03/08/2023
Stary i banalny temat. Cokolwiek dziś powiem o kobiecie, machnięcie zniecierpliwieni ręką i powiecie – to już było, tak już jest i będzie. Bo jak świat światem, kobieta i mężczyzna to odwieczny konflikt, a zarazem największy i najsilniejszy magnetyzm ciał i serc.
Smutną historię mojej kochanej przyjaciółki Beatki M. wielu z was pamięta. Ale życie biegnie naprzód, Beatka ma się na swój sposób dobrze i jest po swojemu szczęśliwa. A ja wracam myślami wciąż i wciąż i nie mogę pogodzić się, że los potrafi być tak przewrotnie okrutny. Nie! nie będę wracać do tamtych ciężkich dni i miesięcy. Wiele wspólnych lat, a przede wszystkim teatralna przygoda życia połączyła nas nierozerwalnie. I przyszło mi na myśl, że skoro mam ochotę na wynurzenia o kobietach, o mnie, o was drogie moje przyjaciółki i koleżanki, to właśnie Beatka będzie dziś dla mnie inspiracją.
Marzec rozwiewa świeżą delikatną zieleń, rano pięknie ptaszki śpiewają w moim ogródku, który dopiero zaczyna być wyzwaniem do wiosennych porządków. Ale marzec to, jak przypomniał mi kilka dni temu, mój brat – także Dzień Kobiet. Kiedyś oficjalnie (w komunistycznej Polsce) bardzo poważna tradycja a dziś zabawny, ciepły, “kobiecy” dzień.
Nie wiem jak w Polsce, ale tutaj obrazek “Międzynarodowego Dnia Kobiet” jawi mi się zupełnie inaczej niż w dawnych czasach polskich.
Wrócił do mnie dawny pomysł, który 17 lat temu wymyśliłyśmy razem z Beatką i zrealizowałyśmy go na scenie Teatru z Ewą K. i Mariuszem Z.
I tak w 2006 roku powstał dyptyk pt. JEJ PORTRET czyli… na dobre, na niedobre i na litość boską” . Pierwszą część pokazaliśmy houstońskim widzom w kwietniu (a potem jeszcze raz w czerwcu) i była ona mojego autorstwa. Drugą część stworzyła Beatka i wystawiliśmy ją w listopadzie 2006 r.
Był to czas, kiedy już nasz zespół trochę rozsypał się po świecie (co nie znaczy, że nie zgromadził się później, na inne przedstawienia). W kompletnie nieracjonalnym i szalonym zwidzie, uznałyśmy, że zagramy tę sztukę we trzy. Przy czym wcześniej ani Beatka ani ja nie grałyśmy jako aktorki Teatru Ogniskowego. Ja miałam trochę doświadczeń z czasów szkolnych (HA! HA! HA!!!) a Beatce zdarzyło się śpiewać i nieco obyć się ze sceną. Co innego Ewa – ona już dała się poznać jako nasza aktorka śpiewająca i grająca. Mariusz Z. zawsze i wszędzie był na posterunku i od razu wiedziałyśmy, że nie przestraszy się takiej “trójcy”, nie zawiedzie nas. Cokolwiek będzie robił na scenie z nami, będzie perfekcyjny, elegancki, spokojny, wyważony i taki.. męski!
Do dziś nie rozumiem jak Beatce udało się mnie namówić do roli aktorki. Co innego napisać adaptację sztuki, wymyślić, wyreżyserować, wycisnąć ostatnie poty z aktorów. Ale zagrać to, co stworzyłyśmy same? Ba, nawet wziąć udział w śpiewaniu?? Hmm.. Jako tło i echo 🙂 (posłuchaj piosenki “W żółtych płomieniach liści” – część druga dyptyku) .
prawda, że ślicznie zaśpiewane?..
W ten sposób powstało podwójne przedstawienie o nas – Kobietach. Każda z nas miała nieco inny zamysł, dlatego tak naprawdę te spektakle są podobne – ale inne. Bo “kobieta zmienną jest” jak mówił niejeden poeta. 🙂
“Jesteśmy takie i owakie: białe, czerwone i czarne. Zielone niebieskie i pstrokate..” Tak napisała Beatka we wstępie do programu II-ej części.
Kobieta to motto, symbol, temat dla poetów, malarzy, męskich plotkarzy, mężów, narzeczonych.. I kobiet też! Sposoby obgadywania płci pięknej, Heter, Bab, Kochanek, Lasek i Zołz itd. (I tu określeń mam jeszcze cały zapas, a słownik synonimów pewnie jeszcze dziesięć razy więcej !) są tak wymyślne i tak emocjonalne, że niejedną pracę doktorską można by o tym napisać.
Pisano o nas ze śmiechem i uśmiechem, złośliwie, żartobliwie, uszczypliwie, obleśnie. Z miłością i nienawiścią. Z podziwem i druzgocącą krytyką.
Nie ma takiego sposobu, żeby zebrać i ułożyć ten wywód jednoznacznie i logicznie. Można tylko wybierać. A ten wywód jest nieskończenie bogaty.
I co tu dużo mówić – w dużej części zależy też od Panów! To oni wpływają na kobiety, od nich często zależy “obecny i aktualny portret”. Czas, losy dwojga ludzi, moment, w którym jesteśmy ze sobą może portret zmieniać. Na lepsze i na gorsze. Na szczęście i na smutek. Bo jak w całym naszym życiu – doświadczenia uczą nas, kształtują związki poważne, te na “całe życie” i te, które pozostają przelotnym flirtem, wspomnieniem wyjątkowych wakacji, migawką jednego spotkania, jednego uścisku ręki. Albo… koszmarem, który nie chce nas opuścić przez wiele następnych lat życia.
Kobieta – jego Kobieta – kobieta, którą ten PAN wybrał, jakikolwiek był jego cel i sposób na życie, może okazać się wszystkim: Aniołem, Szatanem, Motylem i Ćmą ulotną, Kochanką na trudne chwile, na zimny i deszczowy wieczór. Jeszcze inna okazuje się być Tyranem, Potworem, Kokotą. Bywa i to często, że jest Ofiarą, Ofermą i Ciamajdą.. (posłuchajcie fragmentu mojego autorstwa, który był częścią tekstu scenicznego)
Jesteśmy wszystkim po trochu.. Zmieniamy się w różnych częściach naszego życia jak kameleony. I wy Panowie często bywacie tłem tych nastrojów. To wy często kształtujecie zmienność kobiety!
“Być kobietą” – tak to wyglądało w słowno- muzycznym przekomarzaniu się na scenie (Portret – część II-ga)
Wiosna życia, hormony, które szaleją jak opętane objawią się szaleństwem uczucia, marzeń planów, jeśli tylko pojawi się ON. Spojrzenie jego oczu, kilka ciepłych słów, których nikt inny nie usłyszy, bo “przecież przeznaczone są tylko dla mnie..” Obietnice, wspólne plany. Czasem udaje się na długie lata, na zawsze!
(Tak, tu jestem pod wrażeniem 50 rocznicy ślubu moich krakowskich Aniołów! – 50 lat i wspólne marzenia, pragnienia realizowane czasem łatwo, a czasem w bólu i walce. Bo nikt nam nie obiecywał, że życie będzie łatwe. Ale można dać rady! Oni dali radę, oni potrafili!)
Zdarza się, że nie udaje się. Znika przystojniak wymarzony, odchodzi “w siną dal”, pozostaje trochę smutku, trochę wzruszeń, ulotne wspomnienie, że było miło. Też dobrze. Byle nie było jak w wierszu/piosence autorstwa Michała Zabłockiego, jednego z twórców Piwnicy pod Baranami. W naszym Teatrze oddaliśmy głos w tekście Ewie Kuleszy, która stworzyła z tego dramatyczną i energetyczną scenkę źle ulokowanych uczuć i namiętności, które w końcu prowadzą do tragicznego finału związku dwojga ludzi. Piosenka kiedyś zaśpiewana przez Rafała Jędrzejczyka w „Piwnicy” (można posłuchać na Youtube ), w interpretacji Ewy K. wydaje mi się dużo bardziej wymowna. Może dlatego, że w kobiecym wydaniu siła nieszczęśliwego związku jest porażająca?..
Nie da się przejść przez życie i trzymać się schematu, w którym wszystko jest albo białe albo czarne. Kiedy jesteśmy młodzi wydaje się, że szaleństwo, świeżość myśli i odczuć ułatwi nam taki obraz. Przecież mamy przed sobą całe życie, możemy je wyciskać jak cytrynę do ostatniej kropli soczystego soku. Przyszłość jawi się w pastelowych kolorach, nic nie jest w stanie tego obrazu zmienić.
A potem lata dodają się, każdego roku jeden dzień, jeden miesiąc więcej. Stajemy się coraz bardziej dojrzałe, już wiemy co to jest pełnia szczęścia i co to łzy…
Nie chcę, nie pozwalam się zepchnąć na “drugi plan”! Walczę z trudnościami, nieprzychylnościami świata wokół, nie godzę się na „bylejakość”. Chcę osiągnąć sukces, chcę mieć dzieci, szczęśliwą rodzinę, dom z kominkiem, a w tym wszystkim własne JA. Tak – z czasem staję się wredną zołzą, walczącą kobietą. Nie podoba się to Panom. Przeszkadza im w karierze, w wizji Kobiety, którą mają w pamięci z początku cudnej znajomości, ciepłej, miłej, potulnej. Z którą czuliby się bezpiecznie…
I tym momencie w życiu nadchodzi chwila, kiedy wiele trzeba zmienić. Użyć KOMPROMISU. Dogadać się tak zwyczajnie, na co dzień. Dzień po dniu budować ciepło, bezpieczeństwo, porozumienie. Gdzieś wczoraj a może kiedyś dawno, usłyszałam taką wypowiedź w którymś z filmów: Kobiecie nie wystarczą piękne oświadczyny raz na całe życie, ona nie zapamięta tej jednej jedynej obietnicy.”.. Mój mężczyzna musi się starać, powtarzać “kocham” każdego dnia (no.. może po prostu częściej niż dwa razy do roku 😉), choćby taki zwykły polny rumianek. Obsypywać “darami” słów ciepłych, wzniecać ogień, który łatwo po kilku czy kilkunastu latach przygasa. Wtedy, proszę Pana, możesz liczyć na to samo. Zołza będzie miła, ciepła i uda się Ci stworzyć uśmiechnięty portret ukochanej “Kobiety – Tyrana, Hetery czy Matki ”.

Panowie! Kobiety są nieprzeniknione, tajemnicze, trudne do zrozumienia. Ale to wy macie w sobie wiele narzędzi i jeśli tylko chcecie i umiecie się nimi posługiwać, macie szansę zbudować bardzo piękny kobiecy świat! Dla przypomnienia wrzucam tytuł filmu, klasyk w temacie: kobieta- mężczyzna, “Seksmisja” – gorąco polecam. 🙂
Lata mijają, wspólnie albo osobno. Z konieczności lub z wyboru. Ani się nie obejrzałam a już minęła i wiosna i pełnia życiowego lata. Jest jesień. Pogodna, złota i spokojna. A przynajmniej taka powinna być. I nie myślę tu o braku nieprzewidzianych wydarzeń i niespodzianek, bo te w moim życiu zdarzają się często. Myślę o własnej filozofii, wypracowanej przez lata doświadczeń – o łezce w oku, gdy wspominam dobre chwile, o tym, że nie żałuję szaleństw i błędów które się zdarzyły. I zdarzają się nam wszystkim – i kobietom i mężczyznom.
Jestem “jesienią’ – taką, która daruje innym więcej niż przyjmuje.
W moim życiu mężczyźni przynosili kwiaty, pamiętali o ważnych dniach, podgrzewali ogień, który bywał ledwie tlący się. Byli i tacy, o których nie chcę pamiętać, szarpali nerwy w pracy, rzucali złośliwościami, byli niemili. Cóż, nie ma idealnych kobiet, a co dopiero mężczyzn!
Jak powiedział Stanisław Witkacy: ” Prawdziwa Kobieta nie jest zła ani dobra. Jest KOBIETĄ – to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni” 😂)
Są za to kobiece przyjaźnie, których nie zastąpi nikt i nic. Są przyjaźnie ze szkolnej ławy i takie “od zawsze”. Są i trwają! Kobiece wspólne pasje, plotki i kieliszek czerwonego wina łączą je mocno, chronią przed zwyczajnością i są lekiem na monotonię życia.
I zdarzają się Faceci, którzy choć nie mają nic wspólnego z “Venus” i przybyli do nas prosto z “Marsa”, to potrafią zrozumieć nas, nawet te wszystkie “Choleryczki, Zołzy, Małpy, Matki i Wydry”. Jeśli ktoś z mojej rodziny będzie to czytać, to łatwo pojmie o kim mówię. 🙂
A jak po drugiej strony lustra widzą to nasi Panowie?
Zacytuję tu wiersz Adama Ziemianina, który dawno temu Mariusz Z. “podarował” nam – trzem Kobietom na scenie, w “Jej portrecie”. I pewnie wielu innym ważnym dla niego kobietom… Drogie Panie! To brzmi bardzo optymistycznie!
“Z tobą by konie kraść
różaniec odmawiać
tańczyć białe tango
do białego rana
Do rany cię przyłożyć
do zdjęcia iść z tobą
niech sobie fotograf
nie myśli byle co
O tobie pisać wiersze
nawet te bez rymu
o tobie rozmawiać
w kolejce po gruszki
Dla ciebie jabłka zrywać
studnie kopać w skale
wiadro wody wylać –
może się obudzisz.”
(autor: Adam Ziemianin, w imieniu Panów od Mariusza Z.)
Panowie, kochajcie nas, nie tylko w Dniu Kobiet, nie tylko w marcu, nie tylko od wielkich okazji.
Potrzebujemy ciepła i opoki i dajemy dużo w zamian.
„Kobieta jest najsłabsza, gdy kocha – najsilniejsza, gdy jest kochana.„ „ (autor: Erich Osterfield)
Kobieta jest organizmem ultra-doskonałym.Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko” (autorka: Katarzyna Noskowska)





Po co są fotografie? Żadna nie jest w stanie uchwycić tego wszystkiego, o czym piszesz. Co tam wszystkiego, właściwie niczego, bo te uczucia, nastroje, przemyślenia, zachcianki, oczekiwania i ich spełnienie są tak dynamiczne i tak się zmieniają w ułamkach sekundy, że nawet najszybsza migawka najlepszego aparatu tego nie uchwyci. Marek pewnie ma inne zdanie, ale bez wątpienia łatwiej, dokładniej uchwycić to potrafi film. I słowa.
Bardzo pięknie o tym wszystkim piszesz. I o dobrym, i o niedobrym. Ciekawe, czego jest więcej, i czy w życiu każdego jest tyle samo. Pewnie nie, dlatego jesteśmy inni. I dlatego kobiety są tak inne od mężczyzn, choć od lat już uważa się, że nie ma żadnej różnicy. Dla mnie była, jest i będzie. Kobiety są po prostu piękne.
Wacek
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję ci za ten komentarz. Tak bardzo liczyłam, że te teatralne wspomnienia poruszą wielu dawnych widzów- przyjaciół i zechcą dołożyć choc słówko własnych wspomnień. Na ciebie zawsze mogę liczyć😀
To było bardzo emocjonalne i osobiste przedstawienie dla każdej z nas! I chyba dla wszystkich widzów też. A ten wpis niby przy okazji Dnia Kobiet – o kobietach i naszych problemach – po tylu latach mogłam „sportretować” teatralnymi fragmentami wciąż aktualnymi. To prawda – emocje nie wygasają, uczucia powtarzają się, wspomnienia wracają. Taki był zamysł tego wspomnienia. Połączyć czas, tamten czas i nasze dzisiaj.
PolubieniePolubienie