O tym, czym jest rozmowa dla ludzi i jak komunikowaliśmy się pół wieku temu

01/24/2023

Mam swój blog, piszę moje przemyślenia dość regularnie i traktuję je jako moją prywatną terapię i potrzebę w tym momencie mojego życia.  Wiem, że nie jest to blog popularny i pewnie niewiele osób go odwiedza i czyta.  Od początku, z założenia nie nastawiałam się na popularność czy zarabianie pieniędzy. 

Minęło już dwa lata (tuż tuż – za dwa tygodnie!) i ciągle oprócz pisania myślę o zmianach i ulepszeniach, bo przecież blog musi być żywy, kolorowy, musi przyciągać ewentualnie tych, co lubią właśnie w taki sposób się komunikować. 

Ale, co tu ukrywać, należę do pokolenia, które nie wyłapuje szybko internetowych możliwości, a co najważniejsze – nie umiem korzystać tak sprawnie jak młodzi z “marketingu blogowego”.  I pewnie za bardzo bym się nawet nad tym nie zastanawiała, gdyby nie to, że  sama śledzę różne blogi, czytam i podziwiam jak wielki i popularny jest to sposób komunikacji. 

Kilka fragmentów z setek blogów internetowych – m.in. blog „Alicja ma kota”

Kilka dni temu natknęłam się na listę 20 najciekawszych blogów tzn. “Lifetime”, bo te są najbliższe mojemu blogowi.  A wśród nich zainteresował mnie blog “Alicja ma kota”.

I tak sobie podczytywałam te wpisy, każdy ciekawy i intrygujący. I zatrzymałam się na dłuższą kontemplację nad wpisem pt. “Dlaczego cię nie ma? O tym jak zaczęłam komentować blogi”. Mam nadzieję, że autorka nie weźmie mi za złe, że skomentuję tu parę jej spostrzeżeń.

Pani Agnieszka – bo tak na imię ma autorka- ma wielu followersów (używam słowa  z komentarzy na polskich blogach, wyraźnie dziś w polskim słownictwie i mnie ten fakt nieco zaskoczył). Jej blog jest chętnie czytany i szeroko komentowany. I tu dowiedziałam się, że jest taka strona “Disqus” która pomaga radzić sobie z komentarzami do blogów, może pomóc z opanowaniem, formatem i opcjami wpisów. Oczywiście, nie miałam pojęcia, że takie coś jest.

No dobrze, może znajdę czas i douczę się nieco, ale zanim (kiedyś??) do tego dojdzie – powiem wam, co tak poruszyło mnie we wpisie “Alicji, co ma kota”, że aż stało się inspiracją dla mnie do dzisiejszego pogadania.  

Autorka jest młoda, utalentowana, ma “lekkie pióro” (to w kontekście dzisiejszej komunikacji wydaje się być.. nie na miejscu 😀). Opisując przeszłość komunikacji blogerka powraca do początku lat dwutysięcznych!  Na przestrzeni ostatnich 20 lat zauważa ogromne zmiany w świecie internetowej komunikacji, z rozrzewnieniem wspomina sposoby kontaktów w sieci na początku XXI wieku. Podane fakty, słownictwo i sposoby komunikacji w Internecie sprzed 20-u lat wtedy dla mnie były niezupełnie klarowne, a co dopiero teraz! Choć.. może dziś zdecydowanie głębiej się tym interesuję. 

Jestem na etapie czytania różnych blogów, zastanawiania się nad tymi, którzy je piszą, nad otwarciem ludzi wypowiadających się tak swobodnie. Jakże ogromną szansę daje Internet, tym którzy chcą pisać, mówić to, co potrzebują przekazać innym.  Zwłaszcza dla młodych to raj dla wyrzucenia tego, co w głowie się tłoczy i domaga się wyjścia do innych ludzi. Łatwo jest zauważyć, że zarówno wśród autorów blogów jak i ich czytelników są głównie ludzie młodzi. Ich język jest inny niż mój, znajomość technologicznych kruczków nieporównanie większa od mojej wiedzy.  

Ilu jest takich jak ja, którzy organizują i piszą blogi w wieku 60-70 więcej lat? Pewnie nikt takiej statystyki nie zrobił, ale jestem przekonana, że jesteśmy w maleńkiej grupie wszystkich blogerów. 

We wpisie pani Agnieszki uderzyła mnie zdecydowana i logiczna myśl: Bloger też człowiek! “Bloger, który ma bloga może nie czuć się fajny i doceniany” (cytuję z wpisu pani A.)

I dalej – zaskakujące w swej prostocie – uzasadnienie! 

Dlaczego na Facebooku klikamy lajki pod zdjęciami swoich przyjaciół – nawet gdy są to zdjęcia kotów, psów i dziesiątek innych zwierzątek, widoczków, wyrobów ręcznych, prostych sentencji. Mówię tu o zdjęciach bez podpisów, bez komentarzy,  bez twarzy ludzi nam bliskich czy znanych. Twój “kot” zostaje zauważony i doceniony setkami lajków (nic w tym złego!!), podczas gdy bloger spędzający godziny na napisaniu tekstu, oprawieniu go w zdjęcia, piosenki, wiersze, a przede wszystkim opublikowaniu swoich najintymniejszych myśli i dyskusji z samym sobą, swojej wiedzy, doświadczeń i chęci podzielenia się nimi, jest po prostu niezauważalny. Bloger, nawet jeśli ma swoich czytelników, jeśli ktoś dociera do jego wynurzeń, to najczęściej o tym nie wie. Nie wie autor blogu i nie wie potencjalny czytelnik, który twoim komentarzem mógłby zainspirować się do czytania. 

No właśnie – doszłam do sedna. KOMENTARZ. Jest przecież taka opcja pod każdym wpisem. Wystarczy podać swój e-mail, nawet nie musisz podać imienia – może być pseudonim/nick/ skrót imienia. Możesz napisać jedno- dwa zdania w okienku pod tekstem. Twój komentarz przychodzi do blogera w e-mailu i jeśli właściciel tekstu zgadza się na opublikowanie  kliknięciem, to komentarz nie musi być podpisany twoim prawdziwym imieniem, jeśli nie chcesz się ujawnić publicznie.

Jeden komentarz a ile przyjemności!!  A więc korzystam z okazji i dziękuję z całego serca tym, którzy komentują moje teksty i dodają swoje myśli i spostrzeżenia.  Mój mąż ujawnia się niemal zawsze w okienku pod wpisami, ale nie tylko on!  To dla mnie duża radość, choć nie jestem nastawiona na wielką czytelniczą inwazję ani na dyskusje na moim blogu. Mimo to – LUBIĘ te kilka waszych słów, te fakty dodane, wiersze i osobiste myśli, które nachodzą was po przeczytaniu moich „wypocin” 😂.

Mam cudowną czytelniczkę,  która niemal w kilka minut po opublikowaniu tekstu czyta i komentuje bardzo celnie moje wpisy. Niestety, uparcie przesyła je w sms-ie… 🙂.  Ale za to niezmiennie mnie raduje i zawsze czekam na jej pierwszą reakcję!! (nie mówiąc już od komentarzach od “czytelniczki- krytyczki” pierwowzoru moich wpisów – osoby, dzięki której udaje mi się uniknąć czasami dość głupich przeoczeń i błędów). 

Dlaczego o tym piszę?! O tak, na pewno chciałabym mieć więcej czytelników i więcej komentarzy!! Ale powód jest inny niż ten, który w tym momencie nasuwa wam się na myśl. Nie! Nie jestem  zarozumiała, ani egocentryczna, ani nawet nie jestem samochwałą, ani nie uważam się za “pępek w świata” z racji tego, że nagle zaczęłam pisać swój blog! Cieszy mnie fakt, że lubię to i robię to, co lubię. Więc jeśli ktoś lubi przeczytać co piszę, to jest mi jeszcze fajniej.  💕

Drugi, bardzo dla mnie istotny powód pisania blogu, to fakt, że blog jest jeszcze jednym sposobem komunikacji z innymi ludźmi.  I tu właśnie pojawia się już szereg moich własnych przemyśleń, nieco innych niż w blogu pani Agnieszki. 

Myślę, że mam dużo racji gdy powiem, że ludzie starszego pokolenia trzymają się swoich nawyków, także w czytaniu. Dlatego blogi nie są ich sposobem na “czytelnictwo”, którego uczono nas w szkole. Książka, czasopismo z interesującymi nas artykułami – to jest to, co dla nas starszych ma sens i co rozumiemy pod pojęciem czytania. Ja sama nadal uwielbiam książki w tradycyjnej postaci i nie odrzucam takiego sposobu czytania. Ale – z racji “blogowania” nauczyłam się korzystać z książek, które słucham jako audiobooki z aplikacji w telefonie. Czytam blogi, bo wymagają tylko kliknięcia w telefonie czy laptopie i można z nich skorzystać w każdej wolnej chwili – czekając w poczekalni do lekarza, w szkole – aż wnuk skończy zajęcia i odbiorę go do domu, na parkingu, bo mam chwilę przerwy na wypicie kawy ze Starbucksa. To wygodny sposób czytania, bo nie trzeba nosić ze sobą grubej książki czy dużego czasopisma. 

W sieci jest tyle samo protestów przeciwko komunikacji telefoniczno-internetowej ile jest też popierających technologię i komunikację w sieci.

 Moi znajomi czytają mniej niż kiedyś. I to zarówno moi rówieśnicy jak i młodzi. Albo – czytają w inny sposób i co innego. Wszyscy, niemal bez przerwy mamy w ręku  telefony, W każdym możliwym miejscu coś w nim dłubiemy, sprawdzamy, oglądamy, klikamy, lajkujemy (przysłowiowego kota! – nie obrażając właścicieli kotów, psów, itd.. W końcu ja też lubię czasem wstawić fotki rodzinnych zwierzaków i klikam pod ich zdjęciami) 🙂. 

Istnieją nawet wpisy blogowe poświęcone tematowi Emotek 😃

Portale społecznościowe zrobiły swoje i nauczyliśmy się z nich korzystać. Niestety, tak dogłębnie, że inne sposoby komunikowania się poszły w odstawkę.  😒🤔

Szukamy na forach społecznościowych wypowiedzi naszych znajomych, klikamy albo odpisujemy jednym słowem, jednym zdaniem albo nawet.. gotowym, przygotowanym dla nas na tę okazję znaczkiem, “emotką” czy jak to internet nazywa.

Tyle naszej ludzkiej komunikacji!  A gdzie czas na rozmowę, na pogaduchy, na wyjawienie swoich uczuć, wrażeń, na dłuższe wypowiedzi no i na spojrzenie w oczy drugiemu człowiekowi…?

Setki naszych spotkań towarzyskich- bogatych w rozmowy, żarty, winko i poczucie bliskości.

Tego żadna technologia nam nie zastąpi! Narzekamy bez przerwy, że nie mamy czasu (nie jestem tu wyjątkiem!) ale tak naprawdę, gdyby policzyć czas spędzony w samotności przy komputerze i na telefonie, to zyskalibyśmy wiele “wolnych” dodatkowych godzin. 

Kto pamięta czasy – 50 lat temu, czasy młodości mojego pokolenia, gdy przechodząc koło domu przyjaciółki czy kolegi, wbiegaliśmy szybko po schodach do znajomej klatki, pukaliśmy do drzwi i jeśli ktoś był w domu – od razu zapraszał nas na herbatę i ciasto upieczone własną ręką. Niezależnie co ktoś robił w tym momencie, przerywał tę robotę, bo gość przyszedł. I poświęcaliśmy najbliższą godzinkę – dwie na rozmowę. Na uśmiech żywy, na świeże myśli i zwyczajny prawdziwie ludzki kontakt. Nawet przysłowiowe pożyczenie soli po sąsiedzku było okazji do porozmawiania przez chwilę.

Z wakacji wysyłaliśmy do najbliższych pocztówki, poświęcaliśmy dużo czasu, by wybrać najładniejsze, pisaliśmy do każdego adresata nieco inne słowa, by były najbardziej personalne. 

Komunikacja mojego pokolenia-to ogniska z kiełbaską i piwem, herbatka w szklance, zakąski i wódeczka. Nawet dziecko piło herbatkę! (zdjęcia wybrane przypadkowo z lat 1974-91)

Spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy i potrafiliśmy stojąc przegadać pół godziny albo znacznie więcej. Czasem – pod parasolem, bo lał deszcz, czasem przytupując i zacierając zmarznięte ręce, bo mróz torturował nas trzymając mocno poniżej zera.  

Wpadaliśmy do siebie wieczorami i nie trzeba było przygotowywać dla gości specjalnego obiadu. Robiło się szybko małe kanapeczki, bo chleb i jakiś smalec ze skwarkami, ogóreczek, czy coś jeszcze podobnego zawsze się znalazło. Zakąska znalazła się od razu, wódeczka też często. Przyjęcia nie potrzebowaliśmy, żeby było fajnie! Telefonów było mało i kto by tam myślał, żeby wcześniej umawiać się ustalać godziny i plan spotkania.😆

Za to gadanie było zawsze! O wszystkim i wyczerpująco! Nie jednym zdaniem, nie tylko mrugnięciem czy za pomocą znaczka.. Czy było lepiej? Nie, tego NIE twierdzę. Było inaczej!! I na pewno w odczuciu mojego pokolenia – łatwiej, cieplej, bliżej drugiego człowieka.  W tym momencie Młodzi na pewno zakrzyczą mnie: Nie, to nie tak! My uważamy, że nasze sposoby komunikacji są tak samo dobre, jak kiedyś. My także mamy bliskich przyjaciół, swoje sposoby na pogadanie itd..”   

I mają rację. Swoją pokoleniową rację!  Ich komunikacja werbalna to właśnie komentarz pod wpisem na blogu, dyskusja na forach w sieci. Różnica jest taka, że młodzi MÓWIĄ w takich miejscach, a nasze pokolenie nie odzywa się, albo bardzo rzadko i mało. 

Starsi nie mają nawyku wypowiadania swoich sądów, opinii, porad czy pochwał publicznie. Nie byliśmy tego nauczeni w młodości. Pamiętam, że gdy byłam nauczycielką języka polskiego najtrudniejszą częścią lekcji było “sprowokować” młodzież do dyskusji np. o przeczytanej lekturze, o bohaterach, postawach, ocenach postępowania czy nawet o tzw. życiu. Jeśli zdarzyło się mieć w klasie dwie (góra, trzy osoby), które chciały podzielić się swoimi opiniami, to już był wielki sukces! Zazwyczaj było milczenie, pochylone głowy i pełna niechęć do otworzenia buzi czy wydania z siebie głosu. Nie wiem jak to robią w tutaj, że już nawet dzieci w przedszkolu, w najmłodszych klasach nie mają problemu ze swobodnym wypowiadaniem się w grupie.

Tak właśnie wyrosło pokolenie Młodych, które  chętnie się wypowiada, otwiera na blogach, forach internetowych i nie ma oporu w ujawnieniu własnego zdania. 

Myślę, że Internet zrobił w tej kwestii dużo “dobrego” – w sposób najpierw anonimowy a potem już bardziej otwarty, zachęcił  ludzi do publicznego wypowiadania się. Stąd tyle blogów, mediów społecznościowych, forum, gdzie można w sposób dowolny, dłuższy lub krótszy wysłowić swoje potrzeby i opinie. 

My, starsi wciąż bardziej cenimy sobie spotkania osobiste, czas na rozmowy twarzą w twarz, niezależnie od tego, czy to dwuosobowe spotkania czy w nieco szerszym gronie. Dlatego ja, moje przyjaciółki i koleżanki nieustająco pielęgnujemy i celebrujemy każdą możliwą okazję do spotkań (bez okazji też!!). Uwielbiamy nasze “babskie” lunche, wymyślone przez nas imprezy “z nazwą” lub bez. Wciąż nam się chce siebie, uwielbiamy plotki, ploteczki i pogaduchy. Lubimy też obiady w małym gronie w domu z przyjaciółmi, wspólny drink w barze czy wypad na weekendową wycieczkę. Dyskusje są gorące, wymiana poglądów wydaje się łatwiejsza, kiedy patrzymy na siebie i czujemy bratnią duszę tuż obok, a nie na ekranie komputera.  💻

Na koniec przyszła mi myśl, że jeśli chcecie dowodu na to, jak zmienił się świat komunikacji, to podrzucam wam propozycję oglądnięcia serialu “SEXIFY” wyprodukowanego przez Netflix (trwa emisja już drugiego sezonu).

Plakat serialu. Trzy główne bohaterki: Paulina- Maria Sobocińska, Natalia – Aleksandra Skraba i Monika – Sandra Drzymalska

Rzecz oczywiście o seksie – inaczej. Pozornie bez emocjonalno-miłosnej oprawy, bez kompleksów, nowocześnie i otwarcie. Wielu z nas będzie ten serial szokować. Mnie temat nie zszokował wcale, za to technika i sposób w jaki serial jest zrobiony – bardzo! Tempo akcji, humor bardzo “nowoczesny”, trochę już nierozumiany przez starsze pokolenie, środki audiowizualne – dźwięki,  elementy muzyczne, skróty komunikowania się przez sms-y w telefonie, które z prędkością światła pojawiają się na ekranie – Wow!!  Dużo tego i bardzo mocno!! 

Podziwiam pomysłowość autorów, grę aktorską trzech głównych bohaterek jakże różnych, a jednak odnajdujących się swobodnie w tym wirtualno – zwariowanym świecie. 

Film ma mocne przesłanie, sex-apka jest tu tylko motywem do pokazania starych jak świat problemów męsko-damskich (albo raczej damsko-męskich). 👩‍❤‍👨 Każdy może sobie ocenić to po swojemu. Za to technologia i jej współczesne zastosowanie w przekazie filmowym mnie osobiście zdumiała. Ciężko się odnaleźć i pojąć nam ten jakże inny temperament wypowiadania się, który na pewno bez trudności dociera dziś do młodych, ale dla nas.. Hhhmm – dużo musimy się jeszcze nauczyć.. 

Czy jednak  potrzebujemy takich zmian? Czy chcemy wejść w ten nowy wirtualny świat?  Ja – niekoniecznie. Choć uczę się wiele, fascynuje mnie inność kontaktów internetowych i nie mam nic przeciwko zmianom – pozostanę “pomiędzy”… i nadal będę uwielbiała z uściskiem ręki, spojrzeniem w oczy i pogadaniem w tempie mojego pokolenia. 💋

Bardzo lubię mój blog, dzięki któremu istnieję w sieci i mogę wypowiadać swoje myśli, wspomnienia i wciąż pojawiające się marzenia.

Ta piosenka Maryli Rodowicz ( uwielbiam Ją!) i Seweryna Krajewskiego przypomni starszym atmosferę czasów pogaduszek bez – internetowych, spotkań i plotek w „naszym” tempie.

I może Młodym też się spodoba??


BACK

Jedna odpowiedź na “O tym, czym jest rozmowa dla ludzi i jak komunikowaliśmy się pół wieku temu

Dodaj odpowiedź do Ultra Anuluj pisanie odpowiedzi