
16 lutego 2026
W którym momencie zaczynamy analizować nasze życie? Kiedy dorastamy do rozważań – kim jestem? Gdzie jestem? Jaka jestem?.. Co w moim życiu jest poukładane, świadome, a co wciąż jest przypadkowe i niekontrolowane. Co jest lepsze?
Często nie potrafimy postawić sobie granicy własnej dojrzałości. To co wczoraj wydawało się jasne i właściwe, jutro może nie mieć znaczenia. Nasze doświadczenia są różne. To one kształtują poczucie pewności siebie.
Tyle, że na przestrzeni lat mamy w życiu ciągłe zakręty, nieprzewidziane zdarzenia. Świat zmienia się nie tylko wokół nas, ale także w głębi nas. Pędzimy bez zatrzymania – biegniemy, jedziemy na rowerze, samochodem, lecimy samolotem, wędrujemy po górach. W dzień i w nocy. Zawsze coś..
A ja chciałabym zatrzymać tyle chwil, minionych dni. Zamknąć w pamięci dobre momenty. Ciepło rozmów, spojrzenia i ich prawdziwe znaczenie.
Już mam wszystko, co umiałam zdobyć. Mam i więcej, już nie muszę biec. Mam swoją własną LUPĘ, mogę spojrzeć i zobaczyć to, co naprawdę jest wciąż dla mnie cenne i ważne.
Pamięć ludzka nie nadąża za pragnieniami. Tak wiele uleciało z głowy. Chciałabym powrócić do minionych dni, ale drzwi pamięci już się zamknęły.
Są puste plamy. Dziurawe chwile, choć wiem, że kiedyś były wypełnione zdarzeniami i uczuciami. Gdybym mogła je oglądać pod moją lupą. Gdybym mogła, jak uważny naukowiec, sprawdzić siebie.
…Weź, przypomnij sobie. Weź, zajrzyj do szpar i zakamarków. Weź, podaj mi rękę i pomóż mi w podróży do siebie. I dla siebie. Przyszedł mi na myśl ten dziwny zwrot “weź…” Gdzieś w internetowej przestrzeni natrafiłam na piosenkę “Weź, nie pytaj…” śpiewaną przez Pawła Domagałę. “Chodzi” za mną od kilku tygodni.
Pawła Domagałę znałam dotychczas jako aktora. Zwyczajny, może nie wybitny, ale ujmujący ciepłem swojego głosu, uśmiechem i spojrzeniem takim… bardzo ludzkim. Aktor młodego pokolenia (a może to już średniego? 41 lat).
W swych kreacjach filmowych, a przynajmniej w filmach, które oglądałam z jego udziałem, przyciąga szczerością, może trochę nieporadnością. Ujął mnie nie super silnym “macho”, który tak popularny i oczekiwany jest w dzisiejszym świecie. Współczesne pokolenie oczekuje od faceta, żeby był silny, zawadiacki i koniecznie z lekkim trzydniowym zarostem. Musi być silny pod każdym względem, bo inaczej nie pasuje do określenia – „ciacho”🤣
Weź pod lupę.. Sięgam po moją lupę i widzę siebie poszukującą zawsze… „ciepłych facetów”. Z poczuciem pewności siebie, ale także z odrobiną romantyzmu. Z fantazją, którą lubię w nich i cenię. Z przyjaznym słowem na dobranoc, z pocałunkiem “bez powodu”, z kwiatkiem bez specjalnej okazji. Nie tylko na pierwszej randce, ale – przez całe życie.
Nie miałam pojęcia, że Paweł Domagała jest również piosenkarzem. Dopiero niedawno odkryłam jego inne niż aktorskie umiejętności. Paweł śpiewa piosenki równie ciepłe jak jego role filmowe. Jest w nich wiele słów, które wzruszają. Są bliskie zwykłemu codziennemu życiu. Autentyczne. Poruszają tematy osobiste, rodzinne. Nastroje dnia i chwili. Są po prostu – szczere.
Tekst to obraz, który prostemu człowiekowi jest najbliższy — szczęście rodzinne, dobre dni mijające w spokoju. Może dlatego te piosenki podobają się mnie – emigrantce, starszej pani, tak chętnie wracającej do piosenek/wspomnień mojego pokolenia.
Piosenki Pawła Domagały mają w sobie połączenie muzyki kilku pokoleń i trendów. Niektórzy tak mają, niekoniecznie pędzą za modą i nowościami. Umieją sięgać do tego, co już przeminęło a wciąż jest ponadczasowe.
Nie ma w jego piosenkach krzykliwego rapu, wrzasku, brzydkich przekleństw, wściekłości i nienawiści. Są emocje dnia codziennego, szczypta osobistych ciepłych uczuć, dobro. Człowieczeństwo. To nieczęsto spotykane zjawisko wśród młodych artystów.
Nie znam się na muzyce, odbieram świat piosenki bardzo instynktownie i nie oceniam ich z punktu widzenia fachowców.
Weź, posłuchaj… Może i tobie się spodoba?
Mieszkając z dala od Polski lubię odkrywać coś, co jest odległe pokoleniowo, a równocześnie sięga do moich osobistych wspomnień i daje mi poczucie łączności „moich” miejsc na świecie.
Moje kilka słów o Pawle Domagale to nie recenzja – to radosne odnalezienie pomostu pokoleniowego. Ludzie, w swej ludzkiej naturze nie zmieniają się. Ludzie poszukują swojego „ja”, które odnajdują w ciągle i coraz szybciej zmieniającym się świecie. Piosenki Pawła Domagały dają mi poczucie, że cząstka mojej wrażliwości i moich potrzeb istnieje także w młodych ludziach.

I może bym tego nie zauważyła, gdybym przypadkowo nie usłyszała piosenki „”Weź, nie pytaj”. Ten dziwny zwrot, tak często odruchowo używany, choć wydaje się nieco „pokraczny” językowo, zawrócił mi mocno w głowie.
Weź, podaj mi… Weź, przeczytaj to… Weź, odczep się… Weź, opowiedz mi… Czyż nie tak właśnie – do pytania, polecenia, prośby dołączamy na początku słowo “weź”?
Zwykłe niezauważalne zwroty stosujemy w języku dnia codziennego. Nie rażą, choć może w literackim dziele “nie smakowałyby” nam.
W tekstach piosenek Pawła ten zwrot pasuje “jak ulał” do intencji przesłania.
Patrzę przez lupę na moje potrzeby, na myśli o tym, co widziałam w sobie kiedyś, a co mogę dostrzec dziś. Dzisiaj moja lupa odsłania mi obrazy, których nie mogłam zobaczyć 20-30-40 lat temu. Każdy szczegół jest inny, każde pragnienie wydaje się jakby “nie moje”.
Bo lupa starszego człowieka widzi więcej i inaczej. Każde szaleństwo ma swój smak. Co wtedy było najlepsze, dziś wydaje się niestosowne. Może niepotrzebne, śmieszne, nawet … wstydliwe. Ale nic w tym złego.
Na szczęście kiedyś nie była nam potrzebna lupa do obserwacji siebie. Nie mieliśmy potrzeby sięgania wstecz. Szliśmy tylko do przodu. W zawrotnym tempie i z przekonaniem, że tak było najlepiej.
Pragnienia ludzkie są tak różne, że żadna lupa tego nie potrafi ujawnić. Lupa, to tylko słowo-klucz na nazwanie moich uczuć i przemyśleń. Mózg każdego z nas jest tak indywidualny i osobliwy, że może tworzyć i przechowywać to, co innemu człowiekowi przez całe życie nie wpadnie do głowy, nawet na minutę.
Mądry neurochirurg może wiedzieć wszystko o ludzkim mózgu, ale nigdy nie dosięgnie naszych tajemnic, marzeń i pragnień.
Mijają lata, każdy z nas ma własną historię. Tę historię dzielimy z najbliższymi. Rodziną, przyjaciółmi. Wydaje nam się, że już nigdy nie będzie inaczej. Jest dobrze i tak ma być. A później z miesiąca na miesiąc, z roku na rok coś się zmienia, choć pozornie nie widzimy tego. Dorosłe dzieci mają swój świat, a w nim ich sposób na życie. Jestem ciekawa jakby to było, gdyby każdy z nas umiał spisać swoje etapy życia. Czy potrafilibyśmy postawić własne granice tych zmian?
Dziś, gdy moje wnuki są prawie dorosłe, moje wyobrażenia szalonych dni i miejsc, nieznanych wyzwań i planów są skromne. Albo takowych już nie ma. Są za to inne potrzeby. Doceniam już ścisły krąg przyjaciół. Spokojniejsze pomysły, co wcale nie oznacza, że mniej interesujące. Za to łatwiejsze dla mnie do zrealizowania. Takie, których kiedyś nie było w moich planach.
Lubię spokój domowy, lubię mój dom. Teraz lubię też poczucie bezpieczeństwa. Nie mogłabym pojechać na trwające przez pół roku wakacje, bo tęskniłabym za własnym łóżkiem, za sposobem na nasze codzienne spędzanie wieczorów. Potrzebuję spojrzeć na mój ogródek, który choć wkurza mnie, że za szybko zarasta chwastami, to jednak jest mój. Umiem zauważyć, że mandarynki dojrzały i trzeba je zerwać, figa traciła szybko liście i już wypuszcza nowe, chociaż kalendarzowa zima wciąż trwa.
Złoszczą mnie „dziwolągi”, których kiedyś nawet nie zauważałam. Za to cieszą mnie nie tylko pozornie wielkie rzeczy czy ważne wydarzenia. Cieszą mnie drobinki życiowe.
Dobre ciastko i pyszna kawa w kolejnej nowej filiżance. Brydż z przyjaciółkami, przegadany i roześmiany. Taki, jak tylko my lubimy i rozumiemy. Już nie denerwuje mnie, jak kiedyś, że ktoś robi beznadziejnie głupi błąd w “sztuce brydżowej”. Śmiejemy się z siebie i mówimy: “Ha, przecież my wciąż się uczymy, prawda?”
Kiedyś lubiłam zakupy, nawet wtedy, gdy nie miałam pieniędzy, by kupić sobie coś nowego. Coś nagle zachwycało moje oczy i MUSIAŁAM (teoretycznie) to mieć!
Dziś buszuję po stronach internetowych, po Amazonie i podobnych miejscach i wcale nie przeszkadza mi, że modelki są młode, szczupłe i wszystko co oglądam, jest ładne. Patrzę, bo to, co ładne cieszy moje oczy.
Nie zazdroszczę niczego nikomu, nie gorączkuję się polityką, nie wkurzają mnie wygłaszane przesadnie przez innych mądrości, z którymi się nie zgadzam. Nie egzaltuję się tak, jak kiedyś w dyskusjach poglądowych, nie denerwuję się wyborami moich dzieci, które są inne niż nasze.
Jestem szczęśliwa, że mam wokół siebie najbliższych, że nie jestem samotna.
Wiem, że starzeję się, choć każdego dnia mówię sobie przecież nie jestem stara!.. Jestem starsza. Każdego dnia, tak jak ty i on.
Dziś wiem, że trzeba być tu i teraz. Zrobić głęboki wdech, poczuć zapach miejsca i chwili.
“Weź, podaj mi rękę.” “Weź, przytul mnie…” Nasze wspomnienia i chwila trwająca teraz – to najlepsze, co mogę dziś mieć.
Szkoda sił na rozpamiętywanie tego, co było złe i smutne. Nie tracę czasu na złość i niechęć do tego, co mi się nie podoba. Bóg i życie dają nam tyle wyborów. W każdej chwili i w każdym czasie. Wybierajmy, to co dla nas najlepsze, z przymrużeniem oczu i pozytywną energią.
Bezsensowne jest, że tyle złych emocji i czasu ludzie tracą na coś, co i tak się zmieni. Co tak naprawdę od nas nie zależy.
Chcę skupić się na sobie. Na przyjaznym spojrzeniu moich najbliższych, na tym, co mam i co dostaję każdego ranka, gdy słońce świeci, a mnie nic nie boli. (albo tylko trochę 😄)
Wiem – tak samo jak ty, że to nie jest łatwe. Emocje, dziwne plany w głowie, otaczające nas warunki potrafią szybko obrócić taką “starzejącą się filozofię” w nicość. Może i starszy człowiek jest słabszy fizycznie, ale wciąż mamy w sobie siłę, by zadbać o dobre samopoczucie. Nie dajmy sobie tego odebrać.
“Weź, podaj mi rękę” “Weź, bądź ze mną, starzej się ze mną” – Weź, posłuchaj piosenki Pawła Domagały, która tak wiele nauczyła mnie dobroci dla siebie samej…
***********************************
Weź, posłuchaj… – piosenka „Weź, nie pytaj” – Paweł Domagała






