Kilka słów od filmowej narkomanki

1 grudnia 2023

Gdy zaczynam pisać te słowa, minął tylko tydzień do Festiwalu Filmów Polskich w Houston, tradycji którą uwielbiam tutaj już od 24 lat.  Jeśli ktoś chociaż trochę śledzi moje wpisy, to wie, że świat filmów, literatury, teatru – to sfera, w której mój mózg działa dwa razy szybciej niż normalnie, oddech przyspiesza, a emocje skaczą jak na wykresie badań serca – w dół i w górę, z prędkością rakiety kosmicznej odbijającej się od ziemi…  Wszystko, co można znaleźć w dobrej powieści,  w świecie filmu czy na scenie teatralnej działa na mnie jak zaczarowana różdżka. Nigdy nie przechodzę obok tych elementów ludzkich “realizacji” obojętnie. Nawet jeśli mam wiele ocen/uwag dyskusyjno-wątpliwych, to i tak każdy taki wytwór wzbudza we mnie wiele reakcji i emocji. 

Mam pełną świadomość, że jesteśmy RÓŻNI i zawsze to powtarzam. I wiem, że są ludzie, którzy po obejrzeniu filmu wyjdą z kina i nie pofatygują się skomentować filmu nawet jednym słowem. Albo skończą czytać książkę, zamkną ostatnią stronę i odłożą ja na półkę. W głowie pozostanie im pustka… Cisza bez echa. Mam nadzieję, że niewielu jest takich ludzi, ale nie mam wątpliwości, że i tacy są wśród nas. 

Inni rozmyślają chwilę, są pod wrażeniem większym czy mniejszym. Przez jakiś czas mają w pamięci sceny, które ich poruszyły.  Lubią pogadać o tym z przyjaciółmi, otworzyć swoje wrażenia w dyskusji. Bywają tacy, którym historie książkowe, filmowe spać nie dają, a bodźce wzrokowe przepięknego przedstawienia teatralnego, scenografii baletowej czy muzyka wywołują tak sine emocje, że poszukują wciąż kontynuacji. Chcą zatrzymać na dłużej to, co zrobiło na nich wyjątkowe wrażenie, co nie ucieka z głowy, z serca. 

Ja tak mam. Niemal każdy film, który wybieram do obejrzenia, czy książka, którą czytam, jeszcze długo ciągnie się w mojej głowie. Rozmyślam, jak to mówią teraz w nowym polskim języku “ rozkminiam” postaci i ich psychologiczne działania, przyglądam się zamysłom reżyserów starając się zrozumieć ich tok myślenia. 

Po filmach – rozmowom i dyskusjom nie ma końca.

Szukam elementów, które mogłyby zapełnić dziury, często specjalnie umieszczone w filmie, by widz musiał sam sobie dopowiedzieć własne rozumienie i uzupełnić “niejasności”. Bo dla mnie dobry i bardzo dobry film to taki, po którym wychodząc z kina MAM PYTANIA, wątpliwości, chce mi się o nim porozmawiać. Film pobudził mnie do rozmyślań, do dyskusji, chce mi się o nim myśleć, nawet – MUSZĘ!! 

Podobnie z książką. Odkładam ją na półkę, ale tylko w sensie fizycznym, bo długo jeszcze postaci, wątki, problemy nie dają mi spokoju. Nigdy nie czytam kilku książek naraz! Dobrej książce, która mnie interesuje poświęcam czas i moje myśli. Skupiam się, jestem “dla niej” 

A czemu ja tak o tym wszystkim?

Właśnie! Obiecałam sobie, że publicznie, w kwestii tegorocznych dziewięciu filmów polskich, wybranych jako najlepsze w 2023 roku, nie będę mówić zbyt dużo, oceniać, krytykować, zachwalać, koloryzować, wpadać w szał euforii albo zupełnie odwrotnie.

Nie jest łatwo taki festiwal zorganizować w innym kraju. To dużo pracy, kontaktów, zwłaszcza gdy chce się również gościć na festiwalu twórców, aktorów polskich. Za to niezmiennie jestem wdzięczna naszym organizatorom i zawsze ich podziwiam, wspomagam i także dlatego jestem zawsze obecna na tej imprezie. 

Fani festiwalu – jesteśmy każdego roku i z radością powracamy na następny..

Tegoroczny Festiwal był bardzo udany i choć pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą, nowo wybrane miejsce kinowe było bardzo ładne i czyste, siedzenia wygodne, sala nie za duża. Dojazd – jak to w Houston, wiadomo, że zawsze jest “daleko”. Za to miejsc na parkingu nie brakowało, autostrady tuż obok..

Tak więc – prawdziwych RECENZJI nie będzie, choć i język i ręka mnie swędzi.  Ale tyle już na temat  filmów, które mieliśmy okazję oglądnąć, zostało powiedziane i napisane, że dziwię się, iż internet dotąd nie wybuchnął ogniem. Głównie krytyki i nienawiści wypisanej przez tych, którzy filmów…NIE oglądali. (Zielona Granica, Figurant..) 

Bo, że nie widzieli, to jasne jak słońce. Wystarczy film zobaczyć i potem jeszcze raz przeczytać co, w tym “hejcie” jest. Trzeba być ślepym i głuchym, żeby nie dostrzec i nie słyszeć, że wiedza większości autorów/ krytyków wpisów, o treści filmu jest zerowa!

My oglądnęliśmy !!

Na szczęście internet, inne media, gazety na całym świecie są dostępne dla wszystkich. Jest wielu ludzi, którzy najpierw film oglądają, później myślą, a jeszcze później o nim piszą. To co dobre i pozytywne. Także to, co dla nich dyskusyjne… I wtedy można i jest o czym wspólnie dyskutować i wymieniać swoje poglądy i uwagi.

Kadry z filmu pochodzą z internetu. Opublikowane w recenzjach filmowych. Główna postać esbeka, Budnego zagrana przez Mateusza Więcławka

Ogromne emocje wzbudził film “Figurant”.  Dla mnie już pierwszy moment ukazania się na ekranie obrazu starego Krakowa z końca lat 50-tych i lata 60-te przyspieszył bicie serca.  Ulice, tak blisko mojego rodzinnego domu, temat – trwająca 20 lat inwigilacja księdza (późniejszego biskupa) Karola Wojtyły, o której jako dziecko czy młoda dziewczyna nie miałam pojęcia. A przecież to właśnie Biskup Karol Wojtyła udzielił mi w 1967 r sakramentu bierzmowania.. w kościele Karmelitów, na ul. Karmelickiej.

Piwnica Pod Baranami i słynna “Dezyderata, którą pamiętam z moich (późniejszych już) wizyt w Piwnicy wywołała ciarki na moich plecach. To przecież także jedna z pieśni, którą sama zrobiłam z młodzieżą w naszym Polskim Teatrze. I chociaż nie była tak artystycznie piękną interpretacją jak w filmie, to także przeszywała dreszczami i do dziś słucham naszego wykonania ze specjalnym wzruszeniem..

Myślę często o ludziach, o bohaterach “Figuranta”, “Różyczki 2” i zastanawiam się, jakie trzeba mieć priorytety w swym sercu, głowie, by tak zagmatwać sobie życie.. Swoje życie i swoich najbliższych. I to tak, by odbiło się to na losach nawet następnych pokoleń. Jak różne motywacje życie podsuwa nam w przeróżnych okolicznościach, a człowiek dokonuje “niewłaściwego” wyboru.

W jaki sposób i kiedy ludzie próbują naprawić swoje błędy?  Co i kto na nich wpływa? Co jest momentem zwrotnym w życiu? Czy zwykły szary człowiek ma szansę na poprawę? Na odkupienie swych złych uczynków? Czy w ogóle w życiu “pokuta” za takie uczynki (krzywdy wyrządzone innemu człowiekowi) jest możliwa?? 

Kiedy człowiek  zaczyna rozumieć, co stracił a co zyskał?.. Czy manipulacja drugim człowiekiem może być aż tak silna, że doprowadza do uruchomienia najgorszych odruchów drzemiących w psychice człowieka? Czy film, powieść potrafi to wszystko nam – prostym ludziom jasno uświadomić??  

To zaledwie cząstka pytań, które pojawiły się w mojej głowie po kilku filmach festiwalowych.  

W rolach głównych: Paulina Pytlak (gość Festiwalu), Tomasz Sapryk, Joanna Drabik (Nastka) i rewelacyjna rola Józefiny (Kinga Preis)

Inne rodzaje pytań zelektryzowały moją głowę i poruszyły moją duszę po dwóch pierwszych filmach. Wychodząc z kina usłyszałam czyjąś krótką opinię o filmie: “beznadziejny, okropny!”  

Beznadziejny? Okropny??  Film czy sytuacja? (rzucona opinia dotyczyła któregoś z filmów – albo obu –  “Święto Ognia” i “Strzępy”) 

Jedno jest pewne. Oba filmy były łatwe w odbiorze. Trudne do “pogodzenia się” z faktem, że  przytłaczający jest temat i sytuacja, które reżyserzy postawili sobie za zadanie przybliżyć i to w “ostrym” wydaniu widzowi.  Filmy jakby trochę podobne, bo zarówno jeden i drugi podejmuje temat ludzkiej nieuleczalnej choroby. Ale jakże w inny sposób obrazują te “podobne tematy”.

Zdjęcia z sieci- w roli głównej Michał Żuławski.

 Nic nie jest tu podobne – oprócz… braku szansy na wyleczenie. 

A jednak – świat można widzieć na różne sposoby. Życie w sytuacji “beznadziejnej” nie musi być beznadziejnością i ostatecznością. 

Znów kolejny dowód, że człowiek ma zawsze wybór. I ten wybór zależy tylko od nas. I od… okoliczności w jakich się znajdziemy. I od przyjaciół jakich mamy wokół siebie. I od siły, jaka w nas jest. I od uczuć, jakie nosimy w swym sercu… Ileż mogłabym tu wymienić powodów, sposobności, okoliczności. Właściwy czas, właściwe miejsce, ten jeden moment, który liczy się na całe życie. 

Łatwo powiedzieć – “film beznadziejny”… a może po prostu boimy się przyjrzeć głębiej takim sytuacjom? Może nie chcemy podjąć myśli co stałoby się ze mną, gdybym ja musiała zmierzyć się z takim nieszczęściem.. 

Te filmy,  rozgrzały do czerwoności we mnie pytania, rozmyślania: mam to ogromne szczęście, że jestem zdrowa. Moje dzieci są zdrowe. Nie muszę i nie musiałam dokonywać takich wyborów. A gdybym stanęła przed podobną koniecznością jak bohaterowie filmów?  Co bym zrobiła? Jak silna byłabym? Czy potrafiłabym dokonać mądrych wyborów? Nie wiem. Nawet po obejrzeniu filmów, które ukazują wybory bohaterów, nie jestem pewna jakie byłyby moje decyzje.. 

Film jest tylko filmem. Ale uczy nas, że nigdy nie wiemy, co może przytrafić w życiu. Jedna chwila i świat wokół nas może runąć. Nigdy nie mów – to beznadziejne! Bo jutro twoja sytuacja może być podobnie “beznadziejna i okropna”. 

Boimy się cudzych trudnych sytuacji. Nawet filmowych. O ile łatwiej unikać prawd smutnych, nie wiedzieć, że takie tragedie ludzkie dzieją się i to czasem całkiem blisko nas.  Udawać, że nas nie dotyczą, bo NIE są nasze… 

Pewnie, że idąc do kina można chcieć spędzić czas z komedią lekką i śmieszną -taką, która nie zmusi nas do wysiłku zadawania sobie trudnych pytań. Nic w tym złego..

T. Kot (Tadeusz Boy-Żeleński), M. Dorociński (S. Witkiewicz), A. Seweryn, (J. Conrad), W. Mecwaldowski (B. Malinowski)
>Plakat znaleziony w sieci<

Jeden z filmów wyróżniał się wśród pozostałych własnie komediową lekkością i humorystycznymi dialogami. Mówię o filmie “Niebezpieczni Dżentelmeni”. 

Wbrew pozorom intryga jest ciekawa, a jej postaci to znakomitości literackie i historyczne zakopiańskiej bohemy roku 1914: artyści, politycy, gangsterzy. Poczynając od Boya- Żeleńskiego czy Stanisława Witkacego, poprzez Piłsudskiego, Nałkowską a kończąc na Leninie.  Dużo dialogów, w które świetnie wpleciono fragmenty literackie z różnych utworów tamtej epoki. Dostrzeże je widz obyty i wykształcony, bo wbrew pozorom nie jest to tylko zabawna fikcja przypadkowych zdarzeń. To fajna lekcja trochę historii, trochę polskiej literatury. Pośmiać się można, ale uważać “na lekcji” też trzeba, by złapać sens, ironię i zamysł twórców.  No i odświeżyć sobie w pamięci szkolne wiadomości z literatury. 🙂

Ostatni dzień filmowy przyniósł mi wspomnienia dawnych lat.

Filmy o tematyce wojennej były cotygodniowym “rytuałem” w telewizji mojej wczesnej młodości, w kinach też ich nie brakowało. Wywoływały we mnie zdenerwowanie i niewyjaśnione do dziś uczucia strachu. 

Byłam dzieckiem urodzonym osiem lat po zakończeniu wojny, w normalnym domu, gdzie nikt nie mówił (albo bardzo rzadko i niechętnie) o wojnie.. Dlaczego więc do dziś pozostało mi dziwne wrażenie rozdygotania wewnętrznego, strachu, gdy tylko mam oglądać lub czytać wspomnienia wojenne, obrazy tamtych  lat. I obojętne czy są to filmy z otwartych  działań wojennych na frontach, czy z obozów koncentracyjnych, czy  opowieści o przemocy indywidualnej czy o grupowej. Zawsze i niezmiennie powraca do mnie fala wciąż nienazwanego do końca odczucia, które zadomowiło się w latach dzieciństwa pokolenia powojennego, ale mocno skażonego wojną.. 

Celem twórców filmu “Filip”  nie jest ukazanie patosu wojennego, wyjątkowych bohaterów i wielkich poświęceń, drastycznych obrazów śmierci. Po pierwszym krótkim “prologu” – scenie w getcie warszawskim cała reszta filmu, to szokująca “konsekwencja” zupełnie zaskakującego życia w wojennej scenerii w niemieckim Frankfurcie. Pozornie szary człowiek, cichy wyniosły kelner, konsekwentnie, dzień za dniem, toczy swoją własną wojnę. 

Ma plan. I gdy już wydaje się, że jest coś, co może wyleczyć go z tej przemocy- rodząca się prawdziwa miłość, która może stać się istotniejsza niż zło – znów macki wojennej nienawiści są silniejsze. 

Ten film jasno uświadomił mi, że obraz wojny,  którego wciąż podświadomie nie mogę się pozbyć, nie jest jedyną i najgorszą wersją tamtych czasów. Teoretycznie wszystko od dawna to wiem, ale wciąż nie umiem sobie tego wytłumaczyć.

Kim byli ludzie zwykli, szarzy, którzy znaleźli się w przypadkowym miejscu, w przypadkowych okolicznościach i musieli “nie będąc sobą” jakoś przeżyć tyle długich lat?  Jak sobie radzili z najbardziej prostymi emocjami, pragnieniami, których nie można pozbawić człowieka?  

Patos, odwaga, strach, śmierć… te określenia kojarzą nam się zawsze wojną.   Ale to tylko część prawdy o tamtych latach. 

Z czym się naprawdę prosty człowiek musiał się zmagać?  O tym filmy wojenne naszej  młodości nam nie opowiadały… Sześć długich lat życia wojennego. 

Pomyślmy przez moment o stanie wojennym w 1981-83 roku (ci co pamiętają i przeżyli ten czas), pomyślmy o niedawnej pandemii. Jak bardzo takie niespodziewane wydarzenia wpływają na nasze osobiste uczucia, zmiany w życiu, ważne decyzje. 

Wbrew pozorom to są niezwykłe momenty, które potrafią wstrząsnąć i zmienić w nas bardzo wiele. W myślach, w czuciu, w niespodziewanych decyzjach. Nie planujemy tego. I nagle -BUM!!! 

Ile pomysłów może zrodzić się w  głowie twórcy – by napisać kolejny scenariusz filmowy, kolejną powieść czy sztukę. By wyreżyserować następny mocny film, który potrząśnie umysłem i sercem odbiorcy. 

Jeśli dodamy do tego całą plejadę ludzi, którzy biorą czynny udział w tym procesie, począwszy od  aktorów, scenarzystów, producentów, poprzez tych, o których mniej, a może w ogóle nie myślimy, jak montażyści, operatorzy dźwięku, obrazu, twórcy kostiumów, ludzie od make-up-u, do tych, którzy muszą “załatwiać” pieniądze, wypromować film i dziesiątki dziesiątki innych… to otrzymamy ogromny proces długich miesięcy pracy setek ludzi. 

Nie rzucajmy opinii “beznadziejny film, książka”. Ja użyłabym słów: “Mnie się nie podobało  to i to, dlatego i dlatego”.. – a to już brzmi inaczej.   

Taka opinia może być punktem do dyskusji i nie ignoruje twórczych działań  setek ciężko pracujących ludzi. 

O tym wszystkim mieliśmy szansę porozmawiać z naszymi gośćmi, zapytać o każdy szczegół, nie tylko o pracy aktorskiej, ale o wszystko inne,  co “za kulisami” a przecież równie fascynujące. Ale czasu zawsze za mało, a chętnych do zadawania pytań o wiele więcej. 

Dr. Wojciechowski i Dr. Ściuk – organizatorzy Festiwalu podczas prowadzenia rozmów z gośćmi – producentkami: Olgą Bieniek i Marleną Kreńską.

Wyszło jak wyszło – i tak napisałam więcej niż planowałam. Taki to temat, że nie mogę skończyć. 

Cieszę się, że mieszkam w Houston, że częścią polskiej kultury jest tutaj Festiwal Filmów Polskich. Dla jednych – okazja rozrywki polskiej, dla innych – czas wspólnych wieczorów Polonii, dla mnie – rarytas filmowy, aktorski i intelektualny! 

Dziękuję Zbyszkowi, całej ekipie organizatorów i nam – widzom, że wciąż mamy apetyt na nowe filmowe wyzwania!!


BACK

2 myśli na temat “Kilka słów od filmowej narkomanki

  1. W młodości, w Polsce, wielkim wydarzeniem udostępniającym największe dzieła kinematografii światowej były KONFRONTACJE, trwający prze kilka dni, a raczej nocy, pokaz filmów z niemal niedostępnego Zachodu. Filmy były świeże, tłumaczenie dialogów odbywało się na żywo, kolejki po bilety ustawiały się na długo (nie, raczej na BARDZO długo) przed seansem. Staraliśmy się nie przegapiać tych Konfrontacji, pójść chociażby na kilka z oferowanych filmów.

    Po latach, już w Houston, takie KONFRONTACJE w postaci dorocznego Festiwalu Filmów Polskich zaczęły wypełniać niedobór kinematografii polskiej i tej do obejrzenia, i tej, o której można podyskutować. Staramy się nie omijać żadnej z tych okazji.

    W tym roku nie udało mi się obejrzeć tylko jednego z tych filmów. Jak mówi Małgosia, też bardzo dobrego. Mówię „też”, bo wszystkie te filmy były plus dobre albo bardzo dobre. Niemal w ostatniej chwili udało sie organizatorom zdobyć niezwykle już nagłośniony film „Zielona granica” i wydawało sie, że będzie on gwoździem programu. W mojej opinii -nie był. Tragedia przechodzenia zdesperowanych ludzi z krajów Bliskiego Wschodu do Polski przez zieloną granicę jest nieograniczenie niewyobrażalna, ale nie przywołał ten film tak wilkiej frekwencji jak kilka lat temu projekcja „Kleru”, kiedy w dużo większej sali kinowej wszystkie miejsca były zajętej, a jeszcze mnóstwo ludzi oglądało ten film stojąc pod ścianami sali kinowej. Myslę, że poza napięciami politycznymi w Polsce wokół „Zielonej granicy” katastrofalna sytuacja na granicy amerykańsko-meksykańskiej również miała wpływ na obniżenie frekwencji na tym polskim filmie.

    Widziałem dużo filmów wojennych, zwłaszcza tych o 2-giej Wojnie Światowej. „Filip” przeszedł jednak moje najśmielsze oczekiwania. I sposób przekazania tematu, i linia fabuły nieznana chyba ogromnej większości widzów, i wspaniała gra aktorska zapewniły temu filmowi moje pierwsze miejsce wśród wszystkich obrazów Festiwalu, a także moje gorące zachęty do oglądnięcia go kierowane ku wszystkim, kto choć trochę lubi kino. Jest to naprawdę film na skalę światową.

    Dziękuję Zbyszkowi i całej grupie nowych wspólporganizatorów za tak wspaniałe wydarzenia kulturowe.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie powiem ile dyskusji i jak długie trwały po każdym seansie filmowym między nami. To dla mnie jest właśnie cenne i piękne! To, że film pozostawia ślad, chce się o nim mówić. Jest tematem do przemyśleń i rozważań – nawet jeśli ma się różne zdania. Bo własnie takie różne emocje powinien wywoływać. Uwielbiam ten filmowy houstoński czas! Żałuje tylko że tak mało młodych ludzi uczestniczy w tej imprezie..

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi