Relaks po mojemu

28 czerwca 2023

Każdy od czasu do czasu potrzebuje relaksu. Nie da się gnać do przodu bez przerwy,  bez odpoczynku i bez wyluzowania. Niezależnie od wieku i od poziomu energii, nasze ciało, mózg, cały nasz organizm potrzebuje wyciszenia, regeneracji, choćby nam się wydawało, że jesteśmy z żelaza. 

Nie jest żadną tajemnicą, że młody człowiek relaksuje się szybciej, rzadziej, nie przykłada do tego problemu większej wagi. 

Kobiety są bardziej uczulone na odpoczynek, bo często kojarzą to z urodą i swoim wyglądem. Z cierpliwością do dzieci, z pozbyciem się stresu, który niszczy kontakty międzyludzkie w domu i w pracy. Mężczyźni podchodzą do tego bardziej praktycznie, relaks to dla nich często dodatkowy wysiłek fizyczny, siłownia, adrenalina w sportach o dużym ryzyku, turystyka wysokogórska. 

Wszystko to doskonale wpisuje się w młode szalone lata.  Jest świetnym balansem na zapracowane życie zawodowe.  

Odpoczynek czynny, wysiłkowy, ekstremalny, czy bierny jak spokojne wakacje nad jeziorem, w zaciszu lasu czy w dzikiej puszczy, gdzie nikt nas nie znajdzie przez tydzień – sposobów na własny relaks można znaleźć tysiące. I zapewniam was, że priorytety będą się zmieniać wraz z wiekiem, z charakterem i osobowością człowieka. 

Kiedy byłam młoda, byłam taka jak wszyscy moi rówieśnicy. Biegałam, ciągle się spieszyłam, nie zwracałam uwagi, że jestem zmęczona bardziej czy mniej, mogłam nie dosypiać, przegadać całą noc – wszyscy to znamy z własnych doświadczeń. 

Pamiętam, pewnego roku wybieraliśmy się na wakacje pięcioma rodzinami w Bory Tucholskie, z tego chyba tylko jedna rodzina miała Fiata 125, a reszta jechała Maluchami (Fiaty 126) z małymi dziećmi, bagażem napakowanym na dachu Malucha i w skrzyniach (wagonikach) dopiętych do auta, gdzie mieściło się wszystko! Od namiotów (ciężkich, bo żadnych lekkich jeszcze nie produkowano), materaców dmuchanych, też ciężkich, koców, poduszek, ubrań, słoików tzw. wek z mięsiwem, jarzynami, garnków, patelni, sztućców, o których współczesny turysta, by nawet  nie pomyślał przez mgnienie oka i setka innych cudów. Pakowaliśmy to wszystko na podwórku przed garażem kolegi, przez cały długi dzień a wyjazd nastąpił o 9 wieczorem i jechaliśmy całą noc i jeszcze może pół dnia (oczywiście żadnych autostrad nie było!). Czy ktoś był śpiący? Zmęczony? Oczywiście, że nie! Po przyjeździe na miejsce zbijaliśmy obozowisko, gotowaliśmy obiad, uganialiśmy się za sforą dzieci i bardzo towarzysko przy wódeczce spędzaliśmy kolejną “relaksującą” noc. 🙂

Nie mam pojęcia, kiedy nastąpił taki moment w moim życiu, że zaczęłam rozumieć, iż mój organizm potrzebuje relaksu. I że muszę o ten relaks sama zadbać. Myślę, że taka świadomość pojawiła się gdy byłam w ciąży. Byłam wprawdzie bardzo młoda, zafascynowana i szczęśliwa, że będę matką i dużo na ten temat rozmawiałam i czytałam. Miałam i wciąż mam przyjaciółkę Teresę Z. (właściwie to była najpierw przyjaciółka mojego męża ze studiów) i ona urodziła syna w momencie kiedy okazało się, że ja jestem w początkach ciąży.  To był moment kiedy poznałyśmy się bliżej i to właśnie ona wprowadziła mnie w tajniki wiedzy przygotowań się do macierzyństwa. A przecież nie były to czasy, gdy temat był tak otwarty i popularny jak dzisiaj. Uczyłam się wielu pierwszych i przydatnych  rzeczy o matkowaniu, o maleństwie na jej doświadczeniach. Niesamowite jest to, że nasze dzieci, dziś mające własne prawie dorosłe dzieci, nadal się przyjaźnią, spotykają, a my wciąż nie przepuścimy żadnej okazji, by się spotkać, gdy tylko  nasze drogi się przecinają.  

Byłam młoda i silna, ale rozumiałam, że ciąża wymaga ode mnie dbania o siebie dla dobra dziecka. Wtedy zaczęłam myśleć o wysypianiu się, o odpoczynku. O momentach, które powinnam poświęcać tylko dla siebie, by się trochę wyciszyć. Nie było ich wiele, bo jednak przez cały czas ciąży studiowałam. Urodziłam Kasię niemal “ w biegu” a po wakacjach, gdy zaczął się kolejny rok studiów poszłam na zajęcia, a dziecko do żłobka. 

Po trzech latach urodziło się drugie dziecko, mąż ciągle wyjeżdżał, ja pracowałam w szkole na pełny etat. Wszystko na jednej głowie, w przerwach – na dwie, jak mąż się pojawiał w domu. Ale dawaliśmy radę bo młodzi zawsze dają sobie radę. No i czasy były takie, że NIE DAŁO się nie dawać sobie rady 🙂.  

A relaks??  Nie pamiętam czy wtedy takie coś istniało w naszej świadomości?  Czy mówiliśmy o tym? Czy odpoczywaliśmy świadomie???

Jeździliśmy na wakacje, które zawsze były zorganizowane tak, by dzieci miały wakacyjny odpoczynek – trochę z nami albo z dziadkami. A my organizowaliśmy czas tak, by wakacyjne dni  podporządkować wyjazdom, w czasie których można było zarobić jakieś pieniążki i to nam nie przeszkadzało w “odpoczynku”. Potem, na koniec takiego pobytu zawsze wymyślaliśmy sobie krótki wyskok “relaksujący” – a to do Francji na Riwierę Francuską, a to do Danii, a to w gdzieś Niemczech w ciekawe miejsca. Zawsze było kilka dni  odpoczynku. Zupełnie wystarczało na “podładowanie baterii życiowych”, a nie powiem, żeby warunki tych krótkich podróży przypominały luksusowy pobyt w ośrodku wczasowym czy w SPA. 🙂 

Świece, kwiaty, dekoracje.. wszystko co pomaga uspokoić duszę i ciało.

W Polsce często spędzałam wieczory sama, dzieci były małe więc szły spać wcześniej, a ja nigdy nie należałam do tych, co kładli się “z kurami”.  Lubiłam chwile spokoju, bez włączonego telewizora, bez muzyki (tak! Lubię ciszę!) z książką, z zapaloną świecą zapachową. Od zawsze lubiłam świece. Nie było takich przyjemnych jak teraz są, nie było dużego wyboru, ale były kolorowe i zawsze blask świecy dawał mi poczucie ciepła wewnętrznego i spokoju. Może to coś, co pozostało z czasów harcerskich ognisk.. Blask ognia działa na mnie kojąco. 

Mijają lata a ja zawsze lubię odprężyć się przy blasku ogniska.

Do tego kieliszek wina (jakie myśmy wtedy pili wino? Na pewno czerwone, ale jakie??)  A może kieliszek wódki żołądkowej gorzkiej, bo taką wtedy lubiłam. 

I małe boczne światło, bo nigdy nie lubiłam (i nadal nie lubię) mocnego górnego. To były moje pierwsze relaksowe wieczory. 

Już wtedy zaczęłam kupować pierwsze kosmetyki i dbać o nawilżanie twarzy i szyi. Masowanie rąk i nóg, stóp. Powoli budziła się świadomość potrzeby własnego “prywatnego SPA”.. 

Za to spacer nad brzegiem morza zawsze był dla mnie relaksem. To zachód słońca nad polskim Bałtykiem.

Faktem jest, że w czasach mojej młodości pojęcia SPA i relaksu zorganizowanego tak jak to jest dzisiaj, nikomu nie było znane. Przynajmniej w naszym środowisku. A tym samym po prostu nie było potrzebne. Takich miejsc było niewiele.  Luksusowe serwisy pielęgnacji ciała, masaże i podobne przyjemności  oglądaliśmy w  zagranicznych filmach i kojarzyły nam się z życiem, które dla “zwykłych ludzików  w komunistycznym kraju”  były poza zasięgiem nawet marzeń.  

Tak naprawdę to musiało minąć wiele lat i wiele zmian w życiu, żeby uświadomić sobie, że regularny i świadomy relaks jest mi potrzebny. I że muszę sama o siebie zadbać w tym względzie. 

Rodzina wie co dla mnie najlepsze 😂

O SPA i przyjemnościach masażu, jacuzzi, peelingu dowiedziałam się  naprawdę dopiero w Stanach i nawet nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy poczułam, jaką to sprawia przyjemność.  Myślę, że pierwsze masaże kojarzą mi się z prezentami od mojej córki, która zabrała mnie do takich miejsc. Później Kasia miała już prywatnego masażystę, który przychodził do niej domu i przy okazji i ja z niego czasami korzystałam. Te serwisy uświadomiły mi jak bardzo są potrzebne dla mojego ciała, dla mojej głowy, myśli – wyciszenia, wyluzowania się, oczyszczenia  ze wszystkiego, co siedzi we mnie i co mnie uwiera.      

Odpoczynek to wielka WARTOŚĆ.  Ale, żeby to wiedzieć,  trzeba przeżyć wiele lat i trzeba się tego dorosnąć. Przez lata trzeba odkrywać w sobie swoje “wewnętrzne dziecko”, z którym z czasem będziemy umieli sobie pogadać.

Przypomniała mi się taka scena z serialu, który oglądaliśmy. Kontekst i znaczenie tego, o czym powiem był zupełnie inny, ale całkiem dobrze wpisuje się ten moment, który chciałabym wam wytłumaczyć.  …Kobieta, po trudnych osobistych przejściach, nie może dojść do równowagi sama ze sobą. Ukrywa swoje uczucia i problemy, udaje, że jest silna, że świetnie radzi sobie z życiem. Przypadkowa sytuacja krzyżuje jej drogę z inną kobietą, która obserwując jej zachowanie orientuje się czego naprawdę kobieta potrzebuje. I daje jej dziwny prezent.. Szmacianą lalkę, która z jednej strony ma ma główkę dziewczynki i sukienkę, a gdy podniesie się tę sukienkę do góry, ukazuje się twarz chłopczyka i spodnie. Dziewczyna mówi  “porozmawiaj z tą lalką, tego ci potrzeba teraz”.  Kobieta odrzuca szmacianą pacynkę, ale widać, że coś w niej ta sugestia poruszyła.  Jakąś potrzebę wewnętrznej rozmowy.  Cześć tej kobiety jest tą „nic-nie-znaczącą lalką”  wołającą o pomoc… 

Nie będę mówiła jaki jest dalszy sens tej rozmowy, bo nie o to tu chodzi. 

Tą dygresją chcę wskazać, że każdy z nas ma taką pacynkę, takie dziecko w sobie, które kiedyś zaczyna domagać się pomocy. Chce od nas zwrócenia na nie uwagi, poświęcenia mu czasu, zajęcia się jego kondycją i fizyczną i mentalną. 

Ta część, której dotychczas nie dostrzegliśmy w sobie, domaga się relaksu, odpoczynku. Jeśli to zrozumiemy i zaczniemy sobie pomagać, powoli odszukamy właściwe miejsce dla siebie. W wielu wymiarach i wielu różnych znaczeniach. 

Dobra kawa, kieliszek wybornego wina, książka, joga, medytacja, dla wielu również muzyka – wszystko to elementy pomagające znaleźć spokój wewnętrzny.  Im częściej będziemy po nie sięgać, tym lepiej dla nas. 

Relaks z przyjaciółkami – zawsze działa!!

Szukajmy takich chwil dla siebie. Ważne są także dobre przyjacielskie rozmowy. Relacje z ludźmi to ważna część relaksu. Nie zawsze przecież relaks oznacza samotność. Bliska pokrewna dusza, ciepła rozmowa, dużo śmiechu i radości – wbrew pozorom także nas uspokaja,  przynosi rozprężenie i usuwa napięcie. 

A jeśli od rana nic nam się nie klei? Mamy plan, a nie możemy się na niczym skupić?  Snujemy się z kąta w kąt i wszystko nam leci z rąk. Myślimy – “To nie mój dzień. Nic mi nie idzie tak jak trzeba…”   

To może po prostu oznacza, że dziś  nadszedł moment na  DZIEŃ KOMPLETNEGO LENISTWA! Bez wyrzutów sumienia, bez myślenia o tym, co było do zrobienia i czego nie zrobimy. Po prostu, nie robimy nic! Taki dzień też się nam należy. Taki dzień też jest umysłowi i ciału potrzebny. Można bezmyślnie leżeć i patrzeć w sufit, jak w tym wierszu Jana Brzechwy “Leń” ”(https://youtu.be/oPUIxEXeLaQ) Na tapczanie leży leń, nic nie robi cały dzień..” a potem cały wierszyk jest długą wyliczanką lenia – jak to on nic nie robi… przecież…. My też tak czasem możemy! Mamy do tego proste humanitarne prawo! 

Jeden z niezapomnianych Spa spotkań z przyjaciółkami

SPA współczesne jest cudownym wymysłem  naszych czasów, choć nie okłamujmy się, masaże, sauna były już znane w starożytnym Rzymie, może tylko teraz zakres korzystania z tych dobrodziejstw się zmienił.  Jest to często rozrywka towarzyska. Jedno z bardzo przyjemnych spotkań w SPA miałyśmy z przyjaciółkami kilka lat temu w hotelu Houstonian. Dość spontanicznie zebrałyśmy się w piątkę naszej “lunchowej” grupy.  Zamówiliśmy sobie pyszny lunch na tarasie z szampanem, później każda z nas udała się na wybrany masaż a po godzinie czy półtorej, znów przy szampanie już w jacuzzi  kontynuowałyśmy  nasze uwielbiane babskie pogaduszki do późnych godzin popołudniowych. Było cudownie i bardzo bardzo relaksująco!!!  

SPA to jedna z ulubionych form nagród, które dostawałyśmy od mojej córki – Bossa, gdy zabierała cały swój “babski personel” raz do roku na wybrane masaże, kuracje maseczkowe dla twarzy, szyi, stóp, paznokci itp. Uwielbialiśmy wszystkie ten dzień! 

Bywałam w różnych SPA, w różnych miejscach świata. Gdziekolwiek znaleźliśmy się w naszych podróżach zawsze wpisywał się w program masaż. I trzeba powiedzieć, że były bardzo różne. Mimo, że zasady są podobne, to ludzie, którzy je wykonują maje inne ręce, inną siłę, skupiają się na innych punktach ciała, nerwów.  

Kiedyś, gdy byłam na wycieczce w Chinach, w którymś z hoteli nasz przewodnik polecił nam w tym hotelu masaż stóp. Namawiał nas bardzo gorąco twierdząc, że takiego masażu nigdzie nie doświadczymy. Umówiliśmy się więc na jeden z polecanych półtora godzinnych serwisów. Pomyślałam wtedy – co można masując stopy przez całą godzinę. I śmiało powiem, że było to jedno z najbardziej zaskakujących doświadczeń w życiu! Atmosfera studia chińskiego masażu jest niezwykła. Muzyka, wystrój, przygotowanie całego organizmu, zanim zaczął się masaż już było czymś wyjątkowym. A potem… do dziś nie mogę uwierzyć, że ludzka stopa ma tyle punktów nerwowych, które dotknięte przez człowieka znającego te miejsca doprowadza do wstrząsu określone miejsca w naszej głowie. 

Moje ciało porażał prąd  tak subtelny i tak nieznany i w tak dziwnych miejscach i organach, że nie mogłam pojąć działania  tego masażu. Masowano moje stopy, łydki, kolana, a ja czułam się jak nowo narodzona. Nie mam pojęcia jakie czujniki zadziałały, jakie magiczne “fluidy” chińscy masażyści mieli w swoich dłoniach, ale już nikt nigdy takiego fenomenu w moich stopach nie dokonał. 

Mój dobrze zaznajomiony  masażysta w Houston (dziś już chyba mogę tak o nim powiedzieć) jest dla mnie jak najlepszy doktor od wszystkich moich bolących miejsc i nerwów. Mam wrażenie, że zna każdy punkt, gdzie mój złośliwy ból nerwów przesuwa się i krąży. Nie muszę nawet mówić, a on podąża za nim i rozmasowuje go, ugniata, przyciska tak mocno, że aż boli! Ale boli…dobrze! Wiem, że potem przez jakiś czas mnie nie będzie  boleć!  Czasami dobry masażysta to czarodziej.. W dodatku taki, który wie, że nie lubię, gdy się do mnie mówi w czasie masażu, choć zna mnie i wie, że jestem z natury gadatliwa. I wie jaką muzykę lubię, chociaż znawcą muzyki nie jestem..  Nie jestem jego pacjentką zbyt często (a życzyłabym sobie częściej) ale harmonia i zrozumienie między nami jest prawie idealne. 

Domowe Spa jakich wiele. Ale TO jest moje własne 😀

Moje domowe jacuzzi też używam, ale już rzadziej niż kiedyś. Jakoś tak.. Rozleniwiłam się, a szkoda. Ale jeśli już, to także ze świecami i muzyką medytacyjną, bardzo spokojną. Lubię pianę, kieliszek metaxy, ale mobilizuję się coraz trudniej do tych przygotowań domowych. Coraz częściej wolę wyjście do “większego” SPA. Na szczęście rodzina zna mnie dobrze i wspomaga mnie przy każdej nadarzającej się okazji 🙂.

Muszę jednak przyznać się uczciwie, że relaksują mnie nie tylko takie “spokojne” formy. Widać, moja natura jest przewrotna i mimo upływu wieku wraca czasem do szaleństwa. 

Już wiele razy mówiłam, że lubię zmiany. Bywa, że to jakby burza nadchodziła, jakby piorun trzasnął! Coś zakręci się w głowie, coś załomocze i muszę nagle natychmiast zmienić coś wokół mnie. I wtedy – przestawiam meble, zmieniam obrazy na ścianach, wieszam inne zdjęcia, wymieniam elementy dekoracyjne. Ba, idę do szaf (czyli tutejszych closet-ów ) i wyciągam wszystkie ubrania. Na szczęście jest ich za dużo, żeby dobrać się do wszystkich naraz, więc ustalam – dziś spodnie i bluzki albo tylko sukienki letnie.. I wszystkie po kolei przeglądam, mierzę, odrzucam szybko, te co za małe, te co już wiem, że więcej nie ubiorę, bo już ich nie lubię. Pakuję je do oddania, robię porządki, wyrzucam, to co niepotrzebne, stare itd.  

I – wierzcie, nie wierzcie – czuję się odstresowana, wyluzowana, zrelaksowana!!  

Taka forma uspokajania też na mnie działa!!  O dziwo, nie jestem bardziej zmęczona. Czuję się dobrze. Naprawdę jestem OK 🙂.

Medytowanie

Może następnego dnia położę się na jogowej macie, poćwiczę oddechy, wyciszę moja głowę i trochę nadwyrężone mięśnie rąk. 

Każdego dnia moje “wewnętrzne dziecko” podpowiada mi na co ma ochotę. Bo jeśli mi nic nie mówi, to czuje się źle i jestem zagubiona. 

 Wniosek – relaksować można się w najróżniejszy sposób. Moje  “wewnętrzne dziecko”  ma dziwne życzenia na wyluzowanie się. Słucham go. Ono wie czego potrzebuję. Dzisiaj jest już mądre, wymagające i pokieruje mną  tak, by dostać to, czego ode mnie oczekuje! 

I czeka na – czas relaksu. I piosenka pod tym samym tytułem. Wykonanie trochę inne niż pierwotne, na pewno was zrelaksuje! 😃


BACK

5 myśli na temat “Relaks po mojemu

  1. W moim życiu nie ma za bardzo relaksu. Z własnych obserwacji Malgosi widzę, to co przecież wiem jako mąż, że z tym relaksem to u niej nie za bardzo się udaje, chyba, że mnie nie ma przy tym. No, nie chodzę na jej ubóstwiane masaże, choć parę czy nawet kilka razy byliśmy wspólnie w SPA, ale potem nie mam takiego radosnego i błogiego nastroju jak Ty to opisujesz, bo zaraz muszę coś zrobić, bo przecież „straciłem” godzinę, a z przygotowaniem nawet półtora na coś, co mogłem wtedy wykonać, napisać, przeczytać, przetłumaczyć. Może czytanie czy oglądanie wieczorne seriali razem z Tobą to jest mój relaks? Nie wiem, ale cieszę się, że znajdujesz radość i głęboki oddech w tych wycieczkach do SPA i masażach. Może spróbuję jeszcze raz, tym razem z takim wspaniałym nastawieniem, jak Ty to opisujesz?
    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

    1. No tak, to prawda! Ty nie umiesz się wyluzować albo bardzo rzadko.. Wszystko jest w głowie. Trzeba (już czas..) znaleźć sobie miejsce na relaks też. Napisałam o czymś co w mojej głowie układało się przez wiele lat. nie twierdzę,że to jedyny sposób na relaks. Każdy z nas jest inny. Ale niezaprzeczalne każdy potrzebuje relaksu. A już na pewno nie można żałować godziny spędzonej na masażu, oglądaniu najśpieszniejszego filmu czy nierobieniu NICZEGO. To nie są godziny stracone dla siebie. Nie mam gotowej recepty dla każdego. Dzielę się moją ale reszta należy do indywidualnego człowieka. Z relaksem będziesz zdrowszy i szczęśliwszy. Inni będą szczęśliwsi z tobą – człowiekiem spokojnym i zrelaksowanym.😃

      Polubienie

  2. Wspaniale opisane.
    Masaż stóp? Zachęcające ale…unikam dotyku.
    Wciąż jeszcze, jestem w pędzie, wirze, kołowrotku.
    Robię sobie dzień lenistwa, ale on jest zawsze po przepracowaniu. Trudno mi się zatrzymać. Tak było zawsze, nic się nie zmieniło.
    Lubię słuchać innych osób o masażach i wtedy wyobrażam sobie jakby to było. Niestety nawet na fizykoterapii nie potrafiłam dłużej niż 2 minutki wytrzymać. Dla mnie to jest koszmar ale zachwycam się opowieściami/relacjami z odbytego masażu.
    Jednym słowem każdy jest inny.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To prawda – każdy jest inny i każdy ma prawo wyboru! Jak widać z mojego wpisu, ja także stosuję różne sposoby na relaks. Tak uwielbiam masaż, jogę i medytację, ale z pewnością nie są to jedyne sposoby na wyluzowanie się. Ważne jest by znaleźć takie, które zadziałają i pomogą. Bo balans jest konieczny. Ja też pędziłam i nie widziałam w tym nic złego. Ba, nawet nie umiałam żyć bez tego. Nie potrafiłam inaczej. A teraz już wiem, że można i trzeba – balansu życiowego, bez relaksu go nie osiągniemy. A chcemy przecież żyć pięknie, dobrze, długo i szczęśliwie, prawda? 😂 Życzę relaksu – po Twojemu!

      Polubienie

      1. Próbowałam medytacji ale bardzo szybko zrezygnowałam, nie potrafię się skupić na oddechu, nie się wyłączyć, nie potrafię nie myśleć. Może to nie dla mnie. Jak tak się zastanowiłam to tylko praca fizyczna mnie uspokaja, a może sobie tylko to wmówiłam. Tak jak powiedziałaś…trzeba znaleźć coś dla siebie.
        Poszukam.
        Dziekuję za ten wpis.

        Polubienie

Dodaj komentarz