Skrawki dnia powszedniego…

1 sierpnia 2023

Godzina 5.43 rano

This image has an empty alt attribute; its file name is img_2776.jpg

Budzę się nieprzytomna. Jest jeszcze zupełnie ciemno. Coś mi się śniło. Coś albo raczej ktoś z dalekiej przeszłości.. Gdzieś w szkole, tak, nie było miło. To byli koledzy z podstawówki. Jakieś podwórko. Całe kamienne. Biegłam. Uciekałam. I ktoś nieustannie powtarzał pytanie, a ja nie znałam odpowiedzi.. Jestem roztrzęsiona. Zawsze kiedy śni mi się szkoła cała się trzęsę. Opadam na poduszkę. Zamykam oczy. 

Zasypiam.

8.27

Budzę się powoli. Jest jasny słoneczny dzień. Cisza w domu. Jestem sama. Mój mąż już dawno pojechał do pracy. Moje oczy nie chcą się otworzyć. Po omacku szukam na stoliku kropel do oczu. Rozbudzam się długo. To komfort emerytury. Wreszcie nie trzeba się spieszyć. Siadam na łóżku, kręgosłup nie chce poddać się takiej pozycji. Przypominam sobie mój sen. Czuję się nieswojo. Widzę zamazane  twarze kolegów z klasy, ale nie jestem pewna czy to na pewno oni byli w moim śnie… Jeśli oni to dlaczego jestem taka podenerwowana? Co w tym śnie było nie tak? Pewnie już sobie nie przypomnę.  

Mijają długie minuty zanim mogę podnieść się do pozycji stojącej. Idę do łazienki.

8.49

Poranna twarz – nie lubię tego obrazka…

Stoję przed wielkim lustrem. Szoruję zęby. Patrzę w poranną twarz, już zmęczoną. 

W tym momencie przychodzi mi na myśl, że gdybym teraz nie miała czasu dla siebie, to może nie zauważyłabym starej twarzy? Zmęczenia, zmarszczek , podkówek pod oczami?

Puszczam gorącą wodę pod prysznicem. Uwielbiam mój prysznic. Uwielbiam moją łazienkę. Dużą, jasną, nowoczesną, w kolorach jakie sama wybrałam, choć  została przerobiona z wersji starej już istniejącej, więc pewne ograniczenia, niestety, musiały być. Woda leje się z kwadratowego prysznica wielkim strumieniem, kafle mają łagodny falisty kształt w kolorze ciemnego kobaltu a pośrodku ciągnie się pomarańczowy  pas przecinający ścianę wzdłuż, od góry do dołu.  Prysznic ma warianty masażu wodnego. Jest bosko. Mogę usiąść i odpoczywać. Niemal jak w saunie. 

9.25

Taki znaczek mojej bardzo mądrej wagi. Jakby ktoś chciał sobie sprawić...😂

Mamy wagę. Stoi sobie tuż przed wejściem do prysznica. Tak złośliwie, że nie sposób jej ominąć. No to wchodzę na nią. Jest bardzo płaska. Nic a nic nie przeszkadza. Poza tym, że.. jest bardzo mądra! Połączona z “apką” w telefonie zaznacza wszystko! – wagę, BMI, tłuszcze, mięśnie, kości i wszystkie inne  całkowicie niechciane przeze mnie informacje. Kupiłam kiedyś tę wagę mojemu mężowi, miał być fajny prezent. I jest! – tyle, że  gnębi nas swoją mądrością, przeliczeniami, wskazówkami.. BBRRR…  I w dodatku – przecież mogłabym jej NIE używać. A używam, sprawdzam i złoszczę się na wagę, na życie. Na siebie – bo wiem, że już nigdy szczupła nie będę, chyba że kupię sobie wagę – oszustkę i zacznę jej bezgranicznie wierzyć. 

I dużo nowych zmarszczek, a ja ich tak bardzo dużo nie mam… W ten sposób zawsze mogę znaleźć sobie jakąś wymówkę, jakieś beznadziejne – ale pocieszenie.  

W moim wieku już modelką nie zostanę, na ulicy nikt się za mną nie oglądnie, więc chudość nie ma takiego wielkiego znaczenia. 

Ale – z drugiej strony..  Teraz zeszczupleć, to może nie być dobry symptom…

Trudno – będę z tym żyła. Zapewne nie tak długo..

9.50

Herbatka. Tak! Wiem wiem! To nie po mojemu.  Od lat zaczynałam dzień od kawy. A od może dwóch miesięcy szukałam sposobów, żeby uspokoić mój rozchwiany rano żołądek. I odkryłam, że przed kawą najpierw kubek owocowej herbaty, a po godzinie – dwóch dopiero kawa. Jeśli więc nie muszę gdzieś biec z rana (bo i tak się zdarza) to najpierw herbata, czasem jakiś herbatnik do tego. Potem lekarstwa i mój żołądek zaakceptował taką terapię i uspokoił się. Choć uważam się za osobę zdrową, moja poranna porcja to 12 tabletek różnego rodzaju. Nic wielkiego, ot – a to na cholesterol, a to na zbyt wysokie ciśnienie, a to na jakieś artretyczne bóle i.. ho, ho – czego tam jeszcze nie ma!

Nic wielkiego, ale starzejący się człowiek potrzebuje witaminek, pomocy w zasypianiu itp. itd.  No to sobie tak po tej herbatce serwuje dawkę, jednorazową. Połykam wszystkie za jednym zamachem, mam to dobrze wytrenowane. W niebieskim pudełeczku mam dawkę na wieczór (co dla mnie oznacza na noc, czyli bardzo późno!) ale za to dużo mniej, bo tylko trzy tabletki! 

Tyle spowiedzi medycznej!

10.15

Teraz kawka ze spienionym mleczkiem i odrobiną kahlua i cynamonu. Codziennie w innej filiżance. Rozpisywać się nie będę, bo niedawno to zrobiłam. 

I małe, ale kaloryczne i zdrowe śniadanie.  Bardzo staram się nie dopuszczać złych myśli do siebie. Nie denerwować się. Odsunąć wszelkie negatywne fluidy.  Wyluzować się. 

Łosoś, awokado i owoce
Serek biały z owocami

To najprzyjemniejszy moment dnia. Nie zawsze to wychodzi. Ale dla mnie to ważny punkt dnia. 

11.00

Nawet emeryci muszą zająć czymś głowę. Emeryturę trzeba sobie dobrze zaplanować. Jak każdy etap w życiu, ten też musi mieć jakiś sens. Nie można więc zwlekać z emeryturą, jak już nie będziemy umieli sobie poradzić z jej zorganizowaniem. Bo wtedy wyda nam się już tylko czasem bezczynnego siedzenia, czasem bycia bezużytecznym, nieudolnym i niepotrzebnym. A to oznacza, że wszystkie wcześniejsze etapy życia nie przygotowały nas na ten ostatni, który i tak jest nieuchronny i musi nadejść. 

Trochę więc pracuję, trochę sprzątam, biegam na zakupy, trochę plotkuję, trochę czytam. I piszę sobie mój blog. Mój wolny czas nigdy NIE jest wolny. A jak jest wolny to tak, że mnie cieszy. A jak mnie wkurza, to zupełnie z innych powodów..

12.40

Bardzo często jestem w domu sama. Już dawno do tego przyzwyczaiłam się. Właściwie to od zawsze częściej byłam sama niż z kimś. Jakby istniał sposób na zliczenie godzin samotnych i porównanie ich, gdy przebywałam w domu z moim mężem, to na pewno samotność by wygrała. W młodości tego nie odczuwałam tak bardzo, bo dzieci zajmowały mój czas i samotność była  tylko pozorna. Zawsze coś się działo. Poza tym kiedy byłam młodsza, aktywność towarzyska była dużo większa niż teraz. To też normalne. Dziś wszystko ma wolniejsze obroty. I wcale nie jest to takie złe. Ot, “zmęczenie materiału”. 🙂 

Tylko jedna nowa myśl się pojawiła. Co zrobiłabym gdybym zasłabła? Gdybym przewróciła się? Gdybym oparzyła się, skaleczyła poważnie, rozbiła głowę?  Czy umiałabym pomóc sobie będąc sama??? 

13.28

Czytam powieści, w których autorzy piszą: “ 70-letnia staruszka”.  Oglądam film i bohaterem jest “starszy pan w podeszłym wieku “, “miła 80-letnia staruszka”, dziarski  90-latek, 65-letnia babcia..  

Kto z nich naprawdę jest stary? Kto czuje się stary? 

Odczucie wieku w społeczeństwie jest na pewno inne niż subiektywne spojrzenie na nasz własny wiek. Tak już ten świat jest urządzony, że gdy mamy 50 lat, to 60-ka wydaje nam się już bardzo stara, zaś gdy ją osiągniemy, to wcale nie jest tak źle. Wtedy przeraża nas 70-ka. A w 70-te urodziny czujemy się całkiem nieźle i z przerażeniem myślimy dopiero o 80-tce. 

Jedno jest pewne – każdy wiek ma prawo do pięknych uczuć. Każdy wiek  potrafi kochać, wzruszać się, znaleźć miłość, ciepło drugiego człowieka. Żaden numer go od tego nie powstrzyma.

W każdym wieku czujemy tak samo.  Niezależnie kogo tą miłością obdarzamy. 

Te myśli kłębią mi się w głowie pod wrażeniem lektury, którą podesłała mi moja przyjaciółka Ł. Tytuł „Chwile wieczności” autorka – Kjersti Anfinnsen. Na pierwszy rzut oka – rozważania smutne i pesymistyczne. A jednak – choć książka bolesna, ma w sobie wiele pozytywnej prawdy. Dla zachęty albo zadumy – zacytuję dwa krótkie fragmenty:

Dużo gorzej jest z ukazaniem światu i drugiej osobie naszego zewnętrznego obrazu. Tego nie da się ukryć za słowami, komplementami, spojrzeniami. 

Obraz nasz tylko wtedy będzie piękny, jeśli druga osoba będzie na nas patrzeć z tą samą miłością, co my patrzymy na nią. 

Tylko wtedy równanie uczuć i obrazu będzie dla tych DWOJGA zrozumiałe…

Już popołudniu, 14.10

Mam obsesyjną potrzebę kontrolowania  swoich zachwiań w zachowaniu. Ciągle o tym czytam, rozmawiam i sprawdzam samą siebie. Wszystkim nam (tzn. moim  koleżankom i kolegom – rówieśnikom) zdarza się coś zapomnieć, uwikłać się w jakieś dziwne często nawet śmieszne sytuacje. Wiem, wiem – to nic wyjątkowego.

A jednak. Jadę samochodem i przez ułamek sekundy mam wrażenie, że tracę  kontrolę, na którym pasie jestem na drodze. Albo – wydaje mi się, że ..nie wiem gdzie jestem, którędy jadę do domu. Najgorsze jest to, że nie potrafię się sprawdzić czy to jest iluzja i czy faktycznie przez maleńką chwilkę tracę orientację, bo to trwa tak minimalny moment, że nie potrafię go uchwycić. Nie potrafię uświadomić sobie, czy mi się tylko wydawało czy autentycznie straciłam poczucie rzeczywistości.. 

Czy istnieje jakieś wytłumaczenie na takie zjawiska? Muszę to sprawdzić. Muszę to wiedzieć!! 

14. 50

Planujemy wakacje. To znaczy ja planuję. Ja ciągle coś planuję. W mojej głowie siedzi taki “klik”, że jak nie będę planować, to ktoś – coś zatarasuje mi drogę do najbliższej przyszłości i powie: dalej nie pojedziesz, nie pójdziesz. Twoje drogi są już zamknięte. Bez planów człowiek ma siedzieć na “czterech literach” i patrzeć w okno tępym wzrokiem. 

Jedno z wydań opowiadania „Tu zaszła zmiana” i kilku innych- autorstwa M. Dąbrowskiej.

Patrzenie w okno czy przez okno nie jest może takie złe, pod warunkiem, że przez to okno jest ciekawy widok. Coś sobie przypominam z dawnych czasów, taką książkę czy raczej opowiadanie, chyba autorstwa Marii Dąbrowskiej pt.“Tu zaszła zmiana”.  Dla niej, w tamtych czasach, to były ciekawe zmiany. 

Mnie dziś patrzenie przez okno kojarzyłoby się to z przymusem siedzenia w jednym miejscu i ograniczeniem moich ruchów, planów. 

Chciałam, by te nasze wakacje były otwarciem drzwi  dla przyjaciół, spotkaniem przy winku, przy wspólnym stole, okazją do spontanicznego podchwycenia hasła: TAK, spotkajmy się! 

Ale – chyba już za późno na spontan. Więc jednak „numer” przeszkadza?  Już nie reagujemy jak dawniej. Smutne… A może jeszcze nie jest tak źle? 😊

15.30

Cholera! Przecież tak naprawdę nic nie wiemy o cierpieniu dopóki nas osobiście nie dopadnie. Obojętnie w jaki sposób, ale jak nas nie dotyczy, to po prostu nie możemy go zrozumieć. 

Może i dobrze, że tak jest. I tak jest wystarczająco dużo cierpienia na świecie. Nawet gdy dopada ludzi wybiórczo, to i tak  cierpiących jest zbyt wielu. Czuję, że cierpię z przyjacielem, bliską osobą. Ale tak nie jest. To znaczy jest, ale  “n i e  d o  k o ń c a”.  

Realne cierpienie jest tylko jedno. To, w którym tkwię JA sama albo tkwię z najbliższą osobą, którą kocham. 

Dziś widziałam to na własne oczy. 

Dziś widziałam to obok siebie. 

16. 12

Już od dawna wiem, ze dawać znaczy więcej niż otrzymywać. Najwięcej radości sprawia mi przygotowywanie dla innych niespodzianki, wymyślanie prezentów, realizowanie ich.  Im trudniejszy i bardziej wymagający projekt, tym lepiej. Im więcej szukania, kombinowania, więcej niepewności, trudności, oczekiwania, tym radośniejszy efekt naszych starań. Tyle, że to niekoniecznie pokrywa się z odczuciem odbiorcy prezentu. Bywa, że w pierwszym momencie zakuje mnie coś na kształt rozczarowania, ale już za chwilę jak zastanowię się, to logiczne jest, że druga osoba wcale nie musi czuć tego samego, co ja. Przecież nie siedzi w mojej głowie!  Być może jest blisko moich myśli i uczuć, ale  przecież jest innym człowiekiem.  Ma prawo do innych odczuć. Prezent, który ja przygotowywałam, odmalowywał moje uczucia, moje myśli, które chciałam przekazać. I to zrobiłam. 

Spełniłam to, co chciałam, co potrzebowałam zrobić z głębi mojego serca. Nie mogę wymagać od drugiej osoby dokładnie takiego samego odbioru, jaki był mój przekaz. 

I tak to rozumiem. I tak to muszę też czuć! 

17.00

Manipulacja jest wszechobecna wśród ludzi.  Nawet ci, którzy o tym nie myślą, manipulują z nieświadomością. Tak jakoś wychodzi. Oficjalnie, z premedytacją lub cichutko, bo tak wygodniej i łatwiej. Dla świętego spokoju, żeby nie urazić drugiej osoby. Mamy dziesiątki powodów. I nawet nie nazywamy naszych działań manipulacją. Takie tam.. ułatwienia, żeby podporządkować sobie sytuację, zrobić tak jak nam wygodniej, jak zaplanowaliśmy. Z uśmiechem na ustach, z przekonującym uzasadnieniem. 

Dostrzegamy to dopiero, gdy jesteśmy starzy, gdy mamy za sobą ogrom doświadczeń. Obserwujemy rozmowy, uśmiechy, gesty innych i przypominamy sobie jak sami byliśmy w podobnych sytuacjach. Każdy z nas dawał się porwać takim “gadkom” i każdy podobnie nakłaniał innych do swoich planów. 

Dzisiaj ogarnia mnie lenistwo do takich działań. Patrzę z dystansu, z przymrużeniem oka, ile to trzeba wysiłku, by osiągnąć swoje cele. Wszyscy przeszliśmy tę samą drogę. Życie to wieczna walka. Tyle, że jedni są bardziej zapalczywi i agresywni, inni walczą spokojniej i po cichu. Ale drogi życiowej bez walki nie przejdziesz. Ludzkie manipulacje to machina w ciągłym ruchu. 

Starzejące się części powoli odpadają. Dzięki temu, jeśli mam wprawne oko – widzę dużo z przeszłości. I uśmiecham się, bo rozumiem, że inaczej być nie mogło. Mogłam być trochę lepsza, bardziej empatyczna. Mogłam widzieć lepiej, słyszeć więcej, reagować szybciej. Ale nie mogłam zapobiec tej wielkiej machinie manipulacji ludzkiej. 

Dziś odczepiony trybik rdzewieje i płacze. Nie naprawi już niczego..

17.34

Trzeba się ruszać! Trzeba chodzić na spacery, trzeba pracować w ogródku, wyrywać zwiędłe roślinki, poruszać się cały czas w domu. Ruchy, ruchy, ruchy! 

A mnie to wychodzi coraz gorzej. Jestem w domowym ruchu niemal cały dzień a jednak kroki  na “garminowym” podglądaczu nie przybywają tak jak powinny. 

Coraz mniej mi się chce. Niedobrze. Gdybym miała partnera/partnerkę do wypadów na spacer do parku, na osiedlowe ścieżki byłoby łatwiej. Lubię towarzystwo. Samej trudno mi się mobilizować. 

Patrzę przez okno i każdego dnia widzę osoby, które niemal o tej samej porze maszerują po chodnikach osiedlowych. Wiosna, jesień, zima. Nawet upalnego lata się nie boją. To zazwyczaj starsi ludzie. Znam ich z widzenia. W końcu to moi sąsiedzi. Powinnam z nich brać przykład. Powinnam się od nich czegoś nauczyć. 

Jedni idą spokojnym krokiem, inni maszerują szybciej. Niektórzy mają pieski. Są i tacy którzy słuchają muzyki albo może książek, bo w uszach mają słuchawki. 

To proste. Wstać rano, niekoniecznie bardzo wcześnie. Założyć buty sportowe, jeden z moich jogowych strojów, których mam wiele z czasów, gdy potrafiłam jeździć trzy-cztery razy w tygodniu na jogę. Gdy lubiłam to. Ba, uwielbiałam!! 

I wcale nie było to tak dawno. 

A teraz powinnam tylko wyjść z domu. Na uliczki, w najbliższym kwadracie.  A za kilka dni trochę dalej. I jeszcze dalej. 

Dlaczego tego nie robię?  Czy zbliżająca się  starość jest coraz bardziej leniwa?  Dochodzę do wniosku, że tak! – z wiekiem lenistwa przybywa. Bardzo niedobrze. 

Przecież starość ma czas. Dla siebie ma czas.. 

18.17

To już pora obiadowa. Zdecydowanie NIE później. I zdecydowanie powinnam pamiętać od o jedynej tabletce, którą powinnam zażyć tuż przed obiadem. 

Obiad jem różnie. O tabletce najczęściej nie pamiętam…

Czyli jak na osobę dobrze zorganizowaną – jestem beznadziejna. Zapominam o rzeczach, które dotyczą mnie i są ważne dla mnie.

Mogłabym znaleźć całą długą listę innych przykładów, dużo poważniejszych, choć regularność tabletki to dość poważny nawyk. 

Mamy tyle spraw na głowie, że każdy z nas prowadzi jakiś kalendarz. Jedni zapisują terminy tradycyjnie w kalendarzu ściennym, inni wciąż prowadzą swoje prywatne notesiki. Większość jednak pilnuje dat i wydarzeń w kalendarzu telefonicznym. To zdecydowanie ułatwia życie a przede wszystkim jego kontrolę. Alarmy przypominające na trzy dni wcześniej, na dzień wcześniej, na godzinę czy dwie wcześniej. Adresy, mapki. Ale – wbrew pozorom nie jest to łatwe i dla ludzi starszych to czasem dżungla, która zamiast ułatwiać, tylko utrudnia. 

Mój mąż gubi się często, ja trochę mniej, ale bywa, że i mnie się to zdarza. 

Najgorsze jest, że to nie “gubienie się” jest przyczyną problemu, a fakt, że zapominam sprawdzić, co mam zapisane w kalendarzu na dzisiaj czy na najbliższe dni. Szwankuje pamięć. Nasze szare komórki. Dziury, puste miejsca, brak połączeń w głowie. Próbuję nadrobić kolorowymi karteczkami z hasłami mającymi przypomnieć mi o sprawdzeniu kalendarza, o sugestii pamiętania.  Ale karteczki też się gubią, włażą w szpary i czeluści torebki – czyli kółko się zamyka. 

I nie będzie lepiej..

I już wieczór 19.20

Nie wiem co powiedzieć osobie bliskiej i śmiertelnie chorej. Nie wiem jak się zachować. Mówię : “Wszystko będzie dobrze.  Dobrze ci idzie.  Jak się czujesz?..”  

I czuję się jak ostatnia idiotka! Nie wiem czy ona mnie rozumie. Nie wiem czy ona mnie słyszy. A jeśli tak, to co myśli o takich bredniach wypowiadanych przeze mnie?  Uśmiecham się. Może to jej dodaje spokoju. Bo pewnie nie optymizmu. Przecież nie mogę płakać, a najchętniej wyłabym jak wilk w głębokim lesie.

Nikt nie jest przygotowany na takie momenty. 

Wiem, można się po jakimś czasie oswoić. Człowiek poradzi sobie ze wszystkim. Człowiek musi jakoś żyć, nawet z cierpieniem. Ale zanim to nastąpi jest wiele innych etapów, które musi przetrwać. 

Zastanawiałam się, co ja chciałabym usłyszeć od drugiego człowieka w takiej sytuacji? Oczywiście, zakładając, że rozumiałabym co się dzieje wokół mnie.. 

Chyba chciałabym, żeby ten ktoś był. I trzymał mnie za rękę. I istniał obok. I trwał… Ale może to tylko moje dzisiejsze wyobrażenie. Nie mam pojęcia jak jest naprawdę. 

Mam to cholerne szczęście, że nie wiem jak w takiej sytuacji czuje się chory. I ten, kto powinien go trzymać za rękę… 

Panie Boże, dzięki ci za ten dar.

20.28

Czas na relaks. Czas na filmy. Uwielbiam świat ekranu. Każdy jego aspekt. Od filmów tradycyjnych, może niezbyt starych, ale realizowanych prostymi sposobami, poprzez filmy i seriale dotykające coraz to bardziej złożonych tematów społecznych i psychologicznych, poruszających tematykę uwikłaną w najbardziej trudne problemy ówczesnego świata.  Często zupełnie zaskakujące mnie. A równocześnie takie, o które potykamy się niemal na każdym kroku. Jeśli dodamy do tego kunsztowne nowoczesne dialogi, gdzie słownictwo także niejednokrotnie zadziwia, efekty wizualne, ciekawe rozwiązania montażowe, inscenizacyjne i artystyczne – mogłabym godzinami nie odchodzić od ekranu.

Im jestem starsza, tym bardziej fascynują mnie bardzo młodzi aktorzy, niewiarygodnie zdolni. A równocześnie sprawia mi wielką radość rozpoznawanie w filmach polskich aktorów “moich” czasów, których po tylu latach znów widzę  w dobrej formie na ekranie. 

Późny wieczór to mój czas. Nasz czas, bo oglądamy te filmy z mężem. Na czytanie książek przychodzi godzinka już bardzo późną nocą albo następnego dnia  w różnych innych chwilach. 

To taki sposób na przenoszenie się w inne światy. Tak lubię, a teraz mogę robić to, co lubię. Mogę sobie wtedy popijać kieliszek wina albo sączyć metaxę. I jeść dobre ciasteczko albo krekersy z serkiem. 

Bo starość na różnych etapach ma też przywileje. 🙂

Noc 11.55

Kończy się jeden z setek dni mojego życia. Zwykłych powszednich dni.  

Dni, w których pytania, strach, zmęczenie, wątpliwości kłębią się od rana do wieczora.  Kiedy wiem, że jest dobrze, ale lepiej już nie będzie.   

Kiedy każda chwila cieszy mnie, że jest! 

Bo przecież wiem, że nic się nie powtórzy..

*********************************

Oh! nie mogę sobie odmówić muzycznego zakończenia optymistycznym akcentem samopoczucia idolki mojego pokolenia i mojej ulubionej – Maryli Rodowicz, piosenką pt. „W Sumie Nie Jest Źle”. Piosenkarka nagrała ją w 2017 roku mając 71 lat. Brzmi bardzo optymistycznie. I tego się My – trochę S T A R S I trzymajmy!!


BACK

8 myśli na temat “Skrawki dnia powszedniego…

  1. Miałem niedawno urodziny. Kilka bardzo przyjemnych urodzinowych wydarzeń. I kilka razy zostałem zapytany: „A ile lat skończyłeś?” Pewnie te osoby wiedzą, że jestem „stary”, ale jak stary? Zauważyłem po sobie, że też chcę wiedzieć ile osoba „stara”, którą często widzę lub nawet sie spotykam na korutarzu, ma lat. Bo zawsze mam nadzieję, że okaże się, że jest starsza od mnie, bo ja przecież nie jestem jeszcze stary. Rzadko się dowiaduję, ale nie zabija to takiej właśni mojej nadziei.
    W swojej najlepszej chyba powieści „Imię Róży” Umberto Eco wprowadza na wstępie dówch bohaterów: jeden to kandydat na mnicha, kilkunastoletni chłopak, a drugi to jego mentor, doświadczony już zakonnik. I ten chłopak „mówi” o swoim mentorze (parafrazuję):) „Mój mentor to trzydziestoparoletni starzec”. Więc co my się martwimy, jak w oczach takich chłopców już od niemal czterdziestu lat jesteśmy starcami. I jakoś sobie żyjemy.
    Zapominamy, to prawda. Mój mieszkający w Australii kolega, chodziliśmy w liceum do jednej klasy, opowiedział mi historię o tym, jak był kierowcą autobusu miejskiego w Adelaidzie, stolicy stanu Południowa Australia. I pewnego razu podczas swojego kursu zatrzymał się na przystanku i nie był w stanie pojechać dalej, bo zapomniał dokąd. To było około 40 lat temu, czyli był w wieku owego mnicha-mentora. A więc starzec.
    Może starzec to nie jest najmilsze słowo, ale jest dostojne. I tej dostojności się trzymajmy. W pełni popieram Marylę Rodowicz, nie tylko zresztą w tej piosence.
    Bardzo atrakcyjny wpis. Bardzo dziękuję.
    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

    1. No, z tym 40-letnim staruszkiem” to juz przesada! Ale tak! pamiętam ten fragment😃. Na szczęście, dziś żyjemy znacznie dłużej i w naszym języku i mentalności słowo „stary” pojawia się znacznie później!!
      Mam do tego wpisu jakiś wyjątkowy sentyment. Zresztą – każdy wpis to trochę jakby „moje dziecko”, ale ten objawił się w mojej głowie inaczej niż poprzednie. Zazwyczaj pojawia się jakaś myśl, która drąży sobie „ścieżkę” i po kilku czy kilkunastu dniach jak źródełko wytryska na komputerowych kartkach. Ten wpis to zlepek myśli z wielu dni, miesięcy. Przebiegały przez moja głowę, znikały, pojawiały się inne, niepokoiły i w którymś momencie zlepiły się razem – ale osobno…
      Pewnie wiesz, co chcę powiedzieć.
      Dziękuje, ze czytasz.
      Dziękuję, że piszesz.
      Dziękuję..

      Polubienie

  2. Teraz na spkojnie bez pośpiechu napiszę. Jesteś przez większość czasu sama, bez konkretnego zajęcia. Taki stan nie jest dobry dla psychiki. Czegoś człowiek chce, i czegoś szuka w sobie i u innych i nawet jak znajduje okazuje się, że nie o to chodziło. Okazuje się, że nie pasuje do żadnego kółka „różańcowego” i pozostaje na marginesie. Emerytura wcale nie jest taka fajna. Bo albo za dużo czasu albo on przecieka między palcami. Będąc młodym, samotność była wspaniała, bo dzieci, bo znajomi, bo wypad na grilla lub kina. Nawet kukiełki oglądane z dzieckim, były wspaniałe. Teraz jest inaczej a będzie jeszcze gorzej, bo nasze towarzystwo zacznie się wykruszać. Najpierw choroby a później śmierć. To jest taka kolej. Mój Tatuś był aktywny mogę powiedzieć bardzo aktywny do 91 roku życia, ale bardzo przeżywał każde odejście kolegi, kogoś z rodziny lub sąsiada, aż spostrzegł, że jest najstarszy w kręgu swojej rodziny bo przyjaciele, koledzy już dawno odeszli. Wszyscy byli młodsi, Tatuś ich rozumiał lecz oni Tatusia już nie. To było bardzi traumatyczne przeżycie, kiedy nie ma się z kim powspominać dawne dzieje.

    Z mojego grona przyjaciół z lat studenckich również kilka osób odeszło z tego świata a wiele choruje. Ani od choroby człowiek się nie ustrzeże ani od śmierci nie ucieknie.
    Nie trzeba patrzeć na zmarszczki, ich z czasem więcej przybędzie i co wtedy. Powiem, że świat jest dobrze urządzony bo starzejąc się, słabnie wzrok, więc aby nie widzieć tego czego nie lubimy na swojej twarzy nie oglądajmy pod mokroskopem. Pamiętajmy siebie jaką byśmy chcieli być.
    Powodzenia
    PS. Piękna łazienka

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki za komentarz! Zawsze zaciekawia mnie jak inni ludzie odbierają moje teksty. To przecież krótkie , nieco bez kontekstu, jakby na gorąco wyrzucane ” z siebie” wspomnienia, mieszające się z tym, co teraz czuję i chcę tym razem powiedzieć głośno. Ale – to nie pamiętnik! Nie wiem czy zauważyłaś ( a jesteś moją wierną czytelniczką😀 ) ze tym razem – celowo- zmieniłam formułę tekstu i ze tytuł był ” Skrawki dnia powszedniego…”
      Jestem na emeryturze, ale jestem wyjątkowo zorganizowaną i zajętą osobą! Mam duży krąg przyjaciół i często się z nimi spotykam. Może i dużo czasu jestem sama, ale absolutnie nie jestem samotna!! A tym bardzo znudzona!!
      Te myśli to refleksje, reminiscencje jakby zebrane „z mapy mózgu” w różnych chwilach, dniach i poukładane jak małe karteczki na ścianie dla przypomnienia…
      Skrawki – wyrwane z pamięci, z serca, z chwil zwykłych, zwykłego , no co tu dużo mówić starzejącego się życia.
      Zmarszczki.. ależ one właśnie nie wprowadzają mnie w rozpacz! ja ich nie ukrywam. Ja o nich mówię otwarcie! ja nie pozuję do tylko „pięknych ” zdjęć.
      Twoja opowieść o Tacie jest smutna . Taka sama jak o mojej kochanej Teściowej, która tez dożyła 96 lat i przeżyła wszystkich bliskich. Tak – wtedy uczucie samotności i.. porzucenia na pewno się wyostrza.

      Czy wpis jest smutny? I TAK i nie.. Dla mnie jest taki jak moje codzienne myśli, które krążą w głowie. Jak dni pełne zdarzeń dobrych radosnych i dni smutnych pełnych zadumy, bo jak w piosence (mojej) kochanej Rodowicz – ” W Sumie Nie Jest Źle” – ale lepiej juz nie będzie🤣

      Dzięki za pogadanie! M

      Polubienie

      1. Każdy z nas jest inny jak wcześniej napisałaś, bardzo dobrze że się różnimy, w przeciwnym razie byłoby albo nudno albo powybijali by się ludziska. Każdy odczuwa samotność lub bycie samym również inaczej. Masz swoje lata i ja też, jestem równolatką bo 4-5 lat różnicy w naszym wieku to już żadna różnica. Odebrałam Twój wpis jako smutny a za razem bardzo realny, prawdziwy, rzeczywisty, życiowy. Smutny ponieważ, zrobiło mi się smutno. A kto powiedział, że ma być zawsze wesoło? Pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do malgoskam Anuluj pisanie odpowiedzi