Każdy ma w życiu “Apetyt na czereśnie”! czyli kolejna przypominajka teatralna

02/01/2021

Początek kwietnia 2005 roku był smutnym czasem dla Polaków. Drugiego kwietnia zmarł Papież Jan Paweł II, nasz rodak Karol Wojtyła. Choć wszyscy wiedzieliśmy, że jest bardzo chory, jego śmierć była dla nas wszystkich ciosem i pogrążyła Polaków na całym świecie  we wspólnym smutku.

Tytułowa strona programu „Apetyt na czereśnie” autorstwa Halinki D.

Przedstawienie Teatru Ogniska Polskiego, nad którym pracowaliśmy przez długie miesiące od dawna zapowiadane było na 9 kwietnia. Wszystko przygotowane niemal na “ostatni guzik”. Śmierć i uroczystości pogrzebowe, które odbyły się 8 kwietnia, atmosfera żałoby nie sprzyjały wystawieniu przedstawienia.

Co robić? Wiele osób stanowczo doradzało nam przesunięcie terminu premiery. Ale w naszych warunkach nie było to łatwe… Wynajęcie sali w St. Thomas University, jednorazowe pożyczenie wielu rekwizytów, przewiezienie ich, zorganizowanie tysiąca drobiazgów… Każdy element organizacyjny wymagał połączeń, powiązań, o jakich zwykły widz nie ma najmniejszego pojęcia, a pieniędzy przecież nie mieliśmy zbyt dużo i każda zmiana to dodatkowe koszty. Wszystko to nie ułatwiało decyzji odroczenia spektaklu.

CD z nagraniem 15-minutowego dodatku specjalnego „Jana Pawła II Żałobny Rapsod”

I wtedy – wpadłam na pomysł, że zrobimy coś, czym my Polacy w Houston dołożymy „cegiełkę” i uhonorujemy pamięć naszego Papieża. W ciągu kilku dni nasz fenomenalny zespół zebrał się i zmontowaliśmy krótki 15-minutowy program opracowany na podstawie tekstów Jana Pawła z dodatkiem muzyki i pieśni, w atmosferze blasku świec, nastroju przemyśleń, wspomnień i jednoczenia się z rodakami w tym ważnym momencie.  Nasz “Jana Pawła II pamięci Żałobny Rapsod” był pięknym lirycznym i wzruszającym dodatkiem na początku naszego przedstawienia. Dzięki temu zamiast przenosić spektakl na inny termin, zadedykowaliśmy go Papieżowi od naszej polskiej młodzieży i dołączyliśmy się teatralnym wspomnieniem do narodowej żałoby. Pamiętamy przecież, że Karol Wojtyła był także w swoim bogatym życiu poetą, aktorem teatru w Wadowicach.

Jestem dumna, że w ciągu czterech dni zrobiliśmy ten program, zamontowaliśmy teksty, muzykę, zmobilizowaliśmy się do dodatkowej pracy.

Wszyscy byliśmy w wyjątkowym nastroju, wszyscy czuliśmy mocno i głęboko to samo.  Choć nagranie tego dodatku nie jest najlepsze, wręcz powiedziałabym kiepskie, bo scena przez cały czas pozostawała tylko w oświetleniu świec, to jednak dźwięk muzyki i atmosfera oddaje nastrój tych ważnych dla nas wszystkich, 15 minut.

A później – kolejny raz zespół Teatru Ogniska Polskiego wrócił do repertuaru inspirowanego twórczością mojej ulubionej Agnieszki Osieckiej. Zaprezentowaliśmy adaptację sztuki  pt. “Apetyt na czereśnie” która oryginalnie po raz pierwszy pojawiła się na scenie warszawskiego Teatru Ateneum 13 czerwca 1968 r. Ja oglądnęłam tę sztukę w Sopocie, na małej scenie Teatru Wybrzeże w 1969 roku i od razu zakochałam się w niej  podobnie jak w “Jabłoniach” Osieckiej.

Czereśniowa” obsada

Bohaterami sztuki są On i Ona – „mężczyzna z przeszłością” i „kobieta po przejściach”, którzy spotykają się w przedziale pociągu jadącego na trasie  z Warszawy do Szczytna. Szybko okazuje się, że oboje właśnie rozwiedli się i w trakcie swej podróży odsłaniają widzom swoje trochę nieudane, trochę nudne życia małżeńskie.  Jest w nich rozczarowanie, smutek, gorycz, ale także wzloty i dobre wspomnienia, które jednak nie rozpaliły dawnych uczuć dwojga bliskich osób.

Nasi sponsorzy – dzięki ich pomocy wiele spraw organizacyjnych było łatwiejszych

Mając tak duży i  energiczny zespół młodych ludzi, a także grupę nieco starszych aktorów, którzy kilka lat dołączyli do nas, postanowiłyśmy razem z moją nieocenioną asystentką Beatką urozmaicić wszystkie wspomnienia i opowieści z małżeńskich minionych lat scenkami, które rozgrywają się jakby “obok” pędzącego pociągu – na peronie. “Wyświetlał się” więc film życia małżeńskiego, przeszłych wydarzeń, które doprowadziły do nieszczęsnego rozwodu. Bowiem w końcowej scenie spektaklu dowiadujemy się, że właśnie tych dwoje podróżujących wspólnie w jednym przedziale, to nie przypadek. To małżeństwo, powracające świeżo po rozwodzie i podejmujące swoistą “grę”. W taki właśnie sposób analizują dlaczego do tego rozwodu doszło.

Głowni bohaterowie-Natalia K i Mariusz Z.

Każda żywa scenka, to gra innych aktorów, którzy wcielają się w rolę Zosi i Marka, bo tak mają na imię nasi bohaterowie. A tak naprawdę zagrali te główne role Natalia K. i Mariusz Z.

O Natalii pisałam już wiele we wcześniejszych teatralnych wspomnieniach  i publiczność miała okazję ją poznać na scenie w kilku poprzednich rolach. Mariusz to nasze odkrycie.  Debiut czereśniowy! I od razu w głównej roli!  Nie pamiętam jak to się stało, że do nas przyszedł. Po prostu – zjawił się, uśmiechnął, oczarował (zwłaszcza dziewczyny ale nie tylko) 🙂 i został  z nami na długo. Był tak “zwyczajny” – bez problemu dostosowywał się do każdego terminu próby, każdej godziny, nie obrażał się na czasem ostre uwagi, ćwiczył miliony razy to samo, a muszę powiedzieć, że nie szło mu łatwo. Był zawsze na czas, “za pazuchą” jak trzeba było podnieść nastrój, znajdował butelkę winka, mógł czekać do późnej nocy aż Wacek wróci z zajęć wieczornych na Rice University, by z nim przećwiczyć ich wspólne scenki. Był zawsze niezawodny, niezniszczalny i dotrwał z nami do końca naszej działalności. Wtedy jednak w “Czereśniach” zagrał na scenie po raz pierwszy i wcielił się w męża Natalii K. czyli scenicznej Zosi i był to dla niego wielki wyczyn. Z wielkim rozrzewnieniem i łezką w oku jeszcze dziś biję brawo specjalnie dla Mariusza!

Choć w tej sztuce nie tylko on był debiutantem – na scenie po raz pierwszy pojawili się także Michelle G. Filip Sz. (młodszy brat Marcina) i Marek M.

Pierwotnie Osiecka zakładała, że dwie osoby na scenie pokażą widzowi nieprawdopodobne mistrzostwo gry aktorskiej i zmienią swą osobowość kilkanaście razy wcielając się a to w “kurę domową”,  a to kobietą wyzwoloną na wczasach i poszukującą niewinnego flirtu z młodym przystojnym mężczyzną, a to w kobietę marzącą o życiu w wielkim lepszym świecie.. Podobnie mężczyzna rozczarowany swym małżeństwem i nieudaną karierą przemienia swą osobowość i staje się wielokrotnie kimś zupełnie innym. My, w pewnym sensie ułatwiliśmy to naszym bohaterom, tworząc ich “sobowtóry”, dzięki temu powstało przedstawienie dynamiczne, w którym grał 22-osobowy zespół. Uzyskaliśmy zmienny, efektowny i kolorowy przegląd życia małżonków. Jeśli dodam,  że trzymając się konwencji Osieckiej włączyliśmy oczywiście jej piosenki tak dobrze komponujące się z poszczególnymi scenkami – wyszło całkiem niezłe przedstawienie. Pełne zmiennych emocji, lirycznych nastrojów, ale i śmiechu, zabawy, co wyraźnie słychać w spontanicznych reakcjach naszych widzów.

Scena znana nam dobrze z kilku poprzednich spektakli, tym razem w centrum ściany zajmuje wielka stara parowa lokomotywa – kolejne dzieło Donka M. (męża Beatki). Rozpędzona lokomotywa sprytnie połączona była z torami „wpadającymi” już na peron z dużym staroświeckim zegarem, które znajdowały się na scenie i dzieliły ją na dwie części.

Jeśli dodamy do tego często dźwięki parowej lokomotywy, zapowiedzi na stacji kolejowej, szum pary niemal jak w Tuwimowskim wierszu „Lokomotywa”, gwizdy i okrzyki znane nam z dawnych lat, mamy pełny obraz i atmosferę zwykłej stacji kolejowej lat 60-tych czy 70-tych w Polsce. Całość dekoracji to wspólne dzieło Donka M. oraz ojca i syna –  Marka M. i Adasia M. Po lewej stronie sceny ustawiliśmy pożyczone i przywiezione dwie  ławki pokryte czerwonym skajem do złudzenia przypominające siedzenia w pociągach pierwszej klasy  lat 70-tych. Pamiętam, że Beatka pracowała wtedy w Nalco i wyczaiła je gdzieś w magazynie i tylko sobie znanym sposobem pożyczyła je dla nas na ten wieczór. To była wielka frajda!  Dodatkowo znalazła drewnianą ławkę na peron. Po prawej stronie mieliśmy dekorację zmieniającą się w zależności rozgrywającej się scenki “życiowej” głównych bohaterów.

Jak zawsze – wszystko było proste, sensowne, przemyślane przez Beatkę do ostatniego szczegółu. Łatwo i szybko wymienialne, uproszczone ale wymowne. W takich sprawach byłyśmy zgodne i ufałam jej tak jak ona ufała mi w sprawach reżyserskich i tekstowych. Byłyśmy super zgodnym “teatralnym małżeństwem” i .. w naszym przypadku o rozwodzie nie było mowy! 🙂

Jak zawsze, gdy po tylu latach wracam do oglądania starych DVD  (tak, to już 17 lat minęło!)  mam niepohamowaną ochotę przypomnieć wam całą sztukę, ale wiem, że to niemożliwe. Jakość materiału, którym dysponuję jest bardzo słaba, niektóre fragmenty nie są pełne. Muszę wybrać, muszę pomóc tym, którzy dziś zechcą sobie tamten dzień przypomnieć i tym którzy po raz pierwszy popatrzą na te migawki. Muszę pokazać małe skrawki gry aktorskiej wszystkich 22 aktorów, piosenek, atmosferę tego wieczoru tak, by was zachwyciły jak kiedyś nas – widzów i twórców przedstawienia.  A więc… przeżyjmy to jeszcze raz!

W nastrój zbliżającej się podróży wprowadza nas liryczny wiersz Ewy M. i piosenka Beatki M.

A za chwilę dowiadujemy się jak Marek wyszedł z domu i odszedł od żony.

W tej krótkiej  scence w postać Marka wcielił się Andrzej W. ukazując jak odejście od żony (tu: Ewa M.) wydaje się łatwe i pełne nadziei na nowe lepsze życie.. 

Trubadur i Księżniczka

A jak się poznali? Banalnie – studia, karnawałowa zabawa kostiumowa, on trubadur, ona – księżniczka. Czyż może być coś bardziej sprzyjającego, by rozwinął się młodzieńczy romans?  Powoli rozpoczyna się fascynująca rozmowa wagonowa… W roli trubadura i księżniczki wcielili się Jędrek W. i Monika W.  

Jak w każdej romantycznej historii zakochanych, młodzi pobrali się z wielką nadzieją na długie i szczęśliwe życie. Ona „była taka ładna” jak wspomina z rozmarzeniem nasz bohater, (wiersz liryczny zaprezentowany przez Kasię L. która wpadła do nas na gościnny występ pomiędzy zajęciami na specjalizacji z dentystyki dziecięcej a karmieniem własnego kilkumiesięcznego synka) 🙂

Aż pewnego razu wakacyjna swoboda wbiła drzazgę zazdrości w serce męża. Letnią i bardzo wesołą wakacyjną scenkę odegrali Ewa K. i kolejny debiutant w naszym teatrze Filip Sz.

I co facet robi kiedy zaczyna być zazdrosny? Najczęściej idzie do baru. Nawet jeśli to jest małe miasteczko to jakiś bar zawsze się znajdzie. A jeśli bar, to i inna kobieta i kieliszek wódki. Opowieść o kłopotach sercowych płynie na scenie dalej. Tym razem mężczyzna poszukuje lepszego kobiecego towarzystwa na ziemi. Czy mu się to udaje?  Niezupełnie. Wersja komediowa jego nieudolnych prób poprawienia sobie nastroju rozbawiła widzów znakomicie. W scence barowej: Ewa T. i Wacek M.

Coraz trudniej naszym bohaterom porozumieć się, coraz trudniej opowiedzieć im swoje wzajemne uczucia. Ale gra toczy się dalej. Zadają sobie pytania i szukają szczerych odpowiedzi. Bo przecież nawet gdy drogi dwojga ludzi rozchodzą się, to z obu stron nie brakuje prób naprawiania małżeństwa. Świat męsko-damski Osieckiej jest jednak skomplikowany i wyraźnie potwierdza słynne porzekadło, że “mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus” i trudno się im porozumieć.

Na szczęście tego wieczoru w naszym teatrze problem małżeński miał “lekki, łatwy i przyjemny” wymiar.  Tym razem Marek opowiada o tym jak znalazł swoją żonę w leśniczówce i próbował ją nakłonić, by wyjechała z nim do… Nidy Rucińskiej! Zośka, która marzy o wielkim mieście, o życiu pełnym gwaru, świateł miejskich, ludzi wokół, kawiarni – ma wyjechać z mężem do małego miasteczka, gdzie Marek dostał nową pracę…Marzenia o różowym kapeluszu przebijają początkowy entuzjazm i radość z powrotu Marka..  Ale nie uprzedzajmy faktów. Piosenka, w wykonaniu rodzeństwa Kasi K. i Jasia K. “Jedyne co mamy”, która kończy tę scenkę dopełnia obrazu dwóch różnych światów małżonków.   

Przypomnijmy  fragmenty  scenek w leśniczówce zagranych znakomicie przez Emilkę S. i Jacka M.

s

Marek zamienia się rolami z Zosią. Teraz on zadaje pytania licząc na uczciwe i szczere odpowiedzi kobiety, która pojechała z kolejnym nowo poznanym mężczyzną do… Mławy. Cóż, marzenia o wielkim mieście, różowym kapeluszu, a nawet dwóch niebieskich, o miejskim życiu pełnym niespodzianek, niestety – kolejny raz nie spełniły. Zamiast tego – zwykła codzienność. Banalne rozmowy dwojga ludzi przy wspólnym stole, ale tak naprawdę nie mające ze sobą nic wspólnego. Brak porozumienia, rodzinnego ciepła, brak marzeń, brak sensu. Tylko wspólne posiłki, które tak naprawdę też nie są wspólne.. 

Absurd małżeńskiej codzienności świetnie oddany w scence  odegranej przez Edytę W. i Marka M. – po raz pierwszy na naszej scenie w roli aktora.    

Każdy z opowiadających swoje małżeńskie wspomnienia nie jest szczęśliwy. Każda z postaci miała swe trudne chwile i coraz częściej rozumiała, że życie to nie bajka, to nie łatwa realizacja dawnych marzeń. “Mój intymny świat” – liryczno-muzyczna wypowiedź,  którą w imieniu naszej głównej bohaterki, pięknie i bardzo kobieco opowiedziała Monika W. oddaje  marzenia i nastroje każdej kobiety.  

Znów zdarzył się dzień, kiedy na drodze pojawiła się szansa na szczęście. Prawdziwy mężczyzna w jaguarze! Uppss. – przepraszam to był opel! Ale historia pierwszego spotkania niezależnie od marki samochodu jest równie fascynująca! W scence na szosie z szalonym kierowcą oglądaliśmy Monikę W. i Wacka M.

 Niestety, życie znów pokazało swoje pazurki i zwykła codzienność okazała się monotonią i fiaskiem kobiecych marzeń. Końcowa scena, już po zamieszkaniu z Tomaszem ukazuje nam smutną codzienną  rzeczywistość. 

Powoli pociąg zbliża się do stacji docelowej, nasi bohaterowie także kończą swoje wspomnienia. Mieli ich tak dużo wspólnych i znanych im obojgu, że już widzowie wiedzą, iż to historia ich wspólnego małżeństwa.

Jest jesień. Minęło wiele lat. „Panie, panowie! Co stało się, to się nie odstanie..”  Czy nasi bohaterowie wierzą, że to już koniec ich wspólnego życia?  Trudno zgadnąć. Zakończenie sztuki jest otwarte, bo tak naprawdę to nie jest tylko historia Zosi i Marka. To opowieść o tysiącach podobnych par. Niektórym udaje się przejść kryzys i uratować rodzinę, innym nie. Dla mnie najpiękniejszy jest motyw czerwcowej kiści dojrzałych czereśni, tej która otwiera lato. Przynosi nadzieję. Nawet jeśli tak naprawdę jest już jesień. 

Ile razy w życiu mamy apetyt na czereśnie? Ile razy nie tracimy nadziei i zaczynamy od początku?  Taka liryczną i życiową nadzieję przesyła widzom Agnieszka Osiecka. 

Tak ja, reżyser dokonujący adaptacji po wielu latach od powstania tej sztuki,  odczytałam scenę końcową.

 I choć nasi bohaterowie  rozchodzą się w dwie różne strony sceny, to my zdecydowaliśmy się zakończyć spektakl symboliczną piosenką “Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy” w wykonaniu Jasia i Kasi oraz całego 22-osobowego zespołu i z pomocą całej naszej kochanej publiczności. 

Bo tak naprawdę wierzymy wszyscy, że każdy nowy dzień może przynieść coś dobrego, każdego dnia będziemy znów mieć apetyt na czereśnie! 

Ps.  Drogi Czytelniku! (a może powinnam Cię nazwać widzem?!)  Jeśli wytrzymałeś/aś do tego momentu, to naprawdę jesteś odporny/a na niedogodności starej techniki. Wiem wiem! Jakość naszych filmików jest bardzo kiepska, głos (bez mikrofonów, wspomagania, fachowych kamerzystów.. ) obraz chwilami bardzo ciemny, rozbiegany. Możecie myśleć i mówić co chcecie, a ja i tak jestem ogromnie wdzięczna tym co te filmiki zrobili. Nawet nie wiem kto je nagrywał…  Dziś już tego nie pamiętam, ilu bezimiennych pomocników w naszej 20-letniej akcji “TEATR POLSKI” mieliśmy. To także dzięki nim mogę dziś podarować sobie i wam tyle wspomnień z tamtych dni. Wybaczcie więc niedociągnięcia, popatrzcie na obraz i słowa, na muzykę i zaangażowanie całego zespołu sercem – tak jak ja…
Dziękuję!


BACK

Dodaj komentarz