W listopadowy gorący dzień

1 grudnia, 2025

Kiedy zaczynam pisać ten tekst jest początek listopada. Trudno wyobrazić sobie gorący dzień w listopadzie. 

A tam w Polsce pewnie zimno i mroczno. Może siąpi nieprzyjemny deszcz. Może wieje ostry wiatr. A może już śnieżno i biało? Ludzie stoją na przystankach tramwajowych czy autobusowych przemarznięci nie tyle z powodu temperatury, co wilgotnej nieprzychylnej człowiekowi aury. Dziś nazywa się to realną odczuwalnością. Niekoniecznie musimy sprawdzać termometr, żeby wiedzieć/czuć, że jest zimno brzydko i bardzo, bardzo nieprzyjemnie. 

NIESPODZIANKA !! tak dojrzewają moje cztery (!!) mandarynki!

Jak każdy czas, każda pora roku – bywa, że nas zaskakuje pozytywnie. Mimo kalendarzowego listopada, zdarza się słoneczny radosny dzień. 

Takich dni listopadowych w Houston jest mnóstwo. A w tym roku wyjątkowo lato trwa i trwa… I mimo, że wokół nas jesienne dekoracje, natura wciąż nas rozpieszcza. Jest tak cudnie! Od rana pachnie w ogródku jesienią, ale kwiatki kwitną po raz drugi w tym roku.  Słońce przygrzewa z taką mocą, że wciąż trudno zmienić swą szafę w jesienno-zimową. Temperatura 75F (ok. 24 C) , to nawet jak na Houston wyjątkowo ciepło. W południe słońce przygrzewa jak w środku lata. 

Ale nie mam zamiaru pisać prognozy pogody!  Pogoda, jak powszechnie wiadomo – zmienna jest. Ma za to ogromne znaczenie dla naszej psychiki. Otwierając rano oczy, nasze pierwsze spojrzenie, prawie zawsze, wędruje w kierunku okna. Od tego, co tam ujrzymy zależy nasz nastrój, który w ciągu dnia może się kilka razy zmienić, ale  ten pierwszy moment ma duże znaczenie. W naszym mózgu odbieramy “pogodowy”  impuls – radości lub smutku. Rozczarowania lub ekscytacji. 

Dwóch braci – jeden w krótkich spodenkach i zwykłym T-shirt-cie. Drugi – w długich spodniach i zimowej kurtce.Tak pogoda oddziaływuje na różne osoby. (No i te włosy rożne! – ale tu już pogoda nie ingerowała w wybory) 😂

A może tylko ja tak poddaję się pogodowemu nastrojowi?..  Gdy pada biały świeży śnieg (nie w Houston!) i świeci od rana słońce, nieważne czy temperatura jest grubo poniżej zera. Jest pięknie, radośnie i wcale nie myślę o tym, że jest mroźnie. 

Pamiętam polskie listopadowe dni, gdy zdarzało się, że dzień był ciepły i słoneczny. Inaczej niż tutaj, ale wtedy takich listopadowo – houstońskich dni jeszcze nie znałam..

Wychodziliśmy ze szkoły i nie chciało się nikomu iść prosto do domu. Wędrowałyśmy na Rynek w Krakowie, na małą kawę (niestety, “ogródków” jeszcze nie było albo bardzo niewiele…), wpadałyśmy do sklepów, głównie pooglądać, bo z “kasą” było kiepsko. 

Krakow, Planty, kasztany i my 🤔 (z sieci)

Lubiłyśmy siedzieć na Plantach i patrzeć na wielkie kasztanowce, z których co raz to spadał piękny brązowy kasztan… Niestety, dość szybko słońce chyliło się ku zachodowi i zaraz czułyśmy chłód. No i ten dziwny czas szarości… Już koło 5 popołudniu robiło się ponuro i ciemno. I czar ciepełka pryskał. 

Jesienny Kraków – symbolicznie

Tu, w Houston wieczór nadchodzi później i mimo tego, że u nas też czas na zegarach zmienia się na zimowy, to odczuwalność jest łagodniejsza.  

Polski listopad to dużo więcej deszczów, ostrych wiatrów i zimna. To już właściwie aura zimowa. Tu większość drzew jest zielona i zachowuje liście na czas zimy. Ale to nie znaczy, że liście nie opadają. Muszą jakoś wymieniać się “starsze na młodsze”.  Nie jest to jednak proces tak mocno dostrzegalny jak w klimatach czterech pór roku. 

Przebywając teraz dość często w Kolorado (Durango) wiem, że w wielu stanach zmiany pogodowe i pory roku są podobne albo takie same jak w Polsce.

Uwielbiam houstońską jesień. I zimę i wiosnę. Trudniej jest przetrzymać cztery miesiące lata. Dzięki tutejszej pogodzie ludzie naprawdę uśmiechają się częściej i więcej. Mają więcej energii,  planów, spędzają dużo więcej czasu na zewnątrz. 

Zimowa moda w Teksasie

Jeździmy na wycieczki, na cruise-owe wyprawy po morzach, organizujemy wiele imprez jak spotkania, festiwale, koncerty, grille – wszystko w parkach, na zewnątrz. Chce się żyć pełną parą! Ten czas sprzyja życiu towarzyskiemu. A to takie ważne, by nie zamykać się w czterech ścianach i poddawać się smutkom i niechęci do działań. 

Zimą – bywa, że się ochłodzi na kilka dni. Bywa, że powieje. Ale i tak większość dni jest ciepła i przyjemna. Świat mody i biznesu też żywo reaguje na pory roku. Można kupić sobie futerko, ale nie musi być tak ciepłe, aby chroniło nas przed prawdziwym mrozem. Lubimy ładne sweterki, ale nie muszą być grube i ciężkie. Mamy kozaki, ale często w nich gołe nogi… To zresztą bardzo (!!) teksańskie: kozaki (kowbojki) i krótkie spódniczki. I zgrabne gołe nogi. No, może już nie dla mnie taka moda, ale młodość może wszystko!! 

Jeden z bardzo „zimnych” zimowych dni w Houston

Wraz ze zmianami w kalendarzu, zmieniamy obyczaje, ubrania, plany. Mimo, że aura przeciwstawia się porom roku. 

Od lat, mimo że “starość nie radość” nie mam bólów głowy, nastrojów apatii czy senności wywołanych zmianami pogody. Inni mają i cierpią. To zjawisko meteopatii. Dotyczy nas wszystkich, choć niekoniecznie w jednakowym stopniu. I to nie jest wymysł hipochondryków. To poważny problem zdrowotny, który znika, gdy pogoda się ustabilizuje. Ale przed i w czasie “zawieruch” bardzo uprzykrza nam życie. 

Jestem osobą towarzyską i w spotkaniach i wyjazdach dobra pogoda mi pomaga. A kiedyś było jeszcze łatwiej. 

Kto wie, jak łatwo jest “wybiec” nawet na krótkie zakupy, gdy nie trzeba narzucać na siebie, kurtek, swetrów. I ciepłych butów.  I jechać autem po zaśnieżonej drodze. Albo – gorzej – pokrytej warstwą lodu. Ja wiem! 

Nigdy nie zapomniałam porannych trudności  w ubieraniu małych dzieci w rajstopy, spodnie, sweterki i na koniec kurtki, płaszcze i czapki. I jeszcze buty, które nie chciały gładko wchodzić na małe nóżki. A jak już udało mi się z tym wszystkim uporać (dwoje dzieci!) i zjechać windą z ósmego piętra do auta (przepraszam – “malucha”), to któreś dziecko wołało: “Mama, kupa”!  I z powrotem, na górę i od początku. 🙂  Och, jak bardzo wtedy czekałam na wiosnę!  Na słońce i ciepło.

Miałam 37 lat, gdy przyjechałam do Houston. Przyjechaliśmy i już zostaliśmy tutaj. Wiele osób ostrzegało nas, że lato jest trudne do zniesienia, że wilgotność, to coś, czego nie można komuś “opowiedzieć”. To trzeba poczuć samemu. Tak, to prawda! Długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego otwierając drzwi i wychodząc na zewnątrz, nie odczuwam naturalnego “ochłodzenia”. Ciepła, które można polubić. A nie takiego, które przeszkadza, powoduje nadmierne pocenie się i nie przynosi żadnej ulgi. 

Pewnie wiele osób czytając te słowa, nie może pojąć, o czym piszę. Piszę o houstońskim lecie. Ale – to tylko cztery może pięć trudnych miesięcy. To czas, gdy fajnie jest wyjechać na wakacje, gdzie aura jest nieco chłodniejsza i nie ma wilgotności, nieznanej w innych częściach świata. Góry w Kolorado, wakacje w Stanie Północnej Karoliny czy Wirginii. Wycieczki do Stanu Washington czy Oregon, nawet do Kanady będą świetnym przerywnikiem i odskocznią od houstońskiego lata. 

I odwrotnie – jeśli chcemy mieć gości u nas – najlepiej wybrać czas od marca do maja i od października do stycznia a nawet lutego. 

Nigdy nie planowałam mieszkać w innym kraju. Zresztą w latach, gdy nam się to przydarzyło, nikt nie myślał o wyborze innego kraju jako miejsca do swojego życia. Oczywiście, trochę ludzi wyjechało z Polski świadomie i z planem na lepsze jutro. Wtedy tak to wyglądało… 

Dziś w Hiszpanii czy Portugalii Polaków tam mieszkających można spotkać wszędzie. I nie tylko na południu Europy. Można dokonać wyboru miejsca zamieszkania, jakie komu pasuje. To tylko kwestia odwagi, decyzji i pieniędzy. 

Kiedyś taka decyzja w oczach wielu Polaków uchodziła niemal za… zdradę. Dziś – po prostu świat jest otwarty, przestrzeń do życia jest wielka. Podobnie jak Polska stała się przystanią życiową dla emigrantów z wielu różnych krajów. Powinniśmy to dziś rozumieć jasno i bez negatywnych uczuć. 

Ludzie szukają dla siebie miejsca w różnych krajach – tych zimniejszych jak Norwegia, Dania, Irlandia, Wielka Brytania, Niemcy, ale najczęściej ciągną do słonecznych miejsc – do Włoch, Hiszpanii, Kostaryki, a nawet do Brazylii i Argentyny. 

Zdjęcie z temperaturą na termometrze na ścianie naszego patia zrobione 7 listopada 2025, o godz. 4.34 popołudniu. Siedzę na patio w pełni słońca – koniec października. I nowe kozaki na najbliższą zimę! 😆

Żyć można wszędzie. Zależy, co jest naszym priorytetem. I jak potrafimy wpisać się w inną “geografię” i tradycję. 

Wybierając kraje południowe, dodatkowo wiemy, że pogoda pomoże psychicznie i organizacyjnie. Ale na pewno nie jest to główny argument do zmiany miejsca. 

Zawsze myślę, że moje miejsce w Houston to nie był mój wybór. To wybór Boga i losu. Przypadku i układów w moim życiu w tamtym 1990 roku…  Ale skoro już tak się ułożyło, to Pan Bóg wybrał mi dobre ciepłe miejsce dla mojej drugiej połowy życia. 

Lubię duże miasta i jestem pośrodku 6 milionów ludzi i niesamowitego ludzkiego ruchu. Mam swoje ciepełko, które lubię. Nauczyłam się znosić bez specjalnych “poświęceń” upały lata. Mocna klimatyzacja wszędzie i w każdym miejscu, wiele prywatnych i publicznych basenów, morze Zatoki Meksykańskiej są bardzo pomocne w tym czasie.  

A jeszcze jak mam tutaj rodzinę i przyjaciół wokół – mam swoje ciepłe miejsce. 

Nawet w listopadzie! I w grudniu też…

**************************

Listopadowo, pogodnie i nostalgicznie. O jesieni, przemijaniu i nadziei na odrodzenie… W kolorach piękna przyrody i życia – dla wszystkich, z łezką i z uśmiechem…


POWRÓT

Dodaj komentarz