19 marca, 2024
Dziś będę krytykować krytykowanie!
Będę krytykować tych wszystkich, którzy krytykują i uważają, że to konieczne, sprawiedliwe, potrzebne, choć często okazuje się, że NIE zawsze tak jest.
“Krytykować”, jak podaje Słownik Synonimów Polskich znaczy: potępiać, ganić, oceniać kogoś albo coś ujemnie, wyrażać się niepochlebnie, osądzać kogoś według własnych zasad, szukać dziury w całym i jeszcze kilka innych niemiłych określeń…
Czyli – ogólnie krytyka to dla osoby krytykowanej niezbyt przyjemna krucjata – raczej atak, agresja na tę osobę. A jeśli się uda doznać lżejszej formy, to będzie jakieś kazanko, prawienie morałów, może opieprz, pretensje albo wytyk. Pewnie można by znaleźć dziesiątki innych określeń łącznie z modnym ostatnimi laty słowem – mobbing.
Krytyka dzieje się wszędzie i w różnych sytuacjach. Trudno ją porównywać, bo w każdym momencie ma różne znaczenie. Inny wymiar ma w szkole w relacjach: nauczyciel – uczeń czy uczeń – uczeń. Innego sensu nabiera krytyczna rozmowa na forach społecznościowych, gdy dotyczy tematów osobistych wśród osób prywatnych, jeszcze inny, gdy toczy się na stronach politycznych i publicznych. Ogromną rolę odgrywają artykuły krytyczne dotyczące filmów i przedstawień teatralnych, ludzi, którzy tworzą rzeczy niezwykłe, a potem zostają poddani publicznej krytyce, która burzy ich osiągnięcia jak za jednym dotknięciem różdżki. Albo – odwrotnie: świat nagle otwiera się i zaczyna się nowe piękne życie..
Wszystko to przyszło mi do głowy nieprzypadkowo i nie nagle.
Wielokrotnie pisałam, że dużo czytam i uwielbiam oglądać filmy. Nie jestem w tym osamotniona, bo dużo moich rówieśników (że nie powiem głośno “emerytów”) ludzi, którzy wreszcie nie muszą się spieszyć do pracy, mających czas na “odrabianie zaległości” z kultury uzupełnia tego typu „braki”, których nazbierało się w ciągu całego życia. Wciąż coś zostawało za nami, coś co chcieliśmy przeczytać, oglądnąć, co ktoś polecał, o czym chcieliśmy porozmawiać a jakoś uleciało i nigdy nie powróciło. Teraz właśnie jest moment, by do wielu tytułów wrócić, może nawet spojrzeć na nie nieco inaczej niż lata temu.
A dziś wszystko mamy dostępne w domu na wyciągnięcie ręki, zarówno książki do słuchania i czytania w postaci e-booków i audiobooków jak i w tradycyjnej papierowej formie. Podobnie mamy nieograniczony dostęp do filmów w każdym języku, na wszelkich platformach streamingowych takich jak Netflix, Amazon Prime, HBO, VOD. Nie mówiąc o setkach kanałów telewizyjnych. Do wyboru, do koloru!
Korzystamy więc z tego co lubimy, co nas najbardziej interesuje, a z rozmów i dyskusji z moimi przyjaciółmi i znajomymi już dość dawno zorientowałam się, że niemal każdy z nas ogląda… coś innego!
Ja jestem uparciuchem i lubię (trochę nawet muszę, bo mi tak w głowie mocno siedzi 😀), poszukać i poczytać o filmie, który wywarł na mnie duże wrażenie, sprawdzić recenzje przeczytanej książki. Opinie krytyków – fachowców, ale też to, co piszą w “necie” zwykli ludzie – odbiorcy o bardzo różnym poziomie wiedzy, wrażliwości i wyczuciu filmoznawczym. Niestety, często także i słownictwo, którego używają w swoich wypowiedziach pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony… taka ocena bywa cenna, bo autentyczna (czasem aż za mocno 😏).

Kilka dni temu natrafiliśmy z mężem na film Patryka Vegi pt.”Small World”,
Zdziwił mnie ten tytuł, zwłaszcza, że od razu zauważyłam, iż film ma obsadę międzynarodową i jest w trzech językach – polskim, rosyjskim i angielskim.
Przyznaję, że jakoś nie zauważyłam, kto jest reżyserem filmu, dopiero w końcowych napisach zobaczyłam nazwisko Vegi. Za to w roli głównej zagrał mój ulubiony Piotr Adamczyk (może mam do niego słabość przez “pokrewieństwo” do mojego panieńskiego nazwiska😀) i Julia Wieniawa- Narkiewicz.
Jak to u Vegi – temat zawsze bardzo mocny (tym razem problem pedofilii w skali międzynarodowej, akcja filmu toczy się na przestrzeni kilku lat, współpraca Interpolu kilku państw itd…)
Wszystko to wymieniam błyskawicznie w punktowym skrócie, bo nie tylko to, przynajmniej dla mnie, jest w tym filmie najważniejsze.
W tym potwornym obrazie współczesnego świata jest coś jeszcze, co zelektryzowało moje “komórki odbioru” – „wypunktowanie” tragedii pojedynczego porządnego człowieka, mającego w sobie upór i nadmiar dobrych intencji, które zawładnęły jego mózgiem tak głęboko, że zamieniają bohatera w “potwora”. A może nie do końca.. Ale – po latach jego psychika jest już tak pokręcona, że nie potrafi wrócić do normalnego świata mimo, że wykonał swoją misję.
Świat pedofilii jest brutalny, nie tylko dla dzieci. To potworna machina, która niszczy tysiące niewinnych osób, czyni z ludzi bogatych zwyrodnialców szukających nieludzkich rozrywek, zmienia ich w potworów i diabłów, a także doprowadza do samozniszczenia tych, którzy zatracają się w walce z tym złem.
Wiem! Wiem, w tym filmie można krytykować wszystko – sposoby wyrażania scen symbolicznych, zbyt mistyczne podejście reżysera do okrucieństwa i brutalności, sceny walki (ha! ha! – gdzie ich nie ma!)… I wiele innych elementów niemal zawsze potępianych w filmach Vegi. Nie wiem czy w ostatnich dwudziestu latach jakikolwiek inny polski reżyser spotkał się z tak intensywną krytyką, a równocześnie z tak wielkim zainteresowaniem swoimi filmami. Bo nie można zaprzeczyć, że filmy Vegi to wielki wstrząs na ekranie współczesnej kinematografii.
Tę ostrą krytykę mogłabym zrozumieć, choć bardzo niechętnie… bo przecież krytycy MUSZĄ pisać, zarabiać – to ich zawód. (ostro, nieprzyjemnie, szokująco??? – zawsze?) Jak inaczej nazwać ich KRYTYKAMI.
Ale zaraz potem zajrzałam na stronę forum, gdzie dyskutują “normalni” widzowie. Spontanicznie, ot tak, bez tej filmowo – fachowej wiedzy, którą szczycą się zawodowi krytycy. Sądząc z języka, jaki używają do swych wypowiedzi, są to zapewne młodzi ludzie. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo zabierać głos w dyskusjach publicznych. Na ogół ludzie unikają wypowiadania się, nawet jeśli są to krótkie zdania anonimowe.
Gdybym „miała ochotę i trochę czasu”, to pokusiłabym się o zrobienie tabelki/statystyki słów, które najczęściej zostały użyte w tych wypowiedziach. Stawiam 99 na 100, że byłyby to słowa: dno, strzelanina, gra aktorka na żałosnym poziomie, hejt, IQ Vegi..”burzosranie” (przepraszam – cytuję), żenada… itd, itp….
Mam wielką nadzieję, że są jednak ludzie, którzy dostrzegli w tym filmie coś więcej.
Wszystko to, co można uznać za otoczkę, za tło, za filmowy zabieg artystyczny – to, co może nam się podobać lub nie, bo takie są prawa widza – może być przedmiotem naszej dyskusji! I krytyki. Ale nie zgadzam się na odrzucanie i negowanie wszystkiego, tylko dlatego, że lubicie KRYTYKOWAĆ z zasady i po prostu!
Filmy Vegi są kontrowersyjne. Nawet bardzo! Są dyskusyjne. Mogą być nielubiane, chociaż są i wielcy fani jego filmów. Każdy z tych filmowych obrazów ma jednak w sobie “coś”.
Język filmowy Patryka Vegi jest dziwny. Ale nie jest głupi. Jego wrażliwość może nie jest prosta i zrozumiała dla każdego. Przecież mamy prawo dokonywać wyboru. Jeśli szukasz łatwego odbioru filmowego, to rzeczywiście może oglądaj filmy w stylu Rambo.. Ja ich nie lubię i dlatego nie oglądam. Nie każdy musi lubić to samo. Ale z krytyką hejtu – błagam, wstrzymaj się!
Tym razem wpadł mi do głowy przykład filmu Patryka Vegi, ale przecież mógłby to być każdy inny! Komedia, która śmieszy do łez albo jest tak żałosna, że moje oczy wywracają się “do góry nogami”. Być może taka właśnie komedia znajdzie swoich amatorów, którzy będą się nią zachwycać 🤗.

Ogromnym echem na wszystkich forach społecznościowych – oficjalnych i prywatnych odbija się teraz serial pt. “1670”. Pozornie film wydaje się być serialem historycznym o Polsce z czasów tuż po Potopie Szwedzkim, ale tak naprawdę nikt nie ma wątpliwości, że jesteśmy w samym środku współczesnej Polski z jej tysiącem obecnych konfliktów i problemów.
XVII -wieczny sarmata o najsłynniejszym polskim imieniu Jan Paweł, w każdym odcinku opowiada jedną historię (albo swój problem) o wsi Adamczycha i swojej rodzinie.
Kostium historyczny jest tylko zasłoną problemów współczesnych a dialogi przekomicznie do nich nawiązują. Niektórych moich znajomych nieustająco śmieszą (zapewne tych, którzy politycznie zaangażowani delektują się odkrywaniem niuansów i konfliktów typu PO – PiS etc.) Jeśli mam wyrazić swoją opinię (czym na pewno narażę się niejednemu widzowi znajomemu i nieznajomemu 😂 – faktycznie niektóre odzywki są “pikantne’, inteligentne, śmieszą w kontekście obrazu, który obserwujemy. I na pewno dużo łatwiej je wychwycić, jeśli zna się współczesne polityczne i społeczne tło wydarzeń w Polsce. Dla mnie ma to trochę.. hhmm – obcy wydźwięk. I śmieszy mnie tylko co jakiś czas…
Jedno jest pewne – mieć odwagę i pokusić się o sportretowanie tylu przywar polskich w jednym filmie naraz, pokazać, że właściwie na przełomie 4-5 wieków jako społeczeństwo niewiele zmieniliśmy się i jeszcze znaleźć taką formułę obrazu, by to przekazać – to wielka odwaga!! I tu -brawo dla pomysłodawców!!
Choć daleko mi do szaleńczych “och-ów i ach-ów” muszę przyznać, że twórcy serialu wykazali dużą wyobraźnię, znajomość historii i kreatywność.
Acha! – i to nie jest ani recenzja ani krytyka! To przykład, że na miejscu filmu Vegi, serialu czy książki może być cokolwiek, o czym chcielibyśmy opowiedzieć i skomentować. I nie musi być to krytyka negatywna (bo moja opinia nie jest negatywna) choć wcale nie musimy być zachwyceni tym, co właśnie czytamy i oglądamy.. (ja „zachwycona” jestem tylko umiarkowanie 😀).
W życiu, w codziennych rozmowach i sytuacjach jest podobnie.
Instynkt podpowiada nam, by oceniać innych. Obojętnie czy to przyjaciel czy ktoś kogo nie bardzo lubimy. I czy chodzi o coś naprawdę istotnego, czy o głupotkę, do której akurat się “czepiamy”.
Takie ludzkie “dzienne” działania. Coś tam powiemy, coś dodamy, bardzo często nie zdając sobie sprawy, że w mgnieniu oka doprowadzamy do wymiany zdań, dyskusji, która może stać się dla drugiej osoby nieprzyjemna.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego to robimy? Najpierw wydaje nam się, że po prostu chcemy tylko wyrazić swoją opinię, a potem drążymy głębiej i naciskamy tak mocno, że nie zauważamy, iż celem naszego wywodu staje się doprowadzenie do przyjęcia przez tę drugą osobę naszych racji. Nawet jeśli ona tego NIE chce. Jeśli ma inne poglądy, jeśli jej nie pasują nasze opinie.
Krytyka, sama w sobie, nie jest niczym złym – do czasu…gdy nie zacznie narzucać drugiej osobie naszego zdania. Do momentu, gdy nie ignoruje się poglądu przeciwnika, gdy stajemy się niemili, gdy wchodzimy komuś w jego świat i jego wolne wybory.
Spójrzmy na te zdjęcia – każde ma zobrazować inny sposób krytycznej dyskusji, sytuacji – rozmowy. Pozytywnej, negatywnej.. Zastanawiania się na sobą, analizowania, przerażenia. Czy widzisz tu siebie??
W takiej chwili najlepszą reakcją jest wyjść pod byle pozorem z pomieszczenia, wycofać się z niezręcznej sytuacji, nie dopuścić do dalej rozwijającej się dyskusji. Ale większość z nas wie, że nie jest to łatwe. Asertywność i szybkie mocne decyzje są dla wielu dorosłych ludzi trudne, a co dopiero dla młodych czy dla dzieci. Męczymy się więc, słuchamy przykrej krytyki, a kompleksy życiowe rosną szybko..
Nikt tego nie lubi. Trudno w takich momentach powiedzieć drugiej osobie “STOP”!! “Nie chcę słuchać twoich krytycznych rad, bo są bolesne i dołują mnie. Ranisz mnie. Mówisz o sobie, o tym co dla ciebie dobre, o tym czego ty chcesz, a nie o tym, co byłoby dobre dla mnie..”
W szkole, w pracy, w rodzinnym domu. Nawet w pozornie miłych miejscach jak na spotkaniach towarzyskich, eleganckich przyjęciach. A tak naprawdę, sytuacje, w których ktoś nas krytykuje niekoniecznie mają dotyczyć nas… To osoba krytykująca ma ze sobą w tym momencie jakiś problem. Aby “zdjąć” z siebie trochę napięcia, kłopotów – rzucają się na ocenianie innych i tym samym próbują odjąć trochę własnego stresu, znaleźć ujście swojej złości czy zdenerwowania.
Jeśli uświadomimy sobie, że to “napastnik” ma problem, a nie my – łatwiej będzie przerwać taką dyskusję i wycofać się ze strefy zagrożenia.
Krytyka musi ISTNIEĆ! Inaczej nie byłoby konkurencji. Nie mielibyśmy motywacji do poprawiania siebie, naszych działań, tego co tworzymy. Każdy aktor, pisarz, artysta – twórca czegokolwiek, co powinno być ocenione przez innych, natychmiast po ukazaniu się jego dzieła, czymkolwiek by ono było, czeka na reakcje. Reakcje krytyków. Marzy o tym, by były one pozytywne, ale zazwyczaj zdaje sobie sprawę, że nie będą w pełni idealne. Zawsze Twórca spodziewa się krytyki. I wierzy, że będzie to krytyka pozytywna, która pozwoli mu zrozumieć błędy, poprawić jakość, usunąć to w sposób, który będzie zgodny z przesłaniem i jego wyobraźnią artysty-twórcy.
Niestety – krytyka ma i drugą stronę. Tę “diabelską” stronę ludzkiej natury. Niszczącą, rujnującą, intrygancką.
Krytyka “hejtu” potrafi złamać najsilniejszych, zamącić w przyjaźniach, zniszczyć to, co budujemy w życiu czasem długo i mozolnie.
To co nas nie złamie, wzmocni nas podwójnie.
Życie jest czasami okrutne. Nie dajmy się złej krytyce.
Krytyka – to przecież ludzka rzecz… Bywa czasem…przydatna 😀..




Krytyka w znaczeniu słownikowym to ocenianie czegoś albo kogoś ujemnie. Fachowcami od krytyki są krytycy. Niedawno usłyszałem w radiu takie stwierdzenie: jak ktoś nie ma talentu aktorskiego, to – jeśli nie udało mu się na scenie teatralnej – staje się krytykiem teatralnym, a jeśli na planie filmowym – krytykiem filmowym; jak komuś nie powiodło się śpiewanie lub granie na instrumencie – wybiera karierę krytyka muzycznego; jak ktoś nie potrafi opanować finansów domowych albo musi robić przekręty – zostaje krytykiem, czyli doradcą finansowym, podatkowym, kredytowym. I tak dalej. Dlaczego tak się dzieje?
Bo jak Małgosiu, słusznie powiedziałaś, często jest to ten „diabelski” aspekt natury człowieka. Bo krytycy koncentrują sie nad tym, co się w danym dziele czy działaniu nie udało, by dołożyć, zgnieść, wyszydzić autora. Często ze względów personalnych, bo ten autor, aktor, śpiewak, muzyk, finansista być może zajął miejsce tego, kto z jego powodu teraz jest krytykiem, więc niech o tamtym artyście publiczność sie dowie, jaki jest beznadziejny i kto naprawdę powinien być w owym miejscu. A często tak sobie – po „diabelsku”. Żeby obrzydzić innym.
Nie znaczy to, że tak jest zawsze. Krytyka dokonywana przez krytyków niekoniecznie jest nieudolna, a ich język niezrozumiały. Czasem może się przydać krytykowanym. Wtedy mamy do czynienia z krytyką konstruktywną, krytyk nie wznosi się ponad światem by go rozsadzać, ale siedzi w tym świecie, by sugerować, doradzać, proponować, a także nierzadko chwalić, dawać innym za wzór do naśladowania. Oby takiej krytyki było jak najwięcej. Niestety, wydaje się, że mamy z nią do czynienia niemal tylko w sytuacjach wyjątkowych.
Jest takie fajne rosyjskie słowo «замечание». Słowniki tłumaczą to jako „komentarz”, a zaraz po tym jako „nagana”. Zależy od przymiotnika, jaki przed nim stoi. Dla rosyjskich kosmonautów tylko to drugie znaczenie jest w użyciu. I to w użyciu przez kierownictwo lotu, przez kontrolerów, dyrektorów i naczelników, którzy obserwują każdy ich ruch w kosmosie. Jeżeli pojawia się «замечание», oznacza ono utratę premii, odsunięcie wyznaczenia na następny lot, zmuszenie do emerytury i inne nieprzyjemne konsekwencje tego etapu pracy, który spowodował «замечание». Dlatego zasadniczym celem każdego lotu każdego kosmonauty w każdej załodze jest, żeby przeszedł on «без замечаний». Bo komentarz znaczy nagana. Bo nie istnieje krytyka konstruktywna, tylko krytyka diabelska.
Szukajmy krytyki konstruktywnej, porady, uwag, komentarzy, wszystkiego co może polepszyć, a nie zniszczyć. Nie chcemy krytyki „diableskiej”.
Wacek
PolubieniePolubienie