Blaski i ciemne zaułki emerytury

06/09/2022

Emerytura jest naturalną częścią życia każdego człowieka. Przynajmniej powinna być! Jest przecież czymś takim samym jak dzieciństwo, młodość czy dojrzałość. Jest kolejnym etapem ludzkiego istnienia na Ziemi.  Ktoś kiedyś wpadł na pomysł i tak właśnie podzielił i nazwał kolejne części naszej egzystencji. Możemy się z tym nie zgadzać, możemy sobie indywidualnie czasowo je przesuwać – we własnej głowie, w kalendarzu, ale tak naprawdę takie podziały istnieją i wraz z przemijaniem młodość zamieni się na wiek dojrzały, a końcowe lata życia jedni nazwą starością a inni – emeryturą..  Hmm, można jeszcze żartobliwie zdziecinnieniem, ale to już na pewno nie to samo co dzieciństwo. 🙂 

Dziecko dorastające czeka z utęsknieniem, kiedy wreszcie będzie uznane za młodzieńca albo dorastającą panienkę, nastolatek nie może doczekać się dorosłości i nowych praw z tym związanych. Nie myśli za bardzo, że dorosłość to też odpowiedzialność i cała “góra” obowiązków. Ale przecież bycie dorosłym, to wreszcie wolność wyborów, własne życie, otwarty świat i wielkie plany na przyszłość. 

Wszystko to prawda. Każdy kto przeżył tyle lat co ja, wie o tym doskonale.  

Zwykłe fakty, bez żadnych specjalnych odkryć ani filozofii. 

 STOP – czerwone światełko, tu zatrzymują się moje myśli i zaczyna się “rozkminianie” (wyraz, który ostatnio ciągle słyszałam albo widziałam w książkach i bardzo! mi się spodobał 🙂 ) tematu. Czas emerytalny to bardzo umowne określenie. Są ludzie, którzy zaczynają ten etap w życiu bardzo wcześnie, bardzo dziwnie, bo na pewno nic ta ich emerytura nie ma wspólnego z oficjalnymi przepisami, pensją wypłacaną zgodnie z wiekiem i wypracowaną ilością pieniędzy itd. Po prostu – przestają pracować zawodowo, układają sobie czas w inny sposób i niezależnie od swojego wieku nazywają swoje życie “emeryturą”.  Potrafią być z tym szczęśliwi.  Umieją znaleźć własny wariant życia i czuć się zupełnie z tym dobrze. Można ich nie rozumieć, można ich nie akceptować, można zastanawiać się dlaczego ktoś “skraca“ sobie swój wiek dojrzały, najbardziej wydajny zawodowo i intelektualnie i pasuje mu emerytura. Można zadawać sobie różne pytania i dziwić się, ale jedno jest pewne: jesteśmy różni i tacy ludzie też są wśród nas.  Zawsze i wciąż powtarzam –  mogę tego nie rozumieć, ale muszę i jestem tolerancyjna, bo to jedyna droga do akceptacji inności. 

Smiles For Kids czyli mój Boss i rodzina żegnali moje oficjalne życie zawodowe w LAS VEGAS !

Dla większości z nas emerytura nadchodzi jednak z wiekiem, zbiega się z zakończeniem kariery zawodowej, z momentem zmęczenia pracą zawodową, z naturalnym poczuciem, że czas zmienić swój sposób na życie.  Każdy z nas “przygotowuje się” na ten moment inaczej. I nie myślę tu o przygotowaniach finansowych, choć i one są bardzo ważne, szczególnie w tym kraju. Są osoby, które do części finansowej emerytury przywiązują ogromna wagę i już od pierwszego dnia pracy o tym myślą, planują, inwestują. I mają tę finansową emeryturę na “stare” lata zapewnioną.  Dla mnie to “działka” niezbyt znana, za późno rozpoznana, niemożliwa do zrealizowania.. Cóż, jest jak jest. Niezależnie od tego jak wyszły finanse, lata płynęły i mój czas emerytury pewnego dnia nadszedł. W mojej głowie kliknęło. Nie pamiętam czy zabrało mi to tygodnie czy miesiące, gdy w mojej głowie dojrzewała potrzeba  zmian. Dla mnie nie była to trudna decyzja. Przyszła we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Bez żalu, że odejdę z pracy, choć od początku planowałam, że jeśli to będzie możliwe będę starała się coś robić w mojej (już wtedy “byłej” pracy). Nie wiedziałam czy się uda, czy mojej córce (Boss-owi) będzie to pasowało, nie wiedziałam nawet czy mnie będzie to odpowiadało. Chciałam spróbować, chciałam także mieć szansę zarabiania jakiś pieniążków, póki to możliwe.  Nie miałam żadnych konkretnych planów czasowych, jak długo to może potrwać, czy taki układ będzie nam obu pasować, czy wytrzymam, czy będę jeszcze czuła się dobrze stojąc tylko jedną nogą w pracy… Plan, który sobie wymyśliłam, a który moja córka zaakceptowała, choć przyznaję, niechętnie – nie miał pewności powodzenia, nie miał wyznaczonych ram czasowych. Póki co – działa. Mimo, że czasem myślę już o tym, że  robię to “na siłę” i jestem już tam coraz bardziej obca.. 

Za to widziałam oczami wyobraźni co chcę robić z resztą mojego “emeryckiego” czasu. Nie miałam najmniejszej obawy, że mogę się nudzić, że ogarnie mnie pustka, samotność, że poczuję się niepotrzebna, stara, że ogarnie mnie zmęczenie, odrzucenie, nicość. Przez wiele dni czy tygodni jak kwitnące kwiaty czy dojrzewające owoce – wszystko poukładało się logicznie w mojej głowie. W pełnej harmonii i spokoju byłam pewna, że tego chcę, że jestem gotowa na zmiany.  

Moje przyjaciółki stanęły na wysokości zadania – to było wspaniałe wejście na drogę emerytalnego etapu życia !

Robiłam w życiu bardzo wiele różnych rzeczy. Nigdy, nawet wtedy gdy nie były to moje wymarzone zadania życiowe, nie obijałam się, nie wykręcałam się od swoich obowiązków. Kariery zawodowej nie zrobiłam, pieniędzy wielkich nie zarobiłam. Nie spełniły się moje marzenia zawodowe, ale i tak w życiu bywa.  Ot, przeciętna nauczycielka, przeciętna osoba wykonująca przypadkowe prace, które przyszło gdzieś na drodze życiowej robić, przeciętna żona prowadząca dom, wychowująca dzieci, pracująca społecznie itd. Nie żałuję, wszystko miało swój sens… 

Ale choć dziś te różne zajęcia nie wyglądają na wielkie wyczyny, to jednak niejednokrotnie były męczące, wyczerpujące  do granic wytrzymałości. Nie, nie jestem wyjątkiem!  Każdy tak ma. W różny sposób, ale każdy zna to z własnego doświadczenia. 

Pewnego dnia “zmęczenie materiału” jest tak duże, że właściwy “klawisz” powinien kliknąć – dzwoneczek zadzwonić: czas na zmiany. Na dobre zmiany. Na takie, które JA sama sobie zaprogramuję, zaplanuję, w które ja zainwestuję. Już nie będę uzależniona od szukania pracy, od szefów, od dojazdów do pracy, od wczesnych wstawań czy powrotów po zatłoczonych autostradach. 

Jaśmin, choć zakwita na krótko pachnie wspaniale. I zachwyca teraz z podwójną siłą 🙂

Teraz mam czas na powolne wstawanie, jeśli lubiłabym o świcie, to wstawałabym wraz ze wschodem słońca, jeśli wolę poprzeciągać się do południa, to czemu nie.. Wierzcie mi, kawa wypita spokojnie, bez pośpiechu, na patio we własnym ogródku, a nie  w samochodzie w plastikowym kubku, smakuje zupełnie inaczej! 

Chwila spojrzenia w górę i zachwyt jak piękne jest bezchmurne błękitne niebo i jak właśnie dziś zakwitły cudnie nowe kwiaty na krzaku róży czy  jaśminu są bezcenne.  Podobnie świadomość, że kiedyś nie miałam czasu dostrzegać tego, a dziś widzę i cieszę się tym podwójnie! 

Nowe tytuły książek i filmów czekają na mnie na półce

Mam czas na książki dotąd nieprzeczytane (choć zawsze dużo czytałam) na filmy, które odkładałam, bo kiedyś.. (to znaczy teraz) oglądnę. 🙂 

Teraz możemy z moimi przyjaciółkami planować spotkania, pielęgnować nasze urodziny, drobne rocznice, zwykłe plotki, pogaduszki – wszystko, co nas cieszy a nie ogranicza w czasie. Za każdym razem wzajemnie sobie o tym przypominamy i mówimy o tym z wielka radością. Dziś nawet wyjście do miejsca jak np. do wielkiego sklepu ogrodniczego to dla nas celebracja oglądania, dyskutowania, uczenia się, wąchania zapachów, porównywania kolorów, wybierania doniczek – słowem zakupy, o jakich istnieniu nigdy wcześniej nie myślałam i nie wiedziałam. W biegu codziennego życia, pracy zawodowej, wychowywania dzieci, prowadzenia domu nigdy nie pomyślałabym o takich rozgrywkach jak przyjemność oglądania i kupowania kwiatów i roślinek. Taki urok można dopiero odkryć na emeryturze. 

Nasze zawsze fantastyczne radosne i niekończące się spotkania!

No i MÓJ  BLOG! To już bardzo moje zajęcie. O tym pisałam już wcześniej i nie jeden raz. Jak wiadomo, nie był to mój pomysł, zawsze będę wdzięczna mojej przyjaciółce, że mnie do tego nakłoniła, zmobilizowała i nauczyła, bo dzięki temu  to jest moja najlepsza emerycka (a może emerytalna?) zabawka. Lubię ją, sprawia mi wiele radości i choć wiem, że to ani literatura, ani książka, ani nic poważnego, jak większość spraw i rzeczy w moim życiu. Ale wypełnia mi to czas, jest moje, więc  jest inne od tego, co mają i robią inni. Bawi mnie, organizuje moje myśli w głowie, każe pomyśleć, że czas zastanowić się co będzie następnym tematem wpisu, uczy jak szukać nowych zdjęć, jak sobie radzić z zawiłościami komputerowymi.. A więc coś w mózgu musi pracować, na lenistwo nie ma czasu, a to nie jest takie złe, jeśli każdego dnia lat nam przybywa. 🙂 

Przy okazji – zawsze coś nieprzewidzianego wpadnie do oka, do głowy – coś co zainteresuje, co sugeruje nowy pomysł, może wyjazdowo-wakacyjny, może spotkanie, może wiersz, może wspomnienie.. 

Pięknie wygląda obraz mojej emerytury. Takiej emerytury! Nie trzeba nawet mieć wielkich pieniędzy, żyje się miło, spokojnie, rodzinnie z dziećmi i wnukami. Od czasu do czasu wakacyjne podróże, spotkania z przyjaciółmi, odwiedziny znajomych miejsc albo zupełnie nowych  jeszcze nieznanych, które wciąż czekają na mojej liście marzeń. Jeśli się chce, jeśli ma się w sobie potrzebę aktywności, każdy nowy tydzień przyniesie nowe zdarzenie. Zawsze można znaleźć coś ciekawego!  Życie płynie. Nic nie stoi w miejscu. Trzeba chcieć być i bywać. Istnieć i wykonywać ruchy, nie zastygać w stagnacji, nie zamykać się w czterech ścianach, nie stworzyć wokół siebie izolacji od ludzi i tętniącego życia… Nie szukać powodów do zamknięcia się we własnej  skorupie.

…Że czasem ciężko??  Że ogarnia nas zmęczenie, niechęć, obojętność, depresja, smutek…? Tak, wiem!! Też znam te uczucia.  Nie uwierzę, że takie myśli, takie fatalne dni nie dopadają każdego z nas, nawet “emeryta – największego optymistę!”  Niestety, emerytura to czas nieuchronnie nadchodzącej starości a wraz z nią kłopotów zdrowotnych. Wcześniej czy później dopadają nas różnego rodzaju bóle w kościach, krzyżu, brak regularnego oddechu, trudności w chodzeniu (już nie powiem w bieganiu) 🙂 kłopoty ze snem i już nie będę tu wymieniać tysięcy innych o wiele groźniejszych problemów. Wiem – chorują też młodsi i młodzi, ale nie o tym dziś myślę. Myślę o strachu, jaki ogarnia nas, gdy przychodzi choroba. W świadomości starszego człowieka (emeryta) słowo “choroba” urasta do zupełnie innego wymiaru niż znaczyło kiedyś. Ja akurat jestem osobą bardzo daleką od histerii i to  zapewne ów strach powoduje, że raczej wypieram i odsuwam od siebie fakt choroby, uciekam od przesadnych i zapobiegawczych działań, nie unikam kontaktów “na wszelki wypadek, bo może zachoruję”, nie biorę leków, bo “może pomogą na zaś” itd. Na pewno nie należę do grupy hipochondryków, co jest dość częstym objawem wśród ludzi starszych. Tak było w okresie pandemii, kiedy “moja głowa” mimo strachu buntowała się i nie potrafiłam psychicznie ulec tak wielkiej psychozie społecznego przerażenia. Nie wiem czy to dobrze czy nie. Na pewno jak każdy człowiek, boję się groźnej czy śmiertelnej choroby, może po prostu moja reakcja na ten problem jest inna niż większości znanych mi ludzi. 

Cóż, każdy na swój sposób broni się przed “czarnym tunelem” choroby. Boimy się bólu, boimy się powikłań, nasza wyobraźnia działa w kierunku komplikacji choroby, a nie w kierunku zdrowienia. Co tu ukrywać, taka jest natura większości starych ludzi.. Emeryci lubią chodzić do lekarzy, dla niektórych staje się to niemal rozrywką dnia codziennego. 🙂 Nasze rozmowy towarzyskie często kręca się wokół tematu co komu dolega, jakie są najbliższe medyczne plany i ile lekarstw właśnie zażywamy.  

Oczywiście, są i tacy, którzy mimo wieku, zmęczenia i wszystkich znaków na niebie i na ziemi są uparci i nie uważają siebie za “emerytów”. Pracują, chorują, nie mają czasu spojrzeć na siebie w lustro, spojrzeć na świat wokół. Nie umieją znaleźć w sobie rozwiązania, pogody ducha, która zapewni im komfort  znalezienia się we właściwym miejscu i czasie. Na to nie ma lekarstwa. Na to nie ma porady. Na to nie ma lekarza. 

Jest tylko własny rozum, a w nim “kolorowe życiowe guziki”. 

I Człowiecza potrzeba kliknięcia we właściwy guzik. 

Tak, by NIE znaleźć się w tym czarnym tunelu – na zawsze. By nie było za późno…


BACK

Dodaj komentarz