Być Kobietą

4/14/2021

Zastanawiacie się pewnie co taki tytuł może sugerować w dziale teatralnym. I ja  długo się nad tym zastanawiałam. Kiedy powstawał w mojej głowie (i w dyskusjach na ten temat z moją przyjaciółką Anią) pomysł pisania blogu, jednym z głównych powodów było ratowanie pamięci Teatru Ogniska Polskiego i jego dorobku, by nie został całkowicie za kilka lat zapomniany przez tutejszą Polonię. Stąd pomysł podzielenia całego blogu na części i wydzielenie osobnego teatralnego tematu. Szybko jednak w mojej głowie przemieściły się różnego rodzaju myśli i wspomnienia i uznałam, że nie chcę, by część teatralna była zapisem czysto kronikarskim. Po pierwsze, pamięć już nie potrafi odtworzyć faktów na tyle dokładnie, by nie popełnić błędów personalnych, pominąć istotnych szczegółów, a i nie o to przecież chodzi. Po drugie – jak ciągle i na szczęście przypomina mi Ania, jest mój blog i powinien mieć mój personalny charakter a nie być zapisem faktów „historycznych” Teatru Ogniska.  Będzie więc trochę mnie, trochę teatralnych wspominek o tym jak kiedyś trzy kobiety wymyśliły sobie, że zrobią przedstawienie o sobie, o sobie napiszą, zaśpiewają i jeszcze… zagrają to na scenie, choć ja do tego momentu (2006 roku) na scenie pokazywałam się tylko po to, by opowiedzieć o nowej kolejnej sztuce, o moich aktorach, a po przedstawieniu podziękować wszystkim widzom, aktorom, pomocnikom i zaprosić wszystkich do wspólnej celebracji przy kieliszku winka i dobrych przekąskach.

Nasza Babska Trójca

Ewa cichutko czekała na nasz gotowy produkt sceniczny i cieszyła się, że ma być dużo piosenek i muzyki, a my z Beatką przez kilka miesięcy główkowałyśmy co tu wymyśleć, bo miało być inaczej niż dotychczas, bo tym razem tylko my trzy na scenie –  (no…tu złamałyśmy się, dodam, że z dużą przyjemnością, bo Mariusz zawsze i wszędzie był tak wierny i bliski, że uznałyśmy, iż jest prawie jak kobieta a nawet więcej 😊)

Poza tym nowością miała być również forma, dyptyk – część 1-sza mojego autorstwa, a częścią 2-gą miała rządzić Beatka. Wiadomo było, że ja lubię pisać i dużo gadam, więc będzie sporo mojego tekstu, ale też umówiłyśmy się, że jeśli to ma być moje (!) to piosenki, które sobie zażyczę, Beatka i Ewa będą śpiewać bez marudzenia, co nie obyło się bez dyskusji, przewracania oczami i próbami szantażu. W ostateczności uległy i wszystko było po mojemu!  Kolory, sceneria, muzyka, dekoracja. Ba, nawet Mariusz, któremu nie dałam prawa głosu na scenie, ale za to okazał się znakomity jako aktor grając bez wypowiadania głośnego  tekstu!  To jest niezwykła umiejętność i muszę przyznać, że Mariusz zdał egzamin na szóstkę z plusem! Był elegancki, szarmancki, troskliwy, w każdej chwili znajdował się na scenie tam, gdzie powinien. Chyba nie mogłabym wymarzyć sobie bardziej przystojnego asystenta, tak świetnie wyczuwającego, co kobiecie potrzeba na scenie i – w życiu.

Dotrzymałam umowy i ja. Część druga, w której Beatka mnie zaskoczyła, bo stworzyła ją bez tekstu własnego, a składała się ona z dużej ilości piosenek, z poezji, części satyrycznej, w której tym razem towarzyszył nam słowem Mariusz.

Było więc inaczej. A przecież obie części stanowiły jedną całość „JEJ PORTRET”  Podtytuł części 1-szej brzmiał; ..czyli na dobre,  na niedobre i na litość boską”. Dla odmiany i charakterystyki części 2-giej- podtytuł był: .. nie całkiem liryczny

Motywem wspólnym obu części był wiersz Wisławy Szymborskiej „Portret kobiecy”, o ile dobrze pamiętam pisałam już krótko o nim we wpisie z 3 marca. Włączyłam tekst wiersza, trochę, aby zachęcić do posłuchania go w naszym wykonaniu. W obu częściach przestawiania znalazł się ten wiersz i za każdym razem nasza interpretacja była inna. Jak kobieta. Jak słowa Szymborskiej o kobiecie. Zawsze inna. Zawsze zaskakująca. Niezwykła. Niezgłębiona.

Kobieta – Kwiat, Anioł i Szatan, Motyl i Ćma, Siostra, kochanka, Kokota, Żona. Potwór, Tyran i Wybawienie. Ofiara i Twardziel. Każda po trochu.

Swój pomysł – portret kobiety oparłam na kolorach. Byłyśmy trzy, Ewa młoda i szalona (o tak! Szalona!!) i my dwie średnio wiekowo-stateczno- spokojne (ha, ha!). Czyli – dodały mi się jak w matematyce (i kto to mówi? Ja – polonistka!) do tego nasz różne charaktery i wyszły mi trzy kolory:

Biała. Młoda – świeża, szalona, piękna, roześmiana, beztroska, roztańczona. Ach, jak bardzo chce jej się żyć!  Marzy w każdej minucie, ma tysiące planów, łapie garściami każdy dzień, wyciska jak cytrynę i wierzy, że nic nie zdała przeszkodzić jej marzeniom.

Czerwona. Dojrzała i aktywna. Już doświadczona życiem, bo wiele przeszła, ale wciąż agresywna i walcząca. Walczy. Wie czego chce. Wie co to szczęście i wie co to łzy. Umie zachować balans, ale wciąż ma nowe plany na jutro. Stawia czoło trudnościom, nie podda się łatwo. Jeszcze osiągnie sukces. Jeszcze idzie do zwycięstwa. Wie, że czeka na nią za rogiem..

Czarna a właściwie Złota. Uśmiechnięta, pogodna, obsypana darami minionych lat. Już spokojna, kobieta, która patrzy w przeszłość z łezką w oku, ale nie żałuje minionych szaleństw i błędów. Jest ciepła, słoneczna, obejmuje wszystko pogodnym spojrzeniem. Kobieta, która więcej daruje niż przyjmuje..

Beatka, w swojej części uznała, że my kobiety jesteśmy nie tylko kolorowe, nie tylko zmienne jak wszystko co istnieje na świecie – jak owady, koty, psy, „jak mężczyźni nawet” (to cytat z Beatki wypowiedzi!)

Pisali już o nas poeci i pisarze, politycy i przyjaciele, złośliwcy i inne kobiety. Życzliwie i uszczypliwie, z przymrużeniem oka i lirycznie. Bo o kobiecie można zawsze i bez końca. Moja Kobieta w sztuce jest MOJA. Kiedy pisałam teksty i wybierałam piosenki, wszystko to czułam całą sobą, tego potrzebowałam, to właśnie kotłowało mi się w głowie. Czy dziś moja sztuka byłaby taka sama? Wątpię… bo, kobieta zmienną jest, a ja na pewno zmieniłam się przez te lata. Może właśnie dlatego ta sztuka ma dla mnie tak osobiste znaczenie – jest jak zwierciadło – mnie, Beatki, każdej z nas – młodej i starej. Szczęśliwej i czasami nie.

 „Jestem jak wiatr”- śpiewała Ewa. Czasem wyciągam rękę po odrobinę marzeń. Wszystko, cokolwiek chciałyśmy powiedzieć wtedy,  znalazło się w naszych słowach, w naszych piosenkach. Trochę lirycznie, a trochę śmiesznie.

Nie zabrakło czerwonego winka (ach, ten Mariusz! Wiedział co nam potrzebne i kiedy), bo bez tego życie jest niepełne, no i mężczyzny, bo choć jestem kobietą, która zawsze uważała, że musi na siebie liczyć i być niezależną, to do feministki daleka mi droga. Nie mam skłonności wyrywania się przed szeregi męskie i oskarżania wszystkich mężczyzn o zło całego świata. O! już słyszę te krzyki protestów młodych i niezależnych dziewczyn i kobiet 😊 !!

Ha!  W każdym razie – w moim obrazie kobiecego świata mężczyzna ma swoje miejsce, choć nie zaprzeczam, bywał i bywa powodem pochmurnych dni. No, ale w końcu od czego mamy przyjaciółki!  Ploteczki, godziny rozmów, porozumienie dusz, zwierzenia, przy winku, przy kominku. Wspomnienia, opowieści, a czasem po prostu wspólne pomilczenie. Tego się nie da mieć z mężczyzną! TO istnieje tylko w świecie kobiet.  Są przyjaźnie z lat szkolnych, takie „od zawsze”, są takie, które łączą kobiety w pasjach i w pracy, są i krótkie przelotne, ale równie wartościowe pozostawiające głęboki ciepły ślad w sercu na całe życie.

Potrafimy zachować do siebie dystans, umiemy pośmiać się same z siebie. Złościmy się, że znów przybyło nam pięć funtów, ale to nic, przecież mogę kupić sobie nową kieckę i nie mieć wyrzutów sumienia, że wydałam niepotrzebnie pieniądze. To absolutnie konieczne! 

 „Być kobietą w dobrym stylu” – śpiewała Beatka i to niech pozostanie mottem tego krótkiego rozważania.

Bo ja chciałabym pisać i pisać o tym dyptyku kobiecym, o „Kobiecie”, którą stworzyłyśmy w naszym bardzo osobistym programie. O piosenkach, które dla nas są tłem naszych kobiecych wspomnień, odczuć, które znaczą dla nas kobiecość. Wyobrażam sobie, że ogłaszamy konkurs dla wszystkich kobiet świata –

„ Opisz/wymaluj/wyśpiewaj swój obraz kobiety”. Byłaby to najwspanialsza mozaika kolorów, uczuć, pór roku, przemian i głosów i niespodzianek.

Moja Kobieta jest tylko cząstką tego obrazu. Moją cząstką. Cząstką, która powstała na scenie w 2006 w Teatrze Ogniska Polskiego, ale także pozostawiła wiele wspomnień do dziś i tak do końca… nie zmieniła się.

„Życie na poczekaniu
Przedstawienie bez próby.
…Cokolwiek uczynię
Zamieni się na zawsze w to,
Co uczyniłam..”

                               Wisława Szymborska


BACK

Dodaj komentarz