07/14/2022
Już prawie ułożył mi się w głowie temat a tu… bach!! Moją intencją jest temat „przy okazji” filmu, ale żeby nie zdarzyły się krzyk, pretensje czy niedomówienia, to z góry i na wszelki wypadek piszę, że dla niektórych może być tu za dużo informacji, więc lojalnie ostrzegam – UWAGA – spoiler alert! 🙂
Jak już wiadomo światu (ha!ha!) rodzinie i znajomym, jestem maniaczką filmową (kiedyś bym powiedziała kinową) ale teraz mało kto do kina chodzi, bo kino przychodzi do nas i wszystko oglądamy w domu. Możliwości jest mnóstwo, wybór ogromny i nawet te największe produkcje, które stają do walki o Oscary amerykańskie, Grand Prix czy Złotą Palmę w Cannes też w większości leniwie oglądamy na naszych wielkich domowych ekranach telewizyjnych.
A pomiędzy ogromem filmów, lepszych czy gorszych, każdy może sobie wybrać co lubi. Jak wiadomo, są i tacy, którzy w ogóle filmów nie oglądają i też żyją szczęśliwie i robią setki innych rzeczy.
Ja, wśród książek i filmów czuję się doskonale, ale mam taki nawyk, że gdy coś czytam czy oglądam to sprawdzam przy okazji całą “otoczkę”. Dziś nie jest to trudne. W internecie można znaleźć wszystko, co potrzebujemy, a często nawet więcej. Lubię sprawdzić informacje o aktorach, przypomnieć sobie ich wcześniejsze role, porównać ich grę w innych filmach. Podobnie zaglądam do informacji o książkach nowych autorów, wyszukuję ciekawostki z nimi związane. Lubię wiedzieć więcej i osadzić autora czy książkę w przestrzeni, w której powstała. To często pomaga zrozumieć, zwłaszcza jeśli czytamy jakąś serię książek. No i często korzystam z recenzji, choć bardzo staram się to robić już po przeczytaniu czy oglądnięciu filmu, tak by najpierw mieć własną opinię, a potem porównać, co o tym myślą inni. Nie ukrywam jednak, że czasem bywa inna kolejność, bo coś wpadnie w ręce (albo w oko) i już nie można się uchronić od głębszego spojrzenia. 🙂
Co kilkanaście tygodni zaglądam na różne strony internetowe i czytam nowości o filmach, które wchodzą albo mają wejść na ekrany w najbliższym czasie, na Netflix czy inne polskie kanały telewizyjne. Wybieram zazwyczaj najnowsze seriale czy filmy, takie o których wiem/spodziewam się, że warto je będzie obejrzeć. Nie ukrywam, że często kieruję się nazwiskiem reżysera i aktorów. Ale otwarta jestem na nowe aktorskie odkrycia. Uwielbiam czytać co nowego w świecie sztuki, filmu i teatru polskiego. Tak było kiedyś w latach mojej młodości i tak mi zostało do dzisiaj.
Nie zawsze jest to możliwe od razu, czasami zanim “dołapię” film czy serial, na który czekam tu, na amerykańskim ekranie, muszę uzbroić się w cierpliwość, bo mimo możliwości technicznych i elektronicznych istnieją też różne przepisy i wszystko zabiera czas. Niektóre filmy np. z Player.pl pojawiają się z kilkutygodniowym opóźnieniem.
W ten sposób mogę dokonywać własnej selekcji, starając się nie pominąć tego, co lubię, co mnie interesuje, choć proszę mi wierzyć – dziś, by nadążyć za bieżącą kinematografią trzeba być biegaczem długodystansowym i sprinterem równocześnie. Na szczęście tacy jak ja wiedzą, że wszystko jest kwestią wyboru i nie trzeba biec jak oszalały za wszystkim naraz.
Od wielu tygodni zarówno w Polsce jak i w telewizjach innych krajów głośno jest o nowym filmie, a właściwie 4-odcinkowym serialu “Queen” czyli “Królowa” wyprodukowanym przez Netflix. Z dużym rozmachem, z dużym budżetem, naprawdę dobrą i bogatą promocją filmu, a przede wszystkim fantastyczną obsadą aktorską. Serial wszedł w Polsce na ekrany 23 czerwca i niemal równocześnie w 190 krajach i wiadomo było, że zamiesza zarówno tematyką jak i sposobem jej przekazania. W roli głównej, a właściwie w podwójnej – znakomity aktor polski, wcześniej przez wiele lat mieszkający i grający we Francji – Andrzej Seweryn.

Któż nie pamięta jego genialnych ról w “Dyrygencie”, “Ziemi obiecanej” w “Ostatniej Rodzinie” i dziesiątkach innych filmów. Tym razem Seweryn wcielił się w postać słynnego, szanowanego paryskiego krawca i Drag Queen – Loretty. Oczywiście, jeśli częściowym tematem filmu jest środowisko gejowskie i artystyczne, to najlepiej osadzić tę akcję w Paryżu, mieście – symbolu wyzwolenia z wszelkich stereotypów, zaściankowości i nietolerancji. Druga część akcji, a właściwie jej większa część dzieje się w polskim górniczym miasteczku na Śląsku. Kontrasty to jeden z głównych zabiegów celowo zastosowanych w tym filmie. Dlatego tym łatwiej uchwycić to, co w nim jest nadrzędnym i istotnym przesłaniem.
Nie jestem fachowcem – krytykiem filmowym i to co zamierzam napisać nie będzie recenzją tego serialu.
Ale, przyznaję, że film zrobił na mnie duże wrażenie. I nie z powodu tematu, bo na takie czy podobne natrafiamy dziś niemal w co drugim filmie czy nowej powieści. Internet aż trzęsie się od uszczypnięcia choćby słówka na takie tematy. I też nie z powodu historii, która zwłaszcza w drugiej połowie filmu dla widza jest już przewidywalna i spodziewamy się jak się zakończy.
Dla mnie jest w tym serialu kilka elementów, które jako osobie starszego pokolenia bardzo się spodobały i sprawiły, że moja głowa w pierwszą noc po obejrzeniu serialu aż eksplodowała od przemyśleń. Jeśli film, przedstawienie teatralne, powieść pozostawia w naszej głowie tak silny ślad, że nie daje nam spać spokojnie, tylko obija dziesiątki myśli i nie opuszcza nas tak silne wrażenie, że długo zastanawiamy się nad przekazem utworu, to znaczy , że film/utwór literacki czy sceniczny spełnił swoje zadanie.
Pierwsza moja myśl – film ma tytuł “Królowa”. Mnie polonistce przywołuje na myśl konwencję bajki, a więc to, że film kończy się “bajkowo”, co niektórych widzów (głównie ponurych recenzentów) drażni, mnie wcale nie dziwi. Wręcz myślę, że był to logicznie zamierzony przez twórców zabieg. Optymistyczne zakończenie jak każda piękna bajka, bo to wielce optymistyczna opowieść. Opowieść dla dorosłych. Trudna współczesna opowieść, której bardzo potrzebujemy w dzisiejszych czasach. Zwłaszcza młode pokolenie. Zwłaszcza Polacy w Polsce, w małych miasteczkach, gdzie o życie „bajkowe” trudniej niż dużych miastach, ale przecież nie tylko…! Życie jest brutalne, coraz trudniejsze, coraz mniej w nim miejsca na ciepło, na łagodność, na wybaczanie, na zwykłe proste humanitarne odruchy, o których w walce o “przetrwanie” w zwariowanym pędzącym świecie po prostu zapominamy.
Bo gdy ktoś zapytałby MNIE o czym jest ten film, to bez wahania odpowiedziałabym, że to opowieść o rodzinie, o miłości, o odrzuceniu tego, co RÓŻNI, a poszukiwaniu i przybliżeniu tego, co zbliża!

Przyjrzałam się kilku niezwykle ciekawym momentom w serialu. Wzruszająco a równocześnie subtelnie zarysowane są istotne różnice pokoleniowe, ukazujące podejście do problemu homoseksualizmu, tolerancji, miłości rodzinnej. Obserwujemy jak powoli zachodzi proces zrozumienia zmian, które zmieniają się we współczesnym świecie. Oto scena: wnuczka Sylwestra, młodziutka Iza ( znakomita aktorka, Julia Chętnicka) znalazłszy przypadkowo po raz pierwszy dziwne rekwizyty w walizce dziadka (sztuczne piersi, zestaw do makijażu..) jest trochę zażenowana, trochę śmieją się z koleżanką, ale też Iza zaraz ma wytłumaczenie, że dziadek ma pewnie dziewczynę, która ma “małe cycki a on lubi większe” i NIC ją to nie dziwi, nic jej nie zawstydza, nic jej nie szokuje, nie zmienia jej uczuć i nastawienia do dziadka.
Mimo, że jest dziewczyną wychowaną w małym polskim górniczym miasteczku, jej spojrzenie na problem, który powoli “otwiera się” wraz z przyjazdem dziadka, w niczym jej nie zaskakuje. Iza podchodzi do osoby dziadka, do jego „dziwności” zupełnie normalnie. Bez afer, bez paniki, bez szukania problemów wynikających z faktu, że dziadek nie przystaje do ich małomiasteczkowego życia. Dla Izy najważniejszy jest problem ratowania życia matki, czyli za wszelka cenę doprowadzenia do operacji przeszczepu nerki dziadka dla jej matki, córki dziadka. I to się jej udaje, nawet za cenę oszustwa i wściekłości, którą wzbudza w matce. Mimo, że Iza zmaga się z trudnym osobistym problemem. Iza ryzykuje i powierza swój sekret dziadkowi i poniekąd zostaje na początku niezrozumiana, mimo to znów miłość rodzinna jest absolutnie nadrzędnym elementem i przesłaniem. Bajkowy motyw? Może.. A może tak właśnie powinno być w prawdziwym życiu? Może tego dziś potrzebujemy?!
Wioletta, córka Sylwestra, początkowo wściekła na własną córkę a jeszcze bardziej na swojego ojca, nie chce go znać, nie chce by został z nimi, jest dla niego niemiła, oschła. Dopiero kiedy Sylwester zwraca jej uwagę na niezauważoną przez matkę zaawansowaną ciążę córki, a równocześnie odkrywa swoją największą tajemnicę i ukazuje się Wioli w całej krasie jako Loretta, córka powoli zaczyna interesować się kim jest jej ojciec i jakim jest naprawdę człowiekiem. Powoli zaczyna go rozumieć i bardzo powoli rodzi się między nimi więź rodzinna. Zwłaszcza, gdy sprawy komplikują się jeszcze bardziej i wybucha pożar w kopalni, gdzie zostaje odciętych kilku górników, w tym dwóch młodych mężczyzn – obu ważnych w życiu Izy. Jeden z nich jest biologicznym ojcem dziecka, ale Iza tak naprawdę nie wie który.. Losy rodzinne gmatwają się coraz bardziej. Jeden z nich, Marek nie przeżywa katastrofy, drugi zostaje uratowany.
Darek leży w tym samym szpitalu, do którego Iza zostaje przewieziona, bo jej poród na skutek dramatycznych przeżyć zaczyna się o wiele za wcześnie. I już bez oporów i nieporozumień – jest przy niej i matka i dziadek… Bo tego wymaga – instynktownie – miłość rodzinna…
Córka w tajemnicy sprawdza paryskie życie i sukcesy ojca, zarówno te na scenie jak i jego pozycję słynnego krawca (ojciec będzie błyskawicznie tworzył kostiumy na występ dla górników do programu, z którego pieniądze mają być przeznaczone na pomoc dla rodzin poszkodowanych).
W momencie, gdy do małego miasteczka Sylwester sprowadza swojego partnera Corentina, czarnego przystojnego mężczyznę paradującego w butach na wysokich obcasach, niesłychanie czarującego i miłego, Wiola już potrafi zachować się bardzo poprawnie i nie razi ją cała ta dziwna nowa sytuacja…

Dla mnie jeszcze jeden wątek wydaje się godny zwrócenia specjalnej uwagi. Biorąc pod uwagę dzisiejsze “technologiczne zwyczaje” jest nietypowo ukazany i dla mnie bardzo wzruszający. Mały “Kosmita”, jak nazywa swojego synka wcześniaka Iza, musi mieć operację, niegroźną, dość typową dla wcześniaków, ale jednak operację. Darek, biologiczny ojciec a może nie, bo tego przecież wraz z Izą nie wiemy do końca, wciąż jest w szpitalu, przychodzi codziennie z Izą “doglądać” malucha. Jest przy niej i przy dziecku i nie mamy wątpliwości, że na bazie przyjaźni jego z Markiem, który zginął w wypadku z kopalni, uczucie pomiędzy Izą i Darkiem umacnia się i oboje chcą być rodzicami dla “Kosmity”. Chcą stworzyć rodzinę! Iza mówi: “Mój dziadek zostawił babcię, moja mama pogoniła tatę, którego wcale nie znałam. A ja chcę mieć rodzinę..” A gdy po wyjściu ze szpitala Iza odwiedza na cmentarzu grób Marka mówi mu, by nie martwił się o ich synka, bo wszystko będzie dobrze, „kosmita” będzie miał rodzinę i ona z Darkiem będą się nim dobrze opiekować….
I nie ma tu mowy o sprawdzaniu DNA, o szukaniu prawdy biologicznej, o pretensjach zdrady, o jednorazowej pomyłce. Jest coś o wiele ważniejszego: miłość, tolerancja, szukanie tego, co ludzi ma łączyć a nie dzielić.
Kolejny element bajkowy? – a może taki, który we współczesnym trudnym życiu jest nam bardzo potrzebny?..
Jest w tym serialu wiele innych wątków, trochę nieprawdopodobnych, może i wkurzających, polukrowanych. Ale za to nie mamy tego, co ostatnio w filmach polskich (i nie tylko) jest w nadmiarze – słownictwa na ch.. i k.. I krwi i morderstw..
A więc – dobra ciepła odmiana. Obraz bajki dla dorosłych, byśmy wreszcie uświadomili sobie, że nowy świat ma dużo kolorów. I te kolory istniały już dawno temu (bo i w starożytnym Rzymie i w Grecji..) Ludzie zawsze byli i będą różni. Może nam się to podobać czy nie.
Jestem za tolerancją. Tolerancją dla inności. W imię miłości i dobra. W imię uczuć, które czynią człowieka lepszym. Nie jestem za tolerancją dla ZŁA i KRZYWDY. To są różne pojęcia.
Bo dla mnie nie ma najmniejszej wątpliwości, że postać, którą wykreował Andrzej Seweryn jako ojciec – paryski krawiec i artystka Loretta – to człowiek dobry, rodzinny, ciepły i jego inna orientacja seksualna niczemu tu nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – spójrzcie na ostatnią scenę w Paryżu, gdy dziadek ma już koło siebie pięknie wyglądającą wnuczkę – dojrzałą kobietę, Mamę kosmity – Sylwestra-Juniora i Darka (prawdopodobnie męża lub partnera). Darek ma przejąć opiekę nad Sylwestrem Juniorem, po popołudniowym spacerku z pradziadkiem. Ta scena filmu wnosi bardzo pozytywną energię. Mowa jest także o nadchodzących świętach, które mają spędzić z Wiolą i jej partnerem. A więc jeszcze jeden szczęśliwy związek?.. Bajka czy.. szczęśliwe życie? Takie o jakim marzy każdy człowiek.
Tak – przyznaję, jest w tym filmie trochę elementów denerwujących, polskich “zaściankowych” akcentów, smutnych akcentów małomiasteczkowych, które mogą drażnić, nawet niektórych obrażać .. Cóż, może i są przejaskrawione, podobnie jak “bajkowe” obrazki. Właśnie dla kontrastu.. Ale – przecież powracającemu Sylwestrowi te małomiasteczkowe szczegóły wcale nie przeszkadzają. Jest miły dla pani recepcjonistki w hotelu, przyjeżdża rozklekotanym autobusem, wyraźnie czuje się dobrze wśród górników. Człowiek z klasą wie jak zachować się w każdej sytuacji. Tolerancja jest życzliwością i siłą.
Mogłabym oczywiście napisać o minusach, bo zawsze można znaleźć ich dużo w każdym filmie. Ale ja chciałam opowiedzieć o duszy i DOBRYM DUCHU tego filmu. O dobroci i ciepłych jego stronach i o trzech pokoleniach, które w różny sposób znalazły do siebie drogę, by znów być RODZINĄ.
I tu już tylko krótko dodam, że jak już moje serce cieszyło się takim odbiorem tego filmu, to zupełnie przypadkowym ruchem palca (uboczne skutki poszukiwań internetowych) 🙂 trafiłam na YouTube na komentarz pana Kratiuka w Tv Polonia Christiana pt. “Królowa”. Nawet nie wiedziałam, że takie coś istnieje! Bo o Tv ks. Rydzyka to wiem. Szybko zorientowałam się co to MOŻE BYĆ tytuł krzyczał “Apeluję: NIE OGLĄDAJCIE TEGO”. No to pomyślałam, że trzeba posłuchać, bo jak dotychczas, to czytałam tylko pozytywne recenzje, choć każda mówi o jakiś drobnych niedociągnięciach, z którymi autor recenzji polemizuje czy sie nie zgadza. W końcu każdy może mieć swoje zdanie. Może nam się to i owo nie podobać czy podobać bardzo. Jedno was wzrusza, porusza wyjątkowo. Inne denerwuje.
Możemy wyrażać swoje opinie za i przeciw. Ale zawsze powinniśmy to robić grzecznie i z otwarciem na tych, co mają inne zdanie. Dyskusja tak. Pyskówka, obrzucanie się nienawiścią, brak jakiegokolwiek szacunku dla inności – NIE!
No a jak już usłyszałam w komentarzu p. Kratiuka nawoływanie do absolutnego niekupowania i niekorzystania z usług Netflixa w całości, jako filmowego serwisu streamingowego, byłam po prostu w szoku. To tak jakby ktoś zakazał mi kupowania kiełbasy albo chleba albo czegokolwiek, co lubię. Takich serwisów mamy mnóstwo, takim serwisem społecznościowym jest tv Polonia Christiana i mnie na pewno ta stacja nie odpowiada, ale do głowy by mi nie przyszło ogłaszanie publicznie, by ludzie jej nie wykupywali (nawet nie wiem czy jest płatna) 🙂 albo żeby jej nie oglądali. Już dawno mamy pełną wolność i możemy czytać, oglądać i słuchać to, na co mamy ochotę. Oczywiście, jeśli nie jest to zagrożeniem życia i wolności dla innych..
Tyle mojego w tym temacie. Chyba wystarczy – choć można by w nieskończoność…………….
Jeszcze tylko na zakończenie dodatek, ale w też temacie. 🙂

Dwa dni później wpadł nam w ręce irlandzki film “Belfast”, który wystartował w tym roku z siedmioma nominacjami do wyścigu po Oscary i choć otrzymał tylko jednego – za oryginalny scenariusz to i tak film otrzymał wiele innych prestiżowych nagród. Ale nie nagrody są tu istotne.
Nawet nie o porównanie tego filmu do “Królowej” bo i tu nie ma wiele wspólnego. Czas inny, miejsce inne, temat inny a problem jakże podobny.

Konflikt na tle religijnym. Małe miejsce na Ziemi, gdzie dwie grupy ludzkie wyznające pozornie tak bliskie religie, nie mogą się porozumieć. Brak tolerancji doprowadza do nienawiści, a ostatnia scena przeszywa serce widza ogromnym smutkiem. Obserwujemy scenę wyjazdu ojca z rodziną z rodzinnego Belfast, by znaleźć miejsce, gdzie będzie można żyć bez nienawiści. Autobus odjeżdża z rodziną a matka, która pozostaje sama, już z daleka widząc odjeżdżający autobus szepcze: „jedź Synu, nie oglądaj się. Jedź..” Mimo, że wie, iż to pewnie ich pożegnanie. Ale też wie nauczona życiowym doświadczeniem, że tam gdzie nie ma tolerancji, nie ma miejsca na miłość, poszanowanie i szczęśliwe życie.
Nie jest moją intencją ocenianie tego filmu, bo pewnie wyszłaby mi kolejna pogadanka. Chcę tylko dodać, że każdego dnia gdziekolwiek się znajdujemy, możemy natrafić na brak zrozumienia drugiego człowieka, na nietolerancję, na niechęć do poglądów, innych niż nasze.
I każdego dnia możemy także starać się rozumieć innych, widzieć inną stronę ludzkich potrzeb, innego widzenia świata. Możemy pomyśleć, że lepiej i łatwiej jest żyć, gdy się łączymy a nie różnimy.
Wiem, wiem!! tak samo dobrze jak każdy z was, że nie jest to łatwe..
Ale można. Najpierw w małych sprawach, potem w większych, ważniejszych – a potem już naprawdę droga do tolerancji i wzajemnego poszanowania staje się łatwiejsza.
