Nonsens, absurd, przewrotność czyli świat  się nie zmienia

6/9/2021    

„Zapiski na pudełku od zapałek” – tak nazwał Umberto Eco swój zbór felietonów pisanych w latach 80 i 90-tych w mediolańskim L’Expresso.  Czytam sobie już kolejny raz te zapiski, a że minęło dużo lat od czasu kiedy czytałam je po raz pierwszy, z radością znów odkrywam ich mądrość. I ironię. I absurd. I przewrotność. I wcale mnie to nie dziwi. Minęło kolejne 30-40 lat, technologia, komputeryzacja posunęły się o całe „tysiąclecie” a absurdy życia pozostały niemal takie same. Każdego dnia zadziwia nas bezsens i głupota wokół.

Rarytas absurdu ponadczasowego czyli „Zapiski na pudełku od zapałek” polecam, przeczytajcie!

 Czytam tę książkę nieprzypadkowo. Mój wnuk będzie zdawać specjalny egzamin IB z języka polskiego i w tym celu musieliśmy dokonać wyboru dziewięciu lektur do przeczytania, pięciu polskich w oryginale i czterech obcych w polskim tłumaczeniu. I w ten oto sposób Umberto Eco i jego „Zapiski..” znalazły się w kręgu naszego zainteresowania. Szukam więc kilku (około 10-ciu) takich felietonów, które do współczesnego 17-latka będą przemawiać tak dosadnie i tak silnie, że poruszą jego wyobraźnie i spełnią zadanie, jakie autor założył sobie 40 lat temu informując czytelnika o istotnych dla niego wówczas spostrzeżeniach.

Sama jestem bardzo ciekawa jego reakcji. Młody Amerykanin, ale także pół-Polak, znający język polski i wiele ciekawych polskich i europejskich realiów.

Szykuję się na bardzo ciekawą dyskusję, na całkiem inne spojrzenie, które pewnie mnie zaskoczy. I już się cieszę na jego reakcje!

 Ale zanim to się stanie, upłynie jeszcze kilka miesięcy. A ja tak sobie myślę, że gdybym od lat codziennie spisywała wszystkie głupoty, które nas otaczają, to mogłabym dopisać (albo każdy by mógł) ciąg dalszy „Zapisków.. ” 🙂

Zwłaszcza pandemia, którą z takim trudem pokonywaliśmy i psychicznie i fizycznie, wprawiła  nas w wir życiowych nielogicznych poczynań. Oj, długo nam zejdzie, by to wszystko odkręcić i doprowadzić do „normalności”

Zamawiamy wszelkiego rodzaju zakupy online, (bo tak „bezpieczniej”) biegniemy do sklepu, żeby odebrać  zamówienie i nagle okazuje się, że z listy zamówionych dziesięciu ubrań tylko pięć jest w sklepie, dwa będą za dwa dni, kolejne za dwa następne, o ostatnie dopiero za pięć dni.. I to ma być ułatwienie. Trzeba trzy razy podjechać po odebranie zamówienia. Ale – za to jest wyznaczone miejsce, wystarczy zadzwonić, wcisnąć kod – obsługa przyniesie. Albo – mogą przysłać do domu. Przesyłka powyżej $100 – za darmo. W domu (także czekasz, bo jednak nie przyszło wszystkie równocześnie..) mierzysz, sprawdzasz, oglądasz spokojnie w lustrze, zastanawiasz się. Wybierasz połowę rzeczy, resztę odsyłasz, ale okazuje się, że jednak za przesyłkę musisz zapłacić, bo po odesłaniu części zamówienia twoja przesyłka nie przekroczyła sumy $100. Praktyka zakupu okazała się inna niż oferta ci obiecywała😊

Kupujesz bilet samolotowy. Cena obiecująca. Świetnie! Wypełniasz wszystkie okienka. Rejestrujesz się. I w ostatnim momencie, gdy już podajesz numer karty kredytowej dostajesz jeszcze rubrykę podatków, dodatkowych opłat, także covidowych i jeszcze jakiś specjalnych nieznanych ci ubezpieczeń itd.. Oczywiście kupujesz. Mimo frustracji i złości na siebie – kupujesz. Cóż, to taki mały trick. Ale tyle już się napracowałeś, wypełniłeś tyle papierów, rubryk, spędziłeś mnóstwo czasu…

Każdy najmniejszy dokument w banku, u lekarza, dentysty, wszędzie wypełniamy dziesiątki stron. Jesteśmy zmęczeni językiem formalnym, który trudno zrozumieć. Pytaniami, na które nie bardzo wiemy, co mamy odpowiedzieć, więc wybieramy odpowiedź często na wyczucie. Nie czytamy już tego, co na samym dole jest dopisane tzw. „małym druczkiem”. No i wpadamy w sidła niedoinformowania, niedoczytania ważnych informacji.  Świat prawników ma się bardzo dobrze. Doskonale wie, jak trzeba działać, żeby manipulować prostym człowiekiem, nawet jeśli ten „prosty” człowiek wcale nie jest głupi. Jest tylko zmęczony i przytłoczony milionem codziennych przepisów, które czyhają na każdego, w każdym miejscu i w każdym czasie.

Ostatnio wymieniałam telefon na nowszy model. Wszystko szło normalnie. Pani, choć nie była zbyt miła i moim zdaniem na sprzedającą się za bardzo nie nadawała, to załatwiła transakcję, powiadomiła nas o nowych opłatach. Szybko , sprawnie. Za szybko. A dwa dni później na nowym telefonie, przez sms przyszły jakieś dziwne informacje, które okazały się ofertami, za które trzeba było płacić dodatkowo. Ale tak sprytnie ukryte, że wcale nie wyglądały na „dodatkowe przyjemności”, których ani nie potrzebowaliśmy, ani nie zamawialiśmy, ani nie zgodziliśmy się na nie. Odkręcanie tych opłat trwało kilka dni, zajęło mnóstwo czasu i nerwów i było bardzo nieprzyjemne. Jestem pewna, że nie piszę tu nic nowego, każdy z was takie coś przechodzi i każdy dziesiątki razy z takimi historiami się borykał.  Ale też ilu jest takich ludzi, którzy nie zauważają takich „pomyłek”  i płacą naciągaczom, bo nie sprawdzają rachunków, są mniej ostrożni, spostrzegawczy. Słabiej sobie radzą z takimi problemami.

Przykładów może być tysiące. Najgorzej jest z urzędami. Kiedyś gdy przyjeżdżałam do Polski byłam dumna kiedy opowiadałam moim znajomym i przyjaciołom jak sprawnie i łatwo w Ameryce można wszystko załatwić przez telefon. Nie trzeba stać w kolejkach, borykać się z numerkami, odsyłaniem od urzędu do urzędu, z jednego końca miasta na drugi. Teraz.. Czy  ostatnio załatwialiście coś w Social Security?  Zgaduję, że większość urzędników wciąż pracuje z domu, (covid usprawiedliwia wszystko!) Najpierw czekasz godzinami z muzyczką w tle powtarzająca się co dwie minuty tym samym motywem, potem podajesz dziesiątki swoich informacji, żeby dowiedzieć się, że masz zostawić wiadomość i dostaniesz pismo/odpowiedź/instrukcję.. czyli właściwie NIC nie wiesz co załatwiłaś czy załatwiłaś i kiedy  nastąpi ciąg dalszy. A jak już w jakiś magiczny sposób uda się dotrzeć do żywej istoty i usłyszeć ludzki glos, to najczęściej jest to głos niezrozumiały, z akcentem i odpowiedzią połowiczną lub nawet bardziej cząstkową. Nie mam NIC przeciwko zatrudnianiu obcokrajowców, których angielski nie jest pierwszym językiem, wszak sama jestem z takich, ale na stanowisku telefonicznym, gdzie dzwonią ludzie tacy jak ja, a odpowiadają też tacy z ciężkim akcentem – dogadać się w sprawach WAŻNYCH zasadniczych jest bardzo trudno. A jak coś przeoczymy, nie zrobimy tak jak powinno być, nie porozumiemy się z powodu trudności językowych.. no cóż, winny jest petent. (nam zdarzył się drobny błąd, który kosztował nas dwa miesiące odkręcania formalnego urzędowego problemu!!) A jeszcze niedawno – nawet tacy jak my, starsi, średnio zaawansowani komputerowo radziliśmy sobie z klikaniem i załatwianiem komputerowo- telefonicznym całkiem swobodnie. 

Gdyby w felietoniki Umberto Eco włożyć gdzieniegdzie słowo „covid” mielibyśmy wrażenie, że niejeden z jego zapisków powstał wczoraj.

Na świecie jest wiele bezsensu – życiowego, politycznego, organizacyjnego. Wynika to głównie z tego, że jesteśmy różni i myślimy różnie. Czyli nie zgadzamy się ze sobą na wielu płaszczyznach i co dla jednych jest logiczne, dla innych absurdalne i bezmyślne. Tego do końca nigdy nie da się ujednolicić. Te różnorodne spojrzenia, oceny świata były i będą przyczynkiem do dyskusji, ustalania coraz to nowszych praw, krytyki, pisania dziesiątek nowych książek, sztuk, politycznych dysput i awanturek rodzinnych.  Świat się nie zmienia, choć nieustannie go poprawiamy.

Może jednak – powinnam powiedzieć: świat się zmienia, a wraz z nim zmieniają się jego dziwactwa, nonsensy. Wielki nieograniczony materiał do nieustających zmian.

Panta rei!  Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo.  Kolejne pokolenia chcą widzieć nowe prawa, nowe warianty świata. Każdy przecież dąży do lepszego. Taka jest natura człowieka. Nigdy więc nie osiągniemy idealnego wariantu życia, człowiek zawsze będzie popełniał błędy i będzie musiał zmagać się ich z konsekwencjami.

Tyle, że zbiorowość ludzkich umysłów wykazuje różną wrażliwość na głupotę i absurdy. Jedni ludzie są bardziej wyczuleni na takie otaczające ich sytuacje i reagują ostro, otwarcie,  inni godzą się  z nimi i żyją potulnie znosząc w trudzie czy upokorzeniu to, co niewygodne, nienormalne i często nieakceptowalne. Najwrażliwszą grupą są artyści, bo oni widzą ostrzej, czują głębiej i często mają większą odwagę i umiejętność wyrażać się o bolączkach w swojej twórczości. Wiersz, dramat, piosenka, obraz.. ileż buntu, prawdy, siły, wiary narody otrzymały przed wieki od twórców. Od Mickiewicza czy Słowackiego, od Matejki, Wyspiańskiego czy filmów dziś już kultowych jak „ Kanał”, „Człowiek z marmuru” do niesamowitych satyrycznych wierszy kabaretowych, piosenek Osieckiej, Młynarskiego itd. itd..  Można by pisać i wymieniać nazwiska i tytuły bez końca. Przez lata, w różnych epokach historycznych, w czasach smutnych i trudnych – człowiek zawsze umiał znaleźć sposób na wskazanie ludzkiej głupoty, nonsensów, paranoicznych działań, wyszydzić, to co bełkotliwe, głupie i bzdurne. Mądrzy i odważni zawsze próbowali „mówić” tak, by śmieszyło, ale by także uczyło, ukazywało ludzki brak rozsądku i pokrętne działania, by ośmieszało to, co niedobre i sprzeczne z prostą logiką, ale też dawało nadzieję  i wskazywało drogę ku lepszemu.

Kiedy byłam młoda uwielbialiśmy piosenki Wojtka Młynarskiego. Lubiłam nie tylko teksty tych piosenek ale także wykonanie własne autora. Było coś w tym facecie niesamowitego! Sympatyczny, zawsze uśmiechnięty, kiedy wchodził na scenę iskry sypały się z oczu, jego wysoka sylwetka niosła przesłanie, że coś, co właśnie zaśpiewa na pewno ma „ podwójne dno” i na pewno niesie w sobie to wyjątkowe potrzebne nam wszystkim znaczenie. A równocześnie niemal zawsze była to forma ironiczna absurdalna, słowa jak pociski uderzały w samą istotę znaczenia. Nawet jeśli ładunek treściowy słów był poważny i „mocny” to uśmieszek w kącikach jego ust i błysk w oku był tak dla nas młodych klarowny, że odczuwaliśmy to jak sygnał, jak specjalny znak, jak  „literę alfabetu Morse’a” naszego pokolenia.

Do dziś pamiętam taki fragment: (inni pewnie też, ale młodszym zacytuję) piosenki  „Róbmy swoje”. To był refren, ale tak dobitnie wiedzieliśmy CO mamy robić, i że to „swoje” to jest „nasze”. Tak genialnie skonstruowana myśl obracała absurd słów w sens bardzo konkretny, logiczny  i dobrze wiedzieliśmy jak robić to swoje/nasze, by kiedyś było „na co wyjść”. Geniusz tamtych czasów! I nie on jeden w tych absurdalnych ścieżkach życia prowadził nas z nadzieją na prostą.

Tylna strona okładki wydania tekstów Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje” z 1985 roku

A Ty, Widzu, brawo bij,
Róbmy swoje,
A ty nasze zdrowie pij, niejedną jeszcze paranoję
Przetrzymać przyjdzie, robiąc swoje, kochani,
Róbmy swoje,
Żeby było na co wyjść!

I jeszcze dorzucę moją ulubioną piosenkę (tę już w całości!), która dla wszystkich ludzi z naszego pokolenia była ironicznym groteskowym drogowskazem na życie w tamtych naszych ciężkich komunistyczno-absurdalnych czasach – „Przyjdzie walec i wyrówna”  Dziś jest już tylko wspomnienie, pewnie dla pokolenia naszych dzieci i wnuków niezrozumiałe. A jednak – trochę rozważań i znajdziemy wspólne mianowniki czasów…

Ja jednak jestem optymistką. Zawsze uważałam i wiem, że w każdym słabszym punkcie systemu świata można doszukać się dobrego. Każdy defekt ma swój pozytywny efekt. Czyli „Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”.

Umiejętność dostrzegania bezsensów, paranoi, absurdu to dobra cecha. A jeśli jeszcze potrafimy walczyć z takimi ludzkimi wadami, to znaczy, że staramy się czynić świat każdego dnia lepszym. Jest na to mnóstwo sposobów. Łatwych i trudnych, pośrednich i bardzo skomplikowanych. Literatura, sztuka, film, poezja,

Prawo, polityka i my sami. Tak zwyczajnie. Zaczynając od siebie, od najbliższego podwórka od siebie samego. Nie, nie! Nie wciągnę się tutaj w długą listę przykładów i podpowiedzi, bo przemienię się w nudnego kaznodzieję. Jeśli macie lustro w domu, a w to nie wątpię, spójrzcie i popatrzcie na siebie. Każdy z nas ma w sobie trochę ironii i absurdu. Dwa kroki w tył i możemy zaczynać. Dystans do siebie samego jest zawsze dobrym początkiem oczyszczania bezsensu wokół siebie. Mówi wam to niedoszły (ale wciąż zainteresowany tematem!) psycholog.

Róbmy swoje!


BACK

Dodaj komentarz