Byle nie było byle jak..

8 lipca 2023

Dziś będzie trochę inaczej! Może dlatego, że właśnie tuż przed opublikowaniem tego wpisu, przypadkowo spojrzałam na cyfry i okazuje się, że jest to mój wpis numer 100!! Pomysł i tytuł powstał wprawdzie dużo wcześniej, ale akurat wstrzeliły się w „dziesiątkę” 😄

Zacznę nietypowo, od jednej z piosenek Jana Pietrzaka, kiedyś uwielbianego przez moje pokolenie, który w czasach ponurego PRL-u wielokrotnie uratował nas swoimi piosenkami, żartami kabaretowymi, znakomitymi tekstami od upadku i poddania się psychicznego. Od całkowitego  zniknięcia w czeluściach “czarnej dziury bez wyjścia” tamtych czasów. Jego humor, niezwykła inteligencja, zawoalowane prawdy, dosadność (anty)polityczna i  pomagały przetrwać starszym i młodszym najgorsze chwile. I co najważniejsze – niosły optymizm i wiarę, że to musi być lepiej, że będzie lepiej. Pietrzak i jego “Żeby Polska była Polską” to dla mnie nieoficjalny hymn, który w przełomowych momentach emocjonalnie trzymał nas – młodych, razem bliskich i silnych. 

Ale dziś zacytuję piosenkę mniej znaną, może nawet z pozoru banalną w swym tekście, której przesłanie nasunęło myśl, o jakiej i ja chciałabym swoje trzy grosze dołożyć. “Życie jest za krótkie, by żyć byle jak..” I choć przykłady jakie podaje w tekście Jan Pietrzak, dla których nie warto “żyć byle jak” są prozaiczne przyziemne i trochę… ironiczne, to pamiętajmy, że forma tej piosenki jest kabaretowa. 

Ostatnia zwrotka niesie jednak głębsze przesłanie:

“Niełatwo znaleźć słowa niosące głębszy sens
Co w głowach mrok rozjaśnia przyspiesza bicie serc
Potrafią trafić w sedno, istotny znaleźć ślad
By łatwiej pojąć codzienne gdzie i jak
Z niepewnym skutkiem śpiewajmy sobie tak
Życie jest za krótkie by żyć byle jak..”

**************

Ludzie dzielą życie na momenty zwykłe, “byle jakie” i takie, które mają być ważne, specjalne. Lubimy czekać aż wydarzy się coś wyjątkowego. Podświadomie przygotowujemy się na taką chwilę. Nie mamy konkretnego planu, nie mamy pojęcia kiedy i co ma nastąpić i na co mamy się przygotować. Ale – trwamy w poczuciu oczekiwania na coś absolutnie specjalnego i emocjonalnie przygotowujemy się na to wydarzenie.. 

Taki stan może trwać latami zanim obudzimy się i zrozumiemy bezsens czekania na.. Właśnie! Na co?  Cokolwiek wydarza się w życiu, szybko okazuje się rozdziałem zamkniętym, jakby zwyczajnym i znów zaczyna się oczekiwanie. Dzień za dniem przeżywany w “bylejakości”… 

Mijają godziny i dni i całe lata, a my nie dbamy o to co tu i teraz, trwając wciąż w oczekiwaniu na to, co ma nadejść – lepsze i specjalne. Kupujemy nową sukienkę, ale jej nie ubieramy, bo czekamy na lepszą okazję, dobieramy do niej fantastyczne buty, ale ich nie zakładamy, bo przydadzą się później..  

Wiele moich koleżanek ma w swoich szafach piękne nowe, nigdy nieużywane  ubrania, z których nawet metek nie oderwały. Trzymają je na lepszą okazję, na ważną chwilę, która na pewno nadejdzie.. Tymczasem każdego dnia zakładają zwyczajny podkoszulek, dobrze już wytarte spodnie. Nie przykładają wagi do wyglądu, a przede wszystkim do przyjemności, jaką może sprawić spojrzenie na siebie w lustro i ujrzenie własnego odbicia w nie “byle jakim stroju” .

Albo zamiast zjeść w biegu wyciągniętą mrożonkę z lodówki i odgrzaną byle jak, bez smaku i wartości odżywczych, warto pokusić się na szybkie pokrajanie kilku plastrów czerwonego pomidora, położyć go na zielonych liściach świeżej sałaty i dodać plasterek pachnącej włoskiej szynki prosciutto. Ułożyć to na białej serwecie, obok mały dzbanuszek z polnym kwiatkiem rumianku albo z jedną małą różyczką. Może właśnie dziś jest ten dzień, który krzyczy: „jestem specjalny! Chcę być zauważony w twoim życiu! “

W mojej młodości często rodzice dzielili rzeczy na “codzienne” i “świąteczne”, na “kościółkowe” i  takie, które mogliśmy używać każdego dnia. Dotyczyło to wielu kategorii domowych zasobów, nie tylko ubrań. Pamiętam, że nie można było usiąść na tapczanie, jeśli nie był przykryty kocem lub kapą, nie można było używać niektórych talerzy czy kieliszków, bo były tylko wersją świąteczną. Mama miała nawet torebki, które dobierała do płaszcza czy sukienki tylko na “ wielkie wyjścia”.  Takie podziały były w tamtych czasach poniekąd uzasadnione, bo jak wiadomo żyliśmy ubogo, rodzice oszczędzali rzeczy, tak by mieć je jak najdłużej w jak najlepszym stanie. Być może, stąd zakotwiczyła się w mentalności mojego pokolenia konieczność “przetrzymywania” rzeczy i czekania na lepszy moment, by je użyć. 

Lubię gdy używamy kryształowe kieliszki, zwłaszcza, że są pamiątką jeszcze z czasów polskich.

A ja nigdy nie chciałam i nie chcę tak żyć! Nie chcę żyć czekając na COŚ! Bo nie wiem, nie jestem pewna czy to coś nie jest dzisiaj, teraz, w tej sekundzie!  Moja nowa sukienka może być ważna i piękna właśnie w tej chwili, bo jutro będzie na mnie za mała. Albo ja stanę się wychudzona, wynędzniała i schorowana i sukienka będzie wisiała na mnie jak na wieszaku?  Chcę dziś cieszyć się pięknem drobnych rzeczy, które mnie otaczają na co dzień, chcę nalać sobie winka do kryształowego kieliszka, z pamiątkowego  kompletu rodzinnego sprzed pół wieku, jeśli mam taką ochotę. Chodzić w futrze we własnym mieszkaniu, jeśli w tym mam przyjemność! (i futro oczywiście 🙂)

Przyjemnie jest dostać prezent w opakowaniu specjalnym, estetycznym, wyjątkowym. Czujemy się specjalni i przyjemność jest podwójna!

Chcę ŻYĆ! A nie czekać, że kiedyś przyjdzie “coś” w życiu. Chcę żyć pełnią przyjemności, doznań, emocji, przeżyć estetycznych – dzisiaj!  Nie chcę żyć byle jak! 

Oczywistym jest, że każdy człowiek lubi wygodę. W domu biegamy w sportowych wygodnych ciuchach, nie musimy od wczesnych godzin porannych nakładać makijażu i sprawdzać czy nasza fryzura przypadkiem nie straciła właściwego kształtu.  Nic w tym złego. Mamy do tego pełne prawo, by czuć się wygodnie i na luzie we własnym mieszkaniu. Ale to  nie to samo, co w moim mniemaniu oznacza pojęcie “bylejakości” 

Niedomyte zapuszczone włosy, zaniedbane paznokcie, zapuszczone brudne miejsca w domu jak łazienka, kuchnia..to już zupełnie inna kwestia. To Już nie luz. To już często dowody na “bylejakość”, choć przyznaję, bywa, że przyczyny są bardziej złożone.

Jeśli nadchodzi w życiu taki moment, że przestaje nam zależeć  na drobnych rzeczach, które nas otaczają, które dawniej były dla nas istotne i postrzegaliśmy je jako cząstkę samych siebie i te wszystkie rzeczy były dla nas istotne, dbaliśmy o nie, a nagle stały się “niewidzialne” i obojętne to sygnał, że źle się dzieje. To ostrzeżenie, że nasza głowa, nasze serca czucie zaczyna lekceważyć jakość, piękność, poczucie estetyki, uroki dawnych elementów naszego codziennego życia. Zaczyna nam nie zależeć na istotnych częściach naszej dawnej rzeczywistości. Jakość przechodzi w “bylejakość”…  

I o ile trudno mi zrozumieć jak taki proces czasami pojawia się w życiu młodych ludzi (chyba że jest to medyczny objaw depresji czy innej trudnej mentalnej i psychicznej choroby) o tyle mogę wyobrazić sobie jak łatwo poddać się takiemu sposobowi życia w starszym wieku. Smutne ale prawdziwe. 🙁

Każdy z nas starzeje się inaczej. Z wielkim zadziwieniem stwierdzam, że niektórzy ludzie, którzy w młodości byli niesłychanie aktywni, komunikatywni, błyskotliwi i weseli, na stare lata tracą nagle te wszystkie cechy i stają się smętni, smutni, bez “ikry” i poczucia humoru. Jakby ich zabawowy charakter gdzieś odpłynął. Opuszcza ich energia i chęć do życia. Wydaje się, że właśnie takie cechy charakteru jak poczucie humoru i otwartość na ludzi potrafią ocalić człowieka od smutnej starości, a okazuje się, że nie ma w tym żadnej reguły.  Tak naprawdę nikt z nas nie wie czy będzie łagodną staruszką, czy wiedźmą czy nieposkromioną złośnicą.  

Słyszę, gdy wymieniamy często powtarzane zdanie  – “Na stare lata ludzie się zmieniają”. Zmieniają się, choć zapewniam – nie jest to “zaprogramowane świadomie”.  

Z jakiegoś powodu większość starszych ludzi patrząc w kalendarz usprawiedliwia siebie i wyłącza się z czynności, które zapewne mogliby dalej kontynuować. Ludzie pozwalają sobie na wykluczenie z listy swoich codziennych działań rzeczy, które dotychczas były normalnymi ich czynnościami.

„Kawa w ładnej filiżance czy w byle jakim kubku, który stoi najbliżej w zasięgu ręki? A może nawet kubek papierowy.. „

“Kupię świeże kwiaty dla siebie, do własnego wazonu, na własny stół ?..eee nie, przecież nikt tego nie widzi, tylko dla mnie, to nie chce mi się…” Czy tak nie jest?? 

Uwierzcie mi, przy świecy wieczorem zawsze milej spędzić czas..

Brak zaangażowania w codzienne życie sprawia, że przestajemy się zwracać uwagę na wiele małych, ale istotnych kiedyś rzeczy. Dzień przeżywamy automatycznie. A przecież jeśli nie zauważamy, nie poświęcamy czemuś uwagi – nie tworzymy już wspomnień. Zaczynamy się być obojętnymi.

Wciąż żyjemy, ale przeżywamy swój dzień byle jak. A nasze życie może trwać jeszcze wiele lat! Nie wiemy jakie liczby kryje nasz personalny kalendarz. Cyfry 60, 70, 80,90… przerażają a przecież nikt nie wie, ile  dobrych i “bogatych” lat los nam przeznacza.  Jeśli tylko zechcemy stworzyć każdy swój dzień wartościowy, dzień, w którym zdarzy się to COŚ – żadna liczba nie będzie nam straszna. Bo liczy się nie jutro, nie za miesiąc czy rok. Liczy się dzisiaj

To takie proste. Musisz tylko poukładać to sobie w swojej głowie. 

Ja wiem, że nie jest to łatwe. Ja też mam swój kalendarz i dużo w nim “dziesiątek”

Nie daję porad “z chmurki”, rozumiem co znaczy wstać rano i nie móc rozprostować swoich pleców. Wiem, jak czuje się osoba, która nie może wejść po schodach na trzecie piętro (nie mówię już – wbiec!) i rozumiem, jak bardzo boli, gdy chcemy zaplanować sobie wakacje ze spacerami po szlakach górskich, a niestety, musimy ograniczyć się do spokojnych planów, gdzie trasy będą dwa i trzy razy krótsze niż kilka lat temu. Kiedy wolimy spędzić wieczór w ciszy domowej przy kieliszku wina czy koniaku sami, czy z najbliższymi przyjaciółmi, a nie pędzimy już w każdy sobotni wieczór na party z tłumem kochanych przyjaciół jak bywało kiedyś..

Trudno – takie jest życie.  Dla wszystkich jednakowe. Dla nas teraz, dla tych młodszych przyjdzie czas ograniczeń za kilka lat, dla najmłodszych – za kilkanaście czy kilkadziesiąt.  Z tym można żyć i tego się można nauczyć. INACZEJ – też można żyć przyjemnie pięknie, miło. I nie byle jak. 

Tu znów wtrącę mój życiowy ukochany cytat:  “Wszystko ma swój właściwy czas”🙂. 

Ładnie nakryty stół sprawia przyjemność nie tylko w święta

Można by nawet odwrócić logikę tej sytuacji i udowodnić, że właśnie szczególnie ludziom starszym powinno zależeć na otaczaniu się drobnymi rzeczami wokół siebie, które będą  ładne i przyjemne. Czyż nie bardziej smakuje nam woda, gdy jest podana w ładnej wysokiej szklance albo w karafce, a nie w plastikowej butelce? Czy woda gazowana smakuje wam bardziej niż ta zwykła z kranu? Bo mnie tak. 

Mała dekoracja – a cieszy 😀

A ładny ozdobny talerz ( ten, co to miał być tylko na świąteczny dzień) czy ładna serwetka, którą wprawdzie trzeba zaraz wyprać, a papierową mogłabym użyć jednorazowo i wyrzucić do śmieci. Drobna dekoracja na stole albo na deserze. Gdy dopilnuję wokół siebie tych małych NIE byle jakich drobiazgów, na pewno poczuję się lepiej, poczuję się ważniejsza sama dla siebie, poczuję, że życie wciąż ma dla mnie duże znaczenie. 

Nie jestem “łatwa” dla siebie. Czasem, gdy czytam fragmenty swoich własnych blogowych wpisów (a zdarza mi się i zawsze wtedy chce mi się różne akapity zmieniać, poprawiać i tłumaczyć się dlaczego TAK i TO napisałam) i myślę sobie, że czytelnik odbiera mnie jako niepoprawna optymistkę i osobę, która nie ma ze sobą żadnych problemów. A to przecież tak nie jest!  Cały ten blog, to walka z różnymi problemami, kompleksami, przemyśleniami właśnie po to, by te moje trudne i “dołowe” rozwiązywać. Jak widać – to pomaga, działa, pracuje czy jakkolwiek to określę.  

Jednego jestem pewna – zdaję sobie sprawę z mijającego każdego dnia. Wiem, że starość jest nieuchronna i tak naprawdę dopiero teraz zaczynam to rozumieć. Dlatego jak długo będę mogła i potrafiła, nie pozwolę by moje życie zmieniło się w “byle jakie”. Będę nadal robiła makijaż przed wyjściem do sklepu po zakupy spożywcze, będę zapalała świecę wieczorem, by ładnie pachniało i kominek w “zimowe” wieczory, by przysiąść w jego blasku, choćby to miało być tylko dwa razy w roku!  Byle nie było byle jak…

By było tak, jak kiedyś śpiewał Krzysztof Krawczyk: 

“Byle było tak, że człowiek bardzo chce,
Byle było tak, że się nie powie “nie”…


BACK

4 myśli na temat “Byle nie było byle jak..

  1. Życie w nieładzie w oczekiwaniu na coś, co być może się zdarzy albo i nie, trochę nie ma sensu. Należy cieszyć się z tego co jest tu i teraz. Korzystać z tego co już masz, co cieszy twoje oczy, daje ukojenie, spokój i radość. To mogą być rzeczy banalne, ładna filiżanka na kawę, herbatę i codzienny rytuał picia kawy. Piękne kwiaty w wazonie rozjaśniają nasze mieszkanie i nasze myśli. Starajmy się żyć otoczeni pięknem dnia codziennego, bo tych dni w naszym życiu jest najwięcej. Nie gromadźmy na „zaś” , bo to „zaś” już jest, a te dni odświętne to tylko dodatek do pięknego dnia codziennego. Nina I

    Polubienie

    1. Właśnie tak ! te najmniejsze drobne „piękności”, które cieszą w tej chwili. Nie odkładajmy nic na później bo później jest teraz. Ty to wiesz, ja to wiem. Każdy moment może być odświętny, jeśli tego chcemy. I wtedy życie będzie mieć sens i nie będzie na pewno byle jakie. Od nas zależy jak będziemy cenić wartość każdej sekundy. Ninuś, jak dobrze, że juz nauczyłyśmy się tego!😃
      Dziękuję za ciepły komentarz.

      Polubienie

  2. Wielokrotnie ranne wstawanie jest juz problemem , stanie w kuchni jest problemem , schody wydają sie okropne do pokonania jakkolwiek spojrzenie na świeże kwiaty w wazonie i posprzątany dom daje satysfakcję , nadzieje …….

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz