Magiczna scena – inne życie

16 marca 2026

Każdy z nas dostaje od losu jedno życie. Nie mamy wpływu na to, gdzie się urodzimy, jakich będziemy mieć rodziców, co przeżyjemy i w jaki sposób. 

Od pierwszego dnia naszego istnienia wszystko jest wielką niewiadomą. Mimo, że  rodzice często kreują wiele zdarzeń, by dzieciom było jak najlepiej, to jednak wszystko toczy się bez naszego udziału. Dopiero później, nieco starsi i mądrzejsi, zaczynamy obserwować świat wokół nas i dokonywać własnych wyborów. 

Dziecko, obserwując świat dorosłych chce znaleźć swoje miejsce, dopasować swoje wybory do marzeń o przyszłości. Opowieści o tym, że w dzieciństwie, “chciałem być strażakiem, policjantem,  kierowcą czy lotnikiem” są normalnym etapem, który przechodzi każdy mały chłopiec. Dziewczynka marzy, by kiedyś być nauczycielką, piosenkarką czy po prostu – mamą. 

Wraz z dorastaniem plany i marzenia  zmieniają się, dojrzewają.  Nasze wybory życiowe to mieszanka wiedzy, skarbnicy doświadczeń i marzeń. 

Ci, którzy zasmakowali „innego-scenicznego życia”…

Wyjątkowym sposobem na „życie w wielu skórach” jest zawód aktora. Na scenie aktor może tak bardzo urealnić swą sceniczną osobowość, że widzowie uwierzą w prawdziwość postaci – artysta przez chwilę będzie kimś innym. Nie sobą. Aktor – dostaje “inne życie”… 

I nie musi być zawodowym aktorem. Można grać w sztuce szkolnej albo w teatrzyku podwórkowym. Można być studentem albo amatorem. Można być profesjonalistą albo przypadkowo znaleźć się w filmowym obrazie. 

Rozważania te skojarzyły mi się ze sceną teatralną i filmową. Ktoś, kto chociaż raz mógł wcielić się w inną osobowość i mógł przeżyć “inne życie”, zrozumie o czym mówię. Stać się na chwilę kimś innym. Uwierzyć, że można pokazać inną twarz. Tę sceniczną. 

“Drugie życie” aktorskie niekoniecznie jest uzależnione od wykształcenia i umiejętności wyuczonych. Człowiek ma w sobie instynkt. Instynkt i wyczucie mogą przerodzić się na scenie w niesamowicie sugestywną grę. Grę, w którą aktor wierzy do granic autentyczności. Łapie “za rogi” drugie życie. 

Taki moment może stać się początkiem kariery zawodowej, może być także jednorazowym przeżyciem, które na zawsze zapamiętamy. Albo takim, które minie bezpowrotnie i uleci z naszej pamięci.

Nieustająca akcja na scenie, energia, entuzjazm i radość!
Sceny końcowe i wspólna radość po przedstawieniu.

Myślę o tym, bo niedawno mój wnuk zagrał w musicalu “Grease” w swojej szkole. Przedstawienie, którego podstawą był film sprzed ponad 40 lat, było fantastyczne! Na scenie bardzo duży zespół, niektórzy uczniowie – aktorzy odgrywali główne role, inni mniejsze. Świetne układy taneczne, piosenki, język z tamtych czasów szkolnych. A przede wszystkim wielka wiarygodność młodych ludzi odgrywających tamte osobowości sprzed lat. Oczywiście dekoracje, sceneria uproszczone i dostosowane do szkolnego teatru, ale równie porywające i oddające nastrój i tematykę. 

Radość, satysfakcja, kwiaty, zdjęcia i setki gratulacji!

I coś, co bez wątpienia zachwyciło! – entuzjazm , radość i duma, jakimi aż “kipieli” młodzi aktorzy – na scenie i po przedstawieniu. Nie miałam wątpliwości, że przeżywali swoje role, swoje postaci, w które wcielili się na dwie godziny. Jakby znaleźli się w “innym życiu”. 

Wszystko to, co przeżyłam oglądając ten spektakl ma także moje osobiste dawne wspomnienia. 

Zawsze lubiłam teatr, od zawsze interesowałam się sceną i aktorstwem. Dziś może bardziej skupiam się na filmie. Wielokrotnie pisałam o tym, że kiedyś (dawno temu 🤔), będąc nauczycielką języka polskiego w Liceum Medycznym, zaczęłam tworzyć małe “niewinne” kabarety, przedstawienia dla potrzeb akademii szkolnych, które trzeba było robić, by celebrować różne “ważne “ wydarzenia jak święto 1 Maja czy Dzień Nauczyciela. Z czasem kabarety szkolne stały się niewielką tradycją naszych corocznych studniówek. Nie trwało to długo, bo po 17 latach wyjechałam do USA. 

I znów wspomnienie – migawki z przedstawień Teatru Ogniska Polskiego

Okazało się, że tu też można kontynuować “teatr” – najpierw polskie jasełka w sobotniej szkole. Później powstał Teatr Ogniska Polskiego, w którym aktorami była starsza młodzież ze szkół średnich i wreszcie dołączyli dorośli. Nikt nikogo nie przymuszał, grupa aktorska uformowała się instynktownie i wszyscy, którzy skupiali się na jednej wspólnej scenie i w tym samym przedstawieniu, chcieli spróbować “innego życia”.   

I tak to się zaczęło. Dla mnie jako reżysera, dla Beatki jako “prawej ręki” od wszystkiego, dla aktorów, na krócej czy dłużej, ale zawsze z radości grania, bycia kimś innym na scenie. Na chwilę. Chociaż nie jest to cała prawda, bo w rolę aktor wtapia się od pierwszej próby, od pierwszego zdania wypowiedzianego – nie jako JA, ale jako ten, którego odgrywa.  

Są różne człowiecze osobowości. Są tacy, którzy grają i schodzą ze sceny zapominając, że przez chwilę byli kimś innym. Są i tacy ( jak ja), którzy mają w sercu na długo swoje inne wcielenia. Aktorskie, reżyserskie, i wszystkie inne, które łączą nas na scenie.   

Tego nie można wymazać z pamięci, to mogą zrozumieć tylko ci, którzy zasmakowali kiedyś “drugiego, trzeciego i dwudziestego… życia”.

 Wiem o tym dużo i dlatego tak bardzo rozumiałam młodych aktorów tańczących i śpiewających  w “Grease”.  Byłam z nimi i pomiędzy nimi, choć moje teatralne odczucia sięgają dawnej, głębokiej przeszłości. 

Nigdy nie byłam ani zawodową reżyserką ani zawodową aktorką (też coś tam grałam…),  ale “inne życie” przeżyłam wiele razy 😀.

Kilka miesięcy temu pojawił się w kinach polski film reżyserii Wojciecha Smarzowskiego pt. “Dom dobry” (my oglądaliśmy go parę tygodni temu). Film bardzo mocny, wstrząsający, który porusza temat przemocy domowej. Określony tytułem innego filmu “ Bez znieczulenia” – naprawdę bez znieczulenia zabiera nas nie tylko do obserwowania drastycznych scen przemocy fizycznej i psychicznej w rodzinie. Oglądamy jakby od wewnątrz świadomość, psychiczne cierpienia głównej bohaterki. Przemoc ekonomiczna, okrutny język,  bicie i cierpienie fizyczne odbiera kobiecie godność człowieczeństwa. Wszystko to dzięki niesamowitej grze aktorskiej Agaty Turkot i jej partnera filmowego  (męża) – Tomasza Schuchardta

Piekło, którym staje się dom, rodzina, jest tam przejmujące, a aktorskie postaci tak głębokie i prawdziwe, że po pierwszych seansach w kinach, fora internetowe huczały pękając od opinii. 

Tak… opinia to jedno, ale fakt, że Tomasz Schuchardt jako aktor stał się w tamtym momencie najbardziej napiętnowaną i osądzaną przez widzów osobą, dowodzi, że aktor wcielił się w “inne życie” tak realistycznie, że zmylił przeciętnego widza. 

Znienawidzony, przeklinany jako mąż/przemocowiec, zagubił swoją prawdziwą tożsamość… Ludzie utożsamiali go z postacią filmową. Tak zupełnie serio!

To uświadomiło mi, że nie tylko aktor i reżyser stają się na czas grania “kimś innym”, ale też widz potrafi ulec złudzeniu “innego życia” 

“Dom dobry” to tylko jeden z setek przykładów filmowych czy teatralnych, które tak zadziałały na aktorów, twórców i widzów. W tej dziedzinie było, jest i wciąż będzie ich nieskończenie wiele. I chwała za to wszystkim, którzy to dla nas tworzą. 

Takie silne przeżycia pozostają w uczniach – aktorach, w dzieciach, które na chwilę są aniołkiem w jasełkach, w profesjonalnych aktorach.  

Parę tygodni temu przeczytałam wywiad z Heleną Englert, (córką znakomitego aktora Jana Englerta), która między innymi powiedziała, że aktor to także człowiek, który potrzebuje zarabiać pieniądze, więc swoje role musi traktować także jako sposób zarabiania na chleb. Wierzę, że te dwa punkty widzenia nie muszą się wykluczać. 

Aktorstwo to piękny zawód, ale nie każdy nadaje się do jego wykonywania. Podobnie jak spełnianie się w malarstwie czy muzyce. To także wejście w świat inny, dostępny dla niewielu ludzi. 

I nic w tym złego. Jesteśmy różni i nigdy do końca nie zrozumiemy potrzeb innych ludzi. Ale możemy tę inność szanować. I to chyba jest najistotniejsze. 

Dla mnie, która wiele już w życiu przeżyłam i, co tu gadać, – nie wszystko, co było w marzeniach udało mi się zrealizować – scena jest MAGIĄ. 

Jest szansą na “inne życie” w tym życiu i w tej chwili, które mamy na codzień. Zarówno dla mnie jak i  tych, którzy przypatrują się temu z boku. 

Jestem pełna podziwu dla młodych aktorów, dla tych którzy chcą i potrafią przeżyć głęboko i przekonywująco życie sceniczne czy filmowe.  Tylko bogactwo wyobraźni, odwaga i poczucie, że można “na chwilę” być kimś innym, pozwala im/nam to zrealizować. 

Oby tak było zawsze!! 

******************************

Tradycyjnie – na podsumowanie – piosenka „Teatr uczy nas żyć” i wspaniały niezapomniany Zbigniew Wodecki


POWRÓT

Dodaj komentarz