3/1/2021
Po tylu latach życia nie można przypomnieć sobie wszystkich ważnych ludzi, którzy przetoczyli się przez nasze życie. Mam taką wizję – kiedy uczyliśmy się w szkole o DNA i po raz pierwszy nauczycielka rysowała na tablicy pokrętne linie kodu genetycznego, które w jakiś dziwny całkiem niezrozumiały dla mnie sposób kręciły się, przecinały się, niewiele wtedy z tego zrozumiałam. Dziś choć wiem w ogólno-ludzkim sensie co to jest i dlaczego tamten schemat linii był taki ważny, w mojej wyobraźni posłużył czemuś zupełnie innemu..
Otóż – pewnego dnia przyszło mi na myśl, że tak jak w tych liniach genetycznych, podobnie widzę drogi ludzkich spotkań życiowych, przyjaźni, wspólnie spędzonych lat, czasem tylko tygodni, a czasem po prostu kilku dni. Ale tak ważnych i znaczących, że zostają gdzieś w zakamarku pamięci na całe życie.
Są także przyjaźnie, które trwają zawsze, nawet jeśli ludzie się rozstają, jeśli nie spotykają się przez wiele lat. Nadchodzi taki dzień, że znów skrzyżują się ich drogi, „zapętlą się” choćby na chwilę i dwie osoby- od lat żyjące daleko od siebie, pozornie inaczej i gdzie indziej – nagle wykrzykną swe imię i znów poczują tę samą więź, co ich łączyła lata temu.
Doświadczyłam kiedyś takiej sytuacji. Była to przyjaźń ze szkolnej ławy. Liceum, harcerstwo, wspólne wakacje, obozy harcerskie, dziesiątki opowieści o chłopakach, lękach, marzeniach. Nauka do matury, plany na przyszłość, konkurencja w prostych życiowych sprawach nastolatków i szaleństwa nocne dawnych prywatek. A nade wszystko – krąg przyjaźni harcerskiej, bo ta wtedy dla nas była jak narkotyk.
Kiedy oglądam dziś filmy o młodzieży i ich współczesnych problemach, to patrzę na siebie jak na dziwoląga – chyba naprawdę należymy do świata dinozaurów! Owszem – biegaliśmy na prywatki (tak to się wtedy nazywało) ale nigdy chyba nie byłam w żadnym klubie ani na prywatce, na której pilibyśmy alkohol, do domu wracałam o bardzo przyzwoitej porze i jakoś nie miałam pomysłu, że moje życie nastolaki jest nudne. Za to na zbiórki leciałam jak na skrzydłach, mogłam spokojnie zawalić szkołę, iść na wagary, jeśli trzeba było coś przygotować, zrobić na polecenie przełożonego czy wreszcie naszego „Szefa”, który wtedy był naszym absolutnym guru.
Przeszłam różne fazy harcerskie – od „Szarotek” w zuchach, gdzie później zostałam przyboczną i drużynową do drużynowej zuchowej w Czarnej 13-ce, aż wreszcie zaangażowałam się w krąg Drużynowych Zuchowych w hufcu Kraków – Kleparz i tam pewien ważny i fajny druh wciągnął mnie do 24 Szczepu „Harnasie” i tak stałam się pierwszą instruktorką żeńską w szczepie, który rozwijając się otworzył drużyny zuchowe żeńskie. Ja wciągnęłam Ninę i w ten sposób nasze życie dwóch nierozłącznych przyjaciółek szkolnych uwikłało się w krąg męskiej przyjaźni. Stanowiliśmy dobrą paczkę. Choć – nie ukrywam – były i trudne chwile. Dwie dziewczyny i stara zwarta paczka 7 czy 8 facetów, to niezbyt łatwa konfiguracja…
Mimo wszystko – połączyło nas tak wiele wspólnych rozmów, wyjazdów, akcji, wielogodzinnych dyskusji, że sprawdziliśmy te nasze „połączenia dróg” i ich niewiarygodną moc w różnych sytuacjach.
Po ponad 20-kilku latach z jednym z Harnasi odnaleźliśmy się w Stanach. Telefon – (wtedy jeszcze stacjonarny, nie było komórkowych), ten sam głos..
„Marek?” – „to ty, Gośka?” – kilka dni później czekałam na niego na lotnisku w Houston. Przyleciał spóźniony. Kiedy szedł z samolotu widziałam jego rozczochraną czuprynę i koszulkę z napisem KRAKÓW. Było wszystko jak kiedyś. Razem z moim mężem, też jednym z „Harnasi” – nie mogliśmy się nagadać przez kilka następnych nocy. Brakowało nam tylko dawnego kręgu ogniska..


Wtedy po raz pierwszy piliśmy pepsi-colę! A Wacek do tej pory pamięta jak po węgiersku jest „jedenaście” bo było nas 11 uczestników: cztery dziewczyny i siedmiu chłopaków i tyle porcji, miejsc, biletów zamawiał przez cały czas trwania obozu. – TIZENEGI!!

Od prawej moja „druga szkolno-harcerska” połowa Nina, potem Wojtek, który do dziś pozostaje naszym najwierniejszym uczestnikiem spotkań babskich (już rzadkich i w małej grupie, ale Wojtek zawsze jest wśród nas! 🙂 Dalej Iwonka, wtedy już żona naszego Szefa i ja.