Kalendarzowe rozważania o właściwym czasie

01/12/2023

Powitaliśmy Nowy 2023 Rok! To zawsze bardzo ekscytujący moment wieńczący grudniowe świąteczne szaleństwa.  Budzę się następnego dnia i odczuwam jakąś dziwna pustkę, ciszę. Czegoś mi brakuje, jakby coś nagle mi uciekło. A przecież nic się tak naprawdę nie zmieniło.  Kolejny dzień naszego życia. Gdyby nie było kalendarza nikt nie zwróciłby uwagi, że to następny “odliczany” rok. 

Mimo to – jak co roku, zdejmuję ze ściany tradycyjne kalendarze minionego roku (nigdy wcześniej! Jestem przesądna) 🙂 i zawieszam nowe. Czyste, niewypełnione żadnymi zapiskami, choć właściwie zapiski pojawiają się już bardzo sporadycznie, bo wszystko co ważne i istotne znajduje się w kalendarzach Google’a. 

Wciąż jest oświetlona choinka, jeszcze mamy świąteczną dekorację, którą tradycyjnie i uparcie trzymam do święta Trzech Króli (6 stycznia), ale już moje myśli krążą wokół konieczności sprzątania i pakowania dekoracji i wszystkiego, co świąteczne. I zawsze nieodmiennie ogarnia mnie wtedy smutek. 😔

(znalezione w sieci)

 I dopada poczucie upływu czasu, zamknięcia jakiegoś kolejnego rozdziału w życiu. A wraz z tym uczuciem dosięga niechęć do działania i mojej głowie wyraźnie potrzebna jest przerwa… Zanim urodzi się nowa energia, nowy pomysł,  zwyczajny cykl codziennego działania – jest pustka i cisza. 

A jednak – dzień po dniu rano budzi się słońce albo zachmurzone niebo. Każdego dnia znów nas coś boli, coś dręczy…  Ale obok niedomagań dzieje się tyle nowych dobrych rzeczy, wiele wydarzeń, które nas znów cieszą!

Wczoraj dostałam miłą wiadomość od mojej kuzynki, że jej córka właśnie miała swój piękny bal – Studniówkę. I przysłała mi kilka ślicznych fotek! Śliczna młoda przyszła maturzystka, szczęśliwa, bo to przecież jej pierwszy prawdziwy bal!  Bal, który tradycyjnie rozpoczyna się “polonezem”, do tańczenia którego młodzież solidnie przygotowuje się przez kilka tygodni. 

I nagle – przypomniała mi się moja studniówka. Skromna, ale wcale nie była mniej ważna. I poczułam się jakby to było w innym życiu! Milion lat temu.. Białe bluzki, czarne spódnice albo sukienki utrzymane w tonacji biało-czarnej. Chłopcy tylko z naszej klasy, bo nie mogliśmy zaprosić kolegów spoza szkoły. Tak, chyba już kiedyś o tym pisałam. A jednak wspomnienie wraca… A potem kolejne 17 może 18 studniówek, kiedy byłam nauczycielką w Liceum Medycznym i przeżywałam takie bale w zupełnie innej pozycji. Ale nigdy ten balowy wieczór Młodych nie był mi obojętny. Zawsze rozumiałam jak bardzo ważny jest dla tych, którzy mają swój “pierwszy bal”.  Choć były różne prywatki, spotkania, imprezy – STUDNIÓWKA jest tylko jedna! Ten pierwszy BAL, na sto dni przed maturą, przed egzaminem dojrzałości. Symboliczny bal, po którym już tylko trzeba się, uczyć, by zdać egzaminy. 📚 📘

Piękne dziewczyny, piękne suknie, niezapomniany Pierwszy BAL

Patrzę na te piękne młode dziewczyny, na suknie niemal jak z Hollywood, na nieznane mi z moich czasów długie rozcięcia sukien i czerwone podwiązki. 🙂 

Jak bardzo zewnętrzny świat się zmienił, a pierwszy Bal z dostojnym “polonezem” rozpoczynającym wieczór pozostał ten sam. 

I myślę sobie, że tradycja to piękna sprawa. Dopóki tradycja trwa i coś wspólnego łączy młode pokolenia z tymi starszymi, ziarenko dobra wciąż się odradza i kiełkuje od nowa.  Opakowanie zmienia się, pięknieje, ale młodość nadal pozostaje tak samo świeża i rozczulająca.  😢

W tych wspomnieniach styczniowych, balowych, studniówkowych przypomniałam sobie piosenkę, do której słowa napisała moja ukochana Agnieszka Osiecka, a śpiewała ją po raz pierwszy Kalina Jędrusik. Posłuchajcie, zrobi się jeszcze bardziej sentymentalnie i ciepło na sercu…

Wczoraj (8 stycznia) nasz najstarszy wnuk skończył 18 lat! To tylko liczba, symbol dorosłości, odpowiedzialności. Nic się nie zmienia, a jednak znów wraca poczucie minionego czasu. Dla młodych to dobry zwiastun. Otwiera się wiele nowych “okienek” – nowe wyzwania, nowe prawa, ale także odpowiedzialność za decyzje i poczynania i czas na psychiczne “odcięcie pępowiny”. Dla mnie – babci dorosłego wnuka (nigdy nie wyobrażałam sobie, że to nastąpi!) to silne ukłucie “wskazówki zegara” – tak, to już trzecie pokolenie w rodzinie zaczyna być dorosłe. A tak niedawno, niemal „wczoraj”, nasze dzieci wchodziły w dorosłość 😄. Ile emocji, wątpliwości było, gdy przeżywaliśmy to jako rodzice. 

 Przy wspólnym celebrowaniu 18-ki Christopha naszły nas wspomnienia, jak to było kiedy nasze dzieci miały 18-te urodziny. I choć nie było to „aż” tak dawno, okazało się, że pamięć dzieci – dziś rodziców – bardzo szwankuje. 🙂 Poszperałam więc w starych papierowych (ale już amerykańskich) zdjęciach i znalazłam obrazkowe przypomnienia 18-ki. Może nie odbyły się w restauracjach z wielkimi stekami, ale były także szczęśliwe specjalne, pełne gości i niespodzianek. To własnie na 18 urodziny oboje dostali swą pierwszą kartę kredytową.. To była dla nich wielka sprawa… Kilka migawek z tamtych celebracji (rok 1994- Kasia, 1997-Jacek)

Pokolenia- Dziadziuś i wnuki. Dorosły Christoph i prawie… dorosły Lukas (15)

Dziś nasze wnuki wchodzą w najpiękniejszy okres życia, a my znów patrzymy na to z łezką oku. Z dumą i radością, ale i trochę ze smutkiem..  🤔

Taka jest kolej rzeczy – sztafeta pokoleń. Wiem o tym jak każdy dorosły dojrzały człowiek. Ale ten “starzejący się” odczuwa to inaczej. Czas w ogóle to dziwny stwór. Jednego dnia ucieka nam zbyt szybko, innego dnia chcemy, by zatrzymał się i “biegł” znacznie wolniej niż godzina na zegarze.

Dziś boję się, że nie zdążę na odlatujący samolot i nie mogę doczekać się czekających mnie jutro wakacji.  Innego dnia chciałabym, by “dzisiaj” już minęło, by najgorszy dzień życia był poza mną..  Wszystko jest względne, zależne od nas samych. Czas NIE istnieje, to my go kształtujemy w sobie, niezależnie od zegara. 

Czas naprawdę wyznacza biologia. Czas wyznacza psychika człowieka. Każdy etap naszego życia ma swój czas. Ten WŁAŚCIWY CZAS. 

W moim wieku już wiem, że słowa “właściwy czas” jest najbardziej personalnym określeniem. Moje “dzisiaj” tylko mnie może wydawać się właściwe na.. 

Właśnie – na co i dlaczego?  Jak wiadomo, moda na noworoczne postanowienia nie przemija i slogan “new year resolution” znany jest każdemu. Moda – bo tak naprawdę kto zmienia swoje życie z powodu nadejścia kolejnego nowego roku? Nawet jeśli mamy taki zamiar, to bardzo rzadko udaje nam się to zrealizować. Nie wątpię, że są tacy, którym coś się udało i zaplanowane zmiany w nadchodzącym roku zrealizowali. Ale ja za bardzo w to nie wierzę. Nowy plan, postanowienia mogą zdarzyć się każdego dnia roku, czy to styczeń czy lipiec czy ponury listopad. Kalendarz nie jest nam do tego potrzebny. Za to  lista  elementów, które są pomocne do zmian w życiu może być długa i niekończąca się. 🙂  

Wszystkie najpopularniejsze porady typu:  schudnij, zacznij biegać, zmień pracę, zmień swój styl, zmień dietę, wyjedź na wymarzone wakacje, napisz książkę, zapisz się na siłownię, naucz się nowego obcego języka… brzmią jak lista pomysłów na dzisiaj, jutro, za tydzień, za pół roku, obojętnie kiedy nam się przydarzy.   

Czas jest w naszej głowie… (znalezione w sieci)

Mnie potrzebna jest lista moich aktualnych potrzeb życiowych – prostych, łatwych, niby niezauważalnych, ale kojących zamieszanie w głowie i w sercu. I taką listę – bez papierowej listy i punktowania wielkich działań potrzebuję zrobić.  

Spokój, pewność i świadomość, że mam własne odpowiedzi na każdy moment mojego obecnego życia… Budzę się rano i widzę, że pochmurno i pada deszcz. Nie będę się denerwować, że dziś brzydka pogoda, pomyślę, że deszcz ożywi mój ogródek, przeczyści powietrze, a ja będę mogła poczytać nową książkę.  Mam żal i pretensje do najbliższych, jestem zła, naburmuszona i zdenerwowana, sama buduję sobie niepotrzebne napięcie… na mojej “właściwej liście” jest konieczność spojrzenia z odwrotnej strony. Może ktoś mi bliski też miał zły dzień, może poszukuje swojego “właściwego momentu”, a ja wkroczyłam w ten intymny świat odczuć i znalazłam się tam niepotrzebnie?  Jutro będzie nowy dzień, to co nas łączy jest silniejsze i ważniejsze, trzeba dać sobie przestrzeń i czas, odezwać się dobrym słowem. To NIE jest łatwe. A jednak – na pewno łatwiejsze do wykonania niż plan odchudzania się.. Przynajmniej w moim wypadku. 🤣

Moja lista to szukanie zgody ze sobą, wykorzystanie energii własnej tak, by siebie nie krzywdzić. Nie dać się wciągnąć wydarzenia i rzeczy do zrobienia, których nie lubię!  I to jest bardzo trudne! Wiem, że nie należę do ludzi, którym łatwo przychodzi dokonywanie wyboru, bycie selektywnym. Nie umiem odmawiać, wycofać się z niewygodnego planu czy zadania. Ale się staram, staram się coraz częściej i lepiej. 

Nie odmawiam pomocy, wiele mogę dać innym, ale “dorosłam” już na tyle, że coraz częściej chcę coś zrobić także dla siebie.  Nie jestem samolubem, moja wyobraźnia często podsuwa mi pomysły zrobienia czegoś dla innych. Nigdy nie brakowało mi w tym energii. A jednak – mój “właściwy czas” domaga się coraz częściej, by to dla mnie ktoś inny coś zrobił..

Kiedyś taką cechę nazywano zaangażowaniem społecznym.  W pracy, czy na obozach harcerskich, na koloniach, w moim dawnym teatrze czy w różnego rodzaju organizacjach – brzmiało to dobrze i dawało poczucie zadowolenia i spełnienia. Organizowanie przeróżnych imprez, wydarzeń towarzyskich zawsze było fajne, ale oprócz satysfakcji bywało i rozżalenie, że w tym wirze pracy dla innych ja jestem tą osobą, dla której niewiele już zostaje z sukcesu. 

Dziś mam do tego inne podejście. Dzisiaj chcę tak żyć, bym mogła cieszyć się tym w całej pełni. Dzisiaj muszę być  selektywna, świadoma swojej wartości, choćby nikt inny tego nie dostrzegał.  Nie zostało już wiele czasu na bycie “w zgodzie ze sobą”, na nieuleganie naciskom, planom innych osób, na “wypada – nie wypada”! 

Ktoś czytając moje wynurzenia i powie: to nie są “new year resolutions”!  I będzie mieć rację.  Nie wierzę w odmianę siebie z kalendarzem. Wierzę w motywację każdego dnia i w każdym zadaniu, byle było istotne dla mojej głowy i mojego serca.  A że piszę o tym w styczniu? No cóż, tak się złożyło, że właśnie teraz przyszło mi to do głowy. 🙂

A jak już rozmyślam o “właściwym czasie”, to przychodzi mi do głowy, że takie właśnie określenie często służy nam za wymówkę. Czegoś nie robimy, bo nie jest “właściwy czas”, nie podejmujemy ważnej dla nas decyzji, bo to nie jest “właściwy czas”, nie pojedziemy na zaplanowany wyjazd chociaż bardzo chcemy bo.. to nie jest “właściwy czas” itd. itp… Wygodne, bo nawet nie musimy wymyślać szczegółowych powodów. Wystarczy powiedzieć sobie, że czas na realizację planu czy postanowienia nie jest dobry, właściwy. 

Bbbbuuuu… zupełnie inne, wręcz negatywne ujęcie czasu właściwego!  Nie mój styl i nie moja intencja. Ale potwierdza zasadność powiedzenia, że “kij ma zawsze dwa końce”. 

Człowiek ma jednak tendencję do organizowania swojego czasu, do poukładania wydarzeń. Kalendarz jest każdemu z nas potrzebny, choć ludzie korzystają z nich w różny sposób i nie dla każdego kalendarz jest tak samo ważny.  Ci uporządkowani będą mocno trzymać się dat i godzin, inni podchodzą do tego w luźny sposób i nie przywiązują do kalendarzowej kolejności nadmiernej wagi.  

Kalendarze bywają piękne, artystyczne, zwykłe z cyferkami, albo z bardzo  wymyślnymi obrazkami. Można znaleźć dziesiątki informacji dodatkowych z rożnych sfer życia, różnych kategorii. Czego to ludzie nie wymyślą, by się dobrze sprzedało. No i dobrze! Kalendarze to także ozdoba naszych ścian, biurek, zbyt pustych miejsc w domu. Mimo wielkiej popularności internetowych kalendarzy, w tym Google’a na pierwszym miejscu, wciąż lubimy te tradycyjne. 

Sami tworzymy kalendarze z rodzinnymi zdjęciami, by pamiętać wydarzenia przeszłe i każdego roku, każdego dnia móc spojrzeć na ukochaną twarz, na ulubione miejsce, na wydarzenie bliskie sercu.  

Dla każdego coś innego! Bez ograniczeń i z każdą motywacją. W tych 365 dniach roku znajdź i ty swój WŁAŚCIWY CZAS! Nie uciekaj, nie chowaj “głowy w piasek”, nie udawaj, że ciebie czas nie dotyczy. Nikomu z nas czas się nie cofa, nikomu nie przeskakuje co drugi rok.  Czas płynie  wszystkim jednakowo. Pozornie – jest sprawiedliwy. Ale tak naprawdę jak go wykorzystamy, jak potraktujemy czas przeznaczony tylko dla nas na tej Ziemi – zależy tylko od nas samych.  

Czy to początek roku, czy w kalendarzu lato w pełni,  czy już znów zbliżają się święta – czas jest twój, czas jest mój.  Tylko ja i ty możemy sprawić, by był TEN właściwy..

Na podsumowanie – przypomnę starą piosenkę uwielbianą przez moją Mamę. Najbardziej popularną była wersja w wykonaniu Piotra Szczepanika, który w latach 60-tych był idolem tamtego pokolenia. Ale mało kto wie, ze tę piosenkę śpiewała także Beata Tyszkiewicz a oryginalne pierwsze nagranie należy do Heleny Majdaniec. Mnie najbardziej podoba się interpretacja i wykonanie Zbigniewa Wodeckiego..

to tak a propo’s kalendarzy. 📅


BACK

2 myśli na temat “Kalendarzowe rozważania o właściwym czasie

  1. Ten „właściwy czas” to twoje powiedzenie sprzed ponad 50 lat. Wtedy jeszcze nikt z nas nie miał pojęcia co będzie oznaczać dla nas w życiu. Dziś perspektywa jest inna. doświadczeń przybyło i dlatego ten wpis powstał. Tak, czas „właściwy” zależy tylko od nas samych. W każdej chwili, w każdej cząstce życiowej może być dobry – zależy co chcemy i jak chcemy by, był właściwy..
    Kalendarze – myślę, że kiedyś w rodzinie będziesz wspominany jako „Santa” od kalendarzy ( i biletów loteryjnych 🙂
    tylko musi przyjść ten właściwy czas..

    Polubienie

  2. Bardzo jestem przywiązany do kalendarzy. Przez dobre kilka, a nawet kilkanaście lat jako Święty Mikołaj, Santa czy Дед Мороз ambitnie zdobywałem je (na przykład w polskim sklepie) dla moich koleżanek i kolegi z pracy, kupowałem na naszą Wigilię w specjalnym sklepiku w NASA, zbierałem dla potrzeb domowych, by były wszędzie, z rozmaitych reklam i innych przesyłek pocztowych. A od pewnego momentu zniechęciłem się: praktycznie nigdzie (z drobnymi wyjątkami) nie widziałem ich zastosowania, pod koniec roku spotykałem je nierozpakowane z folii na biurkach lub w koszach moich współpracowników, nie widziałem na ścianach domów, do których miały trafić. Google i dobra pamięć wyparły te śliczne (bo zawsze takie były) ścienne dekoracje. I mimo to nikt niczego nie zapomina. A ja trzymam na biurku kaledarz otrzymany pocztą od organizacji Veterans of Foreign Wars, której wysyłam corocznie jakieś niewielkie dotacje. Używam ten kalendarz rzadko, ale muszę go mieć.

    Małgosiu, ale szczególnie spodobał mi się segment o tym, że myślimy często iż dany moment to nie jest WŁAŚCIWY CZAS, żeby czegoś dokonać, wybrać, postanowić. Moi tutejsi przyjaciele powiedzieli mi w dość trudnej chwili, że ten WŁAŚCIWY, DOBRY CZAS sam nie przyjdzie nigdy, że ja muszę go spowodować. I uwierzyłem i staram się na niego nie czekać. Dzięki, Małgosiu, za tę obserwację i przypomnienie.
    Wacek

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Waclaw Mucha Anuluj pisanie odpowiedzi