16 marca 2025
Książka “Myśli nieuczesane” Stanisława Jerzego Leca to ogromny zbiór sentencji i powiedzonek, które kiedyś Umberto Eco zrecenzował krótko, iż “każdy cywilizowany myślący człowiek powinien co wieczór przeczytać przynajmniej trzy lub cztery, zanim zaśnie (jeśli w ogóle będzie mógł zasnąć)”.
Moje pokolenie zna ten tytuł i myślę, że w dużym zakresie również treść tej księgi. W tym niezwykłym zbiorze mieszczą się aż ponad 2 tysiące zdań “złapanych” w różnych okresach czasowych i podzielone według tematów, okoliczności, kategorii. Zasłyszane w najprzeróżniejszych miejscach i chwilach… nigdy nie miały szans stać się księgą “myśli uczesanych”.
Przypominają potarganą fryzurę myśliciela i filozofa, rozwichrzoną na szalejącym wietrze. Ironizującego, patrzącego na świat z dystansu i z przymrużeniem oka. Kiedy jednak przeanalizujemy prawdziwe przyczyny i okoliczności powstawania “Myśli nieuczesanych” Stanisława J. Leca, szybko zorientujemy się, że mogą pełnić tu funkcję ciekawego wstępu literackiego, który skojarzył mi się z tym, o czym chcę napisać.
Stanisław Lec opatrzył swą księgę “Myśli…” mottem: “ Jak najmniej wyrazów, jak najwięcej wyrazu”. (Mnie to chyba nie dotyczy 😂)
Oczywiście, nie znam wszystkich jego sentencji, ale kilka z nich utkwiło mi w głowie na wiele lat. Trafione jak strzałą “prosto w serce “, choć większość z sercem nic nie ma wspólnego. Ale o tym później..
Przyszlo mi do głowy, że każdy z nas ma swoje myśli – “nieuczesane”.
My “zwykli śmiertelnicy” – nie profesorowie z ambicjami, którzy czują się mądrzejsi niż ci przeciętniacy. Nie geniusze sportów, czy artyści żyjący w świecie obłoków i marzeń, do których ty i ja nie mamy dostępu. Nie ci, co mają w sobie siły nadprzyrodzone, których prostak nie dostrzega i nie potrafi zrozumieć… ale wszyscy inni – zwyczajni ludzie naszej Planety.
Każdy z nas ma własne myśli, nad którymi często nie jest w stanie zapanować.
Myśli te zmieniają się w różnych etapach życia. Wszystkim kieruje potężna maszyna – nasz mózg. Nie, nie będę przytaczać żadnych danych o mózgu, bo jest tak dokładnie zbadany, obliczony i opisany, że nie mam szans konkurować z tymi, co się tym zajmują i na ten temat wypowiedzieli się już bardzo fachowo.
Powiem tylko, że ten mózg, który siedzi sobie ukryty w naszej głowie, steruje wszystkim! Wszystkim, co ważne, a my często nie zdajemy sobie z tego sprawy, nie myślimy o nim w tak czuły i fachowy sposób, jak powinniśmy. Każdego dnia myślimy, na przykład, o makijażu oczu, o maseczce na twarz i fryzurze okalającej mózg. Ale czy kiedykolwiek pomyśleliście, że te wszystkie zabiegi piękności, to przede wszystkim osłona, upiększanie zewnętrzne naszego mózgu? To, co wykonujemy dla podobania się innym, dla satysfakcji i własnej radości – to także działanie dla zabezpieczenia mózgu.
Proste! To właśnie mózg pomaga nam wybrać kolor włosów, decyzję nagłej zmiany fryzury, oprawki okularów, które wydają nam się najładniejsze dla naszej twarzy…

Dolne – skomplikowane wyobrażenie mapy myśli dorosłego człowieka. ‚To tylko schemat. A tak naprawdę wygląda to jeszcze bardziej zagmatwane!
I tak można by ciągnąć przykłady od zwyczajnych najprostszych do coraz bardziej skomplikowanych, niemal piętrowych decyzji. Od domowych, rodzinnych, bliskich ciału, powoli pojawiają się postanowienia coraz trudniejsze, zawiłe, wielowarstwowe. Kolejne pochłaniają uczucia, wahania w kwestiach: “białe czy czarne”, “dobre czy złe”. Robi się gorąco. Dorastamy, piętrzą się problemy, wybory nabrzmiewają, a najgorsze, że już nie są pojedyncze, już nie idą w szeregu tylko parami albo całą drużyną.
Już walą gromadą, tłumem, a my tracimy grunt pod nogami i zaczynamy gubić się. Nie zauważamy kiedy i dlaczego nie potrafimy poradzić sobie z osobistym narzędziem “operacyjnym” – własnym mózgiem. Myśli tłoczą się i mieszają. Co zrobić, by moje myśli “uczesać”?
Nie chcę zwariować. Nie chcę pozwolić mojemu mózgowi zawładnąć moimi emocjami, działaniami, zdolnościami organizacyjnymi tak, bym straciła panowanie nad sobą…
Jako ludzie mamy przewagę nad wszystkim co żywotne, bo posiadamy umysł. A umysł potrafi się bronić i sterować mózgiem tak, by myśli nie niszczyły naszego życia.
Smutek jest naturalną częścią naszego istnienia. W większości jest uzasadniony, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Ale nie jest to obiektywne uczucie…
“ Jestem smutna, bo czuję się dziś samotna, nikt z przyjaciół od wielu dni się do mnie się nie odzywa. Tonę w rozmyślaniach – dlaczego? Snuję różne scenariusze. Kojarzę fakty, które w gruncie rzeczy są “moimi” faktami, niekoniecznie prawdziwymi. Są interpretacją rzeczywistości, która powstaje w mojej wyobraźni. Nie zaliczam się do osób, które łatwo znoszą samotność, tym łatwiej obrazy przyczyn kilkudniowego milczenia przyjaciół wypełniają moje myśli. Dręczą mnie. Myśli biegają jak opętane. Próbuję zamknąć oczy i zająć się zupełnie czymś innym. Mam przecież tyle innych rzeczy do zrobienia, do przemyślenia, do podjęcia nowych decyzji. Udaje się…
Na chwilę. Potem znów wraca ten sam obraz, jeszcze bardziej wyrazisty, natrętny i denerwujący. Przecież nic złego nie zrobiłam! Co się dzieje? Nie mogę się uspokoić i nie mogę znaleźć sobie miejsca… Mijają kolejne dni. Jest coraz gorzej. Moja głowa jest w piekielnym ogniu. Nie mogę opanować bieganiny i szaleństwa nieustająco zmieniających się myśli. To tupot oszalałych koni, gdzieś zapodział się ktoś, kto powstrzyma ten bezsensowny wyścig…”
Znacie takie i podobne nastroje w swojej głowie? Ile razy w życiu tak męczyliście się? Zadręczaliście się własnymi myślami. Goniliście swoje własne coraz bardziej bezzasadne wyobrażenia, by wpadać głębiej w otchłań smutku i poczucia pustki?
A później – po prostu – najzwyczajniej, w jednym momencie świat jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniał nastrój, bo nasza jedna pozytywna myśl, jedno pozytywne zdarzenie może odmienić dziesiątki emocji.
Posłużyłam się banalnym przykładem, ale na pewno znanym każdemu z własnych doświadczeń.
Skąd nasz mózg tak szybko czerpie powody do lęku? Dlaczego tak łatwo poddaje się panice, pozwala przejąć instynktowi kontrolę nad umysłem?
Myślę, że każdy z nas dorastając, od dziecka “zbiera” w pamięci, świadomie lub nie, ogromną ilość różnych doświadczeń. W tym także i tych trudnych, które w momencie poczucia zagrożenia, nawet jeśli to zagrożenie jest wywołane tylko w naszej głowie i jest odczuciem bardzo subiektywnym. Niestety, często powoduje przywołanie niemiłych wspomnień. Zaczynamy bać się powtórki emocji, które kiedyś były przykrym doświadczeniem.
To wszystko przeradza się w myśli coraz bardziej galopujące i osaczające nas.
Nie chcę mówić jakie mogą i często są konsekwencje chorobowe takich problemów “z głową”. To już temat dla psychiatrów i psychologów. I problemy – rzeki, z którymi nie mogą poradzić sobie miliony ludzi.
Staram się skupić “na uczesaniu” moich codziennych myśli, bo wbrew pozorom wcale ich z wiekiem nie ubywa.
Mówi się, że człowiek starszy odchował już dzieci, ma za sobą dobrze spełnione najważniejsze zadania swego długiego życia. To teraz, kiedy przychodzi czas emerytury powinien się wyciszyć, uspokoić wewnętrznie i czerpać radość, spokój i luz życiowy.
Ogólnie – to ja się z tym ZGADZAM. Tyle, że nie zawsze wiem jak to praktycznie wykonać 😀
Jakoś w moim emeryckim świecie cisza i luz nie są mi do końca znane. I właściwie nie mam tego za złe mojemu światu. Od dzieciństwa nie zdążyłam się nauczyć, co to jest nuda i pewnie już się nie nauczę. Zawsze mam coś do roboty, a jak nie mam… to natychmiast sobie znajdę 😀. Żyję bardzo na bieżąco, bo na szczęście otacza mnie ciągle COŚ.
Czy narzekam? Pewnie! Czasem mam wszystkich i wszystkiego dość, bo jestem cholernie zmęczona! Bo, jak wszyscy, mam prawo być zmęczona, mam swoje lata i swój własny limit wytrzymałości. Do jutra. Jutro zacznę znowu tak samo… i znów wszystko będzie kręcić się od nowa 😄
Unikam toksycznych ludzi. Nie chcę zaczynać rozmów od pretensji czy kłótni, szukam nowych celów, więc wymyślam drobne nowe rzeczy do zrobienia, napisania, zaplanowania i ich realizacji.
Staram się nie popadać w rutynę, bo rutyna rozleniwia mój mózg. Każdy tak ma. Jak nie robimy czegoś nowego, nie próbujemy nowych pomysłów, nie wymyślamy nowych potraw na obiad, nie mamy planów na następną niedzielę czy na kolejne wakacje, to pozwalamy naszemu mózgowi zasypiać, a to nie jest fajnie.
Wszyscy ciągle mówią o ćwiczeniach fizycznych, o tym, że musimy “robić kroki”, biegać, jeździć na rowerach, pływać etc. A zapominamy, że dla nas, szczególnie dla ludzi starszych równie ważny jest trening “ruchu mózgu”
Trzeba czytać książki, rozwiązywać krzyżówki, oglądać filmy, które poruszają mózg do rozmyślań nad obrazem i problemami w nim zawartym. Potrzebujemy często i dużo rozmawiać z ludźmi, dyskutować na trudne tematy.
Oczywistym jest, że nasze myśli będą biegać w głowie, będą aktywne i nie dadzą nam spokoju. Będą nakładać się jedne na drugie, uwierać, męczyć, straszyć. Czasem nawet wprawiać w stan niepokoju, “trzęsawki”, bezsennych nocy. To bardzo niemiłe stany. Znam to, i każdy z nas też.
Ważne jest, by nasze myśli dotyczyły dobrych i pozytywnych sfer życia. By nie wyprowadzały nas na manowce smutku, depresji, niechęci, lenistwa…
To się dużo częściej przytrafia starszym ludziom niż młodym (choć bywa różnie..), tym bardziej muszę mieć świadomość, że powinnam teraz “pilnować” swojego mózgu i mieć nad nim szczególną opiekę.
Równie ważne dla zdrowia mojego mózgu, dla pamięci, dla mojej kreatywności i pomysłowości, są spotkania i świętowania wszelkich uroczystości rodzinnych i przyjacielskich, pyszne jedzonko w dobrym towarzystwie, słuchanie muzyki, tej, którą lubię (jeśli lubię), spacery, wycieczki, że nie wspomnę (oczywiście) o SPA, masażach i dobrej zdrowej diecie… Do wyboru, do koloru, jak kto chce!
Bylebym “ uczesała” swoje myśli.
A jeśli czasem pozwolę sobie na ich rozczochranie, to też jest OK, ale zwyczajna starsza pani stara się uporządkować swój “intymny mały świat”… Przynajmniej ja mam taką potrzebę.
Bo czymże są nasze myśli, jak nie intymnym światem, często chowanym głęboko przed ludzkim uchem i okiem?..
*****************************
Dla tych, którzy nigdy nie zaglądali do “Myśli nieuczesanych” Stanisława J. Leca polecam spojrzeć (do poduszki😀) na kilka moich ulubionych sentencji: (zgadnijcie, która jest moja … najbardziej ulubiona?? 🤔)
- Na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia
- Rany się zabliźniają. Ale blizny rosną wraz z nami
- Kiedy rodzi się pesymizm? Kiedy zetkną się dwa optymizmy
- Kłamstwo nie różni się niczym od prawdy, prócz tego, że nią nie jest
- Myśli są niewidzialne, ale bezmyślność jest widoczna
- Samotności, jakaś ty przeludniona!
A przy okazji tych rozważań – pomyślałam, że jest okazja przypomnieć fragment z przestawienia Teatru Ogniska Polskiego pt. Apetyt na Czereśnie” (ach, ta „moja” Osiecka!!) z kwietnia 2005 roku. W końcu każdy z nas ma „Swój intymny mały świat”...🤗 – śpiewa Monika Wojtanowicz






Zacznę chyba od odpowiedzi na pytanie, która z wymienionych przez Ciebie sześciu „myśli nieuczesanych” jest Twoją ulubioną. Myślę, że ta pierwsza: Na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia, ale pewnie usłyszę tylko ustne potwierdzenie lub negację, żeby nie psuć zabawy innym. Oczywiście, każda inna mogłaby też być przez Ciebie wybrana, ale ta mi najbradziej pasuje do Twojego podejścia do życia – opotymizm, ale nie należy czekać na cud.
Kiedyś był taki kawał w postaci pytania: jaka jest różnica między Papieżem a Breżniewem? Odpowiedź: Papież jest nieograniczenie miłosierny, a Breżniew – niemiłosiernie ograniczony. Wprawdzie wśród myśli nieuczesanych nie powinno być miejsca na aluzje personalne i polityczne, ale możnaby to jakoś bardziej nieuczesać i zrobić myśl uniwersalną. Zdecydowanie nieuczesaną.
Te mapy myśli, to też dobre spostrzeganie tego, jak się rozwija ludzkie myślenie. Ile może być odpowiedzi na jedno pytanie, nawet proste, choć oczywiście matematyka, fizyka i inne nauki ścisłe mają, a przynajmniej powinny mieć tylko jedną odpowiedź. Ale życie to nie nauka ściśła i w każdym momencie podejmujemy decyzję jedną z kilku, albo wielu możliwych. Ale jak się nie zastanawiamy, to odpowiedź i decyzja może być nieuczesana, czasami – rzadziej – błyskotliwa, czasami – oby jak najrzadziej – szkodliwa. Cóż – życia nie oszukasz, jak mówi Piotr Głowacki w serialu Pan Mama.
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Zgadza sie, ta pierwsza. Ale też mocno do mnie przemawia ta o kłamstwie…
A powiedzenie „Życia nie oszukasz” – w banalnym serialu, mocno rozrywkowym i lekkim – ma naprawdę dużo logiki! Możemy oszukiwać siebie i kogoś a życie i tak trwa naprawdę i nie ma w nim miejsca na oszustwo. Trzymajmy się więc tego zawsze i wszędzie.
PolubieniePolubienie