna, ale…

Emocje dziecka – symboliczne ujęcie
( z sieci)

To nie “przyjaźń z wyboru”. To  więzy krwi, bo rodzice kochają a dzieci kochają rodziców. Choć ile to razy w złości, w dziecięcej czy nastolatkowej bezradności wykrzykują: “ nienawidzę ich!!”  Dzieci kochają rodziców miłością bezwarunkową, nawet jeśli sobie z tego nie zdają sprawy. 

Rodzice są dorośli, więc świadomi swoich uczuć.  Kochają swe dziecko miłością NIEOGRANICZONĄ, choć bardzo starają się, by była mądra i  miała granice rozsądku.  Ale – z ręką na sercu – kto może przysiąc, że nigdy nie miał ochoty sprać swojego dzieciaka na przysłowiowe “kwaśne jabłko”? 

Dzieci zawsze mają do rodziców jakieś poczucie krzywdy doznane w dzieciństwie. Czasem były to bolesne fizyczne doznania, które zaważyły na późniejszych decyzjach życiowych. Innym razem to tylko “małe przewinienia”, których rodzice nawet nie pamiętają, ale dziecko, już dorosłe wciąż ma pamięci. Nie ma idealnych rodziców! Każdy z nas popełnia(ł) błędy!   

Nie trzeba być “katem w patologicznej rodzinie”,  by  jakaś błędna decyzja odcisnęła się w pamięci naszego dziecka. 

I niestety, NIE oznacza to, że nauczyło to nasze dzieci w przyszłości omijać błędy i nie popełniać błędów  Ich dzieci także wyniosą “niemiłe” doświadczenia..

Wiem, że to przykre, ale takie jest życie. Nie unikniemy błędów. Na własnych błędach przecież uczymy się żyć. Ważne jest, by było ich jak najmniej, by umieć je naprawiać i by miłość była silniejsza, niż wszystkie złe wspomnienia razem wzięte. 

Rozmowa to swego rodzaju wyzwolenie się z okowów trudnej przeszłości, to szansa na zbliżenie się do przyjaźni, a nie tylko trwanie w rodzinnych więzach miłości.  Bo choć brzmi to dziwnie i dość nieprawdopodobnie, i to miłość wydaje się uczuciem wyższym i ważniejszym niż przyjaźń, to jednak w moim osobistym rozumieniu –  w wielopokoleniowych relacjach rodzinnych – 

Ps. Wiem, że to wygląda na zapożyczone sentencje, ale nie są! To moje słowa. 

Dzisiaj to rozumiem.


BACK

2 myśli na temat “Relacje najbliższe, których nie można zmienić

  1. Bardzo to głęboko sięgający wgląd na relacje międzypokoleniowe. Pewnie każdy może tu znależć siebie i uświadomić sobie, gdzie zrobił błąd, czy go jeszcze można poprawić, a jeśli można, to jak?

    Słyszałem wielokrotnie, jeszcze przed założeniem rodziny, a częściej już mając dzieci, że rodzice nie powinni być w przyjaźni z dziećmi w okresie ich wychowywania, praktycznie aż do ich doroslości. Powinni je kochać, a to co innego. Bo przyjaźń to relacja między ludżmi o jednakowych wzajemnych prawach i obowiązkach, a wychowanie to miłość z niemal bezwzględnym autorytetem rodziców. I niezliczone przypadki potwierdzają słuszność takich pglądów. Ale z całą pewnością nie wszystkie.

    Slyszałęm też rózne opinie na temat tego, czy „”rodzimy się nieskażeni naleciałościami realnego świata, czyli jako „tabula raza”, a formujemy się w czasie naszego życia przez doświadczenie i edukację”” czy też rodzimy się z cieżarem (albo zasobem) genetycznym naszych przodków. Są to opinie, ale nie stwierdzone rzetelnymi badaniami naukowymi, bo takich chyba się nie da przeprowadzić na noworodkach.

    Jak więc jest i jak kształtować właściwe więzi międzypokoleniowe w rodzinach?

    Popatrzmy wokół siebie. Najpierw blisko, na swoje dzieci i stosunki (teraz podobno w języku polskim nie wolno używać tego słowa, trzeba mówić: relacje) z nimi, na ich dzieci i ich stosunki z nimi, na nasze stosunki z wnukami. A potem popatrzmy dalej, na nszych przyjaciół i ich stosunki rodzinne, i jeszcze nieco dalej. I jeśli uznamy, że jest tam lepiej niż u nas, to zapytajmy, jak sobie z tym poradzili. A jeśli jest tam gorzej, to poradźmy im coś, jeśli sądzimy, że można cos uratować.

    Ale musimy rozmawiać i rozmawiać szczerze. W każdym przypadku. Może tylko zrobić wstęp uprzedzający, że bardzo byśmy chcieli, żeby po tej rozmowie nikt się nie obraził, i żebyśmy sie nie rozstali w gorszych stosunkach niż na tę rozmowę przyszliśmy.

    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wiem, że włożyłam przysłowiowy „kij w mrowisko”. I to nie tylko dlatego, by innych poruszyć ale dla siebie samej. Od dawna męczy mnie ten temat i wiele pytań i myślę ze nie jestem z tym sama. Każdy rodzic tak ma. I pewnie każde dziecko, kiedy juz wchodzi w prawdziwy świat relacji. Tak – rozmawiajmy. Choć to najtrudniejsza część tych relacji. Każdej jednej. I każdego dnia innej bo nasze nastroje, emocje często się zmieniają. Czasami długo i trudną droga dochodzimy do tego, co dla nas jest najważniejsze i czego naprawdę chcemy. Dla siebie i dla tej drugiej osoby.

      Bardzo bym chciała, by ludzie umieli ze soba rozmawiać. Szczerze i nie bali się wyartykułować prawdy o swoich odczuciach. I mieli dla siebie czas!!!

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi