Od Kabaretu przedwojennej Warszawy do żartu Mikołajowego w Houston

7/8/2021

Rok 2002 był w Teatrze Ogniska Polskim bardzo obfity.  Po intensywnych miesiącach wiosennych, gdy w marcu wystawiliśmy sztukę „Polowanie na Lisa” Mrożka i miesiąc później dużą sceniczną „produkcję” – „Świat nie jest taki zły” nasz zespół zmobilizował się i przygotował dla swoich widzów świąteczną niespodziankę jeszcze w grudniu tego samego roku. Nasz apetyt na scenę wyraźnie zaostrzał się z każdym dniem, zespół rósł w siłę i po raz pierwszy dołączyło do nas kilka dorosłych osób. Coraz lepiej dawaliśmy sobie radę z muzyczną oprawą sztuk, Beatka dotarła do nowych źródeł muzycznych, akompaniamentu i aranżacji, Jasiu grał coraz więcej i lepiej, dołączyła do nas nowa siła śpiewająca Ewa T. Byliśmy w świetnej formie. Mieliśmy pomysły, energię, chęci i wyjątkowy entuzjazm aktorskiej pracy. Na grudniowy wieczór potrzebowaliśmy czegoś lekkiego, wspomnieniowego, przyjemnego na zimowy wieczór. I choć w Houston śniegu i zimy w sensie aury nie ma, to nie znaczy, że nie ma atmosfery zimowej a tym bardziej świątecznej. Już od Thanksgiving wszystkim udziela się ciepło Bożonarodzeniowych przygotowań, więc i Teatr wpadł w taki nastrój.

Sięgnęłam wtedy do wspomnień z przedwojennej kabaretowej Warszawy, Teatrzyku Qui Pro Quo i jego mistrza Juliana Tuwima. Materiałów i pomysłów mieliśmy dużo, bo teatr ten działał od 1919r. dość długo i cieszył się w stolicy wielkim powodzeniem. Zresztą w przedwojennych czasach kabaret był bardzo modny, Kraków miał swój Zielony Balonik a Warszawa Qui Pro Quo.

Chciałam by nasze przedstawienie było zbliżone do budowy przedstawień tamtego kabaretu, czyli składało się z luźnych scenek: monologów, skeczy, tekstów satyrycznych nawiązujących do ówczesnych aktualnych historyjek ulicy warszawskiej czy wydarzeń politycznych.  Elementem scalającym te fragmentaryczne sceny stylu życia Warszawy był zawsze niezbędny, obowiązkowy i nieodzowny konferansjer. To on nie tylko łączył różnorodne części przedstawienia, ale także nawiązywał kontakt z publicznością, zmieniał atmosferę wprowadzając nowy nastrój do kolejnej części. Jego rola była niezwykle ważna i przewijała się na pierwszej linii niemal przez całe przedstawienie.

No i oczywiście – jak to w kabarecie! Dużo muzyki i piosenek! Mijają lata i kolejne pokolenia a my wciąż pamiętamy takie nazwiska jak Eugeniusz Bodo, Hanka Ordonówna, Mieczysław Fogg, Mira Zimińska, Zula Pogorzelska czy Adolf Dymsza i ich najpiękniejsze, urzekające do dziś przeboje „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Ta mała piła dziś”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą” czy „Trudno..” 

Strona tytułowa programu „Kabarety Kabarety”

Miałam więc do dyspozycji całą plejadę fantastycznych tekstów głównie Tuwima (ale nie tylko!) i mnóstwo piosenek, z których najchętniej przypomniałabym wszystkie houstońskim widzom!  Ale – jak wiadomo, życie to nieustający wybór, powodów jest dziesiątki, więc zasiadłam do czytania, pisania, opracowywania, myślenia, kombinowania.. a później do nieustających dyskusji z Beatką a jeszcze później z całą grupą aktorów – i tak powstała pierwsza część grudniowego przedstawienia „Kabarety, Kabarety..” zatytułowana „Co nam zostało z tamtych lat”.  Jak się słusznie niektórzy już teraz domyślają, podtytuł nawiązuje do jednej popularnych  piosenek  kabaretu Qui Pro Quo.

Część druga spektaklu miała także konwencję kabaretową, tym razem oparłyśmy się na wzorcu Kabaretu Starszych Panów, najsłynniejszego programu kabaretowego emitowanego w telewizji polskiej w latach 1958-66, którego twórcami byli Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski.

Lista twórców i obsada aktorska spektaklu „Kabarety..”

 ”Starsi panowie, starsi panowie dwaj, już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj” jak śpiewali  w swej szlagierowej piosence, która stała się mottem ich elegancji, pozytywnego myślenia, radości życia dojrzałego i nostalgii za czasami „lepszej młodości” – wszystkiego, czego zwykli ludzie potrzebowali w tamtych siermiężnych czasach. Podobnie jak w wypadku tworzenia części pierwszej tak i tutaj, materiałów było dużo, ale wpadłyśmy na pomysł stworzenia na scenie „żartu świątecznego” i postanowiłam, że napiszę takie Mikołajowe „co-nie-co”.

Część drugą nazwałyśmy „Z wizytą u Nie całkiem Starszych Pań” i stworzyłyśmy na wzór Kabaretu miłych dwóch Panów, małe przytulne mieszkanko,  w którym siedziały sobie dwie miłe nie całkiem Starsze Panie (Edyta W. i Ala W.) i w aurze przedświątecznych przygotowań opowiadały, że ich dwaj przyjaciele pojechali na zasłużone wakacje, gdyż z jakiegoś dziwnego powodu wpadli w kłopoty damsko-męskie. Ilekroć wspominali sobie o Hrabinie Tyłbaczewskiej (Kasia L.) owa hrabina, kobieta wymagająca i natarczywa, zjawiała się w ich życiu i nie dawała im spokoju..

 I tu – zaczynały się dziać cuda, które mogły się tylko zdarzyć w Kabarecie Starszych Panów.. i na scenie Teatru Ogniskowego w Houston. 😊

Kiedy przez wiele ostatnich lat dojrzał we mnie pomysł zapisania wspomnień teatralnych i przypomnienia choćby fragmentów scenek, byłam świadoma, że dyski, które mam nie są dobrej jakości. Najstarsze sztuki były nagrywane jeszcze na taśmach, dużo później metodą „domową” zostały przegrane na DVD. Niektóre przedstawienia były nagrywane przez rodziców dzieci – aktorów, na kamerach jakie po prostu wtedy były dostępne. Czasem wysiadała bateria, czasem ktoś z widzów potrącił kabel, czasem nagrywający zagapił się i nagrał sufit zamiast aktorów w akcji..  Brakowało światła na scenie, nagrania wychodziły ciemne, głos był ledwo słyszalny.

Starałam się kolekcjonować wszystko. Zdjęcia, nagrania.  Ale gdy po ponad 20 latach wróciłam do tego materiałów teatralnych, teraz dopiero widzę jakie ogromne mam luki, jak bardzo brakuje mi dziesiątek elementów, które ja pamiętam, a nie mogę ich już odnaleźć albo nie mogę ich wam pokazać, bo zwyczajnie jakość jest tak katastrofalna, że nie da się tego odtworzyć, wykorzystać. I tak dokonujemy cudów (tu głęboki ukłon i tysiące buziaków dla Ani W za pomoc cierpliwość i próby wydobycia na światło dzienne tego, co jeszcze da się ocalić!)  To moje przydługie wyjaśnienie sprowadza się do tego, ze właśnie w tym przedstawieniu wiele scenek jest urwanych, a końcowa – mikołajowa jest bardzo fragmentaryczna. I choć udostępnię wam ją, nie ma w niej nagranego momentu końcowego istotnego dla humoru i kabaretowej puenty (jak np. podarowanie przez Mikołaja Gosposi (w tej roli: Ewa K)

Wróćmy teraz do wspomnień sprzed lat, do prób i przygotowań grudniowej sztuki. Do dni, kiedy czytaliśmy poezję Tuwima, jego monologi, żarty, opowiastki. Po raz pierwszy do naszego zespołu dołączyli dorośli chętni zagrać w polskim teatrze: Rysiek S. Wacek M. Andrzej W. i Ewa T. z pięknym z głosem, a także Beatka M. która wreszcie zgodziła się też zaśpiewać. Obie wspomogły w ten sposób grupę śpiewającą.

Próby nabrały nieco innego charakteru, żartom nie było końca zwłaszcza, że tak jakoś się złożyło, iż w teatralnym kręgu znalazła się  cala rodzina MUCH (Tata, córka, syn) co mamie – reżyser nie ułatwiało życia😊. Córka, Ewa M. grała obok mamy, ojciec grał z synem, młodzi śpiewali ze starszymi.  Efekty tego połączenia dorosło – młodzieńczego i zupełnie młodego wyszły doskonale. Teatr stał się „wielopokoleniowym”, co jeszcze bardziej przyciągało do nas widzów – kolegów, przyjaciół, rodziców aktorów równocześnie. Na próbach jedni uczyli się od drugich i bawiliśmy się wszyscy razem doskonale.

Królową części pierwszej była nieoceniona Edyta W. grająca rolę konferansjera i łącznika wszystkich małych scenek, monologów, piosenek.  Słowo wiążące w większości napisałam sama, ale dodałam pewne cytaty, fragmenty oryginalnych wypowiedzi Tuwima i Hemara, by Edytka stała się prawdziwym wiarogodnym kabaretowym konferansjerem przedwojennego kabaretu. Była na scenie przez cały czas, wpisywała się w każda sytuację, w każdy moment.

Fragmenty dekoracji w procesie przygotowywania jej przez Krysię P- rozłożone jeszcze na podłodze. Już wtedy wyglądały okazale!

Także w przepiękne tło dekoracyjne na ścianie autorstwa Krysi P. która przebywając gościnnie w Houston u swojej rodziny dołączyła do naszego zespołu i pomogła nam tworząc dla nas proste, ale bardzo klimatyczne i piękne dekoracje. To dzięki niej mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w środku nastrojowego wnętrza kabaretowego, siedzimy w przy stolikach obok dam w długich wieczorowych sukniach z szalami boa, w towarzystwie eleganckich  panów we frakach, melonikach i białych szalikach.  Żywym przedłużeniem tej dekoracji byli aktorzy na scenie uczestniczący w kabaretowym przedstawieniu. A równocześnie każdy z nich miał swoje „5 minut” gdy stawał się elementem – ogniwem całości spektaklu.

Wszystko to – satyryczne opowiastki (Przygoda z kelnerką – Jacek M. ) liryczne ciepłe monologi (Kwiaciarka, Mam chłopczyka na Kopernika – Marlena O.)

czy rewelacyjny tekst (Zwariowany Alfabet) odegrany ruchowo „pantomimicznie” przez świetną czwórkę młodych aktorów – Ewę M. Agnieszkę S. Kasię K. i Jędrka W. stanowiły indywidualne przeboje tego wieczoru.

Rewelacyjny układ pantomimiczny czwórki Młodych aktorów w „Zwariowanym Alfabecie” (od lewej – Agnieszka S, Jędrek W, Kasia K i Ewa M)

Z całą przyjemnością dodaję, że pomysł i układ tej scenki wyszedł od Młodych i ja niewiele miałam tu do roboty. Robiliśmy małe poprawki, wygładzanie wymowy, a ruchy, kombinacje i podział na małe cząstki ich wypowiedzi było wyłącznie ich pomysłem! Byłam naprawdę z nich dumna!!

Oczywiście, dużą częścią kabaretu były scenki większe, historyjki, które zawsze są nieodzowną osią programów kabaretowych. Mieliśmy cztery takie części i każda z nich stanowiła osobną i zupełnie inną całość. Każda też śmieszyła widzów i bawiła do łez. Tu także zadziałało doskonale połączenie wspólnej gry młodszych i starszych aktorów, dzięki czemu scenki były wiarygodniejsze i śmieszniejsze.

 Pierwsza pt. „Numerek”, zagrana przez Natalię M. i Andrzeja W. opowiadała o szatniarce, kobiecie w średnim wieku, pedantycznej, ostrej i upartej i Mężczyźnie, który wychodzi z teatru rozbawiony, rozmarzony, bardzo rozgadany  i usiłuje odebrać swoje drogie eleganckie futrzane palto.. Niestety, numerek, który podaje szatniarce nie zgadza się z numerkiem wiszącego płaszcza.. Co z tego wynikło.. – możecie posłuchać sami😊

Scenka druga to – jak zapowiada konferansjer wprowadzając nas w atmosferę warszawskiej finansjery słowami „Interesy, interesy! Kupić- sprzedać…! Elegancja – Francja! Dyskrecja -Grecja!” – czyli zaprasza do hotelu Bristol, gdzie Pan Apelsinenszmac i Barometerszpic (Jacek M. i Wacek M. – w rzeczywistości ojciec i syn) – przystępują do „poważnych” interesów, jakich w tamtym czasie i w  środowisku bogatych warszawskich Żydów załatwiano każdego dnia niezliczoną ilość.

Bardzo staraliśmy się utrzymać ten dialog z charakterystycznym akcentem żydowskiej wymowy, co dla Wacka nie było takie bardzo trudne (w końcu jakieś tam geny.. jego Tata pochodził ze Lwowa, to się tej mowy nasłuchał w życiu) ale dla Jacka było to nie lada wyzwanie i ćwiczył je całymi tygodniami. Jak się dało, tak się udało – widzowie bawili się doskonale, co możecie zauważyć oglądając nagranie nie najlepszej jakości, ale za to oryginalne z tamtego momentu.

Cztery zdjęcia – każde z innej scenki stanowiące „oś” dramatyczną kabaretu. Zabawne, autentyczne teksty Juliana Tuwima.

Trzecia scenka to zupełnie inny klimat, rozmowa sędziego (u nas była sędzina – Ala W.) i chłopa Danilczuka, w którego wcielił się świetnie Rysiek S. Był tak realistycznym chłopem z Poleszuk, z Mokrych Jarów, że serca wszystkich widzów podbił swoim naturalnym talentem. Niestety, nagranie tej scenki jest bardzo słabe a scenka zbyt długa, by ją tutaj przypomnieć.  Podobnie scenka czwarta, najdłuższa zagrana przez młodszych aktorów (Jacka M. Bena S. Ewę K. Joasię S. i Jasia K.) Skecz polityczny naśmiewający się z przewrotności i zmieniających się z prędkością światła nastrojów politycznych tamtych lat i sposobów dostosowywania się do tych zmian. Wszystko w konwencji głębokiej satyry, którą młodzi artyści wyczuli znakomicie i odegrali tę scenkę z dużą ironią.

I muzyczne klamry kabaretowej atmosfery! Piosenki tamtych niezapomnianych lat! „Miłość ci wszystko wybaczy” w wykonaniu naszej houstońskiej Ordonówny – Ewy T.  „Trudno- gdy jesteś zakochany” – po raz pierwszy na scenie śpiewająca Beatka M. i tradycyjnie już – piosenki w wykonaniu Kasi K. i Ewy K.

Beatka M. (maja doradczyni, asystentka i przyjaciółka ) okazała się wspaniale śpiewającą aktorką.

Całość naszego wieczoru kabaretowego otwierała i zamykała wspólna piosenka zespołowa „ Co mam zostało z tamtych lat”.

Po tych wspomnieniach i przeżyciach daliśmy naszym widzom kilkanaście minut odpoczynku i po przerwie zaczęliśmy drugą część spektaklu, powiązaną również z tematem kabaretowym, ale  stanowiącą osobną, świąteczną połowę przedstawienia. Taką „ z przymrużeniem oka”.  Kiedy na scenie w wygodnych fotelach rozsiadły się dwie Nie całkiem Starsze Panie ( Edyta W. i Ala W.) i rozpoczęły snuć opowieści w stylu kabaretowych przekomarzań Starszych Panów, widzowie znaleźli się w świecie kabaretu powojennego, ale równie sympatycznego jak Qui Pro Quo.

Oto jak za czarodziejską różdżką na scenę weszły postaci znane i lubiane z Kabaretu Starszych Panów i zaczęły się dziać rzeczy niesłychane.. Tu trzeba przyznać, że mistrzowską robotę aktorską i wyborne kreacje stworzyli Kasia L. jako Hrabina Tyłbaczewska i Jasiu K. jej partner w kilku wcieleniach (Iluzjonista i Rotmistrz).

Kasia K. zaśpiewała romantyczną piosenkę „O, Romeo”, którą pewnie starsi pamiętają w wykonaniu niezapomnianej Kaliny Jędrusik.  Niestety, też nasze nagranie jest ucięte, ale choćby ten mały fragment warto jest odtworzyć. 

 Starsze Panie z całych sił starały się pomóc Panom i wymyślić sposób na usunięcie z ich drogi naprzykrzającej się im Hrabiny, w tym celu złożyły nawet wizytę docentowi, (Jacek M.) który znał sposób na uzdrowienie niewygodnej sytuacji.. ale na szczęście nadszedł dzień Świętego Mikołaja i jego niespodziewana wizyta rozwiązała wszystkie problemy!  Mikołaj (Wacek M.) spełnia życzenia – te możliwe i niemożliwe, wymarzone i niedoścignione. Panie są zachwycone, bo otrzymały mnóstwo prezentów, nawet.. GOSPOSIĘ, a potem, także w wielkim pośpiechu musiały za te prezenty podziękować, podskoczyć w asyście aniołków i – oddać wszystkie z powrotem! Aniołki szybciutko zabrały je zaskoczonym Paniom. Mikołaj wyjaśnił pospiesznie i bardzo logicznie: „Cóż, nie nadążamy za przyrostem naturalnym, a wszystkich trzeba obdzielić sprawiedliwie i jednakowo😊” 

Mikołaj (Wacek M) i jego męska część aniołkowej ekipy (Jacek M i Jasiu K)

Ha, ha! Skąd my to pamiętamy?! Mikołaj był bowiem „kabaretowy”, z czasów, w których wszystko w Polsce było niedostępne oprócz satyry, ironii  i zwykłej ludzkiej wiary, że śmiech jest dobry na wszystko! 

Za to bardzo „naprawdę” NASZ Mikołaj przyszedł do publiczności teatralnej w Houston i obdzielił wszystkich słodkościami – a po przedstawieniu innymi pysznościami i kieliszkiem czerwonego czy białego wina i szampana. Takiej wizyty  Mikołaja nikt się nie spodziewał! 

To, co kiedyś było „perełką” programu telewizji polskiej, którą wraz z rodzicami wychwytywaliśmy każdego tygodnia niedzielnym popołudniem, u nas zaiskrzyło świąteczną niespodzianką, wspomnieniem „Co nam zostało z tamtych lat” – lat przedwojennych i powojennych najlepszych wspomnień kabaretowych.

Te iskry wspomnień dały nam i naszym aktorom okazję do poznania kabaretowej „kropelki” tamtych czasów, twarzy i głosów z nimi związanych, dobrej zabawy na scenie, a przede wszystkim spędzenia kolejnego teatralnego polskiego wieczoru we wspólnym gronie. Widzowie z niecierpliwością oczekiwali na nową premierę, my przygotowywaliśmy się  z dużą frajdą i podnieceniem na moment wyjścia kolejny raz na scenę. Potrzebowaliśmy siebie wzajemnie.

Dodam do tego, że jak widać, poza aktorami, lista osób zaangażowanych w tworzenie spektaklu, stawała się ona coraz dłuższa. W pomysłach reżyserskich i próbach pomagała nam Ewa G, jej mąż Janusz zrobił dla nas muzykę i aranżacje do kilku piosenek, o nowej dekoratorce Krysi P. już wspominałam. Wojtek D, który w innych momentach był aktorem, w ten wieczór zaangażował się jako „ekipa techniczna”, bo dużo szybkich zmian toczyło się na scenie podczas przedstawienia.

Nie wiem czy za sprawą uroczych aniołków damsko- męskich, czy Mikołaja, czy też magia świat sprawiła, że radość i optymizm w naszym zespole wybuchała nowymi aktorami, nowymi pomysłami, planami.

Byliśmy ogromnie teatralnie szczęśliwi 😊!

Cały zespół grający w obu częściach – po przedstawieniu

Zdjęcia powyżej są autorstwa Staszka Aponiuka i zachowały się w archiwum Forum Polonii. Dziękuję! Ukazują aktorów w akcji poszczególnych scenek przedstawienia. Kilka końcowych – to już cały zespół przyjmujący oklaski i kwiaty od widzów:)

P.S. Jeszcze raz przepraszam za jakość nagrań. Nie jest łatwo „ocalić od zapomnienia” staroci przy tempie rozwoju współczesnej technologii.


BACK

Jedna odpowiedź na “Od Kabaretu przedwojennej Warszawy do żartu Mikołajowego w Houston

Dodaj komentarz