Ach, to lato..

Lato w Houston

16 września, 2025

Lato ma się ku końcowi.  

Temperatura i pogoda w sierpniu, w Houston.

W Ameryce uważa się (nieoficjalnie), że Labor Day czyli Dzień Pracy wyznacza koniec lata. Choć tu, w Teksasie pogoda wciąż upalna. Słońce przygrzewa mocno i temperatura nie wskazuje na powoli zbliżającą się jesień. Kiedyś usłyszałam, że po Labor Day (pierwszy poniedziałek września) już nie powinno się zakładać białych spodni… Dziwny wyznacznik i niekoniecznie respektowany przez wszystkich. 😀

O zmianie pory roku najbardziej przypomina marketing. W sklepach pojawiają się jesienne dekoracje, inne ciuchy, już w jesiennych kolorach. Dzieci wracają do szkoły, wakacyjny ruch wyraźnie maleje. Ludzie poddają się nastrojowi. 

Odkąd sięgam pamięcią lato zawsze wypełnione było wyjazdami. Na wieś, do lasu, w góry. Niedaleko domu albo bardzo daleko. Samochodem lub samolotem. Zawsze gdzieś. Na chwilę albo na długo. Kilka dni albo miesiąc. Planowane i oczekiwane. Czasem nagle wymyślone wczoraj, a już dziś realizowane. 

Od Colorado do wulkanu Etna. Od uliczek w Porto do wielu innych miejsc w USA i na świecie..

Zmieniały się miejsca. Zmieniały się sposoby podróżowania. 

Człowiek ma potrzeby chwili, ale także plany  w marzeniach, które bywa, że realizuje dopiero po wielu wielu latach. 

Wszystkie miejsca, które dane nam odwiedzić i zobaczyć mają swój własny urok. Zostają w pamięci na długo. Przynoszą niespodziewane przygody, spotkania z ludźmi, których już nigdy więcej nie zobaczymy. Bywa, że jeden dzień przyniesie więcej przeżyć niż długie miesiące codziennego życia. 

Zdarza się, że zapomnimy o przypadkowym miejscu podróży. Nie wpisze się w naszą pamięć – coś zagłuszy obraz, czas. 

Cisza i natura – są tacy co to kochają

Ludzie lubią zaszyć się w głuszy lasu, gór, gdzie jedynym przechodniem jest sarenka albo zagubiony ptak o poranku. Lubią samotność w pojedynkę lub we dwoje. Lubią wyprawy w góry, błąkanie się po leśnych dróżkach. 

To nie moja bajka. Ale wiem, że dla wielu ludzi to jedyny rodzaj ich wakacji. Cisza, którą cenią sobie nade wszystko. Nie wyklucza to bynajmniej opuszczania swojej “świątyni spokoju”, by udać się na targ po zakupy czy od czasu do czasu upewnić się, że telefon działa i można odezwać się do najbliższych. 

Letnie plany to ulubiony temat rozmów zimowych wieczorów. 

Dziś, gdy ludzie korzystają w pełni z otwartości granic między krajami, większość naszych podróży to dalekie kraje o innej kulturze, szansa na zwiedzanie miejsc, o których kiedyś mogliśmy tylko poczytać, pomarzyć. Dzisiaj tłoczno jest wszędzie tam, gdzie kilkanaście lat temu można było znaleźć cichy azyl na letni odpoczynek. 

Z jednej strony to cieszy, że tak wiele można czerpać z życia. Zobaczyć, przeżyć coś, co jeszcze niedawno było tylko naszymi marzeniami. Z drugiej – coraz trudniej uciec od tłumów, od sztampowych miejsc turystycznych.

Najpiękniejsze plaże świata są pełne tłumu ludzkiego. Aby dostać się do najsłynniejszych muzeów musimy robić rezerwacje biletów nawet i rok wcześniej. Miejsc w restauracjach brakuje, za to jedzenie bywa fantastyczne od zwykłych paryskich bagietek do niesamowicie wykwintnego sushi w Tokio. Nikogo nie zraża fakt, że wokół tyle ludzi. Każdy potrafi znaleźć coś dla siebie. Wciąż jest miejsce dla każdego z nas, by wieczorem pospacerować po wąskich uliczkach Porto, Barcelony czy Krakowa. Czekają na nas zielone wyspy i kamieniste plaże. Plaże złotych piasków i góry niedostępne, ale przyjazne dla pasjonatów takich właśnie wakacji. 

Ktoś powie – trzeba mieć jeszcze pieniądze… Tak, pieniądze są potrzebne. Tak było zawsze. Można mieć niewiele pieniędzy i zorganizować sobie podróż marzeń. I można mieć dużo pieniędzy i nie lubić, nie umieć, nie chcieć podróżować. 

Muzyka i książka to także sposób na wakacyjny wypoczynek.

Sprawdza się stare porzekadło : “Dla każdego coś miłego”

Przecież są i tacy, którzy w czasie swojego urlopu zostają w domu, siedzą prawie cały dzień w piżamie czy szlafroku, czytają książki i oglądają telewizję. Albo słuchają swojej ulubionej muzyki. Słońce widzą przez okno balkonowe, drzwi zamykają na klucz, by nikt im nie przeszkadzał. 

A moje tegoroczne lato jakby nie zaistniało. Ominęło moje życiowe ścieżki. Owszem, plany miałam jak zawsze każdego roku. Tyle, że musiałam je tym razem odłożyć na później. Na razie – nie wiem na kiedy. 

Operacja wymiany kolana, niczym mysz w wąską szparkę – wcisnęła się w piękny lipcowy dzień. Najpierw przez wiele tygodni czerwcowe lato mnie nie cieszyło, bo kolano bolało coraz bardziej, potem były wizyty lekarskie, badania, przygotowania… Lato odeszło na daleki plan. I choć w Houston lato jest bardzo gorące i nie daje nam o sobie zapomnieć, to mój letni czas zamienił się w narastający ból i strach. Byłam na to przygotowana. Przez lekarzy, przez czytanie i oglądanie porad w internecie. Wielu moich przyjaciół i znajomych przeszło już tę operację i ich porady były dla mnie bardzo cenne. 

Ale prawda jest taka, że każdy z nas ma swoje własne ciało, własną odczuwalność bólu, własną tolerancję psychiczną na nieznane doświadczenia. 

Można wszystko wiedzieć (no, prawie wszystko…) ale wiedzieć, to nie znaczy czuć. Doktor mówi – “Każdy jest inny”. Ja to ja. Moje kolano, mój ból, mój sposób radzenia sobie z nim. I moja psychika. 

Nie należę do osób cierpliwych i mimo całej wiedzy o procesie gojenia się byłam pewna, że pięć – sześć tygodni po, już będę gotowa powrócić do naszych planów wakacyjnych, podróżniczych, odpoczynkowych, wyjazdowych. Minęło pięć tygodni – długich, bolesnych, choć każdy dzień był inny. Stawiałam pierwsze kroki niemal natychmiast po operacji podpierając się chodzikiem, brałam leki, po których nie mogłam skupić się, by przeczytać choć jedną stronę książki. Zapadałam w sen i budziłam się nadal słaba. Chodziłam na terapię i robiłam dużo bolesnych ćwiczeń. Wiem, że tak trzeba. Wiem, że dziś jest lepiej i że to wszystko miało tak być i miało sens. 

A jednak ta świadomość wcale nie ułatwia mi ułożenia sobie w głowie myśli, że tegoroczne lato mnie ominęło. Nadszedł wrzesień, a ja wciąż nie planuję wyjścia, wyjazdu, gdzie trzeba “normalnie chodzić” bo choć wiem, że ma być kiedyś “normalnie”, to wciąż nie jest. 

Mój zaniedbany ogródek ratuje się sam. Niektóre rośliny zaczynają się odradzać i udają, że doniczki są zapełnione🤗. Może chcą mnie pocieszyć, że nie jest źle. Moje nogi nie są konieczne, by roślinki „nie umierały ”.

Moje życie towarzyskie – lato”25

Na szczęście życie towarzyskie nie ustało. Wiele osób przewinęło się przez nasz dom. Ani ja, ani mój mąż, nie umarliśmy z głodu, co pewnie by nam groziło, gdyby nie pomoc kulinarna rodziny i przyjaciół. Te wizyty to także adrenalina potrzebna mi do przetrwania. Bo kolano nowe, z metalowymi dodatkami to nie jedyny problem mojego ciała. Są także nieprzyjemne “dodatki” o których pisać nie będę, bo “nie zaliczają się” do procesu gojenia, chociaż powinny…

Moje lato powoli mija. Pierwsze lato bez wakacyjnych planów i podróży. 

Nie jest tak źle. Mam nowe kolano! Jeszcze do końca o tym nie wiem, bo wciąż nie daje mi o sobie zapomnieć, ale małe spacery, spotkania poza domem już powoli przywracają mnie do życia. 

Nie odczuwam  ogromnych upałów houstońskich, na które prawie wszyscy narzekają każdego lata. Wręcz przeciwnie – były chwile kiedy dopadały mnie dreszcze, było mi zimno i brakowało mi słońca. Przez dwa miesiące nie piłam dobrego winka (no, może odrobinkę…), nie miałam mojej ukochanej Metaxy przy wieczornym filmie.

Nie narzekam. Nie skarżę się, bo przecież nie ma komu i nie mam na co. 

Piszę o tym, by uświadomić sobie i innym, że zdarzają się w życiu sprawy, które muszą zmienić nasze nawyki, plany. I to często nie tak jak sobie to wyobrażamy. 

Niby nic wielkiego, a jednak jakaś “ zawierucha”. Są ludzie, którzy łatwo przechodzą do “planu B czy C”. Mnie zawsze zaskakuje fakt, że choć starość takie sytuacje wciąż nam serwuje, to ja gdzieś mam w sobie bunt. Nie lubię zmieniać planów! Ale – uczę się każdego dnia nowego doświadczenia. 

Moja „letnia” zmiana nauczyła mnie czegoś. Bo zawsze są „dwie strony medalu”.

Życie obdarowuje nas nie tylko przyjemnościami. Są dni bólu, trudnych przeżyć i wtedy naprawdę sprawdzamy siebie. Uczymy się pokory. Nagle doceniam że np. mam dwie nogi i codziennie chodzę bez bólu. I wcale nie myślę, że „dwie zdrowe nogi ” są mi potrzebne. Po prostu – mam je.. Zaskakuje mnie świadomość, jak niesamowitym mechanizmem jest nasze ciało i jak każda najmniejsza jego cząstka jest nam nieodzowna, absolutnie konieczna -zdrowa!! 

Nie narzekam, że dziś jest zbyt gorąco, że dni płyną monotonnie, że muszę pamiętać o lekarstwach i uważać, by przez nieuwagę nie zrobić sobie kolejnego zdrowotnego problemu. 

Ludzie borykają się z różnymi chorobami, żyją z nimi na co dzień, walczą, a nawet przyzwyczajają się do “nienormalności” i niewygody. Jest w każdym z nas  jakaś niewidzialna siła, by dawać sobie radę z niedogodnościami, bolączkami. Żyjemy jak potrafimy. Mamy swoją własną miarkę. Euforia, melancholia, szaleństwo i depresja. Nadzieja i ból. Marzenia i zwykła codzienna rzeczywistość. Mieszają się, odchodzą i znów wracają do nas. 

Moje trudne lato mija. 

Nie mam wątpliwości, że kiedyś nadejdzie też trudna jesień czy zima. Trudny miesiąc czy dzień.

I jak kiedyś zaśpiewał Stanisław Soyka (zmarły kilka dni temu, w sierpniu tuż przed kolejnym występem na scenie) ) w piosence pt. „Tolerancja”:

“ Na miły Bóg, 

Życie nie tylko po to jest, by brać,

Życie nie po to, by bezczynnie trwać

I aby żyć – siebie samego trzeba dać”

Ból, cierpienie, smutek i niewygoda to tylko przejściowe “lato”, jedna więcej trudna wiosna… A pomiędzy chwilami ciężkimi do przetrwania jest nowy dzień, marzenie, które jutro otworzy się przed nami. Bo nie czekamy bezczynnie, otwieramy się – dla siebie i dla innych. Żyjemy – do ostatniego tchu..

*******************************

Ostatnia próba Stanisława Soyki na sopockiej scenie była cichym pożegnaniem – pożegnaniem, które pozostanie z nami na zawsze. Wspólnie z innymi artystami wykonał „Tolerancję”. Utwór – przesłanie dla nas wszystkich. Słowa, które wybrzmiewają głęboko ludzkim humanitarnym wołaniem. Już nie zaśpiewał na koncercie…

21 sierpnia znaleziono jego ciało, niemal tuż przed wyjściem na sopocką scenę.😥


POWRÓT

Dodaj komentarz