Kochani poloniści

‎2/‎17/‎2021
Miałam takie szczęście w życiu, że zawsze trafiałam w szkole na świetnych polonistów. Najpierw w szkole podstawowej pamiętam panią Kubacką (a może podobnie? dziś juz nie żyje, więc mogę przytoczyć z pełnym sentymentem jej nazwisko). Uwielbiałam ją, jej opowieści o literaturze, jej sposób opowiadania o niej. Już wtedy pewnego dnia powiedziałam w domu, że będę nauczycielką polskiego. Mój ojciec, inżynier, popatrzył z politowaniem i pokręcił głową z dezaprobatą.
Wtedy jeszcze oceny ze wszystkich przedmiotów miałam bardzo dobre, ale już wiedziałam, że nie lubię matematyki, że fizyka to obce mi pole, że chemia, geometria to elementy, których moja wyobraźnia nie wychwytuje.
II Liceum im. Sobieskiego w Krakowie, legenda tamtych czasów (głównie za sprawą dyrektora szkoły, pana G) upewniła mnie, że po pierwsze znów najlepszym i uwielbianym moim nauczycielem był polonista (o, nie, wcale nie najłatwiejszym! ale ta jego niezależność, ta luzackość, ta swoboda poruszania się po literaturze i interpretacja jej, to, że nigdy nie musiał mieć w ręce dziesiątek podręczników, żeby wiedzieć o czym mówić, to, że od drzwi rzucał dziennikiem i zawsze trafiał na stół.. ). Mogłyśmy z moimi przyjaciółkami (klub czterech!) godzinami rozmawiać o nim i o jego lekcjach, był naprawdę wyjątkowy.
Pamiętam jak uważałyśmy, że wreszcie rozgryzłyśmy jego system przepytywania z zadanych rzeczy do nauczenia się i uznałyśmy, że skoro następnego dnia jest test pisemny, to na pewno nie będzie przepytywania z fragmentu koncertu Jankiela, ktory mielismy zadany kilka dni wcześniej nauczyć się na pamięć z „Pana Tadeusza”. Zawsze byłam solidna, zawsze starałam się umieć wszystko na czas. Ale – przed czasem ?..
Piszemy test, jestem bardzo podniecona, wszystko wiem – idzie dobrze. Siedzę w pierwszej ławce. Profesor W. (tak, w liceum mieliśmy profesorów!) siedzi półdupkiem (przepraszam za pól..) na mojej ławce i pada ostatnie pytanie testu:
Napisz tekst koncertu Jankiela od słów: „Było cymbalistów wielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu….” A ja – NIC! Ani słowa.. A mój ukochany profesor: „O, ktoś się nie nauczył tekstu na pamięć, ktoś nie umie, ktoś nie wie co pisać…” Boże! do dziś słyszę ten jego sarkazm w głosie, widzę ten uśmieszek i czuję mój palący wstyd. Do dziś pamiętam to wydarzenie, nie dlatego, że profesor dał dwie oceny, jedną za test a drugą za znajomość tekstu koncertu Jankiela (którą potem poprawiłam..) ale za poczucie swojej beznadziejności, że dałam się tak wymanewrować swojemu ulubionemu nauczycielowi.

Po latach i po różnych, niełatwych perypetiach, sprawdzianach, zakrętach, egzaminach, potyczkach rodzinnych i innych – zostałam polonistką. Skończyłam studia, zaczęłam moją pierwszą pracę jako nauczycielka w szkole. Przez miesiąc w podstawówce. A po miesiącu trafiłam do Liceum Medycznego w Sosnowcu. I tu zaczęła się moja nauczycielska droga – 13 lat. Może niedługa w czasie, ale pełna emocji, zdarzeń, przyjaźni i do dziś trwających wspomnień. Ten czas w moim życiu, w trudnym życiu szkolnej polskiej rzeczywistości był wielkim bogatym rozdziałem mojego zawodowego życia.


BACK

Dodaj komentarz