20 lipca 2023
Mówię – lubię góry. I ty mówisz – kocham góry.
Patrzysz na szczyty rozmarzonym wzrokiem i cichym głosem w gł
ębi siebie powtarzasz – tęsknię za górami..
Mówimy GÓRY, myślimy i czujemy różnie…
Góry są wszędzie. I są różne. Mickiewicz, tęskniąc do miejsc swego dzieciństwa, napisał kiedyś: „..do tych pagórków leśnych…” ( “Pan Tadeusz”, Inwokacja – Litwo, Ojczyzno moja)
Inni, mówiąc góry – widzą przez oczami szczyty zatopione w chmurach, niedostępne dla przeciętnego człowieka. Często niedostępne dla nikogo.
Góry zielone, porośnięte lasem i kosodrzewiną. Góry skaliste – szare i czerwone. Sypiące kamieniami i lawinami śniegu, niejednokrotnie pochłaniające życia ludzkie.
Góry, które można pokochać i zaprzyjaźnić się z nimi. Ale także góry, które przerażają, niszczą i przez wieki są niedostępne dla ludzkiej stopy.
Góry mojej młodości, to były łagodne pagórki Beskidów i polskie Tatry. Dużo później poznałam niektóre szlaki Bieszczad.
Moje pierwsze szkolne i harcerskie wycieczki górskie to szlaki bez nadzwyczajnych niespodzianek. Co nie znaczy, że nie zdarzały się przygody jak nagła burza, wielki deszcz i zjeżdżanie na tyłku w błocie w dół góry. Wtedy wydawało się nam, że to niewygodne, trochę nerwowe.. i czasem bardzo trudne. 😂
O innych górach niewiele wiedziałam.. Kiedyś na początku lat 70-tych znalazłam się w Turcji. Pierwszy raz zobaczyłam góry kamieniste, wysokie, puste. Zimne i nieprzyjazne..
Jak każdy młody człowiek lubiłam wycieczki i to każdego rodzaju. Krótkie wyjazdy, biwaki, noce spędzane w namiocie, wieczory przy ognisku. Wakacje w górach i nad jeziorem. Uwielbiałam morze. Potem, gdy już to było możliwe, także wszelkie podróże zagraniczne.
Świat jest piękny, różnokolorowy. I taki.. wielopoziomowy. Alpy różnią się od Karpatów, góry w Utah są zupełnie inne niż te w Australii zwane Blue Mountains. Appalachy w Ameryce Północnej i Andy w Południowej, góry Afryki ze szczytem Kilimandżaro, góry Antarktydy, spośród których cześć ma pochodzenie wulkaniczne. Można by ciągnąć długą listę wyliczań, porównań i różnic. Wspólny mianownik to słowo – góry.
Góry w różnych częściach Świata mają tysiące wersji, wysokości, kształtów, własnych historii. Są pociągające i odpychające. Bywają dla człowieka bardzo trudne, ale także są magnesem, któremu niejeden nie może się oprzeć.
Od zawsze wiedziałam, że nie należę to tych, którzy kochają góry tak, by wciągnąć się w ich szlaki z wielką miłością jak np. moja córka i jej rodzina. Dawno temu zdobyli Half Dome w Yosemite (2696 m n.p.m) czy Longs Peak Mountain, w Colorado (14,259 feet = 4346 m). Wejście na Mount Elbert, najwyższy szczyt w Colorado (14,433 feet = 4399 m) to dla mojego męża był wielki wyczyn. Moje wnuki wraz z rodzicami przeszli dziesiątki wysokich i trudnych szlaków górskich. Uwielbiają to! Ale (i może na szczęście!!) nie ma to NIC wspólnego z wyprawami profesjonalnych wielbicieli wspinaczek na najwyższe szczyty Świata, w ekstremalnych warunkach, z których niestety wielu nie powróciło nigdy do domów, do kochających ich rodzin. Dla tych miłośników gór okazały się one silniejszym magnesem niż drugi człowiek..
Ja lubię być „górskim obserwatorem”. Mam nadzieję, że nikt nie uzna tego za moją „ułomność”.
Lubię przebywać w górach, otaczać się ich pięknem, obserwować ich majestatyczną siłę i niezależność. Nie ciągnie mnie, by być na ich szczytach, nie mam w sobie potrzeby ich zdobywania.
Ale – to wcale nie znaczy, że moje życie takich “sukcesów” nie ma na koncie. 🙂 Wśród kilku takich wydarzeń mogę pochwalić się np. wejściem na Machu Picchu, czy jeszcze we wczesnej młodości, na polski Giewont w Tatrach. Wejście na ten szczyt było dla mnie ogromnie stresującym wydarzeniem, głównie za sprawą metalowych klamer i mojego lęku wysokości. No i miałam wtedy może 13 lat… Nigdy tego dnia nie zapomnę.
Generalnie jednak uznaję „wyższość” gór nade mną. Zawieram z górą „pakt szacunku”.
Jesteś Góro – więc podziwiam cię! Dajesz mi poczucie piękna, siły i bezpieczeństwa, gdy nie walczę z tobą. Nie będę rywalizować z tobą. Nie będę przeszkadzać ci w twoim majestacie! Czasami pozwalasz mi zbliżyć się twoimi ścieżkami, by zobaczyć świat bliżej chmur, odetchnąć głęboko powietrzem, jakiego nie ma w dolinach. Dopuszczasz mnie wtedy, GÓRO, na chwilę do twojego zamkniętego kręgu ciszy.. Bardzo pozornej, bo życie w górach toczy się przecież intensywnie.
Ja – z wyboru człowiek/obserwator, patrzę na zmieniające się kolory, na poruszające się drzewa i krzewy, na spadające z góry odłamki skał, kamienie, na chmury, które nachodzą i zasłaniają szczyty..
Nie czuję się częścią gór.
Jestem osobą, która podziwia góry z bezpiecznej pozycji. Nie umiem jednoczyć się z górami. Góry dla mnie to nieogarnięta przestrzeń, którą podziwiam, ale której także boję się…
Widziałam i podziwiałam piękno gór na kilku kontynentach Świata. Od pagórków zielonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej czy w Beskidów i polskich Tatr poczynając, poprzez wysokie i niedostępne góry, kiedy płynęliśmy przełomami rzeki Jangcy w Chinach. Obserwowałam góry o soczystych ciemnozielonych niemal granatowych kolorach w Norwegii, błękitne góry w Australii, europejskie Alpy, amerykańskie czerwone góry Utah, Colorado, kalifornijskie Yosemite, czy góry w Kanadzie i wiele wiele innych.





Migawki z wakacji w górach – w Kanadzie (dwa pierwsze zdjęcia ), w Norwegii, (trzecie) i w Sedonie, w Arizonie (ostatnie zdjęcie)
Minęły juz bezpowrotnie lata wędrówek górskich, wycieczek, kiedy wciąż mogłam łazić po szlakach jako turystka.
Kiedyś naprawdę wędrowałam górskimi szlakami! Choć nie wyczynowo, nie wspinaczkowo, to jednak całkiem pokaźna lista tych “spacerków” by się uzbierała…
Dzisiaj – jestem na krótkich wakacjach w pięknym górskim miejscu – w Durango, Colorado. Jest czerwcowe wczesne lato. Gdzieniegdzie, wysoko w górach zalega jeszcze śnieg.
Mam to szczęście, że dzięki naszym dzieciom, na kilka dni zamieszkaliśmy w ich fantastycznym nowym domu. Jesteśmy tu przyjaciółmi. Pierwszego dnia, wyjątkowo, obudziłam się bardzo wcześnie. Dzięki temu obserwowałam wschód słońca. Dawno nie przytrafił mi się taki moment…
Nieco później, w słońcu poranka przez ogromne okna tuż przede mną, napawałam się widokiem zielonej góry. A jeszcze bliżej, tuż obok tarasu rozpościerał się dywan drzew położonych nieco niżej niż dom, stąd wrażenie, że tworzą ocean zieleni wokół całego domu.
Jest przestrzeń. Jest cisza. Jest świeże powietrze, które wdycham głęboko do dna płuc siedząc na fotelu przy małym stoliku tarasowym. Wszystko jest nowe. Mam nadzieję, że każda cząstka ich marzeń spełni się, zapewne nie za działaniem “czarodziejskiej różdżki”, bo wiadomo, ile pracy takie marzenia wymagają. 🙂
Będzie to na pewno dom otwarty dla wszystkich, przyjazny dla ludzi bliskich. Choć z własnego doświadczenia wiem, że realna odległość trochę utrudnia relacje, ale wcale nie musi zmienić naszych uczuć.
Zawsze lubiłam kolor zielony. Zieleń w każdym odcieniu. W każdej sytuacji i kontekście. Natura jest zielona.
Patrzę przed siebie i niemal przewiercam oczami ten zielony kolor. Góra przede mną jest zielona, ale jakże nierówna w odcieniach! W zagięciach ciemniejsza, na krawędziach oświetlonych w tej chwili przez poranne promienie słońca, zieleń jest soczysta, jasna, niemal jaskrawa. Gdzieniegdzie ma odcień nawet żółtawy. Tam gdzie górskie krawędzie są porośnięte niskimi krzakami znów zmienia się odcień. Jest dużo ciemniejszy, trochę zielony-butelkowy, a pomiędzy krzakami przemieszczają się brunatno-żółte plamy. To widok z daleka. Pewnie gdybym była trochę bliżej, znów kolory zmieniłyby się, jak w kalejdoskopie, zabawce zapamiętanej z dziecięcych lat.
Drzewa bliżej mnie mają także różne odcienie, bo to mieszanka gatunków. Są i liściaste i iglaste. Zdążyłam dowiedzieć się, że popularny tutaj gatunek to osiki. To te jaśniejsze zielone. Już niemłode, bo tworzą dość “gęsty las” przed domem. Ale też nie stare, bo wciąż piękne zielone, pachnące świeżością.
Nie wiem jak te otaczające mnie spokojem i ciszą góry będą dla mnie łaskawe, gdy kiedyś zawitam tu w czasie zimy czy ponurej jesieni. Może trafię na piękną złotą jesień, gdy zieleń zamieni się w tysiące bajecznych innych kolorów ? Czy polubię góry inaczej niż dotychczas?
Odpoczywam, choć góry są trudne dla człowieka w moim wieku. Oddycham głęboko. Patrzę w przestrzeń i podziwiam.
To co opisuję i przeżywam przez ostatnie dni, tutaj w górach jest niemal idealne. Piękna pogoda, słońce ale bez upału, bez deszczu, choć kilka razy pokropiło a nawet próbowało nas przez chwilę postraszyć.

Ale wiem dobrze, że góry potrafią być nieprzychylne dla nas, że jednym momencie mogą zmienić swe ciche oblicze na miejsce, w którym poczujemy, że to góra jest „górą” nad człowiekiem, a nie odwrotnie.
Może właśnie dlatego magnetyzm tych przestrzeni, wysokości i niedostępności jest tak wielki, iż często nie możemy się oprzeć temu przyciąganiu?…
Ja – z natury i z wyboru „mieszczuch” – nie odrzucam piękna gór. Ich terapii zdrowotnej, głębokiego oddechu i balansu psychicznego.
Respektuję góry jako sojusznika ratującego mój mieszczański zwariowany bieg przez życie.
Byłam w górach. Oddychałam inaczej.
Powrócę znów kiedyś, gdy zabraknie mi oddechu…











Góry mnie nigdy nie przyciągały. Urodziłam sie i dorastałam na nizinach nawet bez dostępu do większego akwenu. MM urodził się w Colorado City, CO i on tęskni za górami, za ich widokiem i za wststkim co jest z nimi związane. Ja nizinna, lubię popatrzeć ale ciągotek nie mam. Morze i ocean jest blizszy memu sercu, chociaż miło jest poczytać o górskich pasjach innych osób.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
To kolejny temat i kolejny dowód jak wiele mamy wyborów w życiu, jak różne potrzeby i jacy jesteśmy różni. Jak to dobrze,że własnie tak jest!! Dziękuję za odzew. Ja tez nie jestem „zaczarowana” górami, choć na swój sposób są ważną częścią mojego życia. To własnie chciałam opowiedzieć innym.
Cieszę się, że Ty też dodajesz o tym słowo!😃
PolubieniePolubienie
W Polsce byłam jedynie w Górach Stołowych w Kudowie Zdrój. Wspinałam się w bardzo mglisty dzień. Wspaniałe wspomnienia. Ciągnie mnie do wody choć pływać się nie nauczyłam ale jeden raz się topiłam. Uwielbiam bardzi polski Bałtyk, zimny i właśnie w tym zimnym wietrze jest to za czym tęsknię.
Ile ludzi tyle upodobań i w tym jest cud natury. Bo co by było gdyby wszyscy lubili San Francisco lub Boston?
MM zaraził mnie trochę górami ale nie na tyle, żeby zmieniać miejsce zamieszkania. Pozdrawiam życząc spokojnego tygodnia.
PolubieniePolubione przez 1 osoba