Myśli pomieszane i poplątane

09/02/2022

Ludzie to dziwne stwory. Ludzie to niezgłębione dziwolągi. Ludzie mają mózgi, które mogą wymyślać nieprawdopodobne rzeczy, procesy, intrygi. 

To JA! ale tu możesz być też TY

 Są ludzie zwyczajni, spokojni, niemal niezauważalni, którzy przeżyją życie bez wielkich wzlotów, ale też bez tragicznych i bolesnych upadków.  Prawdę mówiąc niewielu jest takich, bo życie nie jest aż tak łaskawe, żeby nie doświadczyć nas raz bardzo przyjemnie, a za chwilę mocno uderzyć o twardą ścianę.  Większość z nas ma jednak potrzebę bycia wyjątkowym. W grupie szkolnej, w pracy, w towarzystwie, w rodzinie. Gdziekolwiek jesteśmy, kogokolwiek spotykamy na swej drodze – chcemy być zauważeni. I tak powinno być. Bo każdy z nas jest wielką indywidualnością. Jesteśmy niepowtarzalni!!  Nie ma znaczenia czy świat idzie ku globalizacji, klonowaniu itp. – ja to JA, a ty to TY!   

Tylko – jak naprawdę i w jakim kierunku wykorzystujemy swoje indywidualne JA?  

I nie o geniuszach nauki czy wybitnych znanych ludziach mam zamiar mówić, bo to już wiele razy inni za mnie zrobili i fakty znane światu same za siebie przemawiają.  A co tworzy człowiek w swoich przemyśleniach, tak zwyczajnie, na co dzień? Dlaczego tak często robimy i mówimy inaczej niż naprawdę czujemy? 

Dużo czytam i bardzo cenię książki, które ukazują bohaterów psychologicznie głębokich, których reakcje są ciekawe i śledzimy z zapartym tchem ich poczynania. Idziemy krok w krok za wyborami bohaterów i tego, co dzieje się w ich głowach. I często nie zdajemy sobie sprawy, że wszystko to kreuje jeden człowiek – autor powieści. Człowiek, który tworzy kilku lub kilkunastu różnych bohaterów, nadając każdemu inny charakter, inne działanie, uzależniając ich od siebie. Autor tworzy własny świat, w jakim jego postacie muszą istnieć i działać, być dobrymi, złymi, często znajdować się w pułapkach życiowych tak trudnych, że nawet w prawdziwym życiu nie zdarzają się zbyt często.  Wyobraźnia jednego człowieka jest tak ogromna, że potrafi stworzyć przestrzeń nowego skrawka świata, w którym będą działy się wydarzenia, angażujące nas na całe godziny czy dni czytania powieści. 

Podobnie z filmem. Twórca – reżyser, scenarzysta, operator – wszyscy ci ludzie wykorzystują swoją wielką wyobraźnię i tworzą wizję świata, który potem ma przemówić do nas widzów – zachęcić nas do przemyśleń, rozpalić opinie i trafić w czułe miejsca naszych emocji.

No i właśnie.. Tu dotarłam do do punktu, który jest sednem fragmentu tego rozważania..

Ja – odbiorca, zwykły człowiek korzystający z pracy i twórczości innych ludzi. Z miliona napisanych książek, nakręconych filmów, stworzonych pięknych dzieł sztuk, wymyślonych nieprawdopodobnych wizji przekutych w ogrody, pałace, niezwykłe muzea itd. A obok – natychmiast pojawiające się w prasie, w internecie, w komentarzach telewizyjnych na żywo oceny fachowców, którzy “wszystko wiedzą”! Od których opinii często zależy dobry początek kariery autora książki czy filmu.  Od lat obserwując system działający w ocenach, opiniach tych “najważniejszych” i najbardziej liczących się w świecie krytyki stwierdzam ze smutkiem, że działa on niemal zawsze z przekorą, złośliwością i z premedytacją. Każda recenzja zaczyna się od wyszukiwania tego, co jest złe, a najchętniej omija to, co można by pochwalić. Jeśli chcecie przeczytać recenzje filmu, o którym jest bardzo głośno przed jego premierą, to wiedzcie, że jeśli ta pierwsza najważniejsza recenzja będzie negatywna – film najprawdopodobniej będzie wam się podobał! 

I wszystkie kolejne recenzje będą już wydobywały z niego dużo więcej pozytywów niż ta pierwsza. To niepisana zasada, którą od lat obserwuję w wyścigu opinii fachowców od osądzania literatury sztuki filmu itp.  I co ciekawe – kiedy przeglądam (bardzo pobieżnie!) oceny zwykłych odbiorców, czytelników czy widzów, natychmiast widzę jak bardzo rozbieżne są opinie przeciętnego człowieka od fachowców – krytyków.  Tak, wiem! Sama juz o tym pisałam – z gustami się nie dyskutuje! Każdy ma prawo do własnej opinii.  W każdym jednak dziele można dostrzec coś wartościowego. Każda ludzka idea, myśl niesie w sobie element, który twórca przesyła odbiorcy. Można krytykować, ale i pośród słów krytyki można dostrzec wartość pozytywną. Nigdy nic nie jest całkiem ZŁE albo całkiem DOBRE.  

Zawsze znajdziesz tysiąc sposobów, żeby sprawdzić co inni myślą o filmie czy książce..

 Oczywistym jest, że każdy krytyk zwraca uwagę na coś innego, co jest dla niego ważne. Indywidualne podejście do tematu filmu, sztuki czy powieści jest normalne i uzasadnione. Podobnie jest w naszych domowych dyskusjach. Każdy jest inny i każdemu podoba się coś innego. 

Jest jednak jedna zauważalna „polska zasada” (przepraszam za takie nazewnictwo!) – Polak uwielbia krytykować! Wszystko i w każdym temacie. Bez wyboru i bez zastanowienia. Nie trzeba sięgać daleko i głęboko, wystarczy przebiec oczami po krótkich komentarzach naszych polskich kolegów na Facebooku, by widzieć jak to działa.

Bardzo powoli rodzi się w nas umiejętność chwalenia, cieszenia się czyimś sukcesem, zadowolenia z dobrych efektów. Młode pokolenie już łatwiej wkracza w świat krytyki pozytywnej, nie tylko na “nie”.  Ale “starszyzna” aż zieje słowami krytycznymi, ironizującymi, złośliwymi w każdy możliwy sposób. Rzadko kiedy w zamian proponujemy pozytywny projekt…

Krytykujemy się w gronie koleżeńskim, często bez logicznej przyczyny. Czasem usłyszymy uwagę krytyczną bezzasadną, nie rozumiejąc po co i dlaczego, bo krytyka ma sens wtedy, gdy ktoś, nawet najbliższy powie ci coś, co zmobilizuje cię do zmian, dobrych zdrowych posunięć. Krytyka powinna być pomocna, uczciwa a nie złośliwa. Niestety – często jest tylko negatywna!  Jestem pewna, że przykrość, którą wyrządzamy drugiej osobie wraca do nas i długo nie daje nam spokoju. Czujemy się z nią niewygodnie. W większości przypadków zdajemy sobie sprawę, że krytyka była nieuzasadniona albo może nieładnie powiedziana i każda przyjaźń zawsze po takim incydencie musi ucierpieć. Zupełnie niepotrzebnie.. Bardzo ludzkie, ale… po co?

Jeśli myślisz że znasz siebie tak dobrze, że możesz sobie zaufać – to się myślisz.

Jeśli dziwisz się, że nie umiesz powiedzieć wszystkiego, co myślisz choć wydaje ci się, że masz łatwość wypowiadania swoich myśli – to tak naprawdę tylko ci się to wydaje..

Jeśli myślisz, że kochasz bardzo mocno, a za chwilę, że kochasz niewystarczająco… to wszystko są złudzenia chwili. Kochasz tak jak umiesz. Kochasz wciąż – więc pewnie mocno i naprawdę. Nigdy jednak to uczucie nie jest odczuwane jednakowo, dlatego masz w sobie wiele pytań wątpliwości. Jeśli ich nie masz, to nie wiem jak mogłabym cię określić. Ja mam i jestem pewna, że nie jestem wyjątkiem. 

Jeśli czujesz się zraniona, niedoceniona, niezrozumiana, a wciąż stoisz przy tej drugiej osobie.. to jak myślisz? – dlaczego? Musisz sama sobie na to pytanie odpowiedzieć. Przecież nikt cię do tego nie zmusza.. Przyzwyczajenie? Strach? Lenistwo przed zmianą? Chwilowy dołek? Może po prostu zwyczajne ludzkie wahanie nastrojów. 

Jeśli czujesz, że robisz dużo dobrego, a wciąż łzy pojawiają się z bezsilności – to może za dużo.. cię to kosztuje? Ale może tak potrzebujesz, bo taka właśnie jesteś..

Słabość czy siła? Konieczność czy bezsilność?  Nie wiem. Za dużo sprzeczności. Za mało odpowiedzi. 

Pewnego dnia zdarzy ci, się że  zamkniesz oczy i przez chwilę nie wiesz czy jedziesz pociągiem czy samochodem czy.. i nagle odkrywasz, że lecisz samolotem i znajdujesz się wysoko nad ziemią, zupełnie zdezorientowana, co się wokół dzieje.. – co to oznacza? Czy z tobą coś nie tak? Czy może myśli przeniosły się na chwilę w świat pogmatwany pokręcony dziesiątkami doświadczeń i przeżyć? Przecież za moment wszystko znów ułoży się po kolei. Wróci do normalności, bo wciąż jeszcze wraca..

Zdarza się każdemu taki moment w życiu, że na krotki czas oderwiemy się od rzeczywistości – w czasie i przestrzeni. Znajdziemy się w miejscu, które oczywiście jest ziemskie i realne, ale nas widzi się jakby pojawiło się na chwilę z naszych dawnych marzeń, wyobrażeń. Jakby zlepiły się skrawki pragnień, przemyśleń, wyrwanych z kontekstu różnych lat i miejsc. Dziwna układanka życiowych bardzo fragmentarycznych marzeń, puzzle z najdalszych zakamarków mózgowej pamięci, która przez dzień czy dwa ujawnia się w naszej życiowej rzeczywistości.  

Jeden z takich wymarzonych dni…

I choć może nie jest dokładnie taka sama jak była kiedyś w marzeniach, to jest przeżyciem, które odgrywa nas od zwyczajnej codzienności. Od kłopotów, zmartwień, bólu, niewygody, rozdrażnienia, zdenerwowania. 

Jeśli czytasz teraz te słowa, zamknij oczy i pomyśl. Przypomnij sobie taki moment w życiu. Jeden dzień. Jedną godzinę komfortu. Przyjemności. Szczęścia i spokoju – dla siebie. 

Ludzie mają najróżniejsze marzenia. Absolutnie szalone i niepojęte dla innych. Marzenia o wielkiej karierze. Marzenia o ekstremalnych niebezpiecznych przeżyciach, o osiągnięciach finansowych, o wielkiej szczęśliwej rodzinie, o podróżach do miejsc, których nazw przeciętny człowiek nawet nie zna. Albo  przeciwnie, ktoś marzy o odludnym domku zaciszu lasu czy jeziora, na brzegu morza, czy czymś jeszcze innym, o czym nawet nie potrafię sobie teraz wyobrazić. Wszyscy mamy do tego prawo i wszyscy powinniśmy mieć czas i potrzebę marzeń. Im bardziej bogata jest nasza wyobraźnia, tym piękniejsze jest nasze życie. 

To prawda, że łatwiej realizować marzenia i “dobre” życie, gdy ma się pieniądze i dużo czasu.  Ale ja dziś nie o tej “realizacji realnej” mówię. 

Myślę o chwilach, gdy zdarzyło mi się popatrzeć w niebo albo w przestrzeń, przed siebie i wyszeptać do siebie: “ Dobry Boże! To jest właśnie ten moment… Jest mi dobrze, widzę niezgłębioną przestrzeń morza, czysty błękit nieba, słyszę dźwięk naturalnej muzyki.  Nie obchodzą mnie aktualne problemy świata, nic mnie nie boli, nie czuję ciężaru minionych lat, smutku trudnych chwil. Jest mi absolutnie dobrze. Jest pięknie. I cieszę się, że jestem…”

Taki stan ducha budzi w nas pozytywną energię i dobroć wobec innych ludzi. 

Nie szukamy elementów zła, nie krytykujemy. Uśmiechamy się, oddajemy innym nasze ciepło, poszukujemy harmonii pomiędzy nami i ludźmi  obok.  Zdecydowanie łatwiej żyć bez  szukania wad w innych, krytykowania ich, negowania, potępiania i besztania. 

No tak! Racja! Codzienne życie nie jest w różowym kolorze! Wiadomo, jesteśmy jacy jesteśmy.  Intrygi, awanturki, złośliwości, dziesiątki niemiłych słów i czynów – dzieciaki biją się już w piaskownicy, w szkole coraz więcej konfliktów między nastolatkami, a między dorosłymi to już szkoda gadać.  Współczesna technologia nie pomaga. Agresja i rozwiązywanie konfliktów za pomocą walk, broni, bijatyk są coraz popularniejsze. 

A ja – uparcie wracam do tego, co w człowieku dobre, do pozytywnej energii.

Nie lubię selfie! Ale to zdjęcie daje obraz tła które napędza w nas energię i chęć do życia…

Bo dziś już wiem, że każdy z nas ją w sobie ma. Rzecz w tym, by ją w sobie chcieć odnaleźć. By zrozumieć, że jest nam potrzebna – najpierw dla nas samych. Potem – by móc lepiej i łatwiej żyć z innymi i obok innych.  Z mężem. Z córką, z rodziną, z przyjaciółką. Z przypadkowym przechodniem na ulicy. 

Nie jest łatwo mocować się z negatywną energią bliskiej mi osoby. To swoista wojna plusów i minusów. To trudna i nieprzyjemna walka, która w ostateczności musi znaleźć sobie wspólny dialog. Bywa, że dialog jest niewygodny, brakuje słów, przeradza się w milczenie. 

Często słyszymy, że ludzie starsi są złośliwi, zmierzli, trudni do wytrzymania. 

Nie wynika to z tego, że na starość stają się gorsi, ale dlatego, że poddają się wewnętrznemu marazmowi, niechęci do wielu elementów świata zewnętrznego, zmęczeni wieloletnimi walkami w swoich myślach i rozdarciach psychicznych. Ludzie poddają się, nie zdając sobie sprawy, że to prosta droga do utraty energii życiowej..  

Często – choroby, ból,  zmęczenie zniechęcają do rozmowy, uśmiechu. Zanika w człowieku pozytywna energia.  Zamykamy się w sobie. Nie reagujemy na to, co jeszcze powinno nas cieszyć. Stajemy się powoli obojętni, poddajemy się każdej sytuacji, byle nie trzeba było wkładać najmniejszego wysiłku, by czynnie w niej uczestniczyć. Niejednokrotnie obserwuję to wokół siebie, wśród moich znajomych i przyjaciół. Równie często podziwiam tych, którzy wciąż mają chęć i energię, by uśmiechać się każdego ranka do siebie i do innych wokół, dzielić się  radością i optymizmem, wierzyć, że dobra energia rozmnaża się w człowieku podwójnie i jest zawsze zaraźliwa. 

Czerpiemy tę energię z pierwszego promienia porannego słońca i z pozytywnej  myśli, która nas budzi po obudzeniu. Dzielimy się nią, gdy uśmiechamy się do siebie, gdy pijemy razem poranną kawę, gdy przesyłamy sobie ciepły krótki sms z miłym słowem “dzień dobry”. 

Nie jestem wyjątkiem, czy świętą, nie mam nic idealnego w sobie. Ale na pewno mam wiele pozytywnej energii. Nie przeczę, bywają dni “deszczowe i mroczne” – pokłady smętne też mam w sobie. Walczę jak każdy z nas. Nie idealizuję własnej duszy ani charakterku (zwłaszcza, że mam go podobno “po tatusiu”) a on nie był łatwy. 🙂 Ale wiem też i mam świadomość, iż bardzo nie chcę być na starość zgnuśniałą marudną, negatywną “babcią”, więc codziennie niezmiennie szukam w sobie nowych pokładów pozytywnej energii, dobrych fluidów i pogodnych poranków. 

Kieliszek winka z widokiem na morze, poranna kawa na balkonie z widokiem na morze i …..morze kwiatów wokół !

Kwiaty i kolorowe dekoracje zawsze wokół mnie.

Pomaga mi w tym joga, medytacja, kwiaty na stole, świeca zapalona wieczorną porą, ładna dekoracja zwiastująca kolejną porę roku, dobra książka, zdjęcia rodzinne, mój blog, bliska osoba, dobre wino… 

Tak niewiele. A przecież wystarczy…

Na koniec – piosenka o tym, że jest wiara w dobry świat i energię, którą możemy się dzielić. 🙂

Zesþół Planety – „W poszukiwaniu lepszego świata”

BACK

Dodaj komentarz