4/2/2021
Ludzie niechętnie mówią o swoich prawdziwych uczuciach. Ludzie zazwyczaj nie umieją mówić o tym, co naprawdę czują. Niektórzy potrafią napisać list albo książkę, bo wtedy mogą powiedzieć wszystko ustami swoich bohaterów. Albo mogą nagrać się mówiąc bez świadków swoje odczucia, jakby do siebie samego. Ale najczęściej tego, co mamy w głowie i w sercu, nie wypuszczamy nigdzie dalej. Ściskamy głęboko w sobie, tłamsimy nieskończoną ilość skomplikowanych uczuć i to często staje się przyczyną konfliktów, nieporozumień, rozstań i nigdy nierozwiązanych spraw międzyludzkich.
Problem zaczyna się niemal od kołyski. Rodzice rzadko umieją rozmawiać ze swoimi dziećmi tak, aby nauczyć ich wyrażania swoich uczuć. Dziś, w dobie internetu i bardzo szeroko otwartego świata, jest już dużo lepiej niż za czasów mojego dzieciństwa. Jestem z pokolenia, które nie słyszało (albo bardzo rzadko) od rodziców słów: „kocham cię”, pochwał czy miłych zachęt. Nie były „w modzie” pozytywne głośne oceny dziecka, co nie oznaczało, że rodzice nas nie kochali. Jednak w pewien sposób przełożyło się to na werbalne trudności wyrażania swoich uczuć, gdy już staliśmy się dorosłymi dojrzałymi ludźmi. Powiedzieć komuś – kocham cię – i wszystko co z tym jest związane, a przecież po tym słowem kryje się czasem bardzo wiele skomplikowanych emocji, nigdy dla nas nie jest i nie było proste.
I nie myślę tu tylko o relacjach damsko-męskich. Świat pęka w szwach od tłumów psychologów, różnego rodzaju terapeutów czy psychiatrów, a człowiek często pozostaje samotny w rozwiązywaniu socjalnych konfliktów i nieporozumień z drugim człowiekiem.
Pamiętam, że gdy chciałam o coś poprosić swojego tatę, nigdy nie wiedziałam jak to zrobić, zawsze wstydziłam się, miałam w sobie taką dziwną barierę wypowiedzenia głośno pewnie normalnej prośby dziecka. A kiedy już mama wreszcie namówiła mnie do tego i odważyłam się powiedzieć – pierwszą reakcją ojca było „nie!”. I ja natychmiast zamykałam się w sobie nie z powodu tego, że nie dostałam tego co chciałam, ale dlatego, że mój wysiłek kończył zawsze tak się tak samo.. Za to na drugi dzień, kiedy już tata poszedł do pracy, zazwyczaj zostawiał mi pieniądze na stole i mama mówiła z uśmiechem: widzisz, jednak tata nie taki zły, jednak możesz mieć to co chcesz, co potrzebujesz.. Musisz mu teraz podziękować” I to był mój kolejny trudny krok. Znów ja musiałam zdobyć się na słowa, które nie było mi łatwo wypowiedzieć, a przecież to miało być tylko zwyczajne „dziękuję, cieszę się” itp. Skąd tak trudna relacja? Dlaczego?
Można by mnożyć takich przykładów mnóstwo. Zagmatwane relacje – z rodzicami, z własnymi dziećmi, z rodzeństwem, koleżankami i kolegami. Całe nasze życie to wybory naszych zachowań, często nie tylko od nas zależne.
Powszechnie krąży opinia, że lepiej chowają się dzieci, gdy nie są jedynakami. Od początku uczą się współżycia w grupie, nawet jeśli jest to tylko jeden brat czy siostra. Ponoć – jeśli jest większa grupa rodzeństwa, doświadczenie dobrego współżycia jest jeszcze lepsze i bogatsze. Cóż – ile rodzin wieloosobowych, tyle doświadczeń 😊 Jedno mogę powiedzieć: mam jednego brata. Z relacji rodziców (bo sama tego nie pamiętam) wymarzyłam sobie Jasia (do pary, z bajki o Jasiu i Małgosi) i tak się zdarzyło, że go od losu dostałam. Dzieliłam z nim jeden pokój przez siedemnaście lat (jest o cztery lata młodszy ode mnie). Właściwie z czasów naszego dzieciństwa i młodości nie pamiętam, żebyśmy mieli wiele wspólnego. Nie, nie kłóciliśmy się przesadnie, ale niewiele nas łączyło. Cztery lata różnicy między dziewczynką a chłopcem to w każdym momencie duża przepaść. Czasami graliśmy razem w gry planszowe, czasem w karty razem z rodzicami. Ale – moje koleżanki nie były towarzystwem dla mojego brata, jego koledzy byli dla mnie „dzieciakami”. Z czasem mój brat zapisał się do harcerstwa i śledził moje poczynania, co doprowadzało mnie do „szewskiej pasji”, a moich kolegów jeszcze bardziej. Wciąż robił różne głupie figle, przez które nie był lubiany, a ja wciąż byłam zła za jego „popisówki”. W szkole miał dużo kłopotów a ja, choć nie byłam wzorową uczennicą, kłopotów nie miałam, więc mój brat – co tu dużo mówić, po prostu w tamtych czasach szkolnych mnie nie lubił. Kiedy wychodziłam za mąż i opuszczałam dom, mój brat ucieszył się, że wreszcie będzie miał swój własny pokój.. Potem całe nasze życie toczyło się już osobno i zupełnie inaczej, choć nigdy nie straciliśmy ze sobą kontaktu. Ale w wielu sprawach życiowych byliśmy różni i nie rozumieliśmy się. Więzy krwi jednak są silne. I łączą na zawsze. Dziś z perspektywy minionego czasu rozumiem dlaczego nie byliśmy sobie bliżsi, dlaczego nie byliśmy przyjaciółmi. Wiem też na pewno, że nie byliśmy sobie wrogami. Mimo odległości i zupełnie innego stylu życia utrzymujemy kontakt i zdajemy sobie sprawę, że mamy siebie. Emocjonalna więź to poczucie, że jesteśmy rodziną, jednak przyjaciółmi chyba nie nazwalibyśmy się wzajemnie. Co jest silniejsze? Trudno powiedzieć. Każde z tych powiązań jest inne, choć bywa, że w idealnym układzie, brat czy siostra mogą być przyjaciółmi.
Związki między ludźmi często zmieniają się na przestrzeni lat. Są długie chwile w życiu, kiedy łączy nas uczucie bardzo silne, zrozumienie wyjątkowe a potem – wygasa, zanika. Są wstrząsy, konflikty, często niestety niewyjaśnione. Niezrozumiałe albo pojmowane z każdej strony zupełnie inaczej. Zawisną pomiędzy dwojgiem ludzi już na zawsze i przyjaźń nagle kończy się. Ludzie rozstają się, każdy idzie w swoją stronę i po latach nikt z nich nie wie i nie potrafi nawet samemu sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Zapominamy, żyjemy dalej – nic w tym złego. Czasem jednak nachodzi nas nostalgia, wspomnienie.
Gorzej, gdy rozstajemy się z zadrą w sercu, ze złością, pretensjami, których nigdy wzajemnie nie umieliśmy sobie wyjaśnić. Latami rozgryzamy, przeżuwamy w sobie niechęć, wyolbrzymiamy problem, bo widzimy go tylko od swojej strony. Z czasem zamazuje się obraz drugiej osoby.
Ludzie osądzają się wzajemnie – schudniesz, ktoś powie: za dużo, przytyjesz – ktoś inny: za gruba.. ubierzesz się inaczej – też ktoś skrytykuje, z tylko sobie znanych powodów. Ludzka rzecz. Natura tak dziwnie nas stworzyła, zwłaszcza ta „polska”, że łatwiej powiedzieć coś złośliwego, niemiłego niż odwrotnie. A przyjaciel bez żadnych wyznań i zbędnych trudnych słów rzuci: ładnie wyglądasz, fajna fryzura, super dzień spędziliśmy razem..”
Moje przyjaciółki, na różnych etapach życia zawsze były dla mnie ważne. Każda wniosła w moje życie tak wiele dobrego, że bez nich wszystko co mnie spotkało nie byłoby tak piękne i bogate. Po tylu latach, jest we mnie tyle ciepła na wspomnienie każdego dnia, który podarował mi czas z dobrymi ludźmi. Mam przyjaciółki, których czasem nie widziałam całymi latami, a gdy znów spotkałyśmy się było tak jakby ten czas „pomiędzy” nigdy nie istniał. Jakbyśmy znalazły się nagle w tym samym miejscu w tym samym czasie i mogłyśmy dalej kontynuować te same rozmowy. Inne miejsce w życiu, inna rzeczywistość, to nie przeszkoda, jeśli stara nić porozumienia nie została zerwana. Ludzi łączą pewne wspólne – jak ja to nazywam „fluidy”. Jeśli je w sobie wzajemnie wyczuwamy nawet po wielu latach – wciąż jesteśmy blisko.
Istotą takiej bliskości jest przede wszystkim umiejętność wybaczania nieporozumień, rozumienia drugiej strony, uświadomienia sobie, że drugi człowiek jest INNY niż JA i może czuć myśleć i odbierać świat inaczej. Nie mamy prawa oczekiwać, że ktoś będzie myślał i czuł dokładnie tak samo jak my. Nawet bardzo kochający mąż ma prawo do swojej odrębności.
Jako osoba w „sile wieku” (jakby to określić delikatnie w dniu moich ..n-tych urodzin😊) mogę już odważnie stwierdzić, że młodzi ludzie są zapalczywi, ostro rzucają swoje opinie wobec innych, ale też łatwiej zapominają i „idą do przodu”
Ludzie starsi – hmm.. są dwa rodzaje reakcji: albo na starość stajemy się uparci, zamknięci w sobie, nie wybaczamy, zapieramy się w swoich poglądach, nie chcemy rozmawiać – i tak męczymy się już do końca. Nigdy już nie naprawimy tego, co tak naprawdę chcielibyśmy naprawić. Nie naprawimy, bo upór naszej głowy jest silniejszy od naszych potrzeb emocjonalnych, od potrzeby spokoju, uśmiechnięcia się znów do tej ważnej dla nas osoby.
Smutne to zjawisko, ale jakże powszechne. Potraficie się do tego przyznać? Rozglądnijcie się wokół, przypatrzcie się na siebie w lustrze.. może jeszcze jest czas zmienić ten portret? Może warto?
Inni starsi ludzie – stają się łagodni, uśmiechnięci. Jak te przysłowiowe „dobre staruszki” z bajek i przypowiastek. I wcale nie jest tak, że istnieją tylko w bajkach! W starszym wieku dostrzegamy piękno świata we wszystkim co nas otacza. I dobro świata. Nie chcemy myśleć o polityce, o złu, które każdego dnia gdzieś komuś się zdarza. Cieszymy się tym co dobre, cieszymy się człowiekiem, który jest z nami i zapominamy o wszystkim, co kiedyś było niemiłe. Wybaczamy. Widzimy słońce, niebieskie niebo i przyjaciół. Nie idealnych, bo już wiemy, że ideałów nie ma. Już wiemy, że tylko od nas zależy jaki będzie wokół nas krąg ludzi.
Jeśli nie masz w sobie nienawiści, zazdrości i smutku, jeśli kochasz życie i doceniasz, to co w nim dostałaś –zawsze znajdziesz przyjaciół i dobrych ludzi.
I tego życzę wam z całego serca w moje BARDZO DUŻE numerowe i bardzo pozytywne i przyjacielskie duchem, urodziny 😊😊



