17 maja 2023
Gdybym była wiosną podarowałabym ci pierwsze ciepłe powiewy wiatru. I nieśmiałe promyki przebijającego się przez chmury słoneczka.
Podniósłbyś wysoko głowę do góry i zauważyłbyś na tle nieba sznur powracających ptaków. I wypatrywałbyś kolejnych zwiastunów wiosny…

Gdybym była wiosną przywołałabym obraz pozimowego dnia, gdy w górach jeszcze leżał śnieg, ale w dolinach już zieleniły się pierwsze kępki trawy. Żółte kaczeńce wychylały do słońca swe piękne główki. Kaczeńców było mnóstwo, układały się w złoty dywan za oknem pociągu, który z głośnym furkotem pędził w stronę miasta. Wtedy także leniwie nadchodziła – wiosna.
Wiosna często długo nie chciała do nas przyjść, czekaliśmy całe tygodnie. Zaglądaliśmy do kalendarza i była tuż tuż. Sprawdzaliśmy termometry na zewnątrz okna, ale tam uparcie wystawiała nas na próbę cierpliwości. Wtedy nie byliśmy cierpliwi. Wiosna była jednak uparta i robiła po swojemu. Nie chciała ani przyspieszyć, ani posłuchać naszych marudzeń, ani próśb. Wiosna była niezależna. To my musieliśmy być grzeczni i czekać cierpliwie.
Tamte wiosny miały często posmak długich spacerów, kiedy tak bardzo marzły mi kolana. Tak chciało się usiąść na ławce w parku, gdzie w sadzawce pływały pary łabędzi, ale wiatr rozwiewał pieczołowicie zrobioną fryzurę długich włosów i trudno było wytrzymać w jednej pozycji.
Wiosna była nam potrzebna, żeby wreszcie zrzucić znudzoną już czapkę i otulający szyję szalik. By rozpiąć zimowy płaszcz i zamienić go na lekką kurtkę albo luźny sweterek. Potrzebowaliśmy poczuć wolność, radość wiosenną… Zmęczeni zimą – tęskniliśmy za nową wiosną. Taką wiosną, co przychodziła każdego roku i przynosiła “nowe życie”. Nowy kwitnący rok.
Gdybym była wiosną, zamieszkałabym na Rynku w Krakowie. Za sąsiada miałabym Adasia M. a na ploteczki każdego wieczoru zasiadałabym z krakowskimi kwiaciarkami na krawędzi jego pomnikowego cokołu. Sprawdzałabym codziennie świeże kwiaty w wiadrach pod kolorowymi parasolami. Obserwowałam z radością i zaciekawieniem, kto komu i jakie bukieciki kwiatów kupuje. I daruje. Czy kupujący długo zastanawia się nad wyborem? Czy myśli, czy wdycha zapachy konwalii, frezji? A może wybiera hiacynt w doniczce wierząc, że przetrwa dłużej niż maleńki bukieciḳ?.. Może zainspirują go (albo ją) niepozorne przylaszczki albo cichutkie pierwsze pierwiosnki. A ktoś inny z rozmachem i szerokim uśmiechem wybierze bukiet ledwie rozwijających się pastelowych tulipanów albo intensywnie żółtych żonkili zmieszanych z białymi narcyzami…?
Gdybym była wiosną, żyłabym odmierzając czas dźwiękiem trąbki hejnału z Wieży Mariackiej. Mogłabym jeszcze dodać słowa dawnej piosenki “To był maj.. Już zapisani byliśmy w urzędzie.. Małgośka, tańcz i pij..” 🙂
Gdybym była wiosną, trzymałabym kciuki za wszystkich maturzystów, którzy idą zdenerwowani aleją kwitnących kasztanów na swój wielki egzamin dojrzałości. Żadna wiosna nie przepuści młodym sprawdzianu tego, co przez dwanaście lat zakuwali w szkołach. Coś musiało przecież zostać w tych ślicznych młodych główkach i pod dumnymi czołami przystojniaków.
Gdybym była wiosną, obdarowałabym tych wszystkich młodych ludzi podwójną dawką wiedzy o życiu, literaturze, uczuciach, pięknie świata i wszystkim, co może im się przydać na dalszej drodze dorosłego życia. Ale nie jestem wiosną… 😃 I dzięki temu, każdy Młody sam pracuje na swoje doświadczenia. Na własną wiosnę! 🤩
Gdybym była wiosną, mogłabym marzyć tak jak kiedyś.
Opowiedzieć o różnych minionych wiosnach i nadziejach. O spełnionych marzeniach i o takich, których nigdy nie miałam śmiałości odkryć nawet przed sobą. Nie, nie żałuję ! Bo nie ma takiego człowieka, który spełniłby wszystkie marzenia. Gdyby tak było, zostałaby pustka i cisza przed odejściem. Czarna dziura, której nie umielibyśmy rozświetlić pozytywną myślą, ciepłą wizją, kolejnym marzeniem.
Ludzie kochają psy. Niektórzy bardziej inni mniej. Ludzie stworzyli na Facebook-u taką akcję, którą nazwali “Stare psy też mają swoje marzenia”.
Starzy ludzie też mają marzenia. Starsi ludzie też marzą, choć może nie umieją się do tego przyznać. Mówią – “ja już wszystko przeżyłem, już nic mi nie potrzeba, pragnienia, plany na przyszłość są dla młodych”…
Gdybym była wiosną, owiałabym tych starszych ludzi wiatrem nadziei, nową wiosenną energią, wiarą i potrzebą marzeń i pragnień, dopóki życie trwa! Pragnień – nawet tych najmniejszych, które pozornie są niezauważalne. Dla innych są zwyczajnymi zdarzeniami – dla starszego człowieka mogą być cichym spełnieniem jeszcze jednego marzenia.
Jeszcze jedna wiosna, jeszcze jeden piękny rok. Jedno marzenie więcej, jeden uśmiech, jedna dobra niespodzianka. To jak czekoladka w dzieciństwie, jak piątka w zeszycie z polskiego, jak przypadkowe spotkanie uwielbianego aktora, jak niespodziewana randka w młodości.
Moich wiosen było bardzo dużo. Były kwitnące i pachnące.
Ale wiosna ma czasem swoje humory, złości się i nadciąga z czarnymi, gradowymi chmurami. Ciska wtedy błyskawicami, rzuca porywistym wiatrem, ulewnym deszczem i gradem. W moim życiu bywały i trudne wiosny. Uczyłam się wtedy walczyć z przeciwnościami i szukałam drogi do kolejnej nowej wiosny.
Gdybym była wiosną, nie chciałabym być chmurą gradową. A jednak – nie da się żyć idealnie. Jesteśmy częścią dobra i zła. Wszystko jest płynne…
Gdybym była wiosną, chciałabym być tak śliczna i niewinna jak maleńka wnuczka mojej Przyjaciółki. Jak miliony małych dziewczynek, które są świeżutką wiosną, z wiankiem żółtych mleczy na głowie. Urzekają świat dobrocią i prostotą. Każdego ranka otwierają swe wielkie oczy i napełniają nas nadzieją na kolejny szczęśliwy dzień. Jak wszystkie nasze kochane dzieci i wnuki na świecie. Niezależnie czy dopiero stawiają pierwsze kroki czy już uciekają w kolejny etap uniwersyteckiego życia.
Gdybym była wiosną, pomalowałabym świat na zielono. 🙂 Nie, nie tylko!
Tak naprawdę mój wiosenny świat byłby najbardziej kolorowym światem! Na zielonym tle – wszystkie kolory kwiatów, błękit nieba, żółte wielkie słońce… jak na najprostszych i nieszczęśliwych obrazkach dziecięcych. Żadnych szarości i brązów, żadnych smutków i łez. No, chyba że wiosna potrzebowałaby łez wzruszeń i szczęścia…
Gdybym była wiosną… ale nie jestem.
I wiem, że niedługo przyjdzie jesień…
****************************************************************************
Wiosenna majowa piosenka Maryli Rodowicz. Rok 1973, 50 lat temu.
Rok później była moją ślubną piosenką. Wtedy byłam wiosną. I miałam w dniu ślubu cywilnego taką „bananową” spódnicę jak Maryla.. (i ten „Maluch” na scenie..😀) Wtedy wierzyłam, że będę wiosną zawsze..









