Uliczkami w górę i w dół, po mostach, popijając  wino „Porto”

17 października, 2023

Myśl o Portugalii mignęła mi wiele lat temu, kiedy moja przyjaciółka Beatka takie właśnie wakacje sobie wymyśliła. Ona pierwsza wrzuciła nam Portugalię do koszyka pomysłów wyjazdowych. My już wtedy całą Europę bardziej czy mniej zwiedziliśmy albo chociaż dotknęliśmy co piękniejsze czy ciekawsze zakątki. Ale jakoś Portugalia przesmyknęła się przez nasze plany bez echa. I tak sobie kiełkowała i rosła, aż tuż przed pandemią byliśmy gotowi do wyjazdu – z pomysłami i biletami. Tyle że wydarzenia roku 2020 zastopowały nasz wakacyjny plan i jak większość ludzi utknęliśmy z planami  w głowie albo na papierze. 

Minęły kolejne lata, podróżowaliśmy tu i ówdzie, aż dopiero w tym roku dotarliśmy do.. PORTO

Porto – Miasto w Portugalii położone przy ujściu rzeki Douro do Oceanu Atlantyckiego. Drugie co do wielkości w tym kraju. Dlaczego tam? Jak to w życiu bywa – trochę przez przypadek, trochę przez sugestie przyjaciół i znajomych, trochę przez przekorę, bo wszyscy koniecznie do Lizbony, a ja przeczytawszy dużo na temat – koniecznie chciałam właśnie do Porto. 

Może przez dawne sentymenty i wspomnienia wąskich uliczek, pełnych kwiatów w Grecji i Turcji, może sentyment zapamiętanych obrazków z Chorwacji (dawnej Jugosławii) i uliczkach ciągnących się w górę i w dół.. Gdy zobaczyłam zdjęcia, posłuchałam opowieści przyjaciół i wciągnęłam się w nowoczesny świat internetowych blogów podróżniczych, a do tego jeszcze historii,  skąd wzięło się  wino „Porto”.. to już wiedziałam, że wybieramy Porto jako miejsce tegorocznych wakacji!

A że tym razem potrzebowałam odpoczynku “ na moich warunkach” – będę wstawać wtedy, kiedy poczuję, że chcę i mogę, gdy “najpierw będzie kawa, a potem życie”, gdy będziemy się włóczyć tam, gdzie MY chcemy i nie będzie to program wycieczki zorganizowanej (przy czym NIC nie mam przeciwko zorganizowanym wycieczkom, ale czasem potrzeba czegoś innego!!) – wszystko pasowało mi idealnie! Był ze mną mąż i zaprosiliśmy też przyjaciółkę, taką od szkolnej ławy aż do dziś (na kilka dni).

Urocze wąskie kręte uliczki. Zawsze w górę i dół. Nawet jeśli w dół… to i tak w górę 😂😂

Sceneria: bardzo ciasne uliczki, bardzo pod górę i jak mówi mój mąż: “nawet jak w dól to też pod górę! 🙂🙂

Jeśli ktoś liczy na  opis i szczegółowe informacje o Porto, to polecam blogi turystyczne i informacyjne na ten temat.  Mój tekst takich wieści wam nie przyniesie.  Ja chciałabym  w tym krótkim wpisie oddać atmosferę naszych kilku dni wakacyjnych. I tego, co mnie, czekającej na pobyt w tym miejscu przez kilka lat, najbardziej wpadło do serca. 

Most Luis’a z każdej strony i o każdej porze dnia i nocy prezentuje się wspaniale!!!

Uliczki – wąskie, bardzo wąskie i jeszcze węższe. Dziesiątki uliczek. Do rzeki Douro i głównego nabrzeża Ribeira niedaleko. Trzeba zejść w dół może przez niecałe 10 minut i już oczom ukazuje się widok jak z najpiękniejszych pocztówek tego miasta. Szeroka czysta rzeka, stare statki/barki z baryłkami wina i sześć słynnych pięknych mostów, z których jeden jest najbardziej charakterystyczną reklamówką tego miasta. Most Luis’a (Luis’ Bridge). Zbudowany w stylu wieży Eiffel’a, przez ucznia samego mistrza. Jest wyjątkowy, posiada dwie kondygnacje, obie wykorzystane do pełnego ruchu, dolna do ruchu samochodowego i dla pieszych, a po górnej kondygnacji jeździ metro i chodzą piesi. Metro wyłania się z jednej strony z podziemnego korytarza, by przejechać majestatycznie na drugi koniec mostu i zniknąć w czeluściach podziemnych po drugiej stronie. 

Widok z okna naszego apartamentu, z czwartego piętra. Dachy innych domów, ledwo widoczna wąska uliczka. Az strach patrzeć w dół 😂

Jest to fantastycznie połączone z uliczkami, które natychmiast wpadają pomiędzy niezliczone ilości bardzo wąskich kamieniczek, wysokich zazwyczaj na trzy, cztery i pięć pięter. Wysokich pięter! Nasz apartament mieścił się na czwartym piętrze i wspinanie się na tę wysokość bylo nie lada wyzwaniem. Choć wewnątrz klatka schodowa jak i caly dom był nowy i bardzo ładnie zrobiony, to schody były wysokie i strome i dotarcie  do naszego, bardzo zresztą ładnego i ciekawie architektonicznie zaprojektowanego duplexu, było niezłą codzienną gimnastyką!! 

Porto, to niezliczona ilość schodków! Kamiennych, bardzo stromych i tylko czasem nieco mniej.😆 Wijących się i biegnących ostro w dół i w górę. Miasto pełne uliczek, które nigdy i nigdzie nie są płaskie. I też nie są lekko pochyłe. One po prostu są strome, wręcz sprawiają wrażenie pionowych!! Nie mam pojęcia jak ludzie żyją tam na co dzień. Jak jeżdżą  te niezliczone ilości aut, a jeszcze bardziej interesuje mnie jak te auta parkują!? Bo zaparkowane samochody stojące niemal jedno na drugim, to widziałam na własne oczy, ale jak kierowcy są w stanie tak się wcisnąć! Przypomina to układankę z klocków lego precyzyjnie dopasowanych do siebie. I jak potem opuszczają to swoje miejsce parkowania, to NIE udało mi się przez tydzień zauważyć.. 🙂

 czywiście większość tych maleńkich uliczek jest jednokierunkowa, po jednej stronie “oblepiona” parkującymi samochodami – środkiem, jeśli o środku drogi w ogóle można mówić – jadą różnego rodzaju pojazdy, także duże dostawcze i jeszcze spokojnie pomiędzy przetaczają się dziesiątki pieszych. Fenomenalne!

Wydaje się, że tylko strefa nadrzeczna, dzielnica Ribeira i po drugiej stronie rzeki Douro –  Vila Nova de Gaia,  chociaż są najbardziej tłumne, dzień i noc oblegane przez turystów, są najbezpieczniejsze. A przynajmniej płaskie. 😃 Ale już Most Luisa tętni ruchem samochodowym i pieszym, a w górnej strefie pomyka metro i mimo że nie ma tam “górek” ruch jest ogromny. Nad tym wszystkim można przejechać się gondolą czyli kolejką linową i zobaczyć  ten piękny obrazek z lotu ptaka!

Szaleństwo i fantazja Młodych!

Dodam do tego obrazka (na szczęście na “dolnym”poziomie”) śmiałków (raczej szaleńców), z których co poniektórzy przymierzają się do skoku z mostu do rzeki, a bardziej szaleni skaczą z niego do rzeki. Oto miejsce tętniące nieustająco  muzyką, ryzykiem,  kolorystyką ludzi, strojów, setkami turystów, mieszanką różnych języków, słońcem i dziesiątkami restauracyjnych stolików z parasolami.  Bo tam w tej scenerii nie brakuje pysznego jedzenia i oczywiście słynnego wina Porto!

Opuszczając płaską część nadrzeczną wkraczamy natychmiast w uliczki, wtapiamy się przyklejone do nich restauracyjne stoliki. Każda inna, niemal na innym schodku! Wszędzie zieleń, tajemne przejścia i niepewność, gdzie znajdziemy się za chwilę. Podobno w Porto najmilszy jest ten moment “kiedy zagubisz się” w krętych nieodkrytych i nieznanych uliczkach. My takiego odczucia doświadczyliśmy, ale muszę przyznać, że chyba nie było ono najmilsze.😅 🤔 Nachodziliśmy się w górę i w dół (oczywiście!!) czy raczej znów w górę, żeby odnaleźć właściwą drogę… 

Porto ma piękne zabytki, myślę, że przez tydzień pobytu nie pominęliśmy niczego ważnego. Szczegółowo opisywać nie będę, bo o zabytkach i na ich ten temat dużo zostało powiedziane i napisane przez innych. 

Jak wiadomo, bo mówię o tym często i chętnie, lubię wino czerwone, wytrawne o pełnym wyrazistym smaku. Najlepiej Merlot albo Cabernet. O winie „Porto” poczytałam na długo przed podróżą, nawet kupiłam butelkę jeszcze w Houston, by spróbować. Nie byłam zaskoczona, że jest inne. Znałam w zarysie historię jego powstania. Resztę dowiedziałam się podczas tury w jednej z winiarni (CALEM, 1859), gdzie przewodniczka opowiedziała jeszcze raz historię tego wina i nieco szczegółów o rodzajach, różnicach pomiędzy Białym, Rose i Tawny. Każde z nich ma jeszcze wiele “podgatunków”, które różnią je od siebie pod wieloma ważnymi względami. Jedno jest pewne. Prawdziwe Porto na pewno pochodzi z Doliny rzeki Douro!! 

Wino „Porto” trzeba poznać wraz z opowieścią o jego bogatej historii i testowaniem smaków

Potem oczywiście testowaliśmy te smaki. Na początku właściwie Porto nie bardzo mi smakowały. Ale jak wszystko, co próbujemy pierwszy raz, a szczególnie wina – trzeba mieć cierpliwość smakową. Nasze “smakowe kubki” są bardzo czułe i trzeba dać im czas, aby  miały chwilę na “złapanie” smaku. Na przyzwyczajenie się do tego, co nowe. Co nieznane i inne.

Zdecydowanie najbardziej smakowało mi Porto Tawny. Najintensywniejszy smak i zapach. W zapachu a może i smaku wyczuwa się element drewna – beczki, w którym to wino dojrzewa. Jest, jak mówią, słodkie, ale to jakby nie przeszkadza. Mnie zaczęło smakować po kilku kieliszkach “próbek”, smakowań, testowania zapachu, delektowania się malutkimi łyczkami.  Nie sprawiało wrażenia słodkiego. Raczej starego, “zleżałego”, które odczekało swój czas i właśnie ma “swoją” właściwą minutę. 

Co ciekawe, codziennie, kiedy jedliśmy lunch czy obiad w restauracji, za każdym razem innej, nigdy nie piliśmy Porto, choć zawsze piliśmy wina tamtejsze z winogron z Doliny Douro. Wina portugalskie są dobre (piłam tylko czerwone wytrawne, więc na temat innych się nie wypowiadam) kelnerzy umieli nam doradzić. Zawsze najpierw dawali próbkę do przetestowania. Tylko jeden raz odrzuciłam pierwsze i spróbowałam kolejnego. Nie jestem wielkim koneserem i nie marudzę przesadnie, ale umiem odróżnić wino kwaśne od takiego, które po prostu mi smakuje!  Wina portugalskie z Doliny rzeki Douro były dobre. 

Jak już jestem przy winach, to na pewno każdy chciałby wiedzieć  jakie jest  tradycyjne i najpopularniejsze jedzenie, bo przecież wiadomo, że to nieodzowna część naszych turystycznych zainteresowań. O pysznościach kuchni w Porto można by długo, ale znów powiem – nie będę wchodzić w drogę tym, co piszą blogi kulinarne, bo robią to fachowo i na pewno lepiej ode mnie. 

Każda restauracja była inna, każda miała swój nastrój, styl, inny sposób podania jedzenia. Zamawianie jedzenia w obcym kraju, nawet jeśli opis jest także w języku angielskim, jest zawsze pewnym ryzykiem. W tej części także byłam przygotowana i z grubsza wiedziałam, co powinniśmy spróbować. Oczywiście zaczęliśmy od najsłynniejszej kanapki Francesinha. Bardzo tradycyjna i bardzo portugalska. Dwa tosty a pomiędzy nimi szynka, kiełbasa, mięso stekowe, gruba warstwa serów, polana sosem pomidorowo-piwnym, czasem jeszcze jajko na wierzchu.  Duże, bardzo obfite i choć Portugalczycy uważają to za jedno z najlepszych dań, przyznaję, że ja nie byłam tym zachwycona. Dla nie za dużo mieszaniny, zbyt wielkie pomieszanie smaków. Nie przypadło mi do gustu tak jak powinno według opisów i poleceń. Za to bardzo mi smakowały dania rybne (seafood), szczególnie sardynki, których jest zatrzęsienie. Także mnóstwo sposobów ich przyrządzania, zupełnie mi nie znanych. Oczywiście my smakowaliśmy tylko kilka, ale każde były pyszne. Bardzo popularny jest tamtejszy dorsz, także przyrządzany inaczej niż nasz polski tradycyjny. Ale ja nie skusiłam się, bo dorsz jakoś w mojej głowie “uwiera” mnie z dawnych polskich komunistycznych czasów. Tak tak, wiem! Ten jest na pewno inny! Mimo to wybór był duży i mogłam próbować inne potrawy.

 Wspaniałe były wszelkiego rodzaju przystawki/tapas: rybne, carpaccio zupełnie inne niż dotychczas nam znane, hiszpańskie czy włoskie. Bardzo lubię te małe “talerzyki”, które można dzielić, próbować i zachwycać się smakami jakich dotąd nie znaliśmy! 

Mój mąż koniecznie musiał spróbować wszędzie polecanej potrawy “Tripas a Moda do Porto”. Jest to zupa nieco podobna do naszych flaków, ale tak naprawdę to zupełnie innej, bo była tam także biała fasola, kiełbasa chourico, inne rodzaje mięs, jarzyny, no i różne nieznane nam przyprawy.  Smak zupełnie nowy, na pewno niepodobny do polskich flaków. Spróbowałam kilka łyżek. Dobre, ale nie aż tak bym musiała zjeść całą porcję.  Za to mój mąż zjadł pełną misę z zachwytem.  

O jedzeniu, trunkach można by ciągnąć opowieści bez końca. Każdy z nas ma ich zazwyczaj mnóstwo, każdy inne, własne spostrzeżenia. Wiadomo – podniebienia anatomiczne mamy jednakowe, ale smaki odczuwamy różnie. I dlatego rozmowy na takie tematy nigdy się nie kończą. 😂

Niepowtarzalna, zapierająca oddech – księgarnia „Livraria Lello”

Porto to także kilka elementów, które to miasto pielęgnuje szczególnie wyjątkowo i uważa je za własne i niepowtarzalne. Jednym z nich jest księgarnia “Livraria Lello” 

Księgarni na świecie mamy tysiące, czemu więc ta przyciąga nie tylko miłośników książek ale zwykłych turystów, wielbicieli pięknej architektury i niemal każdego, kto zawita choć na chwilę do Porto? Od malucha po starszyznę, od tych, co uwielbiają “Harry Pottera” i tych co mają respekt dla wszystkich Noblistów z dziedziny literatury. 

Jednego dnia staliśmy w kolejce, by zorientować się jak zorganizowana jest akcja wchodzenia do środka księgarni. Zarejestrowaliśmy się, kupiliśmy bilety i następnego dnia wróciliśmy, by grzecznie ustawić się w kolejce pod tabliczką z godziną 11.30 rano.

Pracownicy księgarni pilnie czuwają, by z zakupionymi wcześniej biletami, co pół godziny wchodziła odpowiednia ilość osób. O historii księgarni można przeczytać w każdym przewodniku, książkowym czy internetowym. Powiem, że już to, co znajduje się u jej wejścia przyciąga oczy każdego oczekującego. Tuz po przekroczeniu głównych drzwi – cudowna architektura, wspaniała fasada, ogromny łuk, a na nim geometryczne i roślinne  wzory . Trzy ogromne okna a nad nimi malowidła. Piękne ażurowe wykończenia. Nie znam się za bardzo na stylach i myślę,  ze  jest ich tam więcej niż jeden, ale na pewno wyróżnia się secesyjny i chyba neogotyk. Dużo mądrych sentencji. I schody!!! Schody umieszczone w centralnej części księgarni, prowadzące na górną platformę są majestatyczne i dostojne. Każdy kto się na nich znajdzie, musi zatrzymać się choć na chwilę, spojrzeć wokół, w dół iw górę. No i zrobić choc jedno pamiątkowe zdjęcie… To moment, w którym przez sekundę brakuje nam oddechu..

Moja uwagę zwrócił specjalny system ułożenia książek na półkach, zupełnie inny niż zazwyczaj robi się to w księgarniach. Na jednej ze ścian wisi tablica z nazwiskami wszystkich Noblistów w kategorii literackiej, wśród nich także nasi polscy rodacy. Na jednej z półek wychwyciłam tomy książek Olgi Tokarczuk. 

Równie ciekawa jest sceneria architektoniczna księgarni z tyłu, po drugiej strony schodów. Schody w tylnej części są równie pięknie rzeźbione jak z przodu choć w nieco innym stylu. 

Opowieść niesie, ze autorka “Harry Pottera” przyjechała do Porto i pracowała tam jako nauczycielka języka angielskiego. Trafiła do tej księgarni, zakochała się w jej wystroju, atmosferze i to właśnie ta wizja podziałała na jej wyobraźnię i między innymi dzięki urokowi i magicznej sile tego miejsca powstały kolejne tomy “Harry’ego”. Olga Tokarczuk mieszkała w Porto pięć lat, znalazła tam miłość i wspaniałą drogą do życiowej kariery.

Czy było tak jak mówią różne historie? – pani Rowling przychodziła tam na herbatkę i godzinami kontemplowała w atmosferze księgarni, czy rzeczywiście tam pisała swe powieści… przekazy są różne, ale pewne jest, że to miejsce ma swój wielki udział w powstaniu powieści “Harry Pottera” i dziś ogromna część jednej ściany to wielka wystawa wielu wydań tej powieści. 

Księgarnia równie wyjątkowa o pięknym wnętrzu – w Buenos Aires. Zdjęcie z podroży w grudniu, z 2019 r

W swych podróżach widziałam jeszcze jedną zaskakującą i niesamowitą księgarnię – w stolicy Argentyny, w Buenos Aires. Księgarnia nazywa się El Ateneo Grand Splendid i znajduje się w dawnym budynku ogromnego teatru Teatro Grand Splendid. Dawne miejsca dla publiczności zamieniono na regały na książki, pomiędzy nimi stworzono miejsca pracy, kawiarnie, ciche kąciki czytelnicze itp. Wnętrze jest równie piękne jak to w księgarni w Porto, choć przestrzeń ogromna a styl zupełnie inny. To jedna z najpiękniejszych księgarni świata. 

Wspominam o tym przy okazji – bo w obu wypadkach zachwyciłam się, jak wspaniale można połączyć i dokonać jednego wspólnego dzieła dla oka, duszy i wrażliwości ludzkiej! Teatr, architektura, rzeźba, literatura…  Czyż nie jest to piękne, co człowiek może następnym pokoleniom sprezentować?!   

I by “koszyk wrażeń artystycznych” z Porto dopełnić,  dorzucę jeszcze zaproszenie do odwiedzenia Muzeum Sztuki Współczesnej – (Museu de Arte Contemporanea de Serralves).  Kilka wystaw niezależnych autorów, ciekawych, które choć byliśmy we dwoje, wywołało różne odczucia i mocną między nami dyskusję. Częścią muzeum jest bogaty, duży park, gdzie również są  umieszczone eksponaty sztuki współczesnej. Spędziliśmy tam pół dnia i nie żałuję ani sekundy! 

Nasza tramwajowa wyprawa nad Atlantyk

Jeszcze dorzucę wycieczkę starym zabytkowym tramwajem, który dojeżdża na plażę nad  Atlantykiem z widokiem na latarnię morską i bijące wysokie fale i nieograniczoną liczbę małych kafejek, restauracji, winiarni.

Wszędzie, w każdym zakątku gdzie można zjeść pyszne pieczone lub grillowane sardynki, dorsza, i wszelkiego rodzaju inne przysmaki morskie a także mięsne. I pić wino portugalskie. Tak, głównie portugalskie produkowane w dolinie Douro. Codziennie inne i zawsze smaczne! I jeszcze wino PORTO – wizytówkę smakową wyjątkowego miasta. 

Jeśli planujesz wakacyjne wyjazdy, to nie zapomnij włączyć w nie portugalskiego miasta wąskich, krętych uliczek, które poprowadzą cię w górę i w dól, zmęczą cię, ale zawsze dojdziesz do miejsca, gdzie usiądziesz w czarownym zaułku,  przy małym stoliku z pięknym widokiem na rzekę Douro lub Ocean, kieliszkiem wyjątkowego portugalskiego wina “Porto”.


BACK

4 myśli na temat “Uliczkami w górę i w dół, po mostach, popijając  wino „Porto”

  1. Tu powinna się posypać chyba góra komentarzy, dopowiedzi, uzupełnień, porad i czego tam jeszcze można oczekiwać. Kierowca Ubera, który wiózł nas z lotniska do miasta w noc odbierania Niny z samolotu powiedział, że opowie nam po drodze o Porto, najpiękniejszym mieście na świecie. A ja skomentowałem, że drugim najpiękniejszym mieście, po Krakowie. I niemalże się zgodził, bo uwielbia Polskę.
    Nie da się nie pokochać Porto. I nie ma co szukać łatwiejszej trasy spaceru, nie takiej, która idzie pod górę. Bo takiej nie ma. Jedyna nadzieja to to, że jeśli trzeba iść pod górę, to żeby dojść do punktu wyjścia trzeba będzie isć w dół. Chociaż stromo w dół to też nużące.
    Pewnie nie odwiedziliśmy kilku ważnych muzeów, nie weszliśmy do kilku ważnych spośród miliona mniej ważnych kościołów, ale ja zjadłem „franciszkę” i portowskie „flaki” oraz wdrapałem się na wieżę kościoła Kleryków, więc byłem zadowolony. A najbardziej z tego, że miałem przez ten pobyt wspaniałe towarzystwo. Niestety, babska solidarność nie pozwoliła moi zrealizować planu rejsu do winnic doliny Douro, ale dzięki temu mam przynajmniej do czego wracać.
    Dziękuję, Małgosiu, za tę podróż,
    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

    1. Portugalia to wyjątkowy kraj. Pojechaliśmy tam ze względu na wyjątkowe wina. I zgodzę się z moją siostrą że wina te są wyjątkowe. Ja nauczyłem się kupować wina co do kraju pochodzenia i ze względu na szczepy. Jeśli wino z Portugalii (czerwone) zawiera szczepy takie jak Aragonez, Tauriga Nationale, Tricandeira albo Tinta Roriz to to bierz je do kielicha i rozkoszuj sie bogactwerm bukietu.
      Co do wszech obecnych sardynek to rzeczywiście występują licznie. Kiedy w Lizbonie włóczyliśmy się po najstarszej dzielnicy Alfamie , chcąc posłuchać koncertu Fado trafiliśmy na zakończenie oktawy Św. Antoniego i cała dzielnica skąpana była w muzyce typu disco polo i osnuta była dymem z grilowanych wszędzie sardynek. Nie byłem w Porto ale zachęcony opisem na blogu postanawiam. Pojedziemy tam na pewno. A porto degustowaliśmy w Lizbonie tak jak i madery we Funszal na Maderze.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Komentarz udało się wpisać – czyli rozumiem, pokonałeś komputerowe trudności techniczne😀
        Zawsze lubię gdy ktoś uzupełnia moje wpisy dodatkowymi własnymi doświadczeniami i dodaje więcej informacji. Im więcej wieści, tym lepiej. My w Lizbonie nie byliśmy, ale zawsze cos trzeba sobie zostawić na kolejny raz.. Choc nie jestem pewna czy tym razem to będzie Europa.
        Cieszę się, że dotarłeś na mój blog i dzięki za komentarz

        Polubienie

    2. Tak, to były wyjątkowe fantastyczne wakacje! A zamiast rejsu do Doliny Douro miałeś dużo innych miłych opcji więc nie narzekaj😃. Myślę, że warto było spędzić tyle czasu nad przygotowaniami planu całego pobytu. Wszystko udało się perfekcyjnie, nawet to co (zresztą świadomie) nie zostało ujęte w moim opisie. Kilka osób juz potwierdziło, że zachęciłam ich i wrzucili Porto do swojego „koszyka” planów przyszłościowych. A my.. trzeba już pomyśleć o innych pięknych miejscach

      Polubienie

Dodaj komentarz