Limit – gdzie jest moja ściana? 

11/26/2022

Jest takie popularne powiedzenie w języku angielskim: ” The sky’s the limit”.

Wersje tego sloganu ma kilka albo nawet kilkanaście wariantów, czasami nawet sprzecznych ze sobą. Jak wszystko w naszym życiu, każda wersja zależy od zakrętu, na którym się znajdujemy, od nastroju, od tematu, do którego potrzebujemy dostosować tę sentencję. 

Niebo nie ma limitu. Niebo jest nieograniczone. Niebo pomieści nasze marzenia, plany, działania. Niebo jest dla wszystkich: dla silnych ludzi i dla tych co zgubią się na chwilę i szukają drogi powrotu na właściwą ścieżkę. Niebo jest w dzień i w nocy. Jasne i słoneczne albo ciemno-granatowe rozświetlone tysiącem gwiazd. Ponure, zakryte chmurami albo radosne i ciepłe. 

Niebo jest dla każdego z nas. Obiecuje nadzieję tym, co nie boją się fruwać i otuchę tym, co potrzebują być otuleni ciepłem białych chmur. 

Niebo jest nadzieją dla ludzi. Jeśli sięgniesz marzeniami odważnie wyżej niż  niebo, osiągniesz wszystko, czego pragniesz. Spełnią się twoje marzenia…

Tak opowiadały bajki czytane w dzieciństwie przez Mamę i Babcię, tak zachęcają nauczyciele do nauki najmądrzejszych uczniów. Nie ma limitu, jeśli czegoś bardzo chcesz. Limit jest tam, gdzie wyznacza go twój wzrok i twoja myśl. 

To tyle tytułem ładnego wstępu.

A jak ma się do tego życie? Moje życie, moje doświadczenia i przemyślenia?  Pewnie trochę inaczej niż twoje. Pewnie także inaczej dzisiaj i zupełnie inaczej wczoraj czy 40 lat temu.  No i zapewne moja pamięć dziś już nie ogarnia pojęcia limitu z tamtych lat.  

Dziś, gdy moje życie ma już na koncie długą listę zdarzeń dobrych i gorszych, doświadczeń zaplanowanych i całkowicie przypadkowych, zwykłych małych codziennych i wielkich, które w dominujący sposób zaważyły na moim losie wiem, że wszystko ma swój limit. 

Limit w życiu jest trochę jak limit na karcie kredytowej. Najpierw myślimy, że w danej kwestii mamy mały “limicik”, potem okazuje się, że nie jest źle, nasz limit rośnie, czujemy jak potrafimy wycisnąć go jak sok z cytryny. Mamy sukcesy, zbliżamy się do przysłowiowego nieba… 

Mamy swój “właściwy czas” – właściwe miejsce na ziemi, właściwy moment wciąż trwa. 

Ale gdzieś powoli czai się granica, pojawia się nagle i znikąd – limit. Limit, którego już nie potrafimy pokonać. 

Ile razy zdarzyło się tak w naszym życiu? Ile zdarzeń zakończonych sukcesem, zrealizowanym marzeniem, a ile takich, gdy zatrzymaliśmy się na ścianie? 

Dlaczego tak się dzieje?  Co jest przyczyną tych naszych życiowych limitów? Tak naprawdę to wszystko może być limitem. Warunki zewnętrzne, na które w pewnym sensie (ale tylko częściowo) nie mamy wpływu jak np. miejsce urodzenia, stan finansowy rodziny, środowisko szkolne, historia rodziny…

Ale przede wszystkim my sami – MOJA osobowość. Siła mojego umysłu, moja wrażliwość, moje wykształcenie, oczytanie, otwarcie na potrzeby drugiego człowieka, siła woli wypracowana we własnym umyśle, sztuka nieulegania złym ludziom, nałogom, umiejętność odróżniania dobra od zła itd, itd.. Można by wymieniać jeszcze godzinami.  Wiadomo, nikt z nas nie posiada tych cech naraz,  ani w jednym czasie. Ich potrzeba posiadania, w zależności od sytuacji w której się znajdujemy, pojawia się i znika. Odnaleźć właściwy limit we właściwym momencie – to niełatwe zadanie życiowe. Nie usprawiedliwiam tu ani siebie, ani nikogo innego. Po prostu wiem, że nie zawsze nam się udaje, choćbyśmy bardzo się starali. 

Najtrudniej dla człowieka jest, gdy limit wybuduje się mam w zakamarku mózgu. I to tak głęboko, że sami już nie możemy sobie z tym poradzić. Takie limity najczęściej ujawniają się w relacjach międzyludzkich, w małżeństwach, związkach partnerskich, głębokich i długotrwałych przyjaźniach, relacjach pomiędzy rodzicami i dorosłymi dziećmi. Nawet najbardziej dojrzali, inteligentni i mądrzy ludzie, którzy w innych warunkach podjęliby rozsądne decyzje, w momencie gdy sytuacja dotyczy osobistego skomplikowanego układu, popełniają błędy nie zdając sobie sprawy z konsekwencji dla obu stron. 

Plakat z filmu „Granice wytrzymałości”- jednego z wielu opowiadającego o ludzkich limitach sił fizycznych i psychicznych..

Znów wrócę do literatury i filmów, bo takie problemy to “wspaniały” materiał literacki czy filmowy.  Tematy do dyskusji na forach psychologicznych, szansa dla terapeutów, by pomóc tym, którzy nie potrafią wyjść z toksycznych związków. 

LIMIT to czubek wysokiego drzewa, które rozrasta się w dziesiątki gałęzi: emocji, bólu, poczucia własnej małej wartości, niespełnionych marzeń, zazdrości, braku godności, żalu o przeszłe nieudane działania, złości, którą często nosimy w sobie, a nie umiemy się do tego przyznać i wiele wiele innych. 

Pojawia się emocjonalne uzależnienie. Rozrasta się w nas “drzewo limitu” – czasami przez wiele lat. Nie zdajemy sobie sprawy, że dotykamy przysłowiowej ściany, a to co wydaje nam się wyjściem, naprawdę jest prowizoryczną  ucieczką wraz z bocznymi “gałęziami” wad, które coraz bardziej przeszkadzają nam żyć. 

Biegasz? – masz limit czasowy na 3 mile, na maraton, Podnosisz ciężary?- masz swój limit na wyciskanie iluś tam kilogramów.  Piszesz książki – masz limit pracy umysłowej przy komputerze.. itd.  Jak to mówią dobitnie i po polsku (ale bardzo jednoznacznie!) “wyżej d… nie podskoczysz! “ 

Wszystko ma swój limit i każdy ma swój limit! Można go zmieniać wiele razy w życiu. Można nad limitem życiowym pracować. Nad tym fizycznym i tym w naszej “głowie”. Nie poddawać się i rozumieć, że mój limit może być blisko nieba. 

Ale niebo po prostu jest! A człowieczy limit bywa każdego dnia inny. I nigdy nie jest dany na zawsze.  

Jest wielu ludzi, którzy żyją po prostu z dnia na dzień. Nie zastanawiają się nad sobą i nad innymi wokół siebie. Nie mają potrzeby robić zbędnych analiz psychologicznych, ulepszać siebie czy ułatwiać życia innym ze sobą. Takim ludziom pewnie łatwiej poruszać się pomiędzy ludźmi, ale z nimi niełatwo przebywać.  

Młodzi ludzie mają bardziej otwarte podejście do życia, mniej kompleksów i zawiści. Ludzie starsi, zmęczeni doświadczeniami, wieloletnią pracą, często są zgorzkniali, zazdrośni, mają kompleksy, ukryte niespełnione marzenia, rożne frustracje, które się ujawniają w dziwnych sytuacjach. Nie, nie będę szczegółów opowiadać choć mogłabym dużo podać przykładów.  Wszyscy takie znajdujemy na własnym podwórku. 

Zasadniczo nie lubię statystyki i wykresów, bo wyzute są emocji, ciepła i nazwijmy to.. ludzkich pierwiastków. A jednak – bywają przydatne, by uzmysłowić nam rysunek tego, co opisowo każdy z nas odbiera w nieco inny, osobisty sposób. 

Trzy pokolenia silnych kobiet w naszej rodzinie.

Gdyby nasze życie zapisywało się linią taką jak wykres pracy serca na EKG, łatwo byłoby nam odczytać, że w chwilach najwyżej położonych punktów na wykresie “coś” na drodze życiowej się wydarzyło.  Ten punkt szczytowy to “ściana” – limit naszej wytrzymałości. Punkt, którego już nie możemy przekroczyć. Granica nie do przekroczenia. Moja granica. Może jeszcze nie twoja. I nie jego, nie jej… 

Moja Synowa take należy do grona silnych kobiet. „Mocną ręką” trzyma życie rodzinne pod kontrolą.

Należę do kobiet silnych. Jak większość kobiet w mojej rodzinie. Moja Mama była silna kobietą i poradziła sobie z wieloma bardzo trudnymi sytuacjami. Moja córka jest też silna. Nie wiem czy to tak do końca dobrze. Pewnie tak, choć czasem, przyznaję, chciałabym być słabą kobietą, którą chociaż przez chwilę silny mężczyzna zaopiekowałby się jak dawny rycerz z pięknej bajki… Ale bajki to bajki, a w życiu trzeba sobie radzić. I tak radzimy sobie, my kobiety, od pokoleń. Widać – znacznie lepiej niż panowie. Choć jak widać, żadna z nas feministką do końca nie jest i każda z nas faceta koło siebie ma.  

Takich momentów mamy wiele w życiu, a przynajmniej kilka. Czasem zauważamy je szybko a czasem zapieramy się, zamykamy oczy, zatykamy uszy i nie chcemy o nich wiedzieć. Bywa, że radzimy sobie sami i szybko, bywa i odwrotnie… 

Mój życiowy wykres wiele razy uświadomił mi, że limit mi się wyczerpał i trzeba było coś zmienić.  Wiele razy zmieniałam, postanawiałam, walczyłam. Udawało się, czasem na dłużej, czasem na krócej.  

Choć wydaje nam się, że starzejąc się maleją nasze siły, nie mamy już ochoty na zmiany, na walkę, że poddajemy się, tracimy poczucie własnej wartości i powoli jest nam wszystko jedno. 

Ze zdziwieniem odkryłam niedawno, że tak nie jest. Im więcej mam doświadczeń i im dłużej zastanawiam się nad sobą i moim życiem, tym mocniej budzi się we mnie poczucie, że chcę jeszcze przeżyć kilka dobrych lat “po swojemu”. Bez uzależnienia, bez poczucia limitu, bez smutku i tolerowania tego, czego NIE lubię obok siebie. 

Powoli rozumiem, że nietolerowanie tego, czego nie lubie, nie jest równoznaczne ze jestem samolubna, bo NIE jestem.  Chcę żyć zgodnie z moimi wartościami, to znaczy, że nie muszę się zgadzać na to, co mi nie odpowiada.

Tolerancja, to pogodzenie racji obu stron, a nie tylko JEDNEJ. Kompromis to wielka sztuka i muszą ją opanować obie strony, niezależnie w jakim są związku! 

Wykres życia ma nie tylko punkty ekstremalne na czubku wykresu, ale także takie, które znajdują się na samym dole. Depresje – dołki życiowe. Okropne chwile – łzy, koszmarne sny albo brak snu, manie prześladowcze, strach, nerwowe bicie serca, spocone ręce.. Bywało, że trwało to kilka dni i udało się pozbierać w “jedną całość”.

Bywa, że potrzebna jest pomoc bliskiej osoby, życzliwej przyjaciółki albo po prostu terapia fachowa obcego, terapeuty czy psychologa. Życie zapętli się czasem tak mocno, że nie dajemy rady. I takie doświadczenia też dotykają… Wszystko jest ludzkie, wszystko może się wydarzyć.

Świat tak jest urządzony, że psychologia czy matematyka, statystyka czy medycyna, literatura czy psychiatria – wszystko splata się razem i współgra w człowieku, dla człowieka i o człowieku.  Choćbyśmy wmawiali sobie, że nas to nie dotyczy, że nic nas to nie obchodzi i udawali, że jesteśmy tak wybitną i niezależną jednostką ludzką, iż ze wszystkim  możemy poradzić sobie sami – nie uwierzę. 

Niebo jest jedno i dla wszystkich. Piękne i nie ma limitu. Ale limit jest indywidualny dla każdego z nas. I operowanie nim jest tak trudne, jak trudny i skomplikowany jest mózg i…serce każdego z nas.

p.s Sentencje i zdjęcia znalezione w necie (oprócz rodzinnych)


BLOCK

2 myśli na temat “Limit – gdzie jest moja ściana? 

  1. Ten wpis przypomniał mi fragment wiersza:
    Aż przydzie pora, że coś więcej znaczy
    wyjść – niż zatrzymać się po obojętnemu.
    Wstaniesz i pójdziesz kamienny z rozpaczy
    i nie zatrzymasz sie idąc precz – czemu?’

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Anna Anuluj pisanie odpowiedzi